Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura izraelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura izraelska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 kwietnia 2014

SPOWIEDŹ, Calek Perechodnik

„Spowiedź” Calka Perechodnika to książka o najmocniejszym przekazie z całej serii „Żydzi Polscy” wydanej przez Ośrodek KARTA. Takiej książki nie można oceniać ani gwiazdkami, ani w kategorii podoba się lub nie. Zawarte w niej świadectwo Calka Perechodnika, polskiego Żyda, który w czasie wojny pełnił rolę żydowskiego policjanta w otwockim getcie, powala na kolana swą szczerością i zawartymi w niej okrutnymi opisami. Wersja z 2011 roku jest pełną, wierną wersją dziennika, wcześniejsze wydania były częściowe lub ze zmianami. Czytamy słowa, które zostały napisane już po aryjskiej stronie od maja do października 1943 roku.

„Spowiedź” zadedykowana jest sadyzmowi niemieckiemu, podłości polskiej i tchórzostwu żydowskiemu, a właściwie jest  wyznaniem wszystkich przewinień i grzechów, skierowanym do żony Calka Perechodnika. Anna Nusfeld, z którą Perechodnik ożenił się w 1938 roku, była jego największą i jedyną miłością. Sam przyznał, że jego rodzina była bardzo chłodna emocjonalnie, zaspakajała potrzeby materialne, ale nie uczuciowe. To z Anną odnalazł miłość, ona też w 1940 roku urodziła mu córkę Athalie, śliczną blondynkę o niebieskich oczach. 19 sierpnia 1942 roku podczas wywózki Żydów z Otwocka, Perechodnik wyciągnął swoją żonę z córką z bunkra i umieścił ja na Umschlagplatzu wierząc w zapewnienia Niemców, że żony i dzieci policjantów żydowskich są bezpieczne. Wcześniej przewidywał wywózkę, ale nie postarał się dla żony o Kenkartę, mimo jej próśb. Nie udało mu się też umieścić córki po aryjskiej stronie. Z obydwoma sprawami dosyć zwlekał. Niemcy nie dotrzymali obietnicy danej żydowskiej policji. Żona i córka Perechodnika znalazła się wśród ludzi czekających na wywóz, jak się później okazało- wprost do Treblinki. "Czy tę winę odkupię kiedyś, o Boże?" - pyta.

Zdjęcie Żydów z Otwocka czekających na wywózkę do Treblinki. Wśród nich z pewnością jest żona i córka Perechodnika - źródło

Czy Calek Perechodnik jest mordercą? Takie pytanie zadaje sobie i on i my. Nie zwalnia siebie z odpowiedzialności za śmierć swoich najbliższych. Swoje dzienniki taktuje jak drugie dziecko – pogrobowca, które mają mu pomóc w odkupieniu win, odkupieniu śmierci żony i córeczki. Po wojnie, ma nadzieję, zostaną wydane, a imiona jego ukochanych żony i córki poznają miliony. Tak się zresztą stało, chociaż wiele lat po wojnie. Rękopis złożony w ręce adwokatowi Władysławowi Błażewskiemu zostaje przekazany jego bratu Pejsachowi, jednakże mimo praw do wydania, jak już wspomniałam wcześniej, oryginalna i pełna wersja zostaje wydana dopiero w 2011 roku.

Calek Perechodnik - źródło
Sama książka to nie tylko osobiste wspomnienia, to także ukazanie, oprócz najbardziej krwawych bestialstw Niemców, także podłości Polaków. Perechodnik jednak unika otwartej krytyki społeczeństwa polskiego, koncentruje się raczej na jednostkach: “więcej nie będę mówić już o Polakach i o ich stosunku wobec Żydów, ale będę pisać o panach X, Y, Z itd. Do każdego dobrego uczynku dodam nazwisko człowieka; opowiadając o każdym podłym uczynku - również wymienię nazwisk”. Chociaż nie raz przedstawia myślenie Polaków, którzy często tłumaczą się ze swoich czynów, że to nie oni, że Niemcy lub też że są tylko spadkobiercami mienia im przekazanego, a wcale go nie rabują. Perechodnik pokazuje więc palcem na wielu Polaków wymieniając ich z imienia i nazwiska i opisujac zło, które popełnili i krzywdy, które wyrządzili Żydom.
Bez wątpienia jest to dla niego sprawa bolesna, pisze “26 lat żyłem między Polakami i dopiero w ostatnim roku poznałem ich prawdziwe oblicze, a w międzyczasie przejąłem się kulturą i literaturą polską, polubiłem Polskę, uważając ją za swą ojczyznę; cóż robić? Zdarzają się takie omyłki w życiu”. Mimo umiłowania Polski, jej historii, poezji, sama Polska nigdy mu się tym samym nie odwdzięczyła, czego doświadczał nie tylko podczas okupacji, ale także przed wojną. Nie mógł studiować na polskim uniersytecie, nie przyjęto go do wojska, a kiedy wrócił z Francji z tytułem agronoma, nie mógł zająć żadnej ważnej posady ze względu na swoje żydowkie pochodzenie.
Dla równowagi pisze także o tych dobrych Polakach, gdzie szczególne miejsce zajmuje Magister.

