Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura turecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura turecka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2012

CZARNE MLEKO, ELIF SAFAK


Kiedy Elif Shafak dowiaduje się, że zostaje matką, w jednej chwili jej życie wywraca się do góry nogami. Zupełnie nie wie, jak pogodzić bycie matką z pisarstwem. Po raz pierwszy w życiu przestaje pisać. Traci wiarę w słowa. Zagubiona wśród różnych wizji macierzyństwa – idealizowanej i będącej największą tajemnicą kobiety, czy przebojowej i perfekcyjnej, w której kariera wciąż gra główną rolę – powoli na nowo odnajduje siebie. Uczy się akceptować wielobarwne emocje, jakie wiążą się z przyjściem na świat dziecka i próbuje odzyskać wewnętrzną harmonię. W tym wszystkim towarzyszy jej wewnętrzny chór kobiet, z których każda ma coś innego i ważnego do powiedzenia, a także inne pisarki, feministki i matki – Sylvia Plath, Virginia Woolf, Ayn Rand czy Zelda Fitzerald.

Dlaczego mam wrażenie, że ktokolwiek napisał te słowa na okładce przeczytał tylko wstęp i ostatni rozdział książki? Czyżby podstępny efekt reklamy, aby dotrzeć do szerszej grupy czytelników? Dlaczego na okładce nie ma podtytułu: „O pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie”? Skąd się wzięły kobiety w czarnych burkach na okładce? Czyżby dlatego, że wielkim powodzeniem w Polsce cieszą się książki o muzułmańskich kobietach? Dla porównania - zagraniczna okładka.
Ktokolwiek myśli, że to książka tylko o depresji poporodowej – myli się. Ktokolwiek myśli, że jest to kolejna książka o tematyce arabskiej – jest w błędzie. Elif Shafak, Turczynka stojąca jedną nogą w zachodniej kulturze, a drugą w zachodniej, napisała bardzo osobistą autobiograficzną powieść. Dokładnie o tym, o czym pisze w podtytule.

     Każda książka to wędrówka, mapa złożoności umysłu i duszy człowieka. A czytelnik to swoisty podróżnik. Niektóre wyprawy prowadza do miejsc dziedzictwa kulturowego, podczas gdy inne koncentrują się wokół aktywnego wypoczynku i przyrody. Na kolejnych stronach chce zabrać cię drogi czytelniku, na wyprawę do dwóch miejsc jednocześnie: w Dolinę Dzieci i do Lasu Książek.
    W Dolinie Dzieci opowiem ci o rolach, które określają nas, kobiety. Zacznę od tych związanych z kobiecością, macierzyństwem i pisarstwem. W Lesie Książek opowiem o życiu i twórczości różnych autorek – z czasów zamierzchłych i obecnych, ze Wschodu i zachodu – żeby sprawdzić, jak rozprawiły się z podobnymi tematami, bez względu na to, czy odniosły sukces, czy poniosły klęskę.
     Ta książka została napisana nie tylko dla matek, które przeżyły podobna depresje, ale dla wszystkich – dla mężczyzn i kobiet, dla osób samotnych i małżeństw, dla rodziców i dzieci, dla pisarzy i czytelników – którzy czasami nie radzą sobie w życiu z mnogością ról do odegrania i obowiązków do spełnienia.

Powyższe słowa mnie uwiodły, mnie kobietę, małżonkę, rodzica, dziecko, czytelnika. Na kolejnych stronach książki mogłam przekonać się, że Elif Shafak ma wielki talent do opowiadania historii, nie tylko własnej, ale także innych kobiet, które stały na rozdrożu, które poszukiwały, które wierzyły i wahały się. Dzięki tym wszystkim historiom doszłam po raz kolejny do wniosku, że nie powinnam czuć się odosobniona z moimi wszystkimi wątpliwościami, a wewnętrzne monologi, które prowadziłam, a czasami nadal prowadzę, zdarzały się także wielkim kobietom. Nie będę ukrywać, ze najsmaczniejszymi kąskami z tej książki były dla mnie historie pisarek i żony pisarzy. Zofia żona Tołstoja, Zelda Fitzgerald, George Eliot, Virginia Woolf, Sylvia Plat, Ayn Rand, Toni Morrison i wiele, wiele innych wspomnianych w tej książce kobiet pokazanych zostało od zupełnie innej strony. Spotykamy między innymi kobiety podejmujące decyzję o tym, że nie chcą być matkami, ponieważ chcą oddać się tylko pisarstwu, także te, które wybrały macierzyństwo i nie potrafią mu sprostać, również i takie, które nie chcą zostać małżonkami. Mamy okazję przekonać się o tym, jak kobiecość wpływała na ich proces tworzenia, czasami je ograniczając, a czasami dodając im skrzydeł, jak zmieniał się status pisarek-kobiet na przestrzeni wieków.

„Czarne mleko” to opowieść Elif Shafak o  Elif Shafak- pisarce i kobiecie. Po raz pierwszy odkrywa to, co tkwi na dnie jej duszy. Pisze o tym, jak w wieku 35 lat zorientowała się, że jej biologiczny zegar przyśpiesza, a ona nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie, czy kiedykolwiek chce zostać małżonką i matką. Do tej pory głosiła tezy, że małżeństwo i macierzyństwo nie są dla niej, ale po uświadomieniu sobie, że posiadanie wyboru o byciu lub niebyciu matką wkrótce zostanie jej odebrane przez naturę, zasiała w sobie ziarno wątpliwości. Do głosu dochodzi wtedy Wewnętrzny Chór Niewspółbrzmiących Głosów, które Shafak zwizualizowała pod postacią Calineczek. Najpierw prowadzi konwersację z czterema z nich: Panienką Praktyczną, Panią Derwisz, Panną Ambicją Czechowską i Panną Intelektualistką Cyniczną. Shafak nie ukrywa, że pisanie jest dla niej wszystkim. Zaczęła nim się parać w wieku ośmiu lat, kiedy matka podarowała jej notes, który zamiast stać się pamiętnikiem został zbiorem zapisanych historii, które krążyły jej po głowie. Introwertyczka, pisarka, osoba kochająca czytać. Sama przyznaje, że pisarze najbardziej kochają siebie i zgadza się ze słowami Toni Morrison, że często bywają n i e o b e c n i.  Boi się, że bycie matką uniemożliwi jej bycie pisarką. Cztery cwane Calineczki ukrywają przed nią istnienie jeszcze dwóch wewnętrznych „ja”: Mamci Pudding Ryżowy oraz Blue Belle Bovary. Czy polubiłam Calineczki Elif Shafak? I tak i nie. Często mnie bawiły, czasami dzięki nim popadałam w zadumę, ale również drażniły mnie i denerwowały, bywało, że miałam ich dość. Pewnie dlatego, że z mojego wnętrza zaczęły się odzywać moje inne „ja” i zaczynały prowadzić dyskusje z Calineczkami.

Elif Shafak uzmysłowiła mi, że nie istnieje jedna recepta na macierzyństwo i pisarstwo, która odpowiadałaby nam wszystkim. W rzeczywistości przez świat literatury wiedzie wiele dróg, a wszystkie prowadzą do tego samego celu i są równie wartościowe. Tak jak każdy pisarz rozwija własny niepowtarzalny styl, czerpiąc inspirację z prac innych autorów, tak my, kobiety, jako istoty ludzkie, szukamy indywidualnych odpowiedzi na uniwersalne pytania i potrzeby, a otuchy dodaje nam odwaga pozostałych.

Depresja porodowa przypada na jedną z dziesięciu kobiet bez względu na miejsce zamieszkania, wiarę, poziom intelektualny. Mózg jest najwrażliwszym naszym organem, bardzo podatnym na wszelkie wahania, urazy zewnętrzne i wewnętrzne. Trafić może każdego. Trafiło i mnie, osobę, która miała zawsze życie zaplanowane. Być może te najsilniejsze i najbardziej pewne siebie spośród nas są istotnie najbardziej na nią narażone. Nie zdołałam jednak zaplanować tego, że urodzę dziecko dwa miesiące wcześniej, a później zostanie ono zdiagnozowane i dowiem się, że ma wadę wrodzoną mózgu i chorobę genetyczną. Ja, tak świetnie przygotowana do macierzyństwa, trzymająca na rękach wiele zdrowych dzieci dostałam od losu obuchem w głowę. Nie dostałam od życia tego, czego najbardziej pragnęłam – zdrowego dziecka. Rok, w którym urodziłam Syna był najgorszym w moim życiu, sama z mężem, z daleka od rodziny, ciągle czekająca na odpowiedź „jakie będzie moje dziecko? Czy kiedykolwiek usiądzie, zrobi pierwszy krok, powie mamo?” Gdy zaatakowała mnie depresja poporodowa, byłam całkiem bezbronna. Pojawiła się przede mną niczym ciemny, pozornie nie kończący się tunel, który śmiertelnie mnie przerażał. Gdy próbowałam przez niego przebrnąć, kilka razy upadlam, przez co moja osobowość potłukła się na drobne kawałki tak małe, ze w żaden sposób nie można ich było posklejać. Wiem, jak to jest być na dnie najczarniejszej rozpaczy i wiem, co to znaczy mieć czarne mleko.
Depresja może okazać się wielka szansa dana nam przez życie. Mimo, iż nikt nie potrafił odpowiedzieć mi na pytanie czy w ogóle, ale jeśli tak to w jakim stopniu moje Dziecko będzie upośledzone psychicznie i/lub fizycznie i kazano nam czekać, to postanowiłam o Niego zawalczyć. W tej chwili jest zdrowym, normalnym chłopcem, tak - z „defektami”, których nie da się cofnąć, ale niczym nie odbiegającym od rówieśników. Ile mentalnie kosztowało to mnie i Męża, wiemy tylko my. Jednakże, gdyby ktoś zapytał mnie czy chciałabym zaryzykować raz jeszcze, to odparłabym, że tak. Miała rację Elif Shafak obawiając się, że macierzyństwo zmieni wiele w jej życiu. Powiedziałabym, że zmienia wszystko, a najbardziej perspektywę patrzenia na samą siebie i otaczający świat. Niektóre kobiety odnajdują się w tej roli automatycznie, niektóre muszą się jej uczyć, czasami przez całe życie i to z różnym skutkiem. Niektóre kobiety potrafią po kilku dniach wrócić do pracy zawodowej, inne potrzebują na to sporo czasu. Nie ma na to jednej odpowiedzi, ale możemy korzystać z doświadczenia innych i uczyć się od nich. Ważne, aby zdać sobie sprawę, że nie my jedne mamy wątpliwości i pogodzić się wewnętrznie ze samą sobą. 

Elif Shafak stworzyła ciepłą, gawędziarską powieść, będę polemizować z jej autorką i zaryzykuję stwierdzenie, że jednak bardziej dla kobiet i o kobietach. Z drugiej strony każdy kto stoi na ważnym zakręcie życiowym może sięgnąć po nią i znaleźć odpowiedź na własne dręczące pytania lub przeczytać po prostu dla przyjemności. Ja przeżyłam dzięki niej prawdziwe katharsis.



Elif Shafak, Czarne mleko: o pisaniu, macierzyństwie i wewnętrznym haremie/Black Milk On Writing, Motherhood, and the Harem Within, przeł. Natalia Wiśniewska, s.354, Wydawnictwo Literackie, 2011.

Zdania napisane kursywą są cytatami z książki.

----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle".