Przeczytałam z wypiekami na twarzy, często
zamiast pójść spać doczytując kolejny rozdział. Niestety w nienajlepszym tłumaczeniu,
bo pojawiło się kilka błędów. Mimo wszystko „Rilla ze Złotego Brzegu” awansowała
do drugiej po „Ani z Zielonego Wzgórza” najulubieńszej książki z całej serii.
Jest zupełnie inną, poważną, bo dotyka tematu
pierwszej wojny światowej, pełną zadumy, smutku i tęsknoty, a jednak tak moją,
tak bardzo moją książką.
Opowieść o mężczyznach, którzy wyruszają na wojnę
i kobietach, które na nich czekają. Rilla, tak inna od swojej matki, jako piętnastolatka
lekkoduszna, trzpiotowata, niemal bezmyślna. Zainteresowana tylko strojami,
zabawą i sobą. Jakże szybko przyszło jej dorosnąć w ciągu tych kilku wojennych
lat. Najpierw rozstanie z Jimem i chwytająca za serce historia psa Wtorka,
potem historia dziecka wojennego, małego Jasia, który zdobywał serce Rilli
lecząc ją z wielkiej niechęci do dzieci. W końcu smutna historia marzyciela
Waltera, poety o sercu czującym więcej i głębiej, patrzącym na świat wnikliwiej
i szerzej. Także
obserwacja tego, co dzieje się na świecie i w domu, jak wojna zmienia życie,
ludzi, kraj. Gdy wojna się kończy Rilla nie jest już dziewczynką, jest mądrą,
zachwycająca kobietą, która nabyła głębokiej mądrości życiowej, tracąc
podczas wojny wiele, ale także wiele zyskując.
Cieszę się,
że nie przeczytałam tej książki w wieku lat dwunastu, wtedy nie doceniłabym jej
wcale, przypuszczam, że nawet czułabym się znużona wojennymi opowieściami. Teraz
czytałam je ze ściskiem w sercu, a wspomnienie w tej książce losów Łodzi,
Przemyśla czy Warszawy zajmowanych przez Niemców, a tak uważnie śledzonych
przez rodzinę ze Złotego Brzegu, mile łechtało moje polskie ego.
Bardzo
chciałabym kiedyś wrócić do “Rilli”, ale z pewnością w innym, nowym tłumaczeniu
bądź przeczytać w oryginale.
_____________
Lucy Maud Montgomery, Rilla ze Złotego Brzegu, przeł. Janina Zaroisza-Krasucka, Nasza Księgarnia, Warszawa 1983, s. 328.
————————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię.

Ta książka to stare, dobre czasy ;)
OdpowiedzUsuńDla mnie zas kompletna nowosc, ale z pewnoscia wroce do niej nie raz.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJa wtedy mialam faze na ksiazki o Indianach:) i zwierzetach, stad wiem, ze wtedy bym jej nie docenila. Ja ostatnio urzadzam sobie powtorki i doczytuje tomy z Jezycjady i Ani. Bardzo dobrze mi to robi na psychike:)
UsuńChyba najbardziej smutna i tragiczna w wymowie książka z całej serii. Nie żałuję, że przeczytałam ją w wieku nastu lat, chętnie znów bym do niej wróciła:)
OdpowiedzUsuńTak jak juz wspominalam wyzej - mialam kompletnie inne zainteresowanie w tamtych czasach. Dla mnie jednak Ania nie traci uroku nawet po wielu latach, tak wiec z przyjemnoscia i wrocilam do znanych mi tomow i doczytuje kolejne.
UsuńJa mam tylko 6 pierwszych tomów serii, czyli te dotyczące samej Ani, a nie jej dzieci i bliskich. Niemniej chętnie kiedyś rzucę okiem na opowieść o Rilli :)
OdpowiedzUsuńJa nawet pierwszych szesciu tomow nie doczytalam w dziecinstwie, ale bardoz sie ciesze, ze mam okazje poczytac teraz. Ania albo jest ponadczasowa albo ja z wiekiem dziecinnieje ;)
UsuńNie pamiętam, czy to czytałam. Możliwe, że tak, na fali Ani, ale że właśnie ze względu na tematykę nie zapadła mi w pamięć. Nie lubiłam ja wtedy rzeczy związanych z historią, oj nie lubiłam. Tylko przez rok jeden w podstawówce jeszcze miałam fazę na Kraszewskiego :)
OdpowiedzUsuńDla mnie zas istnieli tylko Indianie i opowiesci o zwierzetach. Chcialam byc zona wodza i mieszkac w tipi:)
UsuńKraszewskiego uwielbialam "Stara basn", ktora przeczytalam kilka razy, pierwszy raz, kiedy mialam 10 lat. Uwielbiam ta ksiazke do dzis.
Jesli chodzi o historie, to zaczynala sie u mnie fascynacja (?) druga wojna swiatowa i poezja tamtego okresu, co zreszta tez zostalo mi do dzisiaj, bo na przyklad Baczynski dalej jest moim ulubionym poeta.
Taaaak Siostro, ja też uwielbiam Rillę, zawsze przy niej płaczę, wzruszam się i przeżywam. Piękna.
OdpowiedzUsuńCzytalam wczesniej twoja recenzje "Rilli" i az sie usmiechnelam, gdy zobaczylam, ze masz bardzo podobne odczucia do moich.:)
UsuńWitam! Cieszę się, że powróciłaś do świata książkowych blogów :) i chciałam się przypomnieć - Jubileuszowe lektury nadal funkcjonują, a Montgomery jest jedną z Jubilatek :) więc jeśli masz ochotę... zabawa trwa cały rok!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Moja droga, wrocilam, ale nie wiem, czy dolacze powtornie do wyzwania. Jestem na etapie organizowania mojego zycia na nowo i bardzo mam malo czasu na wyzwaniowe lektury. W kazdym razie dziekuje za ponowne zaproszenie, bede musiala to powaznie przemyslec.
UsuńRowniez cieplo pozdrawiam.
Cały cykl wspaniały :)
OdpowiedzUsuńZ tym oczywiscie sie zgadzam.
UsuńTo jest moja ulubiona część "Ani" na równi z pierwszym tomem. Pierwszy raz czytałam ją w późnonastolenich czasach i bardzo mnie wzruszyła, a podczas późniejszych lektur również poleciała niejedna łezka...
OdpowiedzUsuńTo prawie jak u mnie, z tym, ze pierwszy tom zawsze bedzie o wlos wyprzedzal "Rille". Jakze sie ciesze, ze istnieja takie lektury i smuce bardzo, kiedy slysze/czytam czasami jaka "Ania" jest nudna :(
UsuńAniu, mnie tez sie lezka krecila przy jej czytaniu, szczegolnie, ze waltera bardoz lubilam, a historia psa Wtorka po prostu niesamowita.
OdpowiedzUsuńCzytałam ją dokładnie w tym wydaniu, które i ty posiadasz ;) I chyba właśnie do tej wersji całej serii mam największy sentyment :)
OdpowiedzUsuńJa tez moje pierwsze "aniowe" ksiazki czytalam w tym wydaniu, ale teraz mam ochote na inne tlumaczenie. Ktoz wie, moze mi sie spodoba? takie proby juz podjelam przy okazji czytania innych tomow z tej serii.
UsuńTo książka mojego dzieciństwa. Mam w domu całą serię tej autorki, wieczorami nie mogłam się oderwać od kolejnych części. :)
OdpowiedzUsuńPrawda, ze "Ania" jest fascynujaca?
UsuńUwielbialam te wieczory w dziecinstwie, kiedy to w zasadzie nie bylo zadnych powaznych obowiazkow i mozna bylo po prostu czytac.
Gdzieś w wieku 16 lat udało mi się doczytać do serię tylko do połowy "Wymarzonego domu Ani", wcześniej było jeszcze gorzej. Muszę sobie doczytać całość.
OdpowiedzUsuńMoja mama miała prawie całą serię w tym wydaniu (brakowało nam paradoksalnie "Ani z Zielonego Wzgórza" i "Ani ze Złotego Brzegu"), ale zaczęłyśmy z siostrą poznawać przygody Ani kiedy dostałam na komunię komplet 6 tomów z Wydawnictwa Podsiedlik-Raniowski. Kiedy po jakimś czasie chciałam przeczytać to starsze wydanie byłam załamana, strasznie mi się czytało to tłumaczenie. Dokupiłam sobie "Dolinę Tęczy" i "Rillę" do mojego kompletu i teraz tylko z "Opowieściami z Avonlea" i "Pożegnaniem z Avonlea" będzie się trzeba przemęczyć bo to chyba było jedyne polskie wydanie.
Wlasnie, te ostatnie dwa tomy z serii ciagle przede mna i nie wiem, jak dam rady czytac, szczegolnie z powodu malego druku.
UsuńSama mam ochote skompletowac serie w jakims najnowszym tlumaczeniu, ale jeszcze nie zdecydowalam.