Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kanadyjska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ANIA Z WYSPY KSIĘCIA EDWARDA, Lucy Maud Montgomery


Przyznaję, że nie miałam zamiaru (na razie) sięgać po „Anię z Wyspy Księcia Edwarda”. Denerwował mnie najpierw odkrywca maszynopisu Lefebvrem, który ogłosił na cały świat, że w tym maszynopisie zostaje obalony obraz rodziny Blythe’ów, jaki wyrył się czytelnikom w sercach. Zniesmaczyło mnie również polskie tłumaczenie tytułu „The Blythes Are Quoted”, które tym marketingowym chwytem miało czytelnikom sugerować, że są to dalsze przygody rodziny z Wyspy Księcia Edwarda. Później poczytałam kilka recenzji i dowiedziałam się, że są to po prostu opowiadania, stosunkowo luźno związane z Anią i jej rodziną, a pęknięć w wizerunku tej rodziny jest niewiele. To już dawało jakąś nadzieję i mogłam właściwie przeczytać, ale jakoś nie miałam ochoty, dopiero wyzwanie „Czytamy Anię” spowodowało, że wyciągnęłam grubaśną książkę z półki, aby zajrzeć raz jeszcze do domów na Wyspie Ani.

Czy żałuję? Nie, ale również nie jestem zachwycona. Przynajmniej wiem, skąd te oburzone głosy czytelników. Opowiadania są różne, lepsze i gorsze, ale żadne nie dotyczy ani Ani ani jej rodziny, tylko mieszkańców Glen St Mary. Zaś rodzina Blythe’ów jest w nich namiętnie cytowana, co usprawiedliwia może oryginalny tytuł, ale niespecjalnie zachwyca takiego czytelnika jak ja. Zdecydowanie najbardziej podobały mi się te teksty, które dotyczą dzieci, inne znacznie mniej. Same opowiadania nie są już takie gładkie, beztroskie i typowo „aniowe”, dotykają często poważnych, smutnych spraw i problemów. Ani w „Ani” jest niewiele. Scenki z udziałem rodziny Blythe’ów łączą owe opowiadania, a w nich czytane są wiersze Ani i Waltera, odbywają się rozmowy na różne tematy. Szczerze mówiąc to właśnie te fragmenty są najsłabsze z całej książki i to spowodowało u mnie pewien niedosyt. Wiersze nie porywają, Montgomery była dużo lepszą pisarką niż poetką, a słynny „Kobziarz” również nie ma w sobie tego „czegoś”, jest zwykłą rymowanką i doszłam do wniosku, że Walter wcale wielkim poetą nie był. Jakie to rozczarowujące, szczególnie bezpośrednio po lekturze „Rilli ze Złotego Brzegu”.


Jak na tyle stron tekstu jakoś niewiele opowiadań zostało mi w pamięci, przyznaję, że niektóre z nich naprawdę mnie nużyły. Zresztą nie powinnam być chyba zaskoczona, bo ogólnie nie jestem amatorką tychże. Nie dowiedziałam się również niczego nowego o rodzinie Blythe’ów, a miałam nadzieję, że pewne sprawy zostaną dopowiedziane. Książka bez której spokojnie mogłam się obejść.


___________
Lucy Maud Montgomery, Ania z wyspy Księcia Edwarda, przeł. Paweł Ciemniewski, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 502.


———————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię. 


Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 24 kwietnia 2014

RILLA ZE ZŁOTEGO BRZEGU, Lucy Maud Montgomery

Przeczytałam z wypiekami na twarzy, często zamiast pójść spać doczytując kolejny rozdział. Niestety w nienajlepszym tłumaczeniu, bo pojawiło się kilka błędów. Mimo wszystko „Rilla ze Złotego Brzegu” awansowała do drugiej po „Ani z Zielonego Wzgórza” najulubieńszej książki z całej serii.

Jest zupełnie inną, poważną, bo dotyka tematu pierwszej wojny światowej, pełną zadumy, smutku i tęsknoty, a jednak tak moją, tak bardzo moją książką.
Opowieść o mężczyznach, którzy wyruszają na wojnę i kobietach, które na nich czekają. Rilla, tak inna od swojej matki, jako piętnastolatka lekkoduszna, trzpiotowata, niemal bezmyślna. Zainteresowana tylko strojami, zabawą i sobą. Jakże szybko przyszło jej dorosnąć w ciągu tych kilku wojennych lat. Najpierw rozstanie z Jimem i chwytająca za serce historia psa Wtorka, potem historia dziecka wojennego, małego Jasia, który zdobywał serce Rilli lecząc ją z wielkiej niechęci do dzieci. W końcu smutna historia marzyciela Waltera, poety o sercu czującym więcej i głębiej, patrzącym na świat wnikliwiej i szerzej. Także obserwacja tego, co dzieje się na świecie i w domu, jak wojna zmienia życie, ludzi, kraj. Gdy wojna się kończy Rilla nie jest już dziewczynką, jest mądrą, zachwycająca kobietą, która nabyła głębokiej mądrości życiowej, tracąc podczas wojny wiele, ale także wiele zyskując.