Perechodnik oskarża również Żydów o ich bierność, poddanie się woli Niemców, brak chęci jakiekolwiek walki, krótkowzroczność i nieratowanie siebie i swoich rodzin. Wiele takich przypadków „tchórzostwa żydowskiego” opisuje w swoich dziennikach.

„Spowiedź” to książka, która otwiera oczy na wiele różnych aspektów relacji niemiecko-żydowsko-polskich i to w sposób często brutalny. Zmienia myślenie o tamtych czasach i o tym co, jak i dlaczego się stało. Wstrząsa i oburza swoją cyniczną szczerością.

Calek Perechodnik walczył w Powstaniu Warszawskim w szeregach AK, w październiku 1944 roku spisał swój testament i przekazał go oraz swoje dzienniki adwokatowi Błażewskiemu. Później zginął na tyfus bądź z rąk szabrowników. Wiadomo, że pisał jeszcze drugą część dziennika, ale zaginęła ona w piwnicach budynku podczas powstania i nigdy jej nie odnaleziono.



_______________
Calek Perechodnik, Spowiedź, oprac. Dawid Engel, Ośrodek KARTA, Warszawa 2011, s. 344.


——————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze, To już było, Wojna i literatura.



Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 13 kwietnia 2014

DOTKNIĘCIE ANIOŁA, Henryk Schönker

Niezwykle mądra, bardzo poukładana logicznie książka o Holocauście, oparta na wspomnieniach własnych oraz ojca Henryka Schönkera. Piękna książka, która chwyciła mnie za serce i na zawsze w nim zamieszkała. Henryk Schönker nosił te wszystkie historie w sercu przez 60 lat, zanim zdecydował się opisać to, co przeżył w dzieciństwie. Oczami dziecka, które w momencie wybuchu wojny miało tylko osiem lat,  opisuje ucieczkę przed śmiercią, której oddech towarzyszył mu podczas każdego kroku. Oświęcim, Krąków, Wieliczka, Tarnów, Bochnia, obóz Bergen-Belsen. To kolejne przystanki podczas owej ucieczki. Odtworzona została atmosfera dziecięcego świata oraz odczucia chłopca, któremu przyszło żyć w tak tragicznych dla niego czasach. Ta niezwykła wrażliwość, sposób widzenia i nieskończona wyobraźnia, bo przecież słońce nadal świeciło, dzieci się bawiły i tworzyły swój własny świat, nawet jeśli wokół była wojna i kipiała nienawiść skierowana przeciwko Żydom. Na jej kartach zawsze zostaną żywi przyjaciele małego Heńka - Jankiel, Adam- Bocian, Staszek, kuzynki, które robiły prześliczne lalki ze szmatek oraz kuzyni Ignaś i Arie, a także pierwsza, wielka miłość – Nina Armer. Wtedy młodzieńcze serce także było rozbuchane ogromnym uczuciem, a głowa myślała tylko tym, jak skraść kolejny pocałunek. Nikt  z nich nie przeżył poza upośledzonym Bocianem. Z całej dużej rodzinny Schönkerów uratował się tylko Heniek z siostrą Lusią oraz rodzicami.
Henryk Schönker - źródło
Toteż zdjęcia zebrane na końcu książki szczególnie mnie wzruszały. Zdjęcia rodziny, ludzi, którzy nie przeżyli, bo nie mieli takiego szczęścia i opieki anioła, jak rodzina Schönkerów. W tamtych czasach nie było jednej, uniwersalnej recepty na przeżycie, bo nic nie dawały ani pieniądze, ani koneksje, ani pozycja.  Jest takie zdjęcie dzieci z Wieliczki podczas przedstawienia w marcu 1942. Jest tam i mały Henryk, a za nim Nina oraz wiele innych dziecięcych postaci, dzięki tej książce wspomnienie o nich będzie wieczne.
Zresztą nie tylko o dziecięcych przyjaźniach pisze Autor. Wspomina przyjaźń z wielkim niemieckim aktorem pochodzenia żydowskiego – Johnem Gottowtem czy z rzeźbiarzem Hochmanem.

