Kilka ostatnich dni spędziłam z „Anią z
Avonlea” , znowu zawitałam do białego domku z zielonymi okiennicami, spacerowałam
Aleją Zakochanych i błądziłam po Lesie Duchów. Jak zwykle cudownie było wrócić
do znanych zakątków pięknej Wyspy Księcia Edwarda i spotkać się ze starymi
bohaterami oraz powitać nowych.
Do domku Maryli i Ani zawitała para bliźniaków,
która szturmem zdobyła serca ich właścicielek. Figlarny Tadzio i niezwykle
ugrzeczniona Tola na stale wpisali się w pejzaż Zielonego Wzgórza. Po sąsiedzku
pojawił się pan Harrison ze swoją klnącą papugą. Ania na drodze szczególnego
porozumienia dusz zaprzyjaźnia się z niezwykle wrażliwym Pawełkiem Irvingiem
oraz Lawendą z Chatki Ech. Ich podróże do krainy wyobraźni z historiami o nimfach, aniołach schodzących
na ziemię i księżycu w nowiu, powodowały u mnie westchnienia zachwytu.
„(...) nie
te dni są najmilsze, kiedy spotyka nas
coś nadzwyczajnego, lecz te, które przynoszą nam drobne codzienne rozkosze i przesuwają
się gładko jak perełki na naszyjniku” – tak mówi Ania i ma rację. „Ania z
Avonlea” to zbiór uroczych opowiastek, które malują mi się w głowie niczym kolorowe
pejzażyki złożone z dni powszednich Ani.
Oczywiście codzienność Ani nie jest taka sobie zwyczajna, bo jeśli nie wypełniają
jej, jak zwykle, kłopoty, w które się wpędza, to są to marzenia oraz radości
dnia, zbiór przepięknych momentów, które Ania potrafi kolekcjonować w swoim
sercu i pamięci.
Cieszy mnie to, że Ania, mimo poważnej funkcji
kierownika szkoły oraz sekretarza Komitetu Miłośników Avonlea, nie straciła
swego serca i fantazji. Uważa, że „trzeba
żyć tak, aby upiększać swe imię, nawet jeśli poprzednio nie brzmiało pięknie”.
Jej się to bez wątpienia udaje. Gdziekolwiek się pojawia wywołuje uśmiech na
twarzy i radość w sercach. Mimo, iż starsza, dorosła, to ciągle z duszą
dziecka.
„Ania z Avonlea” Lucy Maud Mongomery trafia do
mojego serca tak samo jak „Ania z Zielonego Wzgórza”. Wywołuje u mnie tęsknotę
za bliskim kontaktem z przyrodą, za radością z pięknego poranka, kiedy nie ma się
na głowie obowiązków, tylko przyjemności w postaci spaceru i odkrywania
uroczych, ukwieconych zakątków. Zapach lasu po deszczu, krople błyszczące na pajęczynie,
drżący fiolek ukryty w leśnym poszyciu – takich skarbów pragnę poszukiwać. I
tak też spędzałam ostatnie dni. Cieszyłam się muszlą na plaży, słońcem
tańczącym na falach i wdychałam zapach wiatru we włosach mojego Synka. Podglądaliśmy
ptaki i siedzieliśmy wpatrzeni w łąkę stokrotek (tak, bo u mnie już chyba
wiosna). Całym sercem pokochałam małą Anię, a i tą starszą, ale tak samo wrażliwą
i romantyczną istotę z siedmioma piegami na nosie, darzę ogromnym uczuciem. Za
jej sposób widzenia świata, za jej dobre derce i nieustającą tendencję do przyciągania
kłopotów.
___________________
Lucy Maud Montgomery, Ania z Avonlea, przeł. Rozalia Bernsteinowa, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 282.
Pierwsze zdanie: Działo się to w piękne sierpniowe popołudnie na Wyspie Księcia Edwarda.
Ostatnie zdanie: Ponad rzeką zaś uwięzione w purpurze echa też oczekiwały godziny swego wyzwolenia.
---------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań Czytajmy Anię, Z półki - 2013, Pochłaniam strony, bo kocham tomy.

Z Anią trudno się rozstać, prawda? :)
OdpowiedzUsuńOj tak! Dlatego zamierzam regularnie wracac do jej swiata, bo dobrze mi to robi na psyche.
