Sięgając po pierwszy tom „Dziennika Północy”
autorstwa Mariusza Wilka oczekiwałam wspaniałej opowieści o Karelii, krainy leżącej
w Rosji, tuż u stóp Finlandii. Niewiele było mi wiadomo o tej ziemi i jej mieszkańcach,
poza sprawami oczywistymi, że są tam białe noce, że zima trwa około osiem miesięcy
i że jest bardzo zimno. Któż może lepiej znać realia od osoby, która tam
mieszka, zmaga się z codziennością, nie jest turystą, który zobaczy główne
atrakcje i przyswoi tylko to, co zostanie mu powiedziane lub pokazane? Intrygowało mnie również to, dlaczego ktoś ucieka od cywilizacji,
zaszywa się nad pustkowiu i wraca do prostego i z pewnością niełatwego życia.
Jak się żyje na takiej ziemi? Czytałam kiedyś, że wcześniej ta ziemia była gęsto
zaludniona, w ostatnich latach chałupy zieją pustkami, a ziemie kołchozów zamieniają
się w połacie nieużytków.
Po części moje nadzieje zostały spełnione.
Ze stron książki wylania się obraz silnego i odważnego
mężczyzny, typowego macho, czasami o kontrowersyjnych poglądach. Podziwiałam ogromnie
jego oczytanie i erudycję, a czasami raziły jego opinie.
Właściwie nie wiem, jak nazwać książkę Wilka,
wszak każdy dziennik można pisać w sposób dowolny, ale szczerze mówiąc zabrakło
mi tam opisów codzienności, nieco bardziej intymnych zwierzeń. Rozumiem, że każdy
zimowy dzień jest walką o przetrwanie obejmującą wyrąbywanie lodu w przerębli,
rąbanie drwa na opał i dbanie o ciepło w izbie, aby nie zamarznąć w
czterdziestopniowym mrozie, ale jakieś osobiste szczegóły lub ich namiastka chociaż, mogłyby się tam znaleźć. Tak, tego typu książki traktuje trochę jak podglądanie
sąsiada przez okno. Autor jest zdania, że „Dziennik – to rodzaj ukrycia się... Szkoła
samodyscypliny i bezustannej uwagi, by nie wypaść z siebie i nie stracić dystansu.
Co innego w powieści, tam można się obnażyć i pokazywać do woli najskrytsze
strony swojej osobowości pod maską tego czy innego bohatera. Fikcja pozwala
autorowi głosić bulwersujące poglądy, wkładając je w usta zmyślonych postaci”.
Zachłannie czytałam wszelkie opisy przyrody, szczególnie
tytułowego jeziora, starając się stworzyć w wyobraźni karelski obraz, zarówno
zimowy, jak i letni, ale jakoś mało było mi tej Karelii, chciałabym więcej.
Niewiele dowiedziałam się o mieszkańcach, poza tym, że piją i są leniwi, chociaż Wilk zapewnia, że trzeba z tymi ludźmi popracować,
aby przekonać się jacy są naprawdę. „Ludzi
także pierwej wypada poznać, żeby zrozumieć nie tylko to, o czym mówią, gdy
wypiją, lecz także to, o czym milczą, gdy są trzeźwi”.
![]() |
| Karelia i jej opuszczone domy - źródło. |
Dużo za to w książce znajduje się ciekawostek
kulturoznawczych, obyczajowych, które pokazują ogromną wiedzę autora na temat
krainy, w której mieszka. Przyznaję, że budzi to we mnie podziw i respekt. Wilk
dzieli się także z nami przemyśleniami na temat obejrzanych filmów, czy
przeczytanych książek, nie tylko na temat Rosji. Mnie szczególnie zainteresowały
jego przemyślenia na temat twórczości Kawabaty, którego dzieła omijam wzrokiem
na moich półkach. Może już nie powinnam?
Wiele jest momentów w książce, które mnie zachwycają,
chociażby opowiesc o Pleszczusze i pieczce.
Język, którym posługuje się autor jest
specyficzny, pełen archaizmów i rusycyzmów, mnie on nie razi, książkę czytało
mi się nad wyraz dobrze i z przyjemnością. Dawkowałam sobie to czytanie, bo miałam
wrażenie, że nie mogę przemknąć po stronach książki, aby nie uronić czegoś ważnego
i cieszyć się dłużej melodią języka Wilka.
Słowem – podobało mi się. Mam ochotę wniknąć głębiej
do tak opisywanego świata. Z pewnością będę dalej podążać tropą Mariusza Wilka. Dobrze, że "Dom nad Oniego" to dopiero pierwsza część "Dziennika Północy".
________________
Mariusz Wilk, Dom nad Oniego, Noir Sur Blanc, Warszawa 2008, s. 208.
---------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Rosja w literaturze, Nie tylko literatura piękna, Z półki - 2013, Z literą w tle.


Jakie konkretnie poglądy cię raziły? Pytam, bo w takich książkach autor jest bardzo ważny - jeśli go nie polubię/będzie mnie irytował, lektura stanie się męczarnią.
OdpowiedzUsuńA z innej beczki - nigdy nie zdecydowałabym się na zamieszkanie w takim miejscu. ;) Bliżej natury, okej, ale ta, jak ją nazwałaś, walka o przetrwanie? Nie, dziękuję.
Byly takie momenty, kiedy autor wypowiadal sie na temat tragedii w Biesłanie, rowniez kiedy pisal na temat udzialu kobiet w wojnie. Nie sa to jednak sprawy, ktore przewijaja sie przez cala ksiazke, tak wiec spokjnie mozna czytac;)
UsuńJesli chodzi o mnie, to mam momenty, ze chcialabym sie zaszyc w takim miejscu na 2-3 letnie (!) miesiace, gdybym jeszcze za to dostawala normalna pensje... :D
Zima- nie i jeszcze raz nie! -40 mnie przeraza :)