Cieszę się, że nie przeczytałam tej książki w wieku lat dwunastu, wtedy nie doceniłabym jej wcale, przypuszczam, że nawet czułabym się znużona wojennymi opowieściami. Teraz czytałam je ze ściskiem w sercu, a wspomnienie w tej książce losów Łodzi, Przemyśla czy Warszawy zajmowanych przez Niemców, a tak uważnie śledzonych przez rodzinę ze Złotego Brzegu, mile łechtało moje polskie ego.


Bardzo chciałabym kiedyś wrócić do “Rilli”, ale z pewnością w innym, nowym tłumaczeniu bądź przeczytać w oryginale.

_____________
Lucy Maud Montgomery, Rilla ze Złotego Brzegu, przeł. Janina Zaroisza-Krasucka, Nasza Księgarnia, Warszawa 1983, s. 328.


————————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię




Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

DOLINA TĘCZY, Lucy Maud Montgomery

Dolina Tęczy. Sielska, bezpieczna. Tam znalazły swoje miejsce nie tylko dzieci Ani Shirley ale również nowego pastora Mereditha. Tutaj czas spędzony jest szczęśliwy, mija na zabawach, śmiechach, żartach. Raj na ziemi i smak beztroskiego dzieciństwa. Gdzieś tam daleko słychać pomruki Wielkiej Wojny, ale z daleka, tak aby nie przyćmić tego pastelowego obrazku.
Rudowłosej Ani i przystojnego Gilberta jest już znacznie mniej w tym tomie. Ania razem z Zuzanną i Kornelią są raczej obserwatorkami i komentatorkami tego, co dzieje się w tytułowej dolinie i ogólnie w Glen. A działo by się znacznie mniej, gdyby nie dzieci samotnego pastora, puszczone trochę samopas, bo zagubiony w życiu pastor i wiekowa ciocia Marta nie są w stanie ich upilnować, wskazać dobrą drogę. Mimo wszystkich psot, które są ich udziałem nie można powiedzieć o nich, ze są złymi dziećmi. Zazwyczaj mają dobre intencje, tylko im po prostu nie wychodzi. Stąd tak przyjemnie się o nich czyta i chichocze przy tym.
Sądziłam, że będę tęsknic za Anią i jej dziećmi, ale myliłam się. Dzieci z plebani są jak ożywczy łyk powietrza i wspaniale się wkomponowują w panoramę Glen.
Jest i irytująca Marysia Vance, której geny odzywają się raz po raz i która miele językiem na okrągło, często okraszając swoje wywody sporą dawką złośliwości. Gdyby nie jej smutne dzieciństwo, to pewnie denerwowałaby mnie bardziej.


Spędziłam grudzień z tą książką, smakowałam ją powoli wracając myślami do mojego dzieciństwa, do niewinnych zabaw, psot, wałęsaniu sie po polach i lesie. Jakże to lubiłam! Te ukryte zakątki, te małe tajemnice, te zabawy oparte na bujnej wyobraźni! Dlatego też „Dolina Tęczy” tak łatwo skradła moje serce, bo przypomniała o tym, co takie piękne, beztroskie i dające szczęście. Wspaniale było spędzić czas z dziećmi z Doliny Tęczy i poczytać o miłosnych perypetiach pastora. Montgomery zawsze trafia do mojego serca, także pięknymi opisami przyrody, które rozpalają moją wyobraźnię. Dzięki nim widzę Dolinę Tęczy, Ba! Ja w niej jestem i staje mi się ona jeszcze bliższa, tak samo jak dzieci, które ją tak sobie ukochały.

_____________
Lucy Maud Montgomery, Dolina Tęczy, przeł. Janina Zawisza-Krasucka, Wydawnictwo Literackie, Kraków, s. 285.


———————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię

Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 31 października 2013

ANIA ZE ZŁOTEGO BRZEGU, Lucy Maud Montgomery

W Złotym Brzegu kwiaty pysznią się w ogrodzie, za płotem rozpościera się Dolina Tęczy, a dom pachnie chlebem, ciastami i potrawami przygotowywanymi przez Zuzannę, która jest jego dobrym, opiekuńczym duchem. Ania jest już stateczną panią doktorową, ale nie utraciła swoistej aniowej” iskry, wciąż potrafi wpatrywać się w wiosenną noc i sądzić, że jest zbyt piękna, aby w takową spać. Gilbert jest niezmiernie zapracowany, a po domu biega piątka dzieci, a Rilla jako szósta do kompletu właśnie pojawia się w Złotym Brzegu.

Jakże urocze dzieci mają Ania z Gilbertem! Jedno z nich zbiera dla Ani zawsze pierwsze pierwiosnki, drugie kupuje jej naszyjnik z pereł wierząc że są prawdziwe, jeszcze inne robi interesy z Bogiem, kiedy bardzo o czymś marzy...
Wszystko to zaś w atmosferze ciepła i miłości, a jeśli nawet zdarzają się mniejsze i większe tragedie w dziecięcym świecie, to leczone są smakołykami ze spiżarni Zuzanny, czułym słowem i pieszczotą Ani. Nic dziwnego, że do takiego domu garną się różne zwierzęta jak na przykład kot Odrobinek czy uroczy kos, czasami zaś do domowego ogniska w Złotym Brzegu pragnie się też przytulic ktoś zimny i ironiczny jak Mery Blythe.
W sielankowe życie wkradają się oczywiście większe i mniejsze troski, jak to w życiu, czy pod postacią choroby, czy też zwątpień Ani w miłość Gilberta.


Kolejny tom opowieści o Ani wzrusza i rozczula, jak zwykle, bo któż nie chciałby zamieszkać w „domu, w którym zawsze obchodzono nawet najdrobniejsze rocznice, szeptem opowiadano sobie małe sekrety”, ogrzać się jego ciepłem i miłością. Wspaniale czytało się w słotne, jesienne popoludnie.

______________
Lucy Maud Montgomery, Ania ze Złotego Brzegu, przeł. Aleksandra Kowalak-Bojarczuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 355.


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię, W prezencie.



Image and video hosting by TinyPic

piątek, 2 sierpnia 2013

WYMARZONY DOM ANI, Lucy Maud Montgomery


„Wymarzony dom Ani” to pierwsza „dorosła” część opowieści o rudowłosej Ani Shirley. Ania zmienia się w panią doktorową Blythe i wreszcie (nareszcie!) łączy się węzłem małżeńskim z ukochanym Gilbertem. Zostawia Zielone Wzgórze i przeprowadza się do małego domku z widokiem na Zatokę Czterech Wiatrów. Zawsze zazdrościłam Ani tych wspaniałych domów i malowniczych miejsc, w których mieszkała. Tym razem  wkracza jako trzecia młoda mężatka do Wymarzonego Domku otoczonego starym sześćdziesięcioletnim ogrodem. Pojawiają się i charakterni sąsiedzi – kapitan Jakub, który marzy o wydaniu książki o swoim życiu, nielubiąca rodu męskiego panna Kornelia oraz piękna i nieszczęśliwa Leslie Moore. Wszyscy oni należą do Rodu Józefa, ludzi, którzy doskonale się rozumieją i uwielbiają.

W „Wymarzonym domu Ani” kończy się dziewczęca beztroska,  Ania przeobraża się w młodą kobietę, której dorosłe życie od razu daje trudną lekcję. Jest w tej książce sporo melancholii i i zadumy, jest trochę mroków dorosłości, ale to wciąż bardzo ciepła opowieść, niemal sielankowa.
Uroczy jest wątek romansowo-sensacyjny, który dodaje smaczku całej historii.
Przyjemnie było mi czytać o tym, jak Ania rozkwita pod wpływem kochających spojrzeń Gilberta, jak po raz kolejny zjednuje sobie wszystkich wokół i oczywiście nie może zostać całkiem obojętna, gdy w grę wchodzi szczęście dwojga zakochanych osób. Ania po prostu musi się wmieszać w historię tak, aby miała szczęśliwe zakończenie.

Nie dziwię się, że “Wymarzony dom Ani” do dziś potrafi wzruszać młode (i starsze) dziewczyny. Któż nie marzy o oddanym, kochającym mężczyźnie i wspaniałym, bajkowym domku na początku wspólnej drogi?

Ja również się wzruszyłam, ale trochę  szkoda mi tej malej, rudowłosej dziewczynki. Dobrze, że czasami dochodzi do głosu i powoduje, że dorosła Ania wciąż potrafi tańczyć na plaży i snuć swoje marzenia.




____________
Lucy Maud Montgomery, Wymarzony dom Ani, przeł. Stefan Fedyński, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, s. 305.


Pierwsze zdanieChwała Bogu, koniec z geometrią! - rzekła z uczuciem ulgi Ania Shirley.

Ostatnie zdanie: Żegnaj, drogi, mały Wymarzony Domku!


--------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter, Czytajmy Anię.

Image and video hosting by TinyPic