Czy macie ochotę na podróż do bollywodzkich
Indii, tych cukierkowych, kolorowych, z roześmianymi dziewczynami tańczącymi w różnobarwnych sari? Zobaczyć Tadż Mahal? Jeśli tak, to nie sięgajcie po tą książkę.
W „Białym Tygrysie” nie znajdziemy ferworu
kolorów, to świat czarno-biały, śmierdzący i lepki od brudu.
Balram Halwai chłopak ze świata Ciemności
(niskich kast), urodził się w Laxmangarh, gdzie szczytem
marzeń była praca, w której można było nosić uniform. Na przykład konduktora. To
miejsce, gdzie ma się szczęście, jesli udało się skończyć kilka pierwszych klas
szkoły i nauczyć jako tako czytać oraz liczyć. Wtedy można nawet coś przeczytać, a posiadać i czytać książkę jest już przywilejem zarezerwowanym głównie dla wyższych sfer. Balram nie wie, kiedy się
urodził, nie nadano mu także imienia, zrobił to nauczyciel, który w szkole nie
mógł go nazywać po prostu „chłopcem”, tak jak przez wiele lat nazywano go w
domu. Różni się jednak od swoich rówieśników, krewniaków i ludzi wokół, bo
widzi to, czego nie widzą inni.
„Dawniej w Indiach
było tysiąc kast i ludzkich losów, teraz są tylko dwie kasty: Wielkie Brzuchy i
Małe Brzuchy. I tylko dwa możliwe losy: zjesz albo zostaniesz zjedzony”. Rozumie, że życie jego i jemu podobnych nie jest dobre, że można inaczej
i pragnie tego z całych sił. I Balram się uczy, pilnie i wnikliwie, sam nadał sobie przydomek Białego Tygrysa, wierzy bowiem, że jest jak „najrzadsze zwierzę w dżungli, stworzenie, co
pojawia się raz na pokolenie”. Balram
patrzy, obserwuje, podsłuchuje i wyciąga wnioski, toteż stosunkowo szybko
zdobywa swój upragniony mundur, który w rodzinnej wiosce jest przedmiotem dumy
jego rodziny. Co prawda nie jest to uniform konduktora, ale szofera – służącego
pana Ashoka. Dzięki temu ogląda Indie, o których nie miał pojęcia. Świat
korupcji, biedy, slumsów, prostytutek. Przez szybę może również podglądać świat
bogatych, do którego on – urodzony niewolnik - teoretycznie nigdy nie będzie
miał wstępu. Ale Balram chce więcej, więc kiedy nadarzy się okazja – skorzysta
z niej dziwiąc się jednocześnie, dlaczego nie widział wcześniej tego, co oczywiste. Pojawia się w jego umyśle natrętna myśl:
“Całe lata szukałem klucza,
Lecz drzwi były zawsze otwarte”.
Powieść, która mogłaby być, jak mówi Balram
„Autobiografią niedouczonego Hindusa”, napisana jest w postaci listów do
premiera Chin, który ma odwiedzić Bangalur. Bohater powieści stwierdza, że
jego obowiązkiem jest przedstawienie jak jest naprawdę, bo nie wątpi, że
premierowi zostanie pokazana cukierkowo-eksportowa wersja Indii. Szczerze? Nie
przekonało mnie to. Rozumiem jednak, że jest to celowy zabieg, który ma pokazać Indie ludziom, którzy tego kraju nie znają i prawdopodobnie nie mówiąc
w hindi i mając jasną skórę- nigdy nie poznają. Autor ma więc pretekst, aby opisywać ten
kraj i przedstawiać zjawiska zachodzące w społeczeństwie bardziej dokładnie. To
otwieranie oczu ludziom, którym Indie znane są jedynie z wycieczek z przewodnikiem, z broszur reklamowych ,
krótkich artykułów w gazetach i powierzchownych programów telewizyjnych.
Aravind Adiga, reporter Times’a patrzy uważnie i widzi
szczegóły z życia, które innym mogłyby umknąć, potrafi też o nich pisac krótko i celnie, bez owijania w
bawełnę. Pisze o tym, o czym niewielu odważyło się napisać.
"Setki bladych
kur i bajecznie kolorowych kogutów upchniętych ciasno w klatkach z drucianej
siatki, tak ciasno jak robaki w brzuchu, dziobiących się, srających na siebie,
ledwo w tym ścisku mogących oddychać. Klatka wydziela okropny smród - smród
przerażonego opierzonego mięsa. Nad takim kojcem siedzi na drewnianym podeście
uśmiechnięty od ucha do ucha młody rzeźnik i demonstruje mięso i organy właśnie
zarzniętych kurczaków, jeszcze obślizgły od ciemnej krwi. Koguty w kojcu czuja
dolatujący z góry odór, widzą leżące wokół wnętrzności swych braci. Wiedzą, że
teraz kolej na nie. Ale się nie buntują. Nie próbują się z kojca wydostać. Dokładnie tak samo postępuje się w tym kraju z
ludźmi".
Widać w tej książce troskę o sytuację w Indiach, którą podkreśla
kilkakrotnie dobitnym “What a fucking joke” oraz próbę odpowiedzi na
pytanie, dlaczego praktycznie nic się nie zmienia.
“Biały Tygrys” to książka za którą autor dostał Nagrodę Bookera w 2008
roku. Napisana błyskotliwie, miejscami dowcipnie, a miejscami ostro historia, którą czytało
mi się dobrze, ale bez rewelacji. Nie jest dla mnie aż tak odkrywcza, bo temat
drugiego oblicza Indii, ostatnio dosyć często eksploatowany, znany jest mi już z innych książek, to jednak, jako pisarski debiut, zachęciła mnie do przeczytania w przyszłości kolejnych powieści
Adigy. Chętnie poobserwuję w jakim kierunku rozwinie się talent autora i czy z
reportera zmieni się w pisarza.
____________________
Aravind Adiga, Biały Tygrys, przeł. Ludwik Stawowy, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 256.
Pierwsze zdanie:
Adresat:
Jego Ekscelencja Wen Jiabao
Gabinet Premiera
Pekin, stolica miłującego pokój państwa Chiny
Ostatnie zdanie:
Szczerze oddany,
Ashok Sharma
Biały Tygrys z Bangaluru
boss@whitetiger-technologydrivers.com
---------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z półki - 2013, Pochłaniam strony, bo kocham tomy.


Mam w domu jego inną książkę. Mianowicie "Między zabójstwami". I choć lubię indyjską literaturę, za to, że w porównaniu do filmów nie tylko hindi, ale całej kinematografii z Półwyspu Indyjskiego pokazują tamtejszą rzeczywistość taką jaką jest: skorumpowani urzędnicy, slumsy, niedouczone dzieci, skazane na życie na marginesie społecznym, to na razie chyba nie jestm gotowa na jakąś z jego książek. Dodam jeszcze - dobrze, że tamtejsi pisarze starają pokazywać także wyjątkowość i czystość intencji pewnych jednostek. Przecież cały świat nie jest zły. Tworzą go ludzie, od których zależy jego obraz.
OdpowiedzUsuńChyba popadam w zadumę :) No nic. Gratuluję ciekawej recenzji. Pozdrawiam!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKiedyś miałam już zamiar kupić tę książkę, ale jak to ze mną bywa, wybrałam coś innego. Wrócę do niej, jeśli nie teraz to w przyszłości.
OdpowiedzUsuńJa kolo niej chyba chodzilam, jak tylko pojawila sie w ksiegarni. Najpierw zapomnialam kupic,a potem przeczytac. Mimo, iz spodziewalam sie czegos innego to nie zaluje, ze przeczytalam.
UsuńCiekawa recenzja ksiażki nietuzinkowej
OdpowiedzUsuńDziekuje:)
UsuńŚwietna fabuła, przypomina mi książki Vikasa Swarupa.
OdpowiedzUsuńMnie osobiscie niespecjalnie, dlatego nawet nie porownywalam jej do Swarupa. Wydaje sie, ze tematyka podobna, ale to tylko zludzenie.
UsuńZainteresowałaś mnie tą recenzją, zapisuję książkę w mojej liście do nieprzytaczania i to na najbliższy czas
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie w wolnej chwili
http://mieedzykartkami.blogspot.com/
pozdrawiam
Jeśli już mam czytać o Indiach, to zdecydowanie wolę te prawdziwe. Więc zdecydowanie książka dla mnie.
OdpowiedzUsuńNa takie książki lubię czekać. Na pewno zajrzę.
OdpowiedzUsuń