„I góry odpowiedziały echem” kupiłam zaraz po
premierze w październiku 2013 roku. Nie mogło być inaczej, wszak Khaled
Hosseini wpisał się na listę moich ulubionych autorów dwoma poprzednimi powieściami.
„Chłopiec z latawcem”, jak i „Tysiąc wspaniałych słońc” mnie zachwyciły. Poprzeczkę
dla „I góry odpowiedziały echem” miałam więc ustawioną bardzo wysoko. Na książkę
oczywiście się nie rzuciłam, koiła mnie raczej myśl, że w razie czytelniczego dołka
mam w swojej biblioteczce coś, co ma duże szanse mnie z owego dołka wyciągnąć.
Ostatnio jednak przyglądam się szczególnie tym książkom, które były moimi
absolutnymi muszmieciami, które musiałam
mieć natychmiast i trochę mi smutno, że zrobił się z nich pokaźny
nieprzeczytany stos.
Czy książka „I góry odpowiedziały echem” zachwyciła
mnie? Nie. Nie mogę jednak napisać, że mnie zawiodła. To wciąż dobra powieść, którą
przeczytałam prawie w całości (poza końcówką) ze sporym zainteresowaniem. W
czasie czytania starałam się zapomnieć to, co przeczytałam na okładce, bo miałam
tylko rzucić okiem, a okazało się, że znowu za dużo mi streścili! Jakie to irytujące!
Khaled Hosseini z pewnością potrafi snuć opowieść,
która w tym przypadku jest jak puzzle, każda historia odkrywa inny kawałek
obrazu. Abdullah i Pari to kochające się rodzeństwo, które zostało rozdzielone.
Nie będziemy jednak śledzić drobiazgowo ich losów przez kilkadziesiąt lat, aż
do ich ponownego spotkania (bo przecież nie mamy wątpliwości, że kiedyś się
znowu połączą, zazwyczaj taki jest sens podobnych powieści), poznamy za to
koleje losu innych ludzi, w mniejszym bądź większym stopniu z dziejami rodzeństwa
połączone.
Pytanie jest takie, czy tych wątków nie jest
zbyt dużo? Sama uwielbiam obszerne, rozlegle powieści, ale czy naprawdę
konieczna jest historia Greka, który wynajmuje po wielu latach dom, w którym mieszkała
kiedyś Pari? I co właściwie ona wnosi do całej historii? Chyba że ma to być hołd
złożony ludziom, którzy swoje życie poświecili na to, aby ratować dzieci, które
ucierpiały w afgańskich walkach. Akurat uczepiłam się tego wątku, bo jakoś
najmniej mnie wciągnął. Tak, owszem – życie bywa zaskakujące, ale mnogość niezwykłych
historii trochę przytłacza i jest podejrzliwa. Cóż, wolałabym więcej Abdullaha
i Pari, mniej innych bohaterów. Autor jednak użył ich historii praktycznie tylko jako punktu wyjściowego
i jako klamry spinającej wszystko inne. Jego prawo, ale odnoszę wrażenie, że niektóre
sznurki jakoś mu się wymykają z rąk.
Z jakiegoś powodu Khaled Hosseini uznał
napisanie powieści „I góry odpowiedziały echem” za ważne. Na pewno to, czym zajmuje się jego fundacja znajduje odzwierciedlenie w wielu wątkach poruszonych w książce. Ale czy tylko o to chodzi? Może autor chciał opowiedzieć nam o tym, co dla niego samego jest ważne w danej chwili, co łączy się z jego życiem. Sam pochodzi z
Afganistanu, chociaż wychował się poza jego granicami, a zanim został
pisarzem wykonywał zawód lekarza. Pochodzi właśnie z pokolenia, o którym pisze w swojej książce
– tych Afgańczykach rozproszonych po całym świecie. Wśród nich są zapewnie bracia i
siostry, którzy zostali odseparowani od siebie, bo rodzice musieli sprzedać
jedno z nich, ale także tacy, których rozdzieliła polityka i wojna. Jeśli ktoś
przyjrzy się życiorysowi autora to znajdzie punkty zbieżne z najnowszą książką.
Ojciec dyplomata, matka-nauczycielka o dosyć swobodnym, jak na Afgankę,
prowadzeniu się (prototyp Nili Whadati?), przebywali we Francji, a osiedlili się
w Stanach. Khaled Hosseini sam przyznał w jednym z wywiadów, że wątek
afgańsko-amerykańskiego lekarza jest jak najbardziej autobiograficzny.
Ciekawa jestem w jakim kierunku rozwinie się
pisarstwo Hosseini’ego. O jakich historiach opowie nam następnym razem? Nie mam
wątpliwości, że sięgnę po jego kolejną książkę, bo i ta ostatnia, mimo, że nie
moja ulubiona, dostarczyła mi wiele emocji podczas czytania. Poza tym przecież
z powodu jednej słabszej książki nie będę skreślać pisarza. Pytanie, czy ten nowy, starszy Hosseini mi się spodoba, czy będę woleć tego młodszego z "Chłopca z latawcem".
Khaled Hosseini, I góry odpowidzialy echem, przeł. Magdalena Słysz, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2013, s. 447.
