wtorek, 8 kwietnia 2014

ŻABA, Małgorzata Musierowicz

„Żaba” nie zachęca o czytania. „Żaba” odstrasza okładką. Bardzo nie podoba mi się portret małej Żaby - Hildegardy Schoppe na okładce i nic na to nie poradzę. Sama Żaba zaś jest niezwykle miłą, ujmującą i wiecznie zamartwiającą się dziewczyną, o sercu wrażliwym, które nie potrafi się pogodzić z tym, że jej brat Fryderyk wyjechał na stypendium i zostawił Pyzę samą w ciąży.
Właściwie cała akcja kręci się wokół ciąży Pyzy, a potem narodzin dziecka oraz rodziny Borejków. Rodzina Schoppe zajmuje w tej w książce także sporo miejsca, ale nie aż tyle, aby pseudonimem jej reprezentantki tytułować książkę.

Czy podobał mi się kolejny tom „Jeżycjady”? Tak, chociaż wałkowanie tematu samotnego rodzicielstwa Róży i nieodpowiedzialności Fryderyka trochę momentami nużyło. Rozumiem w jaki duchu pisze pani Musierowicz, szanuję je przywiązanie do tradycji i wiary (oddech dominikański daje się wyczuć w wielu jej pozycjach), kultywowanie pewnych wartości. Czasy są jednak inne, ciąża nie jest już powodem do zamążpójścia, rezygnowania z kariery zawodowej, czy nam się to podoba, czy też nie. Sama jestem zdania, że lepiej żaden ojciec niż byle jaki, ale z drugiej strony uważam, że każde dziecko, czy też wyczekiwane, czy też poczęte przypadkowo, zasługuje na szacunek, a przede wszystkim nie zwalnia żadnego rodzica z obowiązku rodzicielskiego. Toteż taka rozedrgana wewnętrznie czytałam ten tom.

Trochę trudno jest się pogodzić z tym, że coraz młodsze Borejkówny dorastają, zmieniają się w kobiety, matki, żony. Brakuje mi też wyrazistych męskich charakterów. Bo czy też Ignacy Grzegorz może ich zastąpić? To indywiduum zadziwia często, ale jeszcze częściej irytuje. Genialny, ale taki nieprzystosowany do życia, do obecnych czasów. Az momentami chciałoby się zakrzyknąć; „Gdzież taki się jeszcze uchował”.
Jeszcze balkonowe sceny Laury i Wolfiego były zabawne, taka parodia „Romea i Julii”.


Cokolwiek bym nie napisała i nie nastękała się podczas czytania, to ogólne odczucie po przeczytaniu książki, jak zwykle w przypadku pani Musierowicz, zaskakująco pozytywne. Już o tym kiedyś pisałam i napisze raz jeszcze – to ten dom Borejków, ta kuchnia, ci ludzie, ta atmosfera, w którą się wsiąka niczym w gąbkę.


____________
Małgorzata Musierowicz, Żaba, Wydawnictwo AKAPIT PRESS, 2013, s. 215.


—————————————

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę.




Image and video hosting by TinyPic

8 komentarzy:

  1. Mam w dalekich planach Jeżycjadę, ale to dopiero jak uda mi się uzbierać całą serię, a to jeszcze trochę pewnie potrwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze spokojnie mozna zaczac czytac, jak sie kilka pierwszych tomow, ale kto co woli;)

      Usuń
  2. Mi jakoś "nowe" pozycje średnio się podobają, wolę te starsze. Ostatnią, którą czytałam z dużym zaangażowanie to był "Tygrys i Róża". Być może dlatego, że Autorka zepchnęła "moje" bohaterki na dalszy plan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsze tomy uwielbiam, ale te nowe tez lubie, a wydawalo mi sie, ze ich nie pokocham.
      Tak, dawne bohaterki sa juz statecznymi mamami i mnie ich, zdecydowanie, za malo.

      Usuń
  3. I ja wsiąkam, niezależnie od wszystkiego. I wiem, że dopóki nowe części Jeżycjady będą powstawały, będę wiernym ich czytelnikiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mowiac czytam kawaleczkami ostatni tom i nie moge sie doczekac "Wnuczki do orzechow", moze w tym roku juz wyjdzie. Mam taka nadzieje.

      Usuń
  4. Mam bardzo mile wspomnienia z tworczoscia tej autorki, bo jak bylam mlodsza to z checia siegalam po jej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sie starzeje, ale ta wenwetrzna nastolatka jakos nie i dalej z najwieksza przyjemnoscia czytam ksiazki pani Musierowicz.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)