Dolina Tęczy. Sielska, bezpieczna. Tam znalazły
swoje miejsce nie tylko dzieci Ani Shirley ale również nowego pastora
Mereditha. Tutaj czas spędzony jest szczęśliwy, mija na zabawach, śmiechach, żartach.
Raj na ziemi i smak beztroskiego dzieciństwa. Gdzieś tam daleko słychać pomruki
Wielkiej Wojny, ale z daleka, tak aby nie przyćmić tego pastelowego obrazku.
Rudowłosej Ani i przystojnego Gilberta jest już
znacznie mniej w tym tomie. Ania razem z Zuzanną i Kornelią są raczej
obserwatorkami i komentatorkami tego, co dzieje się w tytułowej dolinie i ogólnie
w Glen. A działo by się znacznie mniej, gdyby nie dzieci samotnego pastora,
puszczone trochę samopas, bo zagubiony w życiu pastor i wiekowa ciocia Marta
nie są w stanie ich upilnować, wskazać dobrą drogę. Mimo wszystkich psot, które
są ich udziałem nie można powiedzieć o nich, ze są złymi dziećmi. Zazwyczaj
mają dobre intencje, tylko im po prostu nie wychodzi. Stąd tak przyjemnie się o
nich czyta i chichocze przy tym.
Sądziłam, że będę tęsknic za Anią i jej dziećmi,
ale myliłam się. Dzieci z plebani są jak ożywczy łyk powietrza i wspaniale się
wkomponowują w panoramę Glen.
Jest i irytująca Marysia Vance, której geny odzywają
się raz po raz i która miele językiem na okrągło, często okraszając swoje
wywody sporą dawką złośliwości. Gdyby nie jej smutne dzieciństwo, to pewnie denerwowałaby
mnie bardziej.
Spędziłam grudzień z tą książką, smakowałam ją
powoli wracając myślami do mojego dzieciństwa, do niewinnych zabaw, psot, wałęsaniu
sie po polach i lesie. Jakże to lubiłam! Te ukryte zakątki, te małe tajemnice,
te zabawy oparte na bujnej wyobraźni! Dlatego też „Dolina Tęczy” tak łatwo
skradła moje serce, bo przypomniała o tym, co takie piękne, beztroskie i dające
szczęście. Wspaniale było spędzić czas z dziećmi z Doliny Tęczy i poczytać o
miłosnych perypetiach pastora. Montgomery zawsze trafia do mojego serca, także
pięknymi opisami przyrody, które rozpalają moją wyobraźnię. Dzięki nim widzę Dolinę
Tęczy, Ba! Ja w niej
jestem i staje mi się ona jeszcze bliższa, tak samo jak
dzieci, które ją tak sobie ukochały.
_____________
Lucy Maud Montgomery, Dolina Tęczy, przeł. Janina Zawisza-Krasucka, Wydawnictwo Literackie, Kraków, s. 285.
———————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytajmy Anię.

Nareszcie....:-). Jak miło!)
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle to ja też bym chętnie do tej doliny się chyba wybrała.
Dziekuje bardzo. Nawet nie wiecie, ile mnie ten powrot kosztowal, ale ciesze sie, ze jestem :)
UsuńZ czytaniem wciaz jeszcze krucho ale pracuje nad tym :)
Cudowne wspomnienia mam związane z książkami Montgomery. Wracałam do nich wiele razy, ostatnio do "Błękitnego zamku". Ale mi ochoty narobiłaś! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Agato, sama z checia powrocilabym do "Blekitnego zamku". Nie mam wlasnej ksiazki, ale musze to zmienic:)
UsuńDostaniesz ode mnie!!!!!:)))
UsuńEch, mnie było trochę smutno, że Ani i Gilberta jest tu mniej - ale ogólnie ta atmosfera nostalgii, nowi bohaterowie i tematyka tego tomu przypadły mi do gustu niemniej niż poprzednich:)
OdpowiedzUsuńAnie uwielbiam ponad wszystko, ale dzieci pastora sa troch, jak napisala Kasiek - "aniowate", wiec nie odczulam jej braku az tak bardzo.
UsuńSłodki smak dzieciństwa... oczywiście czytałam jak byłam młodsza ;)
OdpowiedzUsuńJa zas jestem duzo starsza niz mlodsza, ale wciaz uwielbiam swiat Ani :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDziekuje, ze zagladasz! to mnie jest bardzo milo. Z czytaniem dalej krucho, na razie nadrabiam zalegle recenzje, ale staram sie zorganizowac lepiej i znalezc czas i na ksiazke.
UsuńZreszta nie czytam na razie nic ambitnego, bo nie mam do teog glowy, ale samo czytanie sprawia mi duzo przyjemnosci, a to najwazniejsze:)
Wprawdzie zdecydowanie bardziej wolę "Rillę" ale "Dolina tęczy" jest sympatyczną książką... dobrze się czytało :)
OdpowiedzUsuńZ ta ksiazke trafilam idealnie w moj nastroj i stan ducha, dzieki niej moglam przywolac usmiech na twarz i sie odprezyc, a to najwazniejsze. "Rilla.." tez jest swietna, mam andzieje, ze juz wkrotce cos o niej napisze.
Usuń