Nie mogę nie wspomnieć o jednej wybitnej postaci tej książki, a mianowicie o ojcu Autora – Józefie Schönkerze – szlachetnym, odważnym, wybitnym człowieku, wspaniałym malarzu portreciście. To człowiek, który wierząc swojemu instynktowi, nie tylko uratował swoją rodzinę, ale także wielu innych. Załatwial sprawy teoretycznie niezałatwialne, przeciwstawiał się uciskowi, chronił udręczonych.
To dzięki jego wspomnieniom w książce przedstawione sa informacje na temat Biura Emigracyjnego w Oświęcimiu, które było założone przez ojca Autora na rozkaz Eichmanna. Wcześniej takie biuro zostało utworzone w Krakowie, a później zamknięte. Józef Schönker pojechał do Berlina z delegacją ze Śląska, gdzie dyskutowano nad tym, gdzie można byłoby wywieźć Żydów, czy uda się znaleźć takie miejsce na świecie. Wysłano również mnóstwo listów na cały świat, ale takiego miejsca nie znaleziono, nikt nie chciał przyjąć Żydów. Toteż Niemcy, którzy chcieli oczyścić swoje tereny z ludności narodowości żydowskiej, w miejscu, które miało być miejscem wyzwolenia Żydów, zrobili miejsce ich zagłady. Można wtedy było uratować wiele setek tysięcy Żydów, ale świat milczał, a nawet blokował porty przed statkami z nielegalnymi uciekinierami. Milczał wtedy i przez wiele lat potem, zaś ta historia przez wiele lat nie była poparta żadnym dowodem, aż do znalezienia dokumentów w Jerozolimie, które świadczyły, że powstanie Biura Emigracyjnego faktycznie miało miejsce, ale nie udało mu się zorganizować żadnego wyjazdu.

"Pocałunek anioła" Henryk Schonker - źródło
„Dotknięcie anioła” jest także swoistym podziękowaniem dla osób, które pomogły rodzinie Schönker podczas ich wojennej tułaczki. W Wieliczce zjawił się Polak, który uratował im życie zupełnie bezinteresownie, całą noc prowadził ich przez las do maleńkiej stacyjki, skąd mogli uciec. Po wojnie rodzina Schönker szukała tego Polaka, którego uznawali za anioła, ale nigdy go nie odnaleziono. W książce Henryk Schönker ogłosił jego bohaterstwo, aby mu podziękować za ten czyn, dzięki któremu żyje jego rodzina.

Autor obecnie żyje w Izraelu, maluje obrazy, których tematyką jest Holocaust. Ostatnio zaangażował się również w prace nad filmem opartym na książce „Dotknięcie anioła. Mam nadzieję, że w już w najbliższych miesiącach ukaże się na ekranach kin. Premiera ma się odbyć w Oświęcimskim Centrum Kultury. Nie ma lepszego miejsca dla premiery takiego filmu.



______________
Henryk Schönker, Dotknięcie anioła, sieria Żydzi Polscy, Ośrodek KARTA, Warszawa 2011, s. 344.



————————————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze, To już było, Wojna i literatura.
Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 21 kwietnia 2013

