Czym jest kolejna część „Dziennika Północy”
Mariusza Wilka? Opatrzona została cytatem z Bruce’a Chatwina: „Prawdziwym domem człowieka nie jest budynek,
ale Droga, a życie to podróż, którą należy przejść na piechotę”. Jest to
niewątpliwie książka Drogi tej dosłownej i tej wewnętrznej, ale także esej, opowieść o Saamach, najstarszym plemieniu Europy, o którym napisano już tak
wiele i wciąż wiadomo tak niewiele. Wilk przychyla się do jednej z hipotez, że
Saamowie (Lapończycy) wywodzą się z jaskiń Lascaux, Cro-Magnon i Altamiry, a
przybyli na Północ podążając za renami, które kierowały się tam za przesuwającym
się lodowcem. Dlaczego właśnie za renami? Wilk uważa, że powodowało to mięso
rena, według niego najsmaczniejsze, najczystsze na świecie, którego smaku nie można
porównać do niczego innego.
Wędruje więc Wilk śladami koczowniczego
plemienia Saamów, natykając się na swojej drodze na szamańskie kręgi, naskalne
rysunki, aby przekonać się, czy prawdziwi Saamowie jeszcze istnieją, a jeśli
tak, to w jakiej formie przetrwali. Niewiele po nich pozostało, najwięcej
starych opowieści, stare obrzędy, pieśni, trochę rękodzieła, sami Saamowie nie przywiązywali
wagi do rzeczy materialnych, stąd też nie znajdziemy wiele symboli kultury
saamskiej,
które przetrwałyby do naszych czasów. Saamowie nie posiadają jednego
języka, istnieje raczej wiele narzeczy, dopiero niedawno powstały próby
stworzenia języka i alfabetu saamskiego. Jako że nie było wcześniejszej możliwości
zapisu dziejów przez Saamów, stąd historia starego plemienia nomadów coraz
bardziej odchodzi w zapomnienie, umierając wraz z najstarszymi członkami, a ci, którzy jeszcze żyją zazdrośnie jej strzegą.
![]() |
| Kujwa - źródło |
Wciąż jeszcze istnieją rysunki naskalne, święte
miejsca ukryte gdzieś daleko w tundrze i garstka potomków Saamów, daleko na Półwyspie
Kolskim, zepchniętych tam przez cywilizację, napływ Rosjan, którzy odzierani są kawałek po kawałeczku ze swojej tożsamości, wiary i obrzędów. Ich krew już
dawno zmieszała się z krwią ludności napływowej, więc istotne jest pytanie, czy
prawdziwi Saamowie jeszcze istnieją? Może to nie kwestia krwii, ale sposobu
życia? Na swojej drodze Wilk spotyka innych pasjonatów, którzy podążają podobną drogą. Muzealnicy, etnografowie, lingwiści, to z nimi wymienia uwagi i spostrzeżenia,
dzieli się swoją fascynacją.
O ile w „Domu nad Oniego” można było wyczuć niechęć
Autora do Europy, w „Tropami rena” można nabrać pewności, że Wilk Europy jako
takiej nie lubi i otwarcie ją krytykuje, z jej narzucającą się zachodnią
kulturą, zawłaszczaniem coraz większych połaci, do niedawna jeszcze dzikich,
ziem. W jednym z wywiadów powiedział kiedyś: „Mówiąc o pustce, myślę o tej pustej i czystej szklance, w którą można
nalać świeże wino... Na Północy nie ma historii (zabytków, ruin, granic...),
więc nie ma o co się spierać. Północ to stan uma”. Odsyła
nas do “Słownika Języka Polskiego Witolda
Doroszewskiego, gdzie stoi czarno na białym, że w dawnej polszczyźnie „umem”
nazywali rozum, rozsądek i umysł”.
![]() |
| Jezioro Duchów - źródło |
Zdaje się, że to właśnie znajduje na dzikiej Północy, u starego Kujwy i nad Jeziorem Duchów, świętym miejscem Saamów.
Przyroda jest bardzo ważną częścią książki i
jej działające na wyobraźnię opisy zapierają dech w piersi, jednakże żałuję, że
nie ma zdjęć z Półwyspu Kolskiego. Bardzo mi tego brakowało. Czy jest to
zabieg celowy, aby uchronić ten kawałek ziemi przed turystami i najeźdźcami z
Europy? Być może. Wśród dzikiej przyrody saaamskiej ziemi Wilk daje się poznać
jako zwolennik animizmu. Przytacza słowa jednego z Saamów: „Chodzi o to, co chrześcijanin nazywa duszą,
twierdząc, że tylko człek ją posiada. Dla nas natomiast cała przyroda jest
uduchowiona, Gdzie spojrzysz, stamtąd duch wygląda, zarówno z człowieka, jak i
ze zwierzęcia, z drzewa, z rzeki czy z kamienia. Zatem byle źdźbło ma swoją
moc, co od dawna zresztą wykorzystuje medycyna ludowa. Stąd nasz szacunek dla
przyrody, a i respekt przed nią”. Pisze: “w
pierwotnych wierzeniach Północy oczy były zaczątkiem tego, co w późniejszych
religiach przyjęto nazywać duszą. W oczach ogniskowała się siła duchowa.
Patrzeć – znaczyło być. Dla animistów każdy kamień, drzewo, góra lub rzeka są
obdarzone duszą. Nic dziwnego, że cała Przyroda spogląda na nas w milczeniu.
Ileż to razy, wałęsając się po północnych tropach, miałem wrażenie, że jestem
obserwowany. Że ciągle ktoś na mnie patrzy – to z gąszczu wyziera, to z gór
popatruje, to z jeziora wygląda. Wrażenie to potęguje niezwykła cisza północnej
przyrody. Jej bezmowność. Sam chciałbym kiedyś być samym czystym patrzeniem bez
nazwy, na granicy, gdzie kończy się ja i nie-ja”.
![]() |
| Kujwa - źródło |
„Tropami rena” imponuje erudycją,
ale język już nie jest aż tak bardzo koronkowy, gęsto poprzetykany rusyzymami.
W książce znajdziemy ślady aktualnych literackich fascynacji Wilka. Tym razem
jest to Bruce Chatwin – piewca Drogi oraz chiński poeta Li Bo – wyznawca
taoizmu i podróżnik- włóczęga.
“Tropami
rena” to odbicie niezwykłej Drogi, gdzie odpowiedzi na najważniejsze
pytania odnalezione zostały w milczeniu. Do niespiesznego czytania i bez europejskiej
gonitwy. Koniecznie.
_____________
Mariusz Wilk, Tropami rena, Noir Sur Blanc, Warszawa 2011, s. 185.
-------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Nie tylko literatura piękna, Z półki - 2013, Z literą w tle, Rosja w literaturze, W prezencie.




Recenzja jak zwykle interesująca, choć autora ani książki wcześniej nie kojarzyłam. Pozdrawiam! :-)
OdpowiedzUsuńAutor jest bardzo ciekawa postacia, mnie bardzo zainteresowal i przede mna jeszcze przynajmniej jedna jego ksiazka.
Usuń