poniedziałek, 18 lutego 2013

ANIA Z AVONLEA, LUCY MAUD MONTGOMERY


Kilka ostatnich dni spędziłam z „Anią z Avonlea” , znowu zawitałam do białego domku z zielonymi okiennicami, spacerowałam Aleją Zakochanych i błądziłam po Lesie Duchów. Jak zwykle cudownie było wrócić do znanych zakątków pięknej Wyspy Księcia Edwarda i spotkać się ze starymi bohaterami oraz powitać nowych.

Do domku Maryli i Ani zawitała para bliźniaków, która szturmem zdobyła serca ich właścicielek. Figlarny Tadzio i niezwykle ugrzeczniona Tola na stale wpisali się w pejzaż Zielonego Wzgórza. Po sąsiedzku pojawił się pan Harrison ze swoją klnącą papugą. Ania na drodze szczególnego porozumienia dusz zaprzyjaźnia się z niezwykle wrażliwym Pawełkiem Irvingiem oraz Lawendą z Chatki Ech. Ich podróże do krainy wyobraźni  z historiami o nimfach, aniołach schodzących na ziemię i księżycu w nowiu, powodowały u mnie westchnienia zachwytu.

„(...) nie te dni są najmilsze, kiedy spotyka  nas coś nadzwyczajnego, lecz te, które przynoszą nam drobne codzienne rozkosze i przesuwają się gładko jak perełki na naszyjniku” – tak mówi Ania i ma rację. „Ania z Avonlea” to zbiór uroczych opowiastek, które malują mi się w głowie niczym kolorowe pejzażyki  złożone z dni powszednich Ani. Oczywiście codzienność Ani nie jest taka sobie zwyczajna, bo jeśli nie wypełniają jej, jak zwykle, kłopoty, w które się wpędza, to są to marzenia oraz radości dnia, zbiór przepięknych momentów, które Ania potrafi kolekcjonować w swoim sercu i pamięci.

Cieszy mnie to, że Ania, mimo poważnej funkcji kierownika szkoły oraz sekretarza Komitetu Miłośników Avonlea, nie straciła swego serca i fantazji. Uważa, że „trzeba żyć tak, aby upiększać swe imię, nawet jeśli poprzednio nie brzmiało pięknie”. Jej się to bez wątpienia udaje. Gdziekolwiek się pojawia wywołuje uśmiech na twarzy i radość w sercach. Mimo, iż starsza, dorosła, to ciągle z duszą dziecka.

„Ania z Avonlea” Lucy Maud Mongomery trafia do mojego serca tak samo jak „Ania z Zielonego Wzgórza”. Wywołuje u mnie tęsknotę za bliskim kontaktem z przyrodą, za radością z pięknego poranka, kiedy nie ma się na głowie obowiązków, tylko przyjemności w postaci spaceru i odkrywania uroczych, ukwieconych zakątków. Zapach lasu po deszczu, krople błyszczące na pajęczynie, drżący fiolek ukryty w leśnym poszyciu – takich skarbów pragnę poszukiwać. I tak też spędzałam ostatnie dni. Cieszyłam się muszlą na plaży, słońcem tańczącym na falach i wdychałam zapach wiatru we włosach mojego Synka. Podglądaliśmy ptaki i siedzieliśmy wpatrzeni w łąkę stokrotek (tak, bo u mnie już chyba wiosna). Całym sercem pokochałam małą Anię, a i tą starszą, ale tak samo wrażliwą i romantyczną istotę z siedmioma piegami na nosie, darzę ogromnym uczuciem. Za jej sposób widzenia świata, za jej dobre derce i nieustającą tendencję do przyciągania kłopotów. 



___________________
Lucy Maud Montgomery, Ania z Avonlea, przeł. Rozalia Bernsteinowa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 282.

Pierwsze zdanie: Działo się to w piękne sierpniowe popołudnie na Wyspie Księcia Edwarda.
Ostatnie zdanie: Ponad rzeką zaś uwięzione w purpurze echa też oczekiwały godziny swego wyzwolenia.

---------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań Czytajmy Anię, Z półki - 2013 Pochłaniam strony, bo kocham tomy. 