BUNKIER, CHAIM ICEL GOLDSTEIN


„Bunkier” Goldsteina nie jest łatwą książką, nie tylko dlatego, że jest kolejnym świadectwem Zagłady, ale również dlatego, że porusza niewygodne i niemiłe kwestie dla nas, Polaków. Opowieść zaczyna się w ostatnich dniach Powstania Warszawskiego, kiedy to siedmiu Żydów biorących udział w walce z niemieckim okupantem szykuje sobie kryjówkę na nadchodzące dni. Ischak, Daniel, Samek, Ignac, Jechezkiel, Chana i autor Chaim Icel Goldstein pochodzili z różnych części Polski, Belgii i Francji, należeli do różnych warstw społecznych i mieli różne poglądy polityczne. Połączył ich strach przed wykryciem i chęć przeżycia. Byli to jedni z nielicznych, którzy przeżyli obozy koncentracyjne, getta i samo Powstanie Warszawskie. W zniszczonym mieście, w zrujnowanej walkami kamienicy wykopali bunkier, który połączyli tunelem z kanałami. To dawało im chociaż nadzieję, że uda im się przetrwać do ukończenia walk i wyzwolenia przez Armię Czerwona.
Niestety nie odbyło się to tak szybko, jak się spodziewano, bo Armia Czerwona czekała, kilka dni przeobraziło się w kilka miesięcy spędzonych w izolacji od świata zewnętrznego, w strachu przed wykryciem, o głodzie i chłodzie, mając za towarzystwo plagę much, a później szczurów.

Te kilka miesięcy razem były okazją do podzielenia się swoimi historiami naznaczonymi cierpieniem i ogromną tęsknotą za najbliższymi, z których większość już nie żyła. Był to także czas do snucia refleksji na temat stosunków polsko-żydowskich. Mówią więc oni o obojętności wobec Żydów, o wessanej z mlekiem matki nienawiści i ogromnej dobroci, jakich doświadczyli. Ci uwięzieni w bunkrze Żydzi, dziwili się skrajnym antysemickim postawom, nie rozumieli ich źródeł. Nie mogli pojąć jak powstańcy warszawscy, głównie z Armii Krajowej, z którymi walczyli ramię w ramię i wydawałyby się, że połączyła ich wspólna nienawiść do Niemców, potrafili zabijać także Żydów. Za to, że byli Żydami. Z czułością i łzami w oczach wspominali też tych Polaków, którzy byli dla nich dobrzy, którzy ich przechowywali przez lata poświęcając życie własne i swojej rodziny, którzy ich karmili i wyświadczyli im jakąkolwiek przysługę.
Przyznam, że to były najtrudniejsze dla mnie momenty książki. Sama głęboko wierzę, że ani narodowość, ani wyznanie, ani orientacja seksualna czy poglady polityczne nie determinują tego, jakim się jest człowiekiem. Zawsze są ci dobrzy i ci źli. Tak samo było i jest wśród Polaków i Żydów.  Cieszyło mnie to, że Goldstein widział tą sprawę podobnie do mnie.

Szczególnie trudnym momentem dla ukrywających się Żydów był ten, kiedy przyjęty do grupy ksiądz katolicki zachorował na dur brzuszny. To był prawdziwy sprawdzian z człowieczeństwa. Mieli do wyboru usunąć go i skazać na śmierć, albo opiekować się nim i dać mu szansę na życie, ale narażając samych siebie. Co wybrali? Nie zdradzę. Szkoda, że nieznane są powojenne losy bohaterów książki, że nie udało się dotrzeć do ich bliskich. O niektórych wspomina sam Goldstein kończąc pisanie książki w 1959 roku. Niestety nieznany jest ich późniejszy los.

„Bunkier” jest wstrząsającą historią, obok której nie można przejść obojętnie. Z pewnością uwierającą nas, Polaków, lecz moim zdaniem pozbawioną tendencyjności.


__________
Chaim Icel Goldstein, Bunkier, przeł. Sara Arm, Ośrodek Karta, Warszawa 2011, s. 224.

Pierwsze zdanie: Ignac powiedział nagle jakby do siebie: "Żywcem się zakopie w tym dole" - łzy zmieszane z kroplami potu spływały mu po twarzy. 

Ostatnie zdanie: Tak, bylem znowu w bunkrze, gdy to pisałem. 


---------------------------




Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 15 października 2012

PODRÓŻ, IDA FINK


„Podróż” Idy Fink została uznana przez National Yiddish Book Center w Nowym Jorku za jedną ze stu największych dzieł współczesnej literatury żydowskiej. Dorobek literacki Idy Fink nie jest duży, ale bardzo ceniony na świecie. Zmarła w 2011 roku w wieku 90 lat Autorka, sama często powtarzała, że pisze wolno. Mimo skromnego dorobku, została dostrzeżona na świecie jako pisarka tzw. pierwszej generacji po Holocauście i uhonorowana wieloma nagrodami, miedzy innymi nagrodą im. Anny Frank oraz nagrodą Buchmanna przyznawaną przez Instytut Yad Vashem.

