Cokolwiek wrzucisz do morza, zostanie to
zwrócone. Czasami zmienione, nie w takiej formie, jak do niego trafiło,
niekiedy wypłynie na innej plaży, ale jedno jest pewne - zawsze zostanie odnalezione. Prędzej czy później i nieważne, czy mówimy o
morzu dosłownie czy w przenośni. „Dryft” Karen Gillece zdobył Europejską
Nagrodę Literacką w 2009 roku. Polskie wydanie zostało opatrzone znakomitym
posłowiem Ernesta Brylla – byłego ambasadora Polski w Irlandii, a okładka
powstała w wyniku konkursu, do którego przystąpili amatorzy i profesjonaliści. Nie
ukrywam, że oczekiwania co do książki miałam spore, chociaż i nie mniejsze
wątpliwości, bo ileż razy można pisać o tęsknocie, zdradzie i miłości. Okazało
się, na szczęście, że Karen Gillece udało się uniknąć sztampy.
W książce, tak samo jak na plaży, znajdujemy
różne rzeczy z przeszłości bohaterów. Czasami są one drobne jak muszelki,
czasami wielkie jak wrak zatopionego niegdyś statku.
Czy można sobie wyobrazić coś piękniejszego
niż mały domek z werandą, stojący na plaży tuż u stóp oceanu? Do takiej właśnie
przystani, położonej w cichej, irlandzkiej miejscowości, zabiera nas Karen
Gillece. Tam spotkamy Larę, wyrzuconą na brzeg starego życia, wprost z Ameryki
Południowej, gdzie spędziła ostatnich piętnaście lat życia. Jako zbuntowana
nastolatka poleciała za ocean zmierzyć się z marzeniami i zapomnieć o
rozczarowaniu, które spotkało ją w Irlandii. Swoje serce leczyła w ramionach
kolejnych mężczyzn, aż spotyka Alejo, niepokornego ducha, z którym przemierzała
dalej kontynent. Czas im mija niezwykle przyjemnie, aż ciąża i pojawienie się
małego Nacio ściąga ich trochę na ziemię. Ale tylko trochę. Bo dalej prowadzą
wędrowny styl życia. Pewnego dnia na tłocznym targowisku w Brazylii, będący pod
opieką Lary synek, ginie bez śladu. Dosłownie rozpływa się w powietrzu. Przez
dwa lata Lara i Alejo szukają synka. Bez rezultatu. Lara więc wraca do Irlandii
z ogromną dziurą w sercu. Straciła syna, ale także Alejo.
Po powrocie nic jednak nie jest tak samo. W
domku hulają duchy przeszłości, matka od kilku lat nie żyje, jedyna krewna –
jej kuzynka Sorcha, nie jest jej bliska. To ona zabrała jej Christiana, jej
wielką, szczenięcą miłość. Wspomnienia, ukryte zadry, tęsknoty, niespełnione
marzenia, powracają do całej trójki potężną falą i już wiadomo, co z tego
wszystkiego może wyniknąć. Sprawy pomiędzy nimi mocno się pokomplikują.
Banał? Na pewno nie w wydaniu Karen Gillece, która
zaskakuje nas na każdym kroku i rozwiązuje wszystkie sytuacje w niezwykły sposób.
Doskonale przedstawiona jest cała trójka bohaterów, z której, szczerze mówiąc,
nie da się do końca polubić żadnego z nich. Każdy ma masę przywar i co nuż
potyka się o kolejny życiowy problem. Wniosek? Nigdy nie wiesz, co morze życia
wyrzuci ci na brzeg, czasami może to być drobnostka, pozornie nieistotna, ale która
decyduje o całym twoim życiu. Chwila nieuwagi na targowisku w Ubatubie,
spojrzenie na nogi dziewczyny brodzącej w wodzie, rozmowa z nieznajomym....
Przez książkę się płynie, czasami wartkim
nurtem, czasami leniwie meandruje miedzy stronami. Niezwykła to, chwytająca
momentami za gardło, historia. Przykuwa do fotela wieczorem i puszcza dopiero nad ranem, kiedy przewrócisz ostatnią stronę.
_______________
Karen Gillece, Dryft, przeł. Natalia Kossakowska, Oficyna Wydawnicza "Stopka", 2012, s. 348
Pierwsze zdanie: Czasami zdawało mi się, że go widzę.
Ostatnie zdanie: W miarę jak moje myśli dryfują gdzieś raz jeszcze, głowa nieznacznie podnosi się - wychylam twarz na ciepło słońca.
----------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z półki - 2013, Z literą w tle.

Brzmi bardzo tajemniczo, ale intrygująco. Z pozoru historia jakich wiele, ale skoro banału nie ma, to chętnie przeczytam :)
OdpowiedzUsuńDosiaku, mysle, ze ma szanse Ci sie spodobac:)
UsuńAleż mnie zaintrygowałaś! Nie słyszałam dotąd o tej książce, przypuszczam, że nie zwróciłabym nawet na nią uwagi dzięki stonowanej okładce, a tu taka perełka! Chętnie poznałabym losy bohaterki!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Isadoro, ujela mnie ta historia, wiec rekomenduje z czystym sumieniem :)
UsuńZapowiada się intrygująco. Nie jestem fanką tego typu literatury, ale może kiedyś :)
OdpowiedzUsuńTo skrzyzowanie wspomnien, thrillera i romansu. Bardzo ciekawe :) Moze kiedys sie skusisz :)
UsuńJuż chociażby dla tego domku nad oceanem przeczytałabym tę książkę. Zaintesowałaś mnie.
OdpowiedzUsuńMorza tam calkiem sporo, a akcja podzielona jest pomiedzy Ameryke Poludniowa i Irlandie.
UsuńBardzo przypadla mi do gustu ta ksiazka.
Zaciekawiłaś mnie wydarzeniami powracającymi wielką falą. I jeszcze Irlandia, i ocean, i niebanalność... Brzmi zachęcająco :-)
OdpowiedzUsuńJjon, mysle, ze powinna byc w Twoim typie.
UsuńJuż sama okładka zachęcająco wygląda, taka pastelowa, wyciszona, a postem zachęcasz dodatkowo.
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś wpadnie mi w ręce.)
Jesli wpadnie Ci w rece, to smialo zajrzyj, mam nadzieje, ze spodoba Ci sie :)
UsuńPiękna metafora odnosząca się do morza. Czy książka pisana jest nieco poetyckim stylem, który sugeruje okładka?
OdpowiedzUsuńNie, nie jest.
UsuńNie jest tez zwykle czytadlo, jesli kiedys wpadnie Ci w rece, to zachecam do przeczytania.
Czuję się zachęcono :)
OdpowiedzUsuńCiesze sie, bo ksiazka jest tego warta.
UsuńTakie to wakacyjne trochę, co? Może wtedy sięgnę, wydaje się być miła.
OdpowiedzUsuń"Dryf" zdecydowanie nie jest wakacyjna lektura. Nie ma nic z lekkosci i radosci. Wrecz przeciwnie, traktuje o powaznych sprawach.
UsuńCzuję się zaintrygowana :)
OdpowiedzUsuńP.S.
Chcę pomóc koleżance. Niesamowicie utalentowana bloggerka wydała książkę, ale w naszym kraju nie wspiera się debiutantów. Książka ma same pozytywne recenzje, więc na pewno spodoba się ludziom, jeśli ją przeczytają. Może i Ty się skusisz?
Chociaż sprawdź: www.o-k.xn.pl