Kiedy Elif Shafak dowiaduje się, że zostaje matką, w jednej chwili jej życie wywraca się do góry nogami. Zupełnie nie wie, jak pogodzić bycie matką z pisarstwem. Po raz pierwszy w życiu przestaje pisać. Traci wiarę w słowa. Zagubiona wśród różnych wizji macierzyństwa – idealizowanej i będącej największą tajemnicą kobiety, czy przebojowej i perfekcyjnej, w której kariera wciąż gra główną rolę – powoli na nowo odnajduje siebie. Uczy się akceptować wielobarwne emocje, jakie wiążą się z przyjściem na świat dziecka i próbuje odzyskać wewnętrzną harmonię. W tym wszystkim towarzyszy jej wewnętrzny chór kobiet, z których każda ma coś innego i ważnego do powiedzenia, a także inne pisarki, feministki i matki – Sylvia Plath, Virginia Woolf, Ayn Rand czy Zelda Fitzerald.
Dlaczego mam wrażenie, że ktokolwiek napisał
te słowa na okładce przeczytał tylko wstęp i ostatni rozdział książki? Czyżby
podstępny efekt reklamy, aby dotrzeć do szerszej grupy czytelników? Dlaczego na
okładce nie ma podtytułu: „O pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie”? Skąd
się wzięły kobiety w czarnych burkach na okładce? Czyżby dlatego, że wielkim
powodzeniem w Polsce cieszą się książki o muzułmańskich kobietach? Dla porównania - zagraniczna okładka.
Ktokolwiek myśli, że to książka tylko o
depresji poporodowej – myli się. Ktokolwiek myśli, że jest to kolejna książka o
tematyce arabskiej – jest w błędzie. Elif Shafak, Turczynka stojąca jedną nogą
w zachodniej kulturze, a drugą w zachodniej, napisała bardzo osobistą
autobiograficzną powieść. Dokładnie o tym, o czym pisze w podtytule.
Każda książka to wędrówka, mapa złożoności
umysłu i duszy człowieka. A czytelnik to swoisty podróżnik. Niektóre wyprawy
prowadza do miejsc dziedzictwa kulturowego, podczas gdy inne koncentrują się
wokół aktywnego wypoczynku i przyrody. Na kolejnych stronach chce zabrać cię
drogi czytelniku, na wyprawę do dwóch miejsc jednocześnie: w Dolinę Dzieci i do
Lasu Książek.
W Dolinie Dzieci opowiem ci o rolach, które
określają nas, kobiety. Zacznę od tych związanych z kobiecością, macierzyństwem
i pisarstwem. W Lesie Książek opowiem o życiu i twórczości różnych autorek – z
czasów zamierzchłych i obecnych, ze Wschodu i zachodu – żeby sprawdzić, jak rozprawiły
się z podobnymi tematami, bez względu na to, czy odniosły sukces, czy poniosły klęskę.
Ta książka została napisana nie tylko dla
matek, które przeżyły podobna depresje, ale dla wszystkich – dla mężczyzn i
kobiet, dla osób samotnych i małżeństw, dla rodziców i dzieci, dla pisarzy i czytelników
– którzy czasami nie radzą sobie w życiu z mnogością ról do odegrania i
obowiązków do spełnienia.
Powyższe słowa mnie uwiodły, mnie kobietę,
małżonkę, rodzica, dziecko, czytelnika. Na kolejnych stronach książki mogłam
przekonać się, że Elif Shafak ma wielki talent do opowiadania historii, nie
tylko własnej, ale także innych kobiet, które stały na rozdrożu, które
poszukiwały, które wierzyły i wahały się. Dzięki tym wszystkim historiom doszłam
po raz kolejny do wniosku, że nie powinnam czuć się odosobniona z moimi
wszystkimi wątpliwościami, a wewnętrzne monologi, które prowadziłam, a czasami
nadal prowadzę, zdarzały się także wielkim kobietom. Nie będę ukrywać, ze
najsmaczniejszymi kąskami z tej książki były dla mnie historie pisarek i żony
pisarzy. Zofia żona Tołstoja, Zelda Fitzgerald, George Eliot, Virginia Woolf,
Sylvia Plat, Ayn Rand, Toni Morrison i wiele, wiele innych wspomnianych w tej
książce kobiet pokazanych zostało od zupełnie innej strony. Spotykamy między
innymi kobiety podejmujące decyzję o tym, że nie chcą być matkami, ponieważ
chcą oddać się tylko pisarstwu, także te, które wybrały macierzyństwo i nie
potrafią mu sprostać, również i takie, które nie chcą zostać małżonkami. Mamy
okazję przekonać się o tym, jak kobiecość wpływała na ich proces tworzenia,
czasami je ograniczając, a czasami dodając im skrzydeł, jak zmieniał się status
pisarek-kobiet na przestrzeni wieków.
„Czarne mleko” to opowieść Elif Shafak o Elif Shafak- pisarce i kobiecie. Po raz
pierwszy odkrywa to, co tkwi na dnie jej duszy. Pisze o tym, jak w wieku 35 lat
zorientowała się, że jej biologiczny zegar przyśpiesza, a ona nie potrafiła
sobie odpowiedzieć na pytanie, czy kiedykolwiek chce zostać małżonką i matką.
Do tej pory głosiła tezy, że małżeństwo i macierzyństwo nie są dla niej, ale po
uświadomieniu sobie, że posiadanie wyboru o byciu lub niebyciu matką wkrótce
zostanie jej odebrane przez naturę, zasiała w sobie ziarno wątpliwości. Do głosu
dochodzi wtedy Wewnętrzny Chór Niewspółbrzmiących Głosów, które Shafak
zwizualizowała pod postacią Calineczek. Najpierw prowadzi konwersację z czterema
z nich: Panienką Praktyczną, Panią Derwisz, Panną Ambicją Czechowską i Panną
Intelektualistką Cyniczną. Shafak nie ukrywa, że pisanie jest dla niej
wszystkim. Zaczęła nim się parać w wieku ośmiu lat, kiedy matka podarowała jej
notes, który zamiast stać się pamiętnikiem został zbiorem zapisanych historii,
które krążyły jej po głowie. Introwertyczka, pisarka, osoba kochająca czytać.
Sama przyznaje, że pisarze najbardziej kochają siebie i zgadza się ze słowami
Toni Morrison, że często bywają n i e o b e c n i.
Boi się, że bycie matką uniemożliwi jej bycie pisarką. Cztery cwane
Calineczki ukrywają przed nią istnienie jeszcze dwóch wewnętrznych „ja”: Mamci
Pudding Ryżowy oraz Blue Belle Bovary. Czy polubiłam Calineczki Elif Shafak? I
tak i nie. Często mnie bawiły, czasami dzięki nim popadałam w zadumę, ale
również drażniły mnie i denerwowały, bywało, że miałam ich dość. Pewnie
dlatego, że z mojego wnętrza zaczęły się odzywać moje inne „ja” i zaczynały
prowadzić dyskusje z Calineczkami.
Elif Shafak uzmysłowiła mi, że nie istnieje jedna
recepta na macierzyństwo i pisarstwo, która odpowiadałaby nam wszystkim. W
rzeczywistości przez świat literatury wiedzie wiele dróg, a wszystkie prowadzą
do tego samego celu i są równie wartościowe. Tak jak każdy pisarz rozwija
własny niepowtarzalny styl, czerpiąc inspirację z prac innych autorów, tak my,
kobiety, jako istoty ludzkie, szukamy indywidualnych odpowiedzi na uniwersalne
pytania i potrzeby, a otuchy dodaje nam odwaga pozostałych.
Depresja porodowa przypada na jedną z dziesięciu
kobiet bez względu na miejsce zamieszkania, wiarę, poziom intelektualny. Mózg
jest najwrażliwszym naszym organem, bardzo podatnym na wszelkie wahania, urazy
zewnętrzne i wewnętrzne. Trafić może każdego. Trafiło i mnie, osobę, która
miała zawsze życie zaplanowane. Być może
te najsilniejsze i najbardziej pewne siebie spośród nas są istotnie najbardziej
na nią narażone. Nie zdołałam jednak zaplanować tego, że urodzę dziecko dwa
miesiące wcześniej, a później zostanie ono zdiagnozowane i dowiem się, że ma wadę
wrodzoną mózgu i chorobę genetyczną. Ja, tak świetnie przygotowana do
macierzyństwa, trzymająca na rękach wiele zdrowych dzieci dostałam od losu obuchem w głowę. Nie dostałam od życia tego, czego najbardziej pragnęłam – zdrowego
dziecka. Rok, w którym urodziłam Syna był najgorszym w moim życiu, sama z mężem,
z daleka od rodziny, ciągle czekająca na odpowiedź „jakie będzie moje dziecko?
Czy kiedykolwiek usiądzie, zrobi pierwszy krok, powie mamo?” Gdy zaatakowała mnie
depresja poporodowa, byłam całkiem bezbronna. Pojawiła się przede mną niczym
ciemny, pozornie nie kończący się tunel, który śmiertelnie mnie przerażał. Gdy
próbowałam przez niego przebrnąć, kilka razy upadlam, przez co moja osobowość
potłukła się na drobne kawałki tak małe, ze w żaden sposób nie można ich było
posklejać. Wiem, jak to jest być na dnie najczarniejszej rozpaczy i wiem,
co to znaczy mieć czarne mleko.
Depresja
może okazać się wielka szansa dana nam przez życie. Mimo,
iż nikt nie potrafił odpowiedzieć mi na pytanie czy w ogóle, ale jeśli tak to w
jakim stopniu moje Dziecko będzie upośledzone psychicznie i/lub fizycznie i
kazano nam czekać, to postanowiłam o Niego zawalczyć. W tej chwili jest zdrowym,
normalnym chłopcem, tak - z „defektami”, których nie da się cofnąć, ale niczym
nie odbiegającym od rówieśników. Ile mentalnie kosztowało to mnie i Męża, wiemy tylko my. Jednakże, gdyby ktoś zapytał mnie czy chciałabym zaryzykować raz jeszcze, to odparłabym, że tak. Miała rację Elif Shafak obawiając się, że macierzyństwo zmieni wiele w jej życiu. Powiedziałabym, że zmienia wszystko, a najbardziej perspektywę patrzenia na samą siebie i otaczający świat. Niektóre kobiety odnajdują się w tej roli automatycznie, niektóre muszą się jej uczyć, czasami przez całe życie i to z różnym skutkiem. Niektóre kobiety potrafią po kilku dniach wrócić do pracy zawodowej, inne potrzebują na to sporo czasu. Nie ma na to jednej odpowiedzi, ale możemy korzystać z doświadczenia innych i uczyć się od nich. Ważne, aby zdać sobie sprawę, że nie my jedne mamy wątpliwości i pogodzić się wewnętrznie ze samą sobą.
Elif Shafak stworzyła ciepłą, gawędziarską
powieść, będę polemizować z jej autorką i zaryzykuję stwierdzenie, że jednak
bardziej dla kobiet i o kobietach. Z drugiej strony każdy kto stoi na ważnym
zakręcie życiowym może sięgnąć po nią i znaleźć odpowiedź na własne dręczące
pytania lub przeczytać po prostu dla przyjemności. Ja przeżyłam dzięki niej prawdziwe katharsis.
Elif Shafak, Czarne mleko: o pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie/Black Milk On Writing, Motherhood, and the Harem Within, przeł. Natalia Wiśniewska, s.354, Wydawnictwo Literackie, 2011.
Zdania napisane kursywą są cytatami z książki.
----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle".