Po przeczytaniu „Na rozstajach” stwierdziłam, że historia Zeze mogła spokojnie skończyć się na „Moim drzewku pomarańczowym”. Trzecia część historii czyta się owszem – szybko i lekko, ale dla mnie nie jest to wyznacznikiem dobrej lektury.
„Na rozstajach” to książka o dorastaniu, wkraczaniu w dorosłość i podejmowaniu wyborów. Pierwszą decyzją, która zaważyła na dalszym życiu Zeze było zrezygnowanie ze studiów medycznych. Nie chciał podążać za wizją rodziców. W porządku, sama uważam, że powinno się rozwijać w dziecku naturalne talenty i predyspozycje, nie wciskać mu własnych marzeń jako własne, ale czasami dzieci po prostu nie mają pojęcia, co też pragnęłyby w życiu robić. I tak jest właśnie w wypadku Zeze. Wrócił do domu przybranego ojca i zaczął snuć marzenia, między innymi o podróży do dżungli amazońskiej. Czyżby tłumiony przez lata zew indiańskiej krwi? Być może, ale nic z tego nie wynika. Pracuje więc przy rozładunku statków, trenuje pływanie, a większość czasu marzy i obija się. Czy tak ma wyglądać wolność, czy raczej jest to przejaw braku dojrzałości i odpowiedzialności za swoje własne życie? Wtedy też spada na niego pierwsza gwałtowna, niespodziewana miłość, świat w ogóle przestaje się liczyć, bo jest tylko ona- Sylvia.
Poprawiają się też relacje z jego ojcem, który u schyłku życia dojrzewa do ojcowskiej miłości, wreszcie potrafi ją dawać, ale także brać. I to jest najbardziej wzruszająca część książki. Reszta wątków jest ledwo dotknięta, zasygnalizowana.
Zeze, wieczny chłopiec, powodował u mnie głównie zniecierpliwienie. Rozumiem męki dojrzewania, pierwsze ważne wybory, ale ile można się miotać, buntować, kręcić w kolko? Niestety, życie nie jest kolorowe, a dorosłość to także poświecenia, czasami kawałka siebie, jednak Zeze wydaje się nie akceptować takiej opcji. I cóż tu ukrywać - przeżyłam ogromne rozczarowanie, że z takiego wrażliwego chłopca wyrósł taki nastolatek.
„Na rozstajach” można przeczytać siłą rozpędu po lekturze dwóch poprzednich części, tak jak ja to zrobiłam, ale lepiej zatrzymać się na „Moim drzewku pomarańczowym” i mieć w pamięci małego, kruchego i niezwykle wrażliwego Zeze.
____________
José Mauro de Vasconcelos, Na rozstajach, przeł. Teresa Tomczyńska, Muza, Warszawa 2009, s. 83.
-----------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Literacka Ameryka Południowa, Z literą w tle, Z półki - 2013.
