Przyznaję, że nie miałam zamiaru (na razie) sięgać po „Anię z Wyspy Księcia Edwarda”. Denerwował mnie najpierw odkrywca maszynopisu Lefebvrem, który ogłosił na cały świat, że w tym maszynopisie zostaje obalony obraz rodziny Blythe’ów, jaki wyrył się czytelnikom w sercach. Zniesmaczyło mnie również polskie tłumaczenie tytułu „The Blythes Are Quoted”, które tym marketingowym chwytem miało czytelnikom sugerować, że są to dalsze przygody rodziny z Wyspy Księcia Edwarda. Później poczytałam kilka recenzji i dowiedziałam się, że są to po prostu opowiadania, stosunkowo luźno związane z Anią i jej rodziną, a pęknięć w wizerunku tej rodziny jest niewiele. To już dawało jakąś nadzieję i mogłam właściwie przeczytać, ale jakoś nie miałam ochoty, dopiero wyzwanie „Czytamy Anię” spowodowało, że wyciągnęłam grubaśną książkę z półki, aby zajrzeć raz jeszcze do domów na Wyspie Ani.
Czy żałuję? Nie, ale również nie jestem zachwycona. Przynajmniej wiem, skąd te oburzone głosy czytelników. Opowiadania są różne, lepsze i gorsze, ale żadne nie dotyczy ani Ani ani jej rodziny, tylko mieszkańców Glen St Mary. Zaś rodzina Blythe’ów jest w nich namiętnie cytowana, co usprawiedliwia może oryginalny tytuł, ale niespecjalnie zachwyca takiego czytelnika jak ja. Zdecydowanie najbardziej podobały mi się te teksty, które dotyczą dzieci, inne znacznie mniej. Same opowiadania nie są już takie gładkie, beztroskie i typowo „aniowe”, dotykają często poważnych, smutnych spraw i problemów. Ani w „Ani” jest niewiele. Scenki z udziałem rodziny Blythe’ów łączą owe opowiadania, a w nich czytane są wiersze Ani i Waltera, odbywają się rozmowy na różne tematy. Szczerze mówiąc to właśnie te fragmenty są najsłabsze z całej książki i to spowodowało u mnie pewien niedosyt. Wiersze nie porywają, Montgomery była dużo lepszą pisarką niż poetką, a słynny „Kobziarz” również nie ma w sobie tego „czegoś”, jest zwykłą rymowanką i doszłam do wniosku, że Walter wcale wielkim poetą nie był. Jakie to rozczarowujące, szczególnie bezpośrednio po lekturze „Rilli ze Złotego Brzegu”.
Jak na tyle stron tekstu jakoś niewiele opowiadań zostało mi w pamięci, przyznaję, że niektóre z nich naprawdę mnie nużyły. Zresztą nie powinnam być chyba zaskoczona, bo ogólnie nie jestem amatorką tychże. Nie dowiedziałam się również niczego nowego o rodzinie Blythe’ów, a miałam nadzieję, że pewne sprawy zostaną dopowiedziane. Książka bez której spokojnie mogłam się obejść.
___________
Lucy Maud Montgomery, Ania z wyspy Księcia Edwarda, przeł. Paweł Ciemniewski, Wydawnictwo Literackie, 2011, s. 502.
———————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię.

Nie wiem, jak się uchowałam, bo na tę książkę o Ani nie zwróciłam uwagi. Poza całą serią o Ani czytałam jedynie Opowieści z Avonlea i Pożegnanie z Avonlea; także zbiorki opowiadań dotyczące drugoplanowych bohaterów opowieści. Nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się, że choć nie zachwyciły, jak historia rodziny Blythów, to jednak nie otrząsałam się z wstrętem po ich przeczytaniu, ot takie sympatyczne opowiastki-uzupełniające.
OdpowiedzUsuńTe ksiazki jeszcze przede mna, mam nadzieje, ze tez nie bede sie otrzasac ze wstretem:)
UsuńNie potrafie zmienic swojego nastawienia do opowiadan, chociaz nie raz probowalam. Tutaj jednak dziala na mnie mobilizujaco przeczytanie wszystkich ksiazek z tego cyklu, wiec pewnie sie przymusze.
Tak w ogole, to bardzo mi smutno, ze jestem juz prawie na finiszu, bo zzylam sie z bohaterami, a wiem, ze na szybki powrot do Avonlea i Zlotego Brzegu nie bede miala czasu.
Och nie, nie i jeszcze raz nie! Nie przeczytam, nie chcę burzyć mojego wymarzonego obrazu całej serii, rodziny Blythe'ów. Nie!
OdpowiedzUsuńKarolino, to tylko moja opinia, tobie moze akurat sie spodobac. Ja "niemilosniczka" opowiadan z gory wiedzialam, ze nie bede zadowolona z lektury. Niestety nie pomylilam sie.
UsuńJa jakoś nie wybiegam tak daleko w przyszłość z dalszymi tytułami o Ani - na razie chcę przeczytać pierwsze tomy, aby poznać życie Ani. Jeśli mi się spodobają, może sięgnę po losy jej bliskich :)
OdpowiedzUsuńZazdroszcze, ze bedziesz zaczynac od poczatku. Ja juz na finiszu. Niestety.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMoze i tak. Sama nie zaluje, ale drugi raz pewnie nie siegne;)
UsuńNawet nie miałam pojęcia, że taka książka istnieje! Ale skoro piszesz, że Ani tam jak na lekarstwo, to nie ma sensu tego czytać. ;)
OdpowiedzUsuńMozna kiedys, ale niekoniecznie juz teraz i natychmiast;)
UsuńOstatnio zaczęłam ten cykl;)
OdpowiedzUsuńZycze zatem wspaialej lektury:)
Usuń