Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura francuska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2013

JAK ROZMAWIAĆ O KSIĄŻKACH, KTÓRYCH SIĘ NIE CZYTAŁO, Pierre Bayard


Jak traktować książkę, którą opatrzono mottem zapożyczonym z Oscara Wilde’a: „Nigdy nie czytam książki, o której mam napisać. Tak łatwo się zasugerować”. Nie uległam sugestii Bayarda i przeczytałam „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”.
Bayard nazywa siebie nie-czytelnikiem, który nie-czyta książek o których bardzo często wypowiada się podczas wykładów, jak i pisze artykuły. Uważa, że jest to postawa powszechna, aczkolwiek opatrzona klauzulą milczenia, na temat której najczęściej kłamiemy. Pisze, że jako literaturoznawca postanowił to zjawisko upowszechnić i pomóc tym, którzy chcą rozmawiać mądrze o lekturach, których nie przeczytali.
Książka zawiera kilka myśli przewodnich, ale aby je zgłębić  autor wprowadza między innymi nowe słownictwo, które ma określić, co to znaczy „książka przeczytana”. Bayard uważa, że to pojęcie bardzo wieloznaczne i w tej kategorii wymienia książki: KN – książka, której nie zna, KP – książka, którą przekartkował, KS – książka, którą zna ze słyszenia, KZ- książka, którą zapomniał. Maja one zerwać z zafałszowanym, według autora, wyobrażeniom na temat czytania. Główną tezą jest to, że można mieć zdanie o książce, której się nie czytało, a nie-czytana książka ma nam pomóc poruszać się w świecie literaturze, czy nawet szerzej- w świecie kultury, bez poczucia wstydu. Jeśli oczywiście uwierzymy Bayardowi.

Szokujące stwierdzenie dla mola książkowego? Z pewnością, ale  jak uważa Bayard „Czytanie jest przede wszystkim nie-czytaniem. Nawet gdy prawdziwy czytelnik, czyli taki, który czytaniu poświęca całe swoje życie, bierze do ręki książkę i otwiera ją, gestem tym maskuje gest przeciwny – równoczesny, w związku z czym umykający naszej uwadze. Ten gest odwrotny, mimowolny, to gest pominięcia i zamknięcia wszelkich innych książek, które przy innym ułożeniu losów świata mogłyby znaleźć się na miejscu tej szczęśliwie wybranej”. Uważa on ponadto, że „Człowiek wykształcony to nie ten, który przeczytał taką czy inną książkę, ale ten, który potrafi poruszać się pośród wszystkich, który wie, że tworzą one pewną całość, i jest w stanie określić miejsce każdego elementu tej całości w stosunku do pozostałych. Wnętrze mniej się liczy niż zewnętrze, czy też może inaczej: wnętrze jest zewnętrzem, bowiem tym, co najważniejsze w każdej książce, są książki, które znajdują się obok niej”.

Najbliższą z jego “prawd” była dla mnie ta, która mówi o tym, że książka, którą napisał autor, a my przeczytaliśmy, to w rzeczywistości zupełnie inne książki. Wszystko zależy od naszych relacji z daną książką, indywidualnej wrażliwości i stopniem orientacji w literaturze w ogóle. I nie chodzi tu o to, ile i jakie książki przeczytaliśmy, ale o to, czy znamy zależności pomiędzy daną książką a innymi książkami.

„Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało” to  ironiczny esej, którego nie da się traktować z wielką powagą, ale też i nie można odmówić Bayardowi celności niektórych spostrzeżeń i łatwości lawirowania wśród książek, których (podobno) nie-czytał. Jego nadzwyczajna swoboda, z którą porusza się miedzy różnymi tytułami i bardzo dobre, lekkie pióro powoduje, że trzeba mieć się na baczności, aby autor nie zapędził nas w kozi róg. Bayard posuwa się nawet do tego, że w części książce „Jak się zachować” – chodzi oczywiście o sytuację, kiedy przyjdzie nam rozmawiać o książce, której nie-czytaliśmy - w tytułach poszczególnych rozdziałów podaje nam „gotową receptę”, a mianowicie: nie wstydzić się, narzucać swoje zdanie, wymyślać książki i mówić o sobie. Prowokacja? Z pewnością. Czytało mi się dobrze, ale czyniłam to z dystansem, lekko ubawiona. I na jego przewrotne pytanie „czytać książki, czy nie czytać?” odpowiadam: „czytać!”.




_____________
Pierre Bayard, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało, przeł. Magdalena Kowalska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008, s. 156.

Pierwsze zdanieWywodzę się ze środowiska, w którym czytało się niewiele, nie bardzo więc gustowałem w tej czynności, a także nie miałem dostatecznie dużo czasu, by się jej poświęcić. 

Ostatnie zdania:
    Dlatego, nie zważając na głosy sprzeciwu, będę uparcie, z tą samą wciąż wytrwałością mówił o książkach, których nie czytałem.
    Gdybym postępował inaczej i przyłączył się do tłumu biernych czytelników, miałbym wrażenie, że nie dochowałem wierności środowisku, z którego się wywodzę, i zdradziłem samego siebie. Znaczyłoby to, że zszedłem z jednej słusznej drogi, ktora prowadzi poprzez książki ku mojej własnej twórczości, oraz że nie spełniłem swojej powinności, która polega na pomaganiu innym w pokonywaniu lęku przed kulturą, a także zachęcaniu ich, by zrzucali z siebie jej brzemię i zaczęli pisać. 


----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle, Nie tylko literatura piękna.


Image and video hosting by TinyPic

niedziela, 28 kwietnia 2013

ZAMORDOWANA KRÓLOWA, MAURICE DRUON


Z ogromną przyjemnością zabrałam się za lekturę drugiego tomu z cyklu „Królowie przeklęci”, posmakowałam już pióra Maurice’a Druona i wiedziałam, że czeka mnie prawdziwa historyczna uczta. „Zamordowana królowa” zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się tom pierwszy. Po śmierci Filipa Pięknego na tron wkracza jego pierworodny syn – Ludwik X, z racji swojego chwiejnego, egocentrycznego i wybuchowego charakteru zwany Kłótliwym. Nie jest to władca, jakiego mogłaby wymarzyć sobie Francja, przyzwyczajona do ciężkiej i pewnej ręki poprzedniego władcy. Ludwik w niczym nie przypomina swojego ojca, a główną sprawą, która zaprząta jego umysł nie jest jego królestwo, a urażona duma z powodu zdrady jego małżonki Małgorzaty.

Francja rządzą praktycznie Karol de Valois i Enguerrand de Marigny, którzy są wzajemnymi wrogami. Wykorzystują oni fakt, że marionetkowy król najbardziej na świecie pragnie unieważnić małżeństwo z Małgorzatą Burgundzką i pojąć za żonę Klemencje Węgierską. Wokół tych dworskich rozgrywek toczy się właśnie akcja „Zamordowanej królowej”. Wszak każdy pragnie dzierżyć w ręce władzę i upłynnia granicę pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy tym, co istotne dla Francji, a własną korzyścią.



Ludwik X Kłótliwy - źródło

Maurice Druon jak zwykle nie tylko doskonale oddaje tło historyczne, ale pięknie nakreśla tło obyczajowe, pokazuje świat bankierów, drobnej szlachty, także na tle panującego w tym czasie głodu.
Bohaterowie „Zamordowanej królowej” nie są papierowi, Druon potrafi nakreślić jasne, wyraziste sylwetki, które na długo zapadają w pamięć. Miło również było poznać losy drugoplanowych postaci, takich na przyklad jak Guccio Lombardi.

Czuję się więcej niż usatysfakcjonowa, Maurice Druon ma fantastyczne pióro, dzięki któremu opowieść historyczna zmienia się w fascynujacą książkę sensacyjno-przygodową, którą czyta się prawie na bezdechu.


"Królowie przeklęci":



____________
Maurice Druon, Zamordowana królowa, przeł. Anna Jędrychowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1991, s. 225.

Pierwsze zdanie: Dnia 29 listopada 1314 roku, w dwie godziny po nieszporach, dwudziestu czterech jeźdźców w barwach Francji wypadło cwałem z zamku Fontainebleau. 

Ostatnie zdanieMłodzieniec ukłonił się na znak podzięki.
- Więc, przyjacielu Guccio, jedziemy znów do Neapolu. 


-------------------


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Jubileuszowe lektury, Z półki - 2013, To już było.

Image and video hosting by TinyPic

piątek, 12 kwietnia 2013

SŁOŃCE SCORTÓW, LAURENT GAUDE


Laurent Gaude siada cicho obok nas i spokojnym, przyciszonym głosem zaczyna opowiadać historię. Po chwili prowadzi nas za rękę po apulijskiej krainie, na brzeg Adriatyku, gdzie do skał przytuliła się malutka i senna wioska Montepuccio - “Biała osada, skupisko domków na skalistym cyplu, wysoko nad spokojną głębią wód”. Tam “Ziemia pękła od słonecznego żaru. Nawet listek nie zadrżał na drzewach oliwnych. Stały nieruchomo. Zapach wzgórz omdlewał. Kamienie krzyczały, wydane na pastwę upału. Sierpień władał niepodzielnie masywem Gargano”. Gaude sączy nam do ucha historię pięciu pokoleń precyzyjnymi, przemyślanymi słowami, opowiadając o stuletnich losach rodziny Scortów, czasami tylko głos oddaje Carmen Scorta Manuzio. Historia zaczyna się od Luciano Mascalzone, miejscowego rzezimieszka, który przeżył w więzieniu piętnaście lat marząc tylko o jednym – aby zaspokoić swoje pragnienie w ramionach Filomeny. Wiedział, że zapłaci życiem za ugaszenie tej żądzy, ale nic go nie mogło powstrzymać. Staje się tak, jak przypuszczał, stał się obiektem zemsty mieszkańców wioski. Tuż przed ostatnim kamieniem, który miał go dobić, dowiedział się jednak, że to nie z Filomeną spędził upojną noc, a z Immacolatą, jej siostrą. Z tej tragicznej pomyłki zrodził się syn, który był w Montepuccio niechciany - Rocco Scorta.

„Słońce Scortów” to historia o rodzinie, która mimo iż była obciążona rodową klątwą, to walczyła o wpasowanie się w pejzaż wioski. Bo nazwisko Scorta nie było tylko nazwiskiem, było ciepłem, w promieniu którego ogrzewali się wszyscy, którzy się urodzili jako Scorta lub się nimi stali. Scortowie kochali spaloną ziemię Montepuccio ponad wszystko, wrośli w nią, zapuścili mocne korzenie w każdą jej szczelinę, żaden Scorta nie potrafił jej opuścić, bo jak jeden z nich powiedział: „Kiedy słońce króluje na niebie, że aż trzeszczą kamienie, nic się nie da zrobić. Zbyt kochamy tę ziemię. Nie rodzi niczego, jest biedniejsza niż my sami, lecz kiedy słońce przygrzewa, nikt jej nie opuści. Jesteśmy zrodzeni ze słońca(...)”.
O swoje bycie na tej ziemi musieli walczyć, z pokolenia na pokolenie, oddać za nią każdą kroplę potu i wiele cierpień. Zmagali się  z zazdrością, chciwością, z uprzedzeniami. Nazwisko Scorta to brzmiało dumnie, znaczyło rodzinę silną jak drzewo oliwne. „Drzewa oliwne są wieczne. Ale oliwki żyją krótko. Dojrzewają i psują się. Jednakże rodzą się rok po roku, regularnie, w nieskończoność. Każda z nich jest inna, ale ich łańcuch nie ma końca. Mają ten sam kształt, barwę, dojrzewają w tym samym słońcu i mają ten sam smak. Tak, oliwki są wieczne. Tak jak ludzie. To same nieskończone następstwo życia i śmierci. Długi łańcuch ludzki nigdy się nie przerywa”.

Fascynująca opowieść o ludziach, którzy wyrośli na jałowej, spękanej ziemi i zostali przez nią zahartowani. Historia rodu, dla którego słowa „rodzina” i „honor” nie były pustymi pojęciami. Kochali gorąco i równie mocno nienawidzili, nic tutaj nie było letnie, ani w odcieniach szarości. Wszystko kapało się w gorącym, jasnym słońcu, a pokryta kurzem, spieczona ziemia kipiała od emocji. I ja ogrzałam się w słońcu tej książki.


Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


_____________
Laurent Gaude, Słońce Scortów, przeł. Jacek Giszczak, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 270.

Pierwsze zdania: Ziemia pękła od słonecznego żaru. Nawet listek nie zadrżał na drzewach oliwnych. Stały nieruchomo. Zapach wzgórz omdlewał. Kamienie krzyczały, wydane na pastwę upału. Sierpień władał niepodzielnie masywem Gargano.

Ostatnie zdania: Don Salvatore miał rację. Ludzie, tak jak oliwki w słońcu Montepuccio, są wieczni. 


-----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle, Pochłaniam strony bo kocham tomy, Z półki - 2013


Image and video hosting by TinyPic

sobota, 20 października 2012

CHERI, COLETTE

Przyznaję, że czytając książkę „Cheri” Colette ciągle miałam przed oczami film z 2009 roku ze wspaniałą Michelle Pfeiffer w roli Lei. Świat Stephena Frearsa był dokładnie taki, jak sobie zawsze wyobrażałam czytając o belle epoque – przepych, wspaniałe wnętrza, przepiękne stroje. Trochę czasu musiało minąć, abym chciała skonfrontować obraz filmowy z książką Colette. Wydana w Polsce w 2010 roku, rok po premierze filmowej, 90 lat po napisaniu. Chwała za to, że powstał film, inaczej miłośnicy Colette i Klaudyny mogliby się nigdy nie doczekać polskiego przekładu głośnej książki Colette.

Powieść opowiada historię romansu emerytowanej, prawie pięćdziesięcioletniej kurtyzany Lei z młodym, dwudziestopięcioletnim synem jej rywalki, którego nazywa Cheri.  Mogłoby być bardzo banalnie, ale nie jest. Powieść jest napisana pięknym, subtelnym językiem, który podkreśla wszystkie niuanse męsko-damskiej  gry, erotyzmu wiszącego w powietrzu oraz wewnętrznych rozterek bohaterów.


Lea z "Cheri" - źródło 

Cheri i Lea - źródło
Lea, to kobieta wspaniale wyposażona przez naturę, o przepięknej figurze, nogach, porównywana często do nimfy. W swojej profesji wspięła się na szczyty, bajecznie bogata, mogła pozwolić sobie wybierać tylko młodych kochanków. Obsesyjnie dbająca o swój przemijający kapitał – urodę, wyrachowana, nie pozwalająca usidlić się żadnemu mężczyźnie. Jednocześnie bardzo samotna wśród przepięknych wnętrz swojego domu, pod warstwą makijażu i spowita w najwspanialsze stroje.  Kiedy poznaje młodego Peloux- syna Charlotty, dawnej i obecnej rywalki, którą nazywa przyjaciółką, jej wprawione oko od razu poznaje nieoszlifowany diament. Bierze go pod swoje skrzydła kreując niejako na swoje podobieństwo. Cheri jest dzieckiem uwięzionym w ciele wspaniałego mężczyzny, zaniedbywany przez swoją matkę, podrzucany na wychowanie służącym, obracający się w towarzystwie kurtyzan, wyrósł na mężczyznę bez kręgosłupa moralnego. Niesamowicie rozpieszczony, mimo braków w wychowaniu i wykształceniu uważa siebie za najlepszego wśród najlepszych, także wspaniałego biznesmena, którym faktycznie jest, oraz znawcę piękna, nie tylko kobiecego. Kocha piękne stroje, wspaniałą biżuterię, piękne wnętrza, perfumy, dobre jedzenie. Straszliwie samotny lgnie do Lei, która staje się jego wzorem kobiety idealnej, nie tylko ze względu na wygląd, wnętrze, ale także na erotyczne doznania. 

Jest mu kochanką, matką i niańką. Jego Nounoune niespostrzeżenie staje się całym jego światem. Bo tylko u niej znajduje schronienie i zaspokojenie wszystkich swoich potrzeb. Ta historia miłości, przywiązania, pożądania "nauczycielki i ucznia" od początku jest skazana na komplikacje. Czy spodziewamy się happy endu po historii miłości dwudziestopięciolatka i dwa razy starszej kobiety? 

Colette wykreowała ciekawe postaci, a powieść wcale nie trąci myszką. Czyż w dzisiejszych czasach nie spotykamy kobiet takich jak Lea i mężczyzn takich jak Cheri? Nawet po ponad dziewięćdziesięciu latach sylwetki bohaterów nic nie tracą na aktualności. Związek dużo starszej kobiety z młodym mężczyzną dalej wzbudza dużo większe kontrowersje niż starszego pana z młodą dziewczyną, który skwitujemy tylko pobłażliwym uśmiechem i hasłem "kryzysu wieku średniego". Ile kobiet jak Lea można spotkać dzisiaj? Pięknych, niezależnych, inteligentnych, które raz po raz muszą udowadniać, że jeszcze nie czas, aby przenieść je do lamusa, tkających gęstą sieć pozorów i wyobrażeń o sobie samych.

"Cheri" Colette to dobra powieść, bo mimo pozorów historia ta nie jest tylko czarującym romansem, ale doskonałym studium gorzkich, wewnętrznych dylematów głównych bohaterów. Colette udowodniła, że potrafi dostrzec i opisać subtelności ludzkiej natury przekonując mnie do sięgnięcia po kolejne powieści jej autorstwa. 







Colette, Cheri, przeł. Anna Topczewska, s. 236, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.
-----------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Trójka e-pik", "Klasyka literatury popularnej".

Image and video hosting by TinyPic