W zeszłym roku miałam wrażenie, że „wszyscy” czytają
„Sońkę”, a skoro tak, to zażyczyłam sobie książkę pod choinkę. Jak nigdy dałam się
ponieść czytelniczej fali. Wcześniej sporo o niej czytałam. Jednym podobała się
bardzo, innym tak sobie. Oczywiście korciło mnie, aby się dowiedzieć, po której
stronie opowiem się ja sama.
„Dawno, dawno temu...” tak zaczyna się
antybaśń, która zostawia nas z listą pytań i wątpliwości. “Tutaj,
na końcu niczego, w Królowym Stojle nieopodal metropolitalnej Słuczanki, stały
tylko cztery chałupy”, a w jednej z nich stara kobieta – Sońka, ze swoim psem, kotem oraz krową. A pózniej pojawia
się on - Ignacy/Igor, w luksusowym samochodzie,
tak bardzo niepasujący do tego skrawka świata, zapomnianego przez wszystkich,
który “Długo macał się po kieszeniach, zaglądał do plecaczka, jak gdyby
gdzieś tam zgubiła się karteczka z poradami i odpowiedziami na wszystkie
pytania świata: co robić i jak żyć, czego unikać i z kim unikać, gdzie unikać i
za ile, no ale przede wszystkim - gdzie jest pierdolony numer do jebanego
assistance”. Czy to, że zawiódł
samochód było tylko przypadkiem, czy przeznaczeniem? Czy Ignacy/Igor faktycznie
zgubił się w tej wiosce, czy raczej się w niej odnalazł? Odpowiedź na to
pytanie nie jest prosta, oczywiste jest to, że stała się jedna z
najważniejszych rzeczy w jego życiu – spotkal Sońkę, kobietę niezwykłą, zdrajczynię, dziwkę,
szeptuchę. Samotną, wzgardzoną, podeptaną. Ona na niego czekała wiele lat, aby
zdąrzyć się komuś wyspowiadać ze swojego życia. Czy spotykając starą kobiecinę
na drodze myślimy czasami, co kryje się pod siecią zmarszczek, jaka historia
ukrywa się w tym starym, schorowanym ciele? Czy ktoś, kiedyś jej wysluchał? Czy
umrze nigdy nieopowiedziana? Historia Sońki po raz pierwszy opowiedziana prostymi,
białoruskimi słowami odmienia, nie tylko ją, ale także jej jedynego słuchacza,
a przynajmniej chcemy w to bardzo wierzyć. Igor z Warszawy staje się znowu Ignacym z Podlasia. Mimo tego, że “Czuł się
jak kustosz w muzeum cudzych wspomnień”, to czy faktycznie potrafił tą
historię potraktować z pietyzmem? Czy opowie historię po swojemu, przeksztalci
ją na swoje potrzeby, na język teatru, uczyni ją efektowniejszą, wzbogacając ją na przykład w “10 zdjęć w tym KONIECZNIE!
przynajmniej jedno z dzieckiem”. Wszak czyjeś cierpienie, to temat
chodliwy, nie tylko w sztuce.
Dzieje Sońki, to opowieść o
młodej dziewczynie, którą połączyła niezwykła więź z esesmanem. Nie wiedziała, że luby nie jest regularnym żołnierzem Wermachtu, tylko katem sąsiedniego
miasteczka. Jego opowieść o tym odbiera jako oświadczyny. Mówi: „Kochałam
tak do końca, do granicy, za którą już tylko nic. Kochaliśmy się tak bardzo, że
czas płynął tylko wtedy, gdy byliśmy razem. Jakbyśmy sami byli czasem. Poza
nami czas nie istniał, nic a nic”.
Jej tragiczna historia zaczyna się już w
dzieciństwie , bo „dzieciństwo na zawsze w człowieku zostaje, jak pory
roku czy okrucieństwo: można się go zaprzeć, ono jednak nie da się zabić,
zamalować, zapomnieć - można co najwyżej rozstawić parawan”. A później przyszło jej żyć w czasach, kiedy “Za naszymi pagórkami i łąkami za stodołami i chlewami wartość kobiety to nie więcej niż wartość kozy, choć koza większą miała szansę na przeżycie, bo dawała mleko, a kobieta tylko czasem i nie dla
wszystkich”.
Za wszystko przyjdzie jej zapłacić najwyższą cenę,
zostanie sama, ze swoimi myślami, cierpieniem i “Gdyby porachować minuty
jej życia, okazałoby się pewnie, że przemilczała własne życie. Że towarzyszami
rozmów były krowy, kot i pies. Łąka, rzeka i przedmioty”.
Ten jeden raz jednak mówi, mówi przepięknie, o miłości, śmierci, o życiu. Bez zbędnych słów, ozdobników, a
jednak w sposób niezwykle liryczny, ściskający gardło ze wzruszenia. Dotarcie
do oryginału historii Sońki, ale także dotarcie do oryginału każdej opowieści jest, według mnie, sensem tej książki.
Dobra literatura.
Przeczytałam jednym tchem.
Ignacy Karpowicz, Sońka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 204.

A ja z przyjemnością przeczytałam Twój post. Celne i skondensowane wprowadzenie w świat powieści. Świetny dobór cytatów. Lubię, jak odnosisz się do sedna powieści, zamiast streszczać ją. Dzięki.
OdpowiedzUsuńAgnieszko, nie umialabym inaczej opowiedziec o tej ksiazce, jak tylko cytatami. Posmakowanie jezyka Karpowicza jest, wedlug mnie, najlepsza zacheta so siegniecia po ksiazke. Karpowicz pisze tak, ze zastanawialam sie dlugo, czy ksiazka jest o tym, o czym mysle, ze jest, czy tylko mi sie tak wydaje.
Usuń,,Sońska" jest na mojej liście do przeczytania. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się z nią zapoznać..
OdpowiedzUsuńAlicjo, mam nadzieje, ze lektura dostarczy ci przyjemnosci i duzo okazji do refleksji.
UsuńO "Sońce" słyszałam i czytałam, i przyznam się, że też dałam się ponieść modzie na tę historię i mam zamiar ją poznać.
OdpowiedzUsuńMialam watpliwosci na poczatku, ale Kasia z "Mojej pasieki" napisala o niej tak, ze po prostu nie mialam wyjscia i musialam ja przeczytac.
UsuńJeszcze jedna ksiazka tego autora gosci na moich polkach i to juz od dawna, teraz czuje sie bardziej zmobilizowana, aby po nia siegnac.
Właśnie ja przeczytałam i muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem historii Sońki i tego jak została opowiedziana. Jak dla mnie może zbyt dużo metafor - ja jestem bardziej prozaiczna więc bardziej do mnie trafia
OdpowiedzUsuńjęzyk nawet dosadny, którego w "Sońce" również sporo, niż poetyczna metafora.
Mam zamiar coś skrobnąć o książce, ale boję się, że nie podołam.
O tak, soczystych momentow nie brakuje, ale akurat w tej ksiazce mnie to nie draznilo. Kontrast pomiedzy liryka, mowa potoczna i wulgaryzmami byl momentami bardzo ciekawy, momentami zabawny. Dla mnie najwazniejsze, ze w moim odczuciu nie bylo przesady.
UsuńJesli kiedys sie zdecydujesz napisac, to przeczytam z ogromna ciekawoscia, bo ile czytelnikow, tyle interpretacji. Jestem zaintrygowana Twoja.
Przepadam za Twoim opowiadaniem książek!
OdpowiedzUsuńGlownie opowiedzialam cytatami, ale jak juz odpowiedzialam Agnieszce - nie potrafilam inaczej, a Karpowicz robi to znacznie lepiej niz ja.
Usuńmoże kiedyś tę książkę przeczytam :)
OdpowiedzUsuńZ mojej strony moge tylko zachecic.
UsuńPozdrawiam!
Też miałam wrażenie, że wszyscy czytają Sońkę i ciągle się opieram. Mam "Cud" Karpowicza na półce i ciągle odkładam. Chyba jednak Sońka będzie pierwsza.
OdpowiedzUsuńJakos tak mam, ze jak na n-tym blogu czytam o tej samej ksiazce, to juz mi sie nie chce jej czytac. To znaczy moge przeczytac, ale kiedys tam, za kilka lat, jak troche o niej zapomne ja i inni.
UsuńJa mam "Gesty". Pewnie przeczytam wkrotce, ale jeszcze nie teraz. "Sonka" bedzie we mnie zyc jeszcze przez jakis czas.
Twoja recenzja pozostawiła we mnie wrażenie "wow". Że już coś przeżyłam, czytając tylko te krótkie fragmenty, które zacytowałaś. Naprawdę dobra literatura, takie mam uczucie. Recenzja, która zostawia dreszczyk na czytającym :).
OdpowiedzUsuńCiesze sie, ze wybrane cytaty podobaly sie. Na mnie ksiazka zrobila spore wrazenie. Mam nadzieje Gio, ze na tobie rowniez wywrze podobne.
UsuńSerdecznie pozdrawiam!
"Sońka" była na sporządzonej przeze mnie liście prezentów, które chciałabym dostać pod choinkę, ale została jednak ona pominięta :) W sumie nie dziwię się, bo lista książek była dość długa i mąż musiał na coś się przecież zdecydować. Po Twojej recenzji stwierdzam, że sama ją sobie sprezentuję, bo muszę ją mieć!
OdpowiedzUsuńP.S. Czuję się trochę jak córka marnotrawna, tak długo tu u Ciebie nie byłam... :)
Jenah, najlepsze sa prezenty kupowane samej sobie :)
UsuńMnie takie zawsze bardzo ciesza.
Nie bylas u mnie, bo i mnie nie bylo, ale ciesze sie bardzo, ze zajrzalas.
Sama powracam powoli do blogowego zycia, ale przyznaje, ze bardzo sie stesknilam :)
Tak, pamiętam, że Cię dość długo nie było, ale cieszę się, że już wróciłaś! :)
UsuńWiekle słyszałam o tej pozycji, ale szczerze? Nie wiedziałam jaka jest jej zawartość. Teraz na pewno przecztram :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze lektura bedzie satysfakcjonujaca, czego goraco zycze :)
UsuńRzeczywiście poświęcono w mediach tej książce dużo uwagi. Sam jeszcze nie czytałem, zapiszę się do kolejki w bibliotece.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
tommy z Samotni
Rowniez pozdrawiam i zycze, aby kolejka nie byla dluga :)
UsuńNiedawno przeczytane "Gesty" Karpowicza urzekły mnie, dlatego z nieskrywaną ciekawością sięgnę po dalszą twórczość autora. "Sońka" bardzo mnie intryguje.
OdpowiedzUsuńO! Wlasnie takie slowa o "Gestach" chcialam przeczytac. Czuje sie coraz bardziej zaintrygowana i mam nadzieje, ze i mnie ta ksiazka sie spodoba.
UsuńNaprawdę polecam! Swoją opinię o "Gestach" umieściłam na blogu w grudniu, więc jeśli będziesz miała ochotę bliżej zapoznać się z nią, to zapraszam. :)
UsuńMusze koniecznie poznać twórczość Karpowicza, tyle dobrego o niej słyszałam...a po Twojej recenzji mam bardzo duży apetyt na "Sońkę" :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam. Nie na fali, bo przed spotkaniem z autorem, kiedy niepodobna wydawało się, by iść bez znajomości jego książek. "Sońka" zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
OdpowiedzUsuń