„Podróż” jest książką niezwykle przejmującą i zupełnie różną od wszystkich książek, jakie przeczytałam na temat Zagłady. Napisana po wielu latach historia ucieczki Autorki i jej siostry z getta na kresach wschodnich, niesie powiew nadziei, że się uda, mimo tych podłych ludzi, których bohaterki spotkały na swojej drodze i dzięki tym dobrym, których dane im było również poznać. Ida Fink wydobywa z mroków pamięci skrawki wspomnień i opowiada nam to, co i jak pamięta. Czasami ma sama wątpliwości i nie potrafi zapełnić żadnymi obrazami czarnych luk pamięci. Ida z siostrą uciekają z getta do hitlerowskich Niemiec, ich ojciec ma pomysł, aby same zaciągnęły się do pracy w Rzeszy. Najbardziej szaleńcze plany mają największe szanse powodzenia. Tak im powiada ojciec. Pierwsze strony książki zawierają także obrazy znane mi z „Roku 1941”, teraz wiem, że między innymi opowiadanie o „Odpływającym ogrodzie” powstało na motywach autobiograficznych. W wywiadzie  z 2003 roku dla Gazety Wyborczej Ida Fink mówi: To nie jest powieść, tylko fikcja autobiograficzna. Wszystko odbyło się naprawdę, chociaż opisuje to stylem innym niż styl autobiografii. Użyłam pierwszej i trzeciej osoby, żeby zdobyć się na pewien dystans, na spojrzenie z zewnątrz.

Mimo iż znałam finał książki, to jej strony przewracałam z ogromną niecierpliwością, a w piersiach tłukł mi się strach. Tyle razy nie miało prawa im się udać, a jednak los chciał inaczej.  Wszystkie wydarzenia opisane są powściągliwym, wręcz bardzo oszczędnym językiem, ze sporym dystansem do spraw, w których Autorka sama uczestniczyła, a jednak udało się jej wzbudzić we mnie duże emocje. We wspomnianym już wywiadzie Ida Fink mówiła:
Pewien poeta powiedział mi, że tak się nie pisze o okupacji. Mówił, że ja uchylam okno i zostawiam małą szczelinę, przez którą patrzę na świat. A potem opowiadam o tym, co widzę, cichym głosem, szeptem. A przecież okno trzeba otworzyć na oścież i krzyczeć! (…)
Mimo rad, których mi udzielono, nie przestałam pisać w ten sposób. Nie potrafię inaczej.
Ida Fink - źródło 
To subtelne pisarstwo trafiło do mojego serca. Nie potrafię nawet opisać tego stanu, w który wprowadziła mnie „Podróż”, tego wewnętrznego drżenia i ciągłej obawy, potrafiłam niemal wyczuć ten ciągły lęk zaszczutego człowieka, który biegnie przed siebie i chowa się najbardziej przed samym sobą. Stan permanentnego zagrożenia wrył mi się najbardziej w pamięć,  ten strach, że ktoś spojrzy i dostrzeże w oczach, pozie, geście tą osobę, którą najbardziej chcą ukryć. Ciągły teatr, w którym przyszło im grać role życia, w które musiały tak bardzo się zaangażować, że aż zacząć wierzyć, że to nie gra, a ich prawdziwe życie. W tym samym wywiadzie dla GW Ida Fink wspomina:
Życie na aryjskich papierach było ukrywaniem się bardzo trudnym, bo aktywnym. Kiedy się siedzi w bunkrze czy na strychu, ma się jedno zadanie – czekać. Tutaj jesteś ukryty w innej osobie, którą samemu stwarzasz. Nieustannie narażasz się na spotkania wzrokiem. Nieustannie trzeba być w pogotowiu. Cały czas obmyślałyśmy kolejne nasze wcielenia. Każda osoba musiała być inna od poprzedniej. To był teatr absurdu.
Jak trudno z panien z dobrego, inteligenckiego domu, władających niemieckim, angielskim i francuskim i znających się na muzyce, zmienić się w chłopki mówiące prostym językiem – mogę sobie tylko wyobrazić. A to tylko jedne z oblicz Idy i jej siostry.

