Gdyby nie ”Notatnik kulturalny” to z pewnością
przegapiłabym film "Joanna" Anety Kopacz na ninoteka.pl. Zdążyłam jednak obejrzeć. Ledwo zmieściłam się w czasie, ale udało się! O
zobaczeniu filmu o Joannie Sałydze marzyłam już od dawna. Najpierw byłam fanką bloga “Chustka”, później kupiłam książkę. “Chustkę” czytałam kilka razy i nadal
często do niej wracam. Stawia mnie zawsze do pionu, przypomina co ważne.
Film o Joannie jest dokładnie taki, jak się
spodziewałam. Łukasz Żal zachwyca zdjęciami do filmu. Czysta poezja
i magia chwili, ale przede wszystkim intymność. Dzięki nim możemy dyskretnie
przyglądać się życiu, przysłuchiwać się ciekawym, często zabawnym rozmowom.
Warto zobaczyć.
Kciuki zaciskam już od stycznia i będę zaciskała
dalej. Tak bardzo chciałabym, aby film “Joanna” otrzymał Oscara.
Edit 23.02.2014: I nie ma Oscara dla "Joanny". Cieszę się jednak z tej nominacji, chyba bardziej niż z deszczu nagród, którymi obsypany już został film. Cieszę się, że historia Joanny, niezwykłego człowieka, została pokazana światu i że wzrusza i wstrząsa innych tak samo, jak mnie.

Zwiastun zapowiada ciekawy, intymny, poetycki obraz. I przyznam, że nie miałam pojęcia, kto jest tytułową Joanną.
OdpowiedzUsuń"Chustka" znajduje się na liście moich najbliższych planów czytelniczych. "Joannę" pragnęłam obejrzeć, ale w tym czasie byłam u teściów i zostałam pozbawiona internetu, więc niestety przegapiłam tę produkcję... Mam nadzieję, że jednak będzie mi dane obejrzeć ten poruszający film.
OdpowiedzUsuńNiestety, mi się nie udało obejrzeć. Może ten film pojawi się wkrótce w sieci, zasponsorowany przez kogoś, tak jak dostępna jest "Nasza klątwa". Wiadomo przecież, że nie jest to film, który zarobi jakieś wielkie pieniądze, dlatego myślę, że szerokie go udostępnienie byłoby wyjściem najwłaściwszym....Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńPrzede mną na razie wersja książkowa, bo przybieram się do niej cały czas, ale że mam jedynie w wersji elektronicznej, to ciężko mi się zmotywować. Film pragnęłam obejrzeć, kiedy był dostępny w internecie, ale nie miałam akurat dostępu do internetu w tym czasie, nad czym ubolewam do tej pory.
OdpowiedzUsuń