Jak traktować książkę, którą opatrzono mottem zapożyczonym
z Oscara Wilde’a: „Nigdy nie czytam książki, o której mam napisać. Tak łatwo się
zasugerować”. Nie uległam sugestii Bayarda i przeczytałam
„Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”.
Bayard nazywa siebie nie-czytelnikiem, który nie-czyta
książek o których bardzo często wypowiada się podczas wykładów, jak i pisze artykuły.
Uważa, że jest to postawa powszechna, aczkolwiek opatrzona klauzulą milczenia, na temat której najczęściej kłamiemy.
Pisze, że jako literaturoznawca postanowił to zjawisko upowszechnić i pomóc
tym, którzy chcą rozmawiać mądrze o lekturach, których nie przeczytali.
Książka zawiera kilka myśli przewodnich, ale
aby je zgłębić autor wprowadza między
innymi nowe słownictwo, które ma określić, co to znaczy „książka przeczytana”.
Bayard uważa, że to pojęcie bardzo wieloznaczne i w tej kategorii wymienia książki:
KN – książka, której nie zna, KP – książka, którą przekartkował, KS – książka, którą
zna ze słyszenia, KZ- książka, którą zapomniał. Maja one zerwać z zafałszowanym,
według autora, wyobrażeniom na temat czytania. Główną tezą jest to, że można mieć
zdanie o książce, której się nie czytało, a nie-czytana książka ma nam
pomóc poruszać się w świecie literaturze, czy nawet szerzej- w świecie kultury, bez poczucia wstydu. Jeśli oczywiście uwierzymy Bayardowi.
Szokujące stwierdzenie dla mola książkowego? Z
pewnością, ale jak uważa Bayard „Czytanie jest przede wszystkim
nie-czytaniem. Nawet gdy prawdziwy czytelnik, czyli taki, który czytaniu poświęca
całe swoje życie, bierze do ręki książkę i otwiera ją, gestem tym maskuje gest
przeciwny – równoczesny, w związku z czym umykający naszej uwadze. Ten gest
odwrotny, mimowolny, to gest pominięcia i zamknięcia wszelkich innych książek, które
przy innym ułożeniu losów świata mogłyby znaleźć się na miejscu tej szczęśliwie
wybranej”. Uważa on ponadto, że „Człowiek
wykształcony to nie ten, który przeczytał taką czy inną książkę, ale ten, który
potrafi poruszać się pośród wszystkich, który wie, że tworzą one pewną całość,
i jest w stanie określić miejsce każdego elementu tej całości w stosunku do pozostałych.
Wnętrze mniej się liczy niż zewnętrze, czy też może inaczej: wnętrze jest zewnętrzem,
bowiem tym, co najważniejsze w każdej książce, są książki, które znajdują się
obok niej”.
Najbliższą
z jego “prawd” była dla mnie ta, która
mówi o tym, że książka, którą napisał autor, a my przeczytaliśmy, to w rzeczywistości
zupełnie inne książki. Wszystko zależy od naszych relacji z daną książką,
indywidualnej wrażliwości i stopniem orientacji w literaturze w ogóle. I nie
chodzi tu o to, ile i jakie książki przeczytaliśmy, ale o to, czy znamy zależności
pomiędzy daną książką a innymi książkami.
„Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”
to ironiczny esej, którego nie da się traktować
z wielką powagą, ale też i nie można odmówić Bayardowi celności niektórych spostrzeżeń
i łatwości lawirowania wśród książek, których (podobno) nie-czytał. Jego nadzwyczajna
swoboda, z którą porusza się miedzy różnymi tytułami i bardzo dobre, lekkie pióro
powoduje, że trzeba mieć się na baczności, aby autor nie zapędził nas w kozi róg.
Bayard posuwa się nawet do tego, że w części książce „Jak się zachować” –
chodzi oczywiście o sytuację, kiedy przyjdzie nam rozmawiać o książce, której
nie-czytaliśmy - w tytułach poszczególnych rozdziałów podaje nam „gotową receptę”, a
mianowicie: nie wstydzić się, narzucać swoje zdanie, wymyślać książki i mówić o
sobie. Prowokacja? Z pewnością. Czytało mi się dobrze, ale czyniłam to z
dystansem, lekko ubawiona. I na jego przewrotne pytanie „czytać książki, czy nie
czytać?” odpowiadam: „czytać!”.
_____________
Pierre Bayard, Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało, przeł. Magdalena Kowalska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2008, s. 156.
Pierwsze zdanie: Wywodzę się ze środowiska, w którym czytało się niewiele, nie bardzo więc gustowałem w tej czynności, a także nie miałem dostatecznie dużo czasu, by się jej poświęcić.
Ostatnie zdania:
Dlatego, nie zważając na głosy sprzeciwu, będę uparcie, z tą samą wciąż wytrwałością mówił o książkach, których nie czytałem.
Gdybym postępował inaczej i przyłączył się do tłumu biernych czytelników, miałbym wrażenie, że nie dochowałem wierności środowisku, z którego się wywodzę, i zdradziłem samego siebie. Znaczyłoby to, że zszedłem z jednej słusznej drogi, ktora prowadzi poprzez książki ku mojej własnej twórczości, oraz że nie spełniłem swojej powinności, która polega na pomaganiu innym w pokonywaniu lęku przed kulturą, a także zachęcaniu ich, by zrzucali z siebie jej brzemię i zaczęli pisać.
----------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle, Nie tylko literatura piękna.