UsuńPiękna recenzja, szczególnie ten ostatni paragraf :-) aż przyjemnie się czyta!
OdpowiedzUsuńDziekuje.
UsuńW ksiazkach o Ani wciaz odnajduje zagubione dziecko, ktorym w srodku wciaz jestem.
Ania bawi i wzrusza. Jestem nią niezmiennie oczarowana od lat. Nie zmieni sie to już bo na starośc sie dziecinnieje:- D
OdpowiedzUsuńNie przeczytałam żadnej powieści po "Ani z zielonego.." jej dalsze losy znam nieżle z oglądanego nieustannie serialu emitowanego w Polsacie)
Zastanawia mnie fakt jak Ty taka ciepła i wrażliwa osoba, piszaca w tak piekny sposób o swoich ludzkich tesknotach może wielbić Anusię z siedmioma piegami na nosie i tego potwora Hannibala...czy jak mu tam;-(
Mozesz jeszcze nadrobic;) Ciekawe, czy podobalyby ci sie powroty do Avonlea... Serial jest swietny, ogladalam x razy i ciagle mnie wzrusza.
UsuńWiem, ze ostatnio nieczestos iegam po tego typu literature, ale kiedys czytalam sporo thrillerow i sensacji, w zadnej ksiazce po "Hannibalu" nie zafascynowala mnie tak postac mordercy. Jego genialny umysl estety i erudyty, ktory potrafi rozszyfrowac zakamarki kazdej duszy, uwielbienie dla swiata piekna, muzyki i sztuki z jednej, a z drugiej brak poszanowania ludzkiego zycia, ktore potrafi rozdeptac jak pluskwe. Po Hannibalu wszystkie sylwetki notorycznych zabojcow wypadaja blado. To nie Hannibala uwielbiam, ale cala trylogie i sposob, w jaki autor odmalowal wewnetrzny swiat Hannibala i jego spojrzenie na swiat.
Niebieska, to naprawde dobre ksiazki, polecam przeczytac.:)
A Ania to Ania. Lubie takze piekne umysly:)
Mięknę. Powoli ale jednak! Ty jesteś w stanie namieszać w mojej głowie)
UsuńA Ania to Ania, wiadomo! Jak wszyskie niemal Anie;-)
Rany, jak ja uwielbiam opowieści o Ani! A historia panny Lawendy i Paula Irvinga urzekła mnie szczególnie :-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Tak, ta historia urzeka, a jednoczesnie zasmuca, bo pokazuje, jak przez glupstwa, ktorych nie pamieta sie juz nawet po latach mozna stracic milosc swojego zycia na wiele lat.
UsuńPrzypomniałaś mi, dlaczego tak bardzo lubiłam opowieści o Ani, chyba znowu po nie sięgnę :)
OdpowiedzUsuńJa z calego serca zachecam do powrotu do Avonlea.
UsuńKlasyka, którą warto przypominać :)
OdpowiedzUsuńZgadzam sie. Mam nadzieje, ze Ania bedzie zyla w sercach dzieci jeszcze przez wiele lat.
UsuńCo ja mogę napisać? Uwielbiam Anię, całą serię otrzymałam, gdy byłam małym szkrabem i do dzisiaj nie otrzymałam piękniejszego prezentu. Ania mnie wzrusza i śmieszy. Cudowna postać, wspaniałe książki :)
OdpowiedzUsuńZgadzam sie z kazdym Twoim zdaniem:)
UsuńJedna z moich ulubionych części, Ania to wyjątkowa bohaterka :) Pamiętam, że za każdym razem jak czytałam książkę, to marzyłam aby przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda :)
OdpowiedzUsuńW trakcie czytania nie moge sie powtrzymac i ogladam zdjecia z Wyspy, a takze dom Ani. Bardzo chcialabym tam kiedys pojechac i zobaczyc te miejsca na wlasne oczy.
UsuńPamiętam, że Anią "zaraziła" mnie moja mama. W swoim starym mieszkaniu miała całą serią i ja potem ją przejęłam. Przeczytałam wszystkie, ale młoda Ania bardziej mi odpowiada, niż żona i matka.
OdpowiedzUsuńZnam wszystkie filmowe wersje perypetii Ani, ale ksiązkowe u mnie kuleją, a szkoda. Mam nadzieję jednak je kiedyś nadrobić, bo pierwsza część podobała mi się ogromnie :)
OdpowiedzUsuń