W książce znalazłam szeroki wachlarz postaci, od tych białych poprzez różne odcieni szarości do typowych schwarzcharakterów. Opisy różnych osób i sytuacji pozbawione są wartościowania i pozastawiane do interpretacji czytelnikowi, ale często ta prawda rzucona prosto w twarz powodowała, że kuliłam się w sobie z przerażenia i grozy.  Od tej chwili przedwojenny szlagier „Ta ostatnia niedziela…” Mieczysława Fogga będzie znaczył dla mnie zupełnie co innego, niż dotąd. Niezwykłe są opisane relacje pomiędzy Idą Fink i jej siostrą. Ida ma „dobry”, aryjski wygląd, ale jej siostra typowo żydowski, mimo tego ich więzi zawsze są mocne, a Ida nigdy nie miała wątpliwości, że zrobiła dobrze uciekając z siostrą. Właściwie tylko dlatego, że miały siebie i  były dla siebie jedynym oparciem, udało im się zachować własną tożsamość i przetrwać, chociaż odebrano im prawo do istnienia.

„Podróż” Idy Fink nie była dla mnie lekturą jednorazową. Wiem, że wrócę do niej jeszcze nie raz, aby zobaczyć zdjęcia uśmiechniętej Idy, jej siostry, ojca, aby nie zapomnieć. Ta książka krzyczy szeptem. 



Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki

---------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura".


Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 14 października 2012

WIOSNA 1941, IDA FINK


Rok 1941. Hitlerowcy zmieniają politykę odnośnie Żydów, których zegar, nagle zaczął przyspieszać. Tik tak. Chociaż niebo wciąż było niebieskie, trawa zieleniła się jak zawsze, a czereśnie były ciężkie od soku, dla wielu Żydów i Żydowek było to ostatni rok. Ida Fink pokazuje nam chwile z życia ocalonych do następnego razu, a także tych, którzy nie wywinęli się śmierci.  Te momenty są niczym doskonale skadrowane fotografie, przejmujące swą wyrazistością i prawdą. Dostajesz to, co widzisz, bez komentarza, bez zbędnej koloryzacji.  Dwadzieścia dwa krótkie opowiadania, gęste od emocji, bólu i strachu.
Dziewczyna, która leżąc w trawie śpieszyła się, aby przeczytać książkę. Może zdąży, bo taka gruba znowu nie jest. Tik tak.
Inna, wyjątkowej urody, która pragnęła poznać miłość, bo: Nam nic już nie wolno, nawet kochać się nie wolno, nawet się sobą cieszyć. Nam wolno tylko umierać. Tik tak.
Co wybrać- podzielić się mężem czy żyć? Tik tak.
Co czuje ojciec i mąż widząc za oknem stojące w milczeniu ciężarówki z budami? Tik tak.

„Rok 1941” to cienki album ze szczegółowymi fotografiami ludzi. Także tych nie-Żydów, zwykłych mieszkańców Europy Wschodniej. Znajdziemy niepełnosprawną kobietę , która przegania żydowską dziewczynę z ogrodu, mężczyznę, który żądał zbyt wiele za aryjskie papiery, samotniczkę, która pragnie zapłaty za uratowanie pary małżonków.

Tak niewiele słów, a tyle rozpaczy, bólu, nieszczęścia, strachu i ludzkiej niegodziwości. O Zagładzie napisano już cale tomy. Na tych 198 stronach, które łatwo mogą gdzieś przepaść miedzy innymi książkami znalazłam poruszająca prawdę, wiele ludzkich twarzy z wymalowanym lękiem wątpliwościami, strachem. Tych nieludzkich także. Znalazłam życie i śmierć.

Ida Fink, ta, która przeżyła, której zegar losu wrócił do normalnego rytmu, czerpiąc ze swoich bolesnych doświadczeń opisała okrutną rzeczywistość bez zbędnego patosu i heroizmu, w mistrzowski, przejmujący sposób. Czasami mniej znaczy więcej.


Zdania napisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki. 


Ida Fink, Wiosna 1941, s. 198, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2012.

Opowiadania pochodzą ze zbiorów: "Skrawek czasu", "Odpływający ogród", "Ślady".


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura".


Image and video hosting by TinyPic