piątek, 14 listopada 2014

BIAŁE ZESZYTY, Sonia Raduńska

Jestem przekonana, że pewne książki na nas czekają. Zagubione gdzieś na półce, przykurzone, omijane wzrokiem, czasami wiele lat. Ten rok prywatnie jest niezwykle dla mnie trudny, życie mi nie odpuszcza, wiele trudnych, złych chwil, dni, tygodni, miesięcy za mną. Wszystko spowite mrokiem depresji. Trudno było (jest wciąż czasami?) mi się podnieść, trudno oprócz spełniania obowiązków jako mama, żona, kobieta czynna zawodowo znaleźć chwilę dla siebie, cieszyć się zwykłymi chwilami, dostrzegać zwyczajności, radować się życiem.
Wzrusza mnie to, że ktoś tutaj zaglądał, pukał, pytał i zostawiał ślad. Dziękuję! I przepraszam, ale nie byłam w stanie pisać.
Bywały długie tygodnie bez książki, bo nie potrafiłam się skupić, nie potrafiłam się wgryźć w strony, przygniatało mnie życie. Znajdowałam sobie czasami różne książki pocieszycielki, które mnie nie zawodzą, książki, które potrafią przywołać uśmiech na twarzy lub chociaż jego cień.
Wtedy też trafiłam na „Białe zeszyty”. Nie musiałam szukać daleko, pierwszy rząd w półce, na wysokości mojego wzroku.  Kilkanaście pierwszych stron i wiedziałam, że to kolejna „moja” książka, która będzie bardzo przeze mnie spersonalizowana przez podkreślenia, dopiski, zakładki, zagięte rogi. Tak właśnie wyglądają uwielbiane przeze mnie książki, ukochane prawie na śmierć.

Nie czułam się zaskoczona tym, że psycholog ma swoje problemy, że też nie radzi sobie z życiem. Dlaczego miałabym tak sądzić? Przecież to też człowiek. Tylko i aż człowiek.  Tak samo się wznosi i tak samo upada. Poruszyło mnie, że Sonia Raduńska podzieliła się ze mną swoimi sercem, myślami, swoją duszą. Jak się żyje po śmierci męża? Jak to jest, kiedy znajduje się prawdziwe porozumienie dusz z drugim człowiekiem, ale jednocześnie jest się ciągle ranioną?
Jestem niewiele młodszą od Soni piszącej dzienniki dwadzieścia lat temu i chociaż mam inne doświadczenia, inne problemy, to jej słowa wypełniają mnie kropla po kropli. „Molo to jest most donikąd”. Często na nim stałam w tym roku. Za często. „Białe zeszyty” przypomniały mi o tym, że piękne jest to, co proste, to, co na wyciagnięcie ręki. Śpiew ptaków. Zapach skoszonej trawy. Ulubiona potrawa na talerzu. Codzienne życie. Znowu zaczęłam widzieć i dostrzegać, cieszyć się, wąchać, smakować, dotykać, czuć. Za to przebudzenie, za to emocjonalne potrząśniecie jestem Autorce niezwykle wdzięczna. Oczywiście to wszystko nie zadziało się tylko pod wpływem tej książki, ale to był ten pierwszy impuls, który się do mnie przebił, a który podtrzymywałam podczas lektury. Wciąż nie jest łatwo, ale jest lepiej.

Sonia Raduńska pięknie pisze. Cudowny język, celowane słowa, które czyta się często jak poezję, niespiesznie, z zadumą. Z przyjemnością odnajdywałam w tekście perełkowe cytaty, haiku, wersy wierszy, czy kilka słów piosenki. Poruszały mnie cytowane fragmenty listów i wysłanych kartek. To takie piękne, a takie już zagubione w tym spieszącym się świecie. Chociaż sama nie pisałam takowych już dawno, to cieszę się, że i ja mam kilka ważnych listów na swoim koncie, a kilka już układa się w głowie.

Długo czytałam „Białe zeszyty”, ale też nie chciałam się sama poganiać, nie chciałam czytać byle jak. Piękny poranek na ławce w parku, czy leniwe popołudnie w domu – to były, według mnie, miejsca na czytanie tej książki. Smakowałam strony, niektóre zdania czytałam wielokrotnie, bo to była prawdziwa uczta dla mojej poharatanej nieco ostatnio, ale złaknionej dobrej literatury, duszy. Wyjątkowa książka. Cieszy mnie więc to, że na półce czekają i „Kartki z białego zeszytu” i „Solo”. Jedna strona mojego „ja” chciałaby czytać je już natychmiast, ale druga radzi poczekać. Więc może za jakiś czas, może niedługi, w ramach kolejnej terapii lub z tęsknoty za dobrą książką. 

________________
Sonia Raduńska, Białe zeszyty, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, s. 334.



Image and video hosting by TinyPic

18 komentarzy:

  1. Bardzo cenię te książki (obie części "Białych zeszytów" i "Solo"). Uderzają w czułą nutę i aż dziwnym się wydaje, że mamy z autorką te same zamyślenia, odczucia... Z drugiej strony ucieszył mnie ten dzisiejszy wpis, bo zawsze mam opory przed wspomnieniem prywaty - te nasze blogi takie literackie, a spod nich wyziera radość życia. A kiedy czuję się źle, samotnie, te emocje upycham w raptularzu, zazdroszcząc blogerom, że mają tak słodko, a tylko mnie coś uwiera. Trzeba mi jednak oddychać normalnością i to daje Raduńska. Godna polecenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakos mi wyszlo, ze mialo byc o ksiazce, a bylo o mnie. Glownie dlatego, ze "Biale zeszyty" sa takie poruszajace i tak bardzo do mnie przemawiaja. Zazebila mi sie w niektorych punktach ksiazka z moim zyciem. Az mam ochote krzyknac czasami "zycie odpusc mi chociaz na jakis czas" ;)
      U mnie nie jest slodko i to juz od pierwszych dni tego roku, stad mnie malo i moje ukochane ksiazki zeszly na dalszy plan.
      Pozdrawiam cieplo.

      Usuń
  2. Mariolu! Jak miło Cię znów czytać!:)))
    Kiedyś trafiłam na "Kartki z białego zeszytu" i byłam/jestem pod podobnym wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Sama sie ciesze, ze znowu tu jestem:)
      Wraca powoli chec do czytania i nawet do pisania;)
      Do poprzedniej formy jeszcze mi daleko, ale tesknie :)

      Radunska zaskarbila sobie moj szacunek i szczegolne miejsce w sercu. Juz sie ciesze na kolejne spotkania z nia w jej ksiazkach:)

      Usuń
  3. Ojej, jesteś, jak dobrze, że jesteś, jaka miła niespodzianka! I to z jaką książką! Wiesz.... a ja w zeszłym tygodniu czytałam "Kartki z białego zeszytu" i jestem w trakcie tworzenia tekstu o nich, ale mi ciężko, bo takie cudowne, bo takie bogactwo znowu, a Ty to tak wszystko pięknie napisałaś, z takim spokojem, z uwzględnieniem wszystkiego, tak z głębi serca poruszonego lekturą, z serca przepełnionego także smutkiem....
    Nie wiem, co napisać. Może po prostu, jeśli chcesz, to