„Żaba” nie zachęca o czytania. „Żaba”
odstrasza okładką. Bardzo nie podoba mi się portret małej Żaby - Hildegardy
Schoppe na okładce i nic na to nie poradzę. Sama Żaba zaś jest niezwykle miłą, ujmującą
i wiecznie zamartwiającą się dziewczyną, o sercu wrażliwym, które nie potrafi się
pogodzić z tym, że jej brat Fryderyk wyjechał na stypendium i zostawił Pyzę
samą w ciąży.
Właściwie cała akcja kręci się wokół ciąży Pyzy,
a potem narodzin dziecka oraz rodziny Borejków. Rodzina Schoppe zajmuje w tej w
książce także sporo miejsca, ale nie aż tyle, aby pseudonimem jej
reprezentantki tytułować książkę.
Czy podobał mi się kolejny tom „Jeżycjady”?
Tak, chociaż wałkowanie tematu samotnego rodzicielstwa Róży i nieodpowiedzialności
Fryderyka trochę momentami nużyło. Rozumiem w jaki duchu pisze pani
Musierowicz, szanuję je przywiązanie do tradycji i wiary (oddech dominikański
daje się wyczuć w wielu jej pozycjach), kultywowanie pewnych wartości. Czasy są
jednak inne, ciąża nie jest już powodem do zamążpójścia, rezygnowania z kariery
zawodowej, czy nam się to podoba, czy też nie. Sama jestem zdania, że lepiej żaden
ojciec niż byle jaki, ale z drugiej strony uważam, że każde dziecko, czy też
wyczekiwane, czy też poczęte przypadkowo, zasługuje na szacunek, a przede
wszystkim nie zwalnia żadnego rodzica z obowiązku rodzicielskiego. Toteż taka
rozedrgana wewnętrznie czytałam ten tom.
Trochę trudno jest się pogodzić z tym, że
coraz młodsze Borejkówny dorastają, zmieniają się w kobiety, matki, żony.
Brakuje mi też wyrazistych męskich charakterów. Bo czy też Ignacy Grzegorz może
ich zastąpić? To indywiduum zadziwia często, ale jeszcze częściej irytuje.
Genialny, ale taki nieprzystosowany do życia, do obecnych czasów. Az momentami chciałoby
się zakrzyknąć; „Gdzież taki się jeszcze uchował”.
Jeszcze balkonowe sceny Laury i Wolfiego były
zabawne, taka parodia „Romea i Julii”.
Cokolwiek bym nie napisała i nie nastękała się
podczas czytania, to ogólne odczucie po przeczytaniu książki, jak zwykle w
przypadku pani Musierowicz, zaskakująco pozytywne. Już o tym kiedyś pisałam i
napisze raz jeszcze – to ten dom Borejków, ta kuchnia, ci ludzie, ta atmosfera,
w którą się wsiąka niczym w gąbkę.
Małgorzata Musierowicz, Żaba, Wydawnictwo AKAPIT PRESS, 2013, s. 215.
—————————————
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę.

Mam w dalekich planach Jeżycjadę, ale to dopiero jak uda mi się uzbierać całą serię, a to jeszcze trochę pewnie potrwa ;)
OdpowiedzUsuńMysle, ze spokojnie mozna zaczac czytac, jak sie kilka pierwszych tomow, ale kto co woli;)
UsuńMi jakoś "nowe" pozycje średnio się podobają, wolę te starsze. Ostatnią, którą czytałam z dużym zaangażowanie to był "Tygrys i Róża". Być może dlatego, że Autorka zepchnęła "moje" bohaterki na dalszy plan.
OdpowiedzUsuńStarsze tomy uwielbiam, ale te nowe tez lubie, a wydawalo mi sie, ze ich nie pokocham.
UsuńTak, dawne bohaterki sa juz statecznymi mamami i mnie ich, zdecydowanie, za malo.
I ja wsiąkam, niezależnie od wszystkiego. I wiem, że dopóki nowe części Jeżycjady będą powstawały, będę wiernym ich czytelnikiem:)
OdpowiedzUsuńSzczerze mowiac czytam kawaleczkami ostatni tom i nie moge sie doczekac "Wnuczki do orzechow", moze w tym roku juz wyjdzie. Mam taka nadzieje.
UsuńMam bardzo mile wspomnienia z tworczoscia tej autorki, bo jak bylam mlodsza to z checia siegalam po jej książki.
OdpowiedzUsuńA ja sie starzeje, ale ta wenwetrzna nastolatka jakos nie i dalej z najwieksza przyjemnoscia czytam ksiazki pani Musierowicz.
Usuń