Image and video hosting by TinyPic

19 komentarzy:

  1. Z Anią trudno się rozstać, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Dlatego zamierzam regularnie wracac do jej swiata, bo dobrze mi to robi na psyche.

      Usuń
  2. Piękna recenzja, szczególnie ten ostatni paragraf :-) aż przyjemnie się czyta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje.
      W ksiazkach o Ani wciaz odnajduje zagubione dziecko, ktorym w srodku wciaz jestem.

      Usuń
  3. Ania bawi i wzrusza. Jestem nią niezmiennie oczarowana od lat. Nie zmieni sie to już bo na starośc sie dziecinnieje:- D
    Nie przeczytałam żadnej powieści po "Ani z zielonego.." jej dalsze losy znam nieżle z oglądanego nieustannie serialu emitowanego w Polsacie)
    Zastanawia mnie fakt jak Ty taka ciepła i wrażliwa osoba, piszaca w tak piekny sposób o swoich ludzkich tesknotach może wielbić Anusię z siedmioma piegami na nosie i tego potwora Hannibala...czy jak mu tam;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mozesz jeszcze nadrobic;) Ciekawe, czy podobalyby ci sie powroty do Avonlea... Serial jest swietny, ogladalam x razy i ciagle mnie wzrusza.

      Wiem, ze ostatnio nieczestos iegam po tego typu literature, ale kiedys czytalam sporo thrillerow i sensacji, w zadnej ksiazce po "Hannibalu" nie zafascynowala mnie tak postac mordercy. Jego genialny umysl estety i erudyty, ktory potrafi rozszyfrowac zakamarki kazdej duszy, uwielbienie dla swiata piekna, muzyki i sztuki z jednej, a z drugiej brak poszanowania ludzkiego zycia, ktore potrafi rozdeptac jak pluskwe. Po Hannibalu wszystkie sylwetki notorycznych zabojcow wypadaja blado. To nie Hannibala uwielbiam, ale cala trylogie i sposob, w jaki autor odmalowal wewnetrzny swiat Hannibala i jego spojrzenie na swiat.
      Niebieska, to naprawde dobre ksiazki, polecam przeczytac.:)

      A Ania to Ania. Lubie takze piekne umysly:)

      Usuń
    2. Mięknę. Powoli ale jednak! Ty jesteś w stanie namieszać w mojej głowie)

      A Ania to Ania, wiadomo! Jak wszyskie niemal Anie;-)

      Usuń
  4. Rany, jak ja uwielbiam opowieści o Ani! A historia panny Lawendy i Paula Irvinga urzekła mnie szczególnie :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta historia urzeka, a jednoczesnie zasmuca, bo pokazuje, jak przez glupstwa, ktorych nie pamieta sie juz nawet po latach mozna stracic milosc swojego zycia na wiele lat.

      Usuń
  5. Przypomniałaś mi, dlaczego tak bardzo lubiłam opowieści o Ani, chyba znowu po nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z calego serca zachecam do powrotu do Avonlea.

      Usuń
  6. Klasyka, którą warto przypominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie. Mam nadzieje, ze Ania bedzie zyla w sercach dzieci jeszcze przez wiele lat.

      Usuń
  7. Co ja mogę napisać? Uwielbiam Anię, całą serię otrzymałam, gdy byłam małym szkrabem i do dzisiaj nie otrzymałam piękniejszego prezentu. Ania mnie wzrusza i śmieszy. Cudowna postać, wspaniałe książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedna z moich ulubionych części, Ania to wyjątkowa bohaterka :) Pamiętam, że za każdym razem jak czytałam książkę, to marzyłam aby przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trakcie czytania nie moge sie powtrzymac i ogladam zdjecia z Wyspy, a takze dom Ani. Bardzo chcialabym tam kiedys pojechac i zobaczyc te miejsca na wlasne oczy.

      Usuń
  9. Pamiętam, że Anią "zaraziła" mnie moja mama. W swoim starym mieszkaniu miała całą serią i ja potem ją przejęłam. Przeczytałam wszystkie, ale młoda Ania bardziej mi odpowiada, niż żona i matka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam wszystkie filmowe wersje perypetii Ani, ale ksiązkowe u mnie kuleją, a szkoda. Mam nadzieję jednak je kiedyś nadrobić, bo pierwsza część podobała mi się ogromnie :)

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)