„Król z żelaza” to pierwsza powieść Maurice’a
Druona z cyklu „Królowie przeklęci”.
Historia, a przynajmniej jej zarys zapewne jest większości znana. Tytułowy król
to Filip IV Piękny, piękny niestety tylko z wyglądu według ówczesnych kanonów urody, ponieważ dzięki twardemu sercu i ręce dorobił się kolejnego przydomka – "króla z żelaza". Poznajemy go u schyłku jego życia, jako władcę
państwa silnego, ale wymęczonego kosztownymi wojnami. Pusty skarbiec król Filip
zapełniał nakładając liczne podatki na szlachtę, duchowieństwo oraz ograbiając
Żydów. Pozostał bogaty zakon Templariuszy, więc Philippe le Bel poprosił o przyjęcie do niego, ale reguła tegoż zakonu zabraniała przyjmowania w swoje szeregi książąt, co z pewnością godziło w jego dumę i gmatwało plany zagrabienia ich majątku. Zaczął więc swoją cichą kampanię przeciwko Templariuszom i razem ze swoimi stronnikami - Nogaretem i papieżem Klemensem V doprowadził do licznych pomówień, w tym najcięższego - o herezję. Samego Wielkiego Mistrza Zakonu Jakuba de Molay postawiono przed sądem i wkrótce zgładzono. Na stosie śmierci rzucil klątwę: Papieżu Klemensie!... Rycerzu
Wilhelmie!... Królu Filipie!... Powołuję was przed Sąd Boży,
przed którym zjawicie się w ciągu
roku, aby otrzymać słuszną karę! Przeklinam was! Przeklinam
was! Niech niech wasze rody będą
przeklęte aż do trzynastego pokolenia!
Klątwa ta niestety się spełnia.
Filip IV Piękny - źródło
Maurice Druon w prosty, przejrzysty
sposób opisuje zagmatwane stosunki, które panowały na dworze, życie możnych panów, drobnej szlachty oraz kupców. Śledzimy więc losy trzech synów króla
Filipa w małżeństwach z cudzołożnymi żonami, które dwie z nich zostały surowo ukarane. Poznajemy również córkę króla Filipa – Izabelę,
która była nieszczęśliwą żoną króla Anglii Edwarda II (ja pamiętam ją najbardziej z filmu “Braveheart” jako popleczniczkę, i nie tylko, Williama Wallace’a). Możemy również przespacerować się po uliczkach Paryża i poznać bogatych kupców, którzy wspomagają puste kieszenie możnych, w tym samego króla.
Niesamowite jest to, jak można w
arcyciekawy sposób ożywić suche
kronikarskie zapiski i historyczne fakty na stronach powieści, które aż kipią od emocji. Książkę
naprawdę czyta się świetnie i nawet osoba nie mająca wielkiej wiedzy
historycznej poradzi sobie doskonale dzięki znakomitym objaśnieniom na końcu
książki.
--------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach sierpniowego Book-Trottera - literatura francuska.

