wtorek, 20 listopada 2012

DZIEDZICTWO ESTERY, SANDOR MARAI


„Dziedzictwo Estery” Sandora Maraiego, książka należąca do cyklu „Mała Proza” Czytelnika, małą prozą na pewno nie jest. To 117 stron gęstej od dwuznaczności i cennych myśli prozy. 
Kilka słów od wydawcy:

W "Dziedzictwie Estery" (1939), podobnie jak w innej znanej powieści Sándora Máraiego, "Żarze", bohaterowie wracają do przeszłości, aby wyjaśnić jej tajemnice, odsłonić stare blizny. Po dwudziestu latach milczenia do domu Estery przyjeżdża z wizytą Lajos, fantasta, lekkoduch, oszust i naciągacz, a mimo to – jedyna miłość jej życia. Kiedyś wiązało ich uczucie, potem Lajos nieoczekiwanie ożenił się z siostrą Estery, a po jej śmierci zerwał kontakty z rodziną. Teraz powraca, lecz nikt nie jest pewien, co jest powodem tego przyjazdu. O wydarzeniach tego dnia opowiada sama Estera, z ironicznym i nieco gorzkim humorem, zastanawiając się nad sensem wyborów, jakich dokonała w życiu. 

Pisarzowi udało się zmieścić na tej małej liczbie stron bardzo dużo treści, która niejednokrotnie powodowała, że musiałam wstać, przemyśleć słowa pisarza, przedyskutować we własnym wnętrzu jego stwierdzenia. Z pewnością nie pozostawił mnie letnią bądź obojętną wobec jego książki.
Tytułowa Estera, to kobieta w średnim wieku, która uważa, że jej życie dobiega końca. W młodości obdarzyła miłością Lajosa, kłamcę i złodzieja, emocjonalnego mordercę. Nigdy się z niej nie wyleczyła, ponieważ „Beznadziejne miłości nigdy nie przemijają”.  Gdzieś to uczucie po latach przyschło, pokryło się patyną codzienności, ale nie umarło. Jeden telegram, kilka słów od człowieka obdarzonego wyjątkowym talentem epistolarnym spowodowało, że wszystko zaczęło odżywać. Wbrew logice, wbrew wiedzy o tym człowieku i pewności, że on się nie zmienił. 

Lajos jest człowiekiem, którego miałabym ochotę udusić własnymi rękoma, gdyż posiada wiele cech, których u ludzi nie znoszę. Spotkałam kilku takich Lajosów w odmianach męskiej i damskiej. Ludzi, którzy oprócz charyzmy i szerokiego wachlarza kuglarskich sztuczek, będących głównie repertuarem barwnych szantaży emocjonalnych, nie posiadają nic. Roztaczają wokół siebie aurę wyjątkowości i łaskawie pozwalają się innym ogrzać w ich blasku, sięgają po wszystko wokół z nienasyconym apetytem, wprowadzając swoich klakierów w stan, w którym zaczynają oni żałować, że nie wpadli  wcześniej na pomysł, aby ściągnąć z grzbietu ostatnią koszulę, a z portfela wysupłać ostatni grosz. Dosłownie i w  przenośni. Lajos jest człowiekiem, który potrafi powiedzieć: „Czego wy ode mnie chcecie? Żebym się zmienił w pięćdziesiątym trzecim roku życia? Dla każdego chciałem tylko dobra. Ale możliwości dobra są na ziemi ograniczone. Życie trzeba upiększać”. Tak, dawał ludziom nadzieję na coś pięknego, niesamowitego, niewyobrażalnego, a oni wszyscy lgnęli do niego spragnieni tej fatamorgany. I świadomie poświęcali wiele dla kilku chwil złudzeń spełnienia ich pragnień. Lajos potrafił się jednak wytłumaczyć twierdząc, że: „moralność nie jest właściwością odziedziczoną, lecz nabytą. Człowiek przychodzi na świat niemoralny. Moralność drapieżników albo moralność dzieci jest inna niż moralność sześćdziesięcioletniego sędziego sadu najwyższego w Wiedniu czy Amsterdamie. Człowiek nabywa w życiu moralność tak samo, jak sposób bycia i wykształcenie…”. Biedny Lajos! Nikt go nie nauczył moralności! Wszyscy więc są wini, tylko nie on.

Estera. Jej postawa, kodeks postepowania mną wstrząsnęły,  a najbardziej wiara, że mimo wszystkich okoliczności „ w życiu istnieje jakiś niewidzialny ład i jeśli człowiek kiedyś coś zaczął, musi to prędzej czy później doprowadzić do końca… Na ile to możliwe…”.

Nie znajdziemy na stronach „Dziedzictwa Estery” wytłumaczenia postepowania Estery czy Lajosa, nie znajdziemy również oceny bohaterów. To Marai pozostawia w gestii czytelnika.

Czuję, że Marai trochę mnie przeczołgał po stronach swojej ksiazki, ale czasami lubię i tak. Nie zawsze trzeba odczuwać radość i zadowolenie po skończonej lekturze. Czasami może to być gorycz czy ból.





Sandor Marai, Dziedzictwo Estery, przeł. Feliks Netz, s. 117, Czytelnik, Warszawa 2008.


Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki. 


---------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter - literatura węgierska.



Image and video hosting by TinyPic

13 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze ani jednej powieści Sandora Marai, dlatego chętnie wybiorę się na spotkanie z jego twórczością, ale zacznę raczej od "Księgi ziół" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ksiege ziol" rowniez podczytuje, ale powoli, po kawaleczku. Swietna lektura i duzo okazji do przemyslen.

      Usuń
  2. Chyba nie lubię jak mnie bohater książkowy denerwuje przypominając kogoś z rzeczywistości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko moje rozwazania. Mysle, ze tyle bedzie opinii i ocen bohaterow ile czytelnikow.

      Usuń
  3. Interesujący autor, umiejący stworzyć niezwykłe historie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo intrygujace historie, takie, ktore pozwalaja na wejrzenie w glab siebie i ocene wlasnych postaw i pogladow.

      Usuń
  4. Przeraża mnie Lajos, ciekawi Estera, a wszystko kusi, ale czy przeczytam? Zapewne tak, w przyszłości widzę siebie czytającą tę książkę, ot taka ze mnie wróżka (zębuszka) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w najblizszych planach jeszcze trzy ksiazki tego autora, wiec i ja pokusze sie o wrozbe;), ze zapewnia mi one emocjonalna hustawke:)

      Usuń
  5. Marai lekko nie pisał, ale jakże pięknie. Co prawda opieram to jedynie o "Żar" ale właśnie ta lektura chyba wystarczy by zmęczyć się a zarazem zachwycić....nie zrazić jednak absolutnie. Ja też chcę więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zostawie sobie "Zar" na koniec, to ma byc taka wisienka na torcie. Nie watpie, ze i mnie zachwyci. Na razie czytam "Ksiege ziol", podoba mi sie lawirowanie wsrod jego roznych mysli, niektorych pokrytych patyna, niektorych zlotych.

      Usuń
  6. Nie znam autora, a choć recenzja mnie zainteresowała, nie mam zbyt ochoty na tę książkę. Zdecydowanie bardziej wolę czuć po skończonej lekturze radość lub wzruszenie, niż rozgoryczenie...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam roznie, czasami lubie cos lekkiego i przyjemnego, a czasami lubie troche sie powysilac, intelektualnie i emocjonalnie, miec powod do refleksji.
      Ciesze sie, ze moglam przeczytac "Dziedzictwo Estery", na pewno siegne po inne dziela tego autora.

      Usuń
  7. Dziedzictwo Estety to moje pierwsze spotkanie z autorem, pierwsze, ale na pewno nieostatnie. Lubię lekturę, która porusza.

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)