Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura malezyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura malezyjska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 października 2012

MATKA RYŻU, RANI MANICKA


Są książki, które podobają mi się tak bardzo, że pochłaniam je w zastraszającym tempie, aby czym prędzej dowiedzieć się, jak się skończyły. Są książki, które tak mi się podobają, że chcę je czytać jak najwolniej, dawkując sobie strony i dłużej się cieszyć z możliwości obcowania z taką lekturą. „Matka Ryżu” Rani Manickiej należy do tej drugiej kategorii.

Rani Manicka, urodzona w Malezji autorka napisała z prawdziwym rozmachem czteropokoleniową sagę, której akcja zaczyna się na Cejlonie w latach trzydziestych zeszłego wieku. Czternastoletnia tamilska dziewczyna zostaje wydana za dwukrotnie starszego Aję.  Na imię jej Lakszmi i to od niej zaczyna się historia. Z nowo poślubionym mężem, który obiecywał jej bogactwa i przepych udaje się do Kuantan, maleńkiej osady w Malezji. Tam zasłony z oczu zostają jej brutalnie zdarte – mąż nie jest bogaczem, a zwykłym urzędnikiem tonącym w długach, ich dom jest biedną, wynajmowaną chatą, a życie w niczym nie przypomina bajki, którą jej obiecano. Młoda, niedoświadczona Lakszmi bierze na barki los i pod nim nie upada. Wręcz przeciwnie, udowadnia, że może być zaradna żoną i troskliwą matką szóstki dzieci, która najbardziej na świecie pragnie odmienić los swój i własnego potomstwa.  Gdybyż tylko pamiętała o przestrodze, którą kiedyś dał jej wuj!

Siedząc na kolanach wuja, handlarza owocami mango, pierwszy raz usłyszałam zdumiewającą opowieść o zbieraczach ptasich gniazd na dalekich Malajach. Śmiało wspinali się setki stóp w górę bez latarek, po gnących się tyczkach, by dotrzeć, do sklepień górskich jaskiń. Obserwowani przez duchy tych, którzy spadli w objęcia śmierci, niebezpiecznie wysoko nad ziemią śięgali po smakołyk bogaczy - gniazda ulepione z ptasiej śliny. W ciemnościach nie wolno było wypowiedzieć słów: strach, upadek krew, bo, odbite echem, mogły skusić złe duchy. Jedynym przyjacielem zbieracza gniazd jest bambusowa tyczka. Nim zacznie się po niej wspinać, stuka lekko w bambus, a gdy ten smutno westchnie, natychmiast go porzuca. Jedynie wtedy, gdy bambus zaśpiewa, zbieracz gniazd ośmiela się podjąć wspinaczkę. Wuj powiedział, że moje serce jest moim bambusem - jeżeli będę je dobrze traktować i włucham się w jego pieśń, to wdrapię się najwyżej i zdobędę największe gniazdo.

Często jednak ignorowała głos serca i słuchała tygrysów w niej mieszkających, rządziła swoją rodziną mocno ręką, pragnąc wyprostować wszystkich jej członków i ukształtować ich na obraz, który nosiła w głowie. Lakszmi i jej mąż Aja, dzieci: Lakszmana, Mohini, Sevense, Dżejan Anna, Lalita opowiadają historie z ich punkt widzenia na sprawy, który wstrząsały losami rodziny. Z tych wszystkich opowieści wyłania się obraz matki o sercu przepełnionym miłością ale i nienawiścią, o duszy wybaczającej, a jednocześnie nieprzejednanej. Matki, która potrafiła zachować łagodne oblicze dla jednych i pokazywać jedynie jego srogą stronę drugim, kobiety, która nie mogła darować słabości, ale równocześnie potrafiącej pochylić się nad cierpiącym członkiem rodziny. Lakszmi wiedziała, że miłość, to nie tylko słowa, lecz poświecenie. To gotowość dawania siebie, dopóki starczy sil. Była Matką Ryżu.
-       - Obudzisz Matkę Ryżu.
-       - Kogo? – pytam.
-       - Dawczynie Życia. Na Bali jej duch żyje w kukłach uplecionych z wiązek ryżu. Z drewnianego tronu w rodzinnym spichlerzu strzeże obfitych plonów, które dzięki niej zebrano na ryżowiskach. Jest tak święta, ze grzesznikom nie wolno przed nią stanąć ani uszczknąć choćby jednego ziarenka z jej figurki. (…) W tym domu Matka Ryżu jest twoja babka. Jest strażniczką snów. Patrz uważnie, to zobaczysz: siedzi na drewnianym tronie i w silnych rękach trzyma wszystkie nasze nadzieje i marzenia, małe i duże, twoje i moje. Nie osłabła z wiekiem.

Dzięki strażniczce snów i jej następczyniom możemy prześledzić tragiczne losy Lakszmi, jej dzieci, wnuków i prawnuczki. Poznajemy ile znaczy ziarenko ryżu i szczypta cukru pod japońską okupacją, co oznacza chować pod swoim dachem piękną dziewczynę, jak trudne jest odbudowanie wszystkich strat po wojnie. Każdy z bohaterów ma do opowiedzenia swoją historię cieni, lęków i brudów, które odnajdziemy ukryte w najdalszych zaułkach duszy. Dopiero poznanie ich wszystkich daje nam pełen obraz rodziny, której losy przepełnione są nieszczęściami i bólem.

Powieść napisana jest niezwykle pięknym i sugestywnym językiem. W powietrzu czujemy zapach egzotycznych przypraw, świeżych mango i młodych kokosów, na języku czujemy smak potraw i słodyczy, przed oczami migają nam lśniące tysiącem kolorów piękne sari. Wszystko to zostało posypane magicznym pyłem malajskich wierzeń i symboli. Poznajemy wróżbitów, zaklinaczy węży, sekrety domowego lecznictwa, siłę zaklęć i tajemniczą figurkę Kuan-Li, która rzuca groźny cień na Lakszmi i jej rodzinę.  Ta spora dawki egzotyki nie jest jednak ciężką kurtyną, to cienki woal, przez który bez trudu przenikniemy do malezyjskiego świata i będziemy przez niego podróżować z przyjemnością.

W pełnym dramaturgii świecie „Matki Ryżu” można zagubić się z największą rozkoszą, poznając uniwersalne historie o macierzyństwie, życiowym zaplątaniu i tropieniu własnych demonów.




Rani Manicka, Matka Ryżu/The Rice Mother, przeł. Andrzej Grabowski, Wydawnictwo Albatros,
Warszawa 2010.

Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki. 

----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Literatura w Azji, Azja w literaturze", "Z literą w tle".


Image and video hosting by TinyPic