Kolejny tom Jeżycjady, kolejny, który czytało mi się wyśmienicie. Głównie dzięki Łusi, której umiłowanie gramatyki języka polskiego i wyjątkowa dociekliwość potrafią ubawić do łez. Podobnie jak jej parafraza wiersza "Gnój" Staffa napisana specjalnie dla Naszegopana Polonisty. Ogólnie bardzo podoba mi się to, że w tej książce było tyle o języku polskim, jego pięknie, poprawności oraz to, że tyle osób z "Jeżycjady" para się niewdzięcznym zawodem nauczyciela. Obecnie praca nauczyciela jest coraz bardziej niedoceniana, kiedyś ludzie pracujący w tym zawodem byli naszymi mentorami, busolami życia, a teraz zmieniło się pokolenie, dzieci są już kompletnie inne i niestety, nauczyciele również. Dobrze, że ja mogę jeszcze wspominać takich nauczycieli, jak w "Jeżycjadzie", ale byliśmy też innymi uczniami. Tak mi się przynajmiej wydaje.
Wspomniana przeze Łusia zapragnęła być sprężyną wydarzeń i bez wątpienia się nią stała, dużo spraw potoczyło sie tak a nie inaczej tylko dzięki niej.
Sceny, kiedy kręgosłup rodziny Gabrysia trafia do szpitala czytałam z prawdziwym rozrzewnieniem. Ten magiczny rosół, który pomaga na każdą chorobę i przypadłość! U mnie też się takowy gotowało. W niedzielę oraz chorym. Do tej pory wierzę w jego cudowną moc, bo gdy moje dziecko zachoruje, to od razu kluje się w mojej głowie myśl: "Ugotuję mu rosołu. Może zje". I te rozczulające postawy całej rodziny, szczególnie dziadka Ignacego. Tak oczywiście, w takiej sytuacji najbardziej potrzebny jest ojciec (lub matka dopowiadam sobie po cichu, bo ostatnio tego właśnie doświadczałam). W sytuacjach kryzysowych rodzice są balsamem dla duszy, bo to oni nas znają tak dobrze, że wiedzą, jak ukoić nasze bóle i smutki.
Piękny jest cytat z "Proroka" Khalila Gibrana w tłumaczeniu Małgorzaty Musierowicz: "Wy jesteście łukami, z których wasze dzieci, jak żywe strzały, wysyłane są naprzód. Łucznik widzi cel na drodze nieskończoności i On przygina was swoją mocą, by jego strzały mogły polecieć szybko i daleko". Jako matka uważam, że to wyjątkowo piękne i trafne słowa.
Aaa… Dzięki "Sprężynie" wiem już jak wygląda róża "Nuits de Young". Prawda, że piękna? Jak Tygrysek.
___________
Małgorzata Musierowicz, Sprężyna, Wydawnictwo AKAPIT PRESS, Łódź 2008, s. 219.
———————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę.


Strasznie mnie korci by zapoznać się z tym cyklem. Bladego pojęcia nie mam, ale skoro Tobie się tak podoba to bym chciała wiedzieć co to takiego;-). Muszę choć jeden tom przeczytać!
OdpowiedzUsuńTo zacznij od "Szostej klepki", to ksiazki dla mlodziezy, ale ja jestem taka dziecinna :D
UsuńJa juz czytam ostatni tom - 19 :D
a ja też! na stare lata się dziecinnieje;-)
Usuńjak dzieci???
Dobrze, tak tylko po cichutku szepne;)
Usuń:-)))))
UsuńUwielbiam całą rodzinę Borejków i wszystkich ich przyjaciół... i w ogóle :))
OdpowiedzUsuńJa rowniez i troche mi szkoda, ze zostala mi tylko jedna czesc do przeczytania.
UsuńA ja nigdy nie spotkałam takiego nauczyciela, który mógłby być moim mentorem czy busolą życiową. nawet ich o taką funkcję nie podejrzewałam :).
OdpowiedzUsuńAle rosół to magiczna potrawa, pomaga na każde choróbsko, tu się zgodzę :).
Ja zas mialam to szczescie, jesli chodzi o nauczycieli. Duzo im zawdzieczam.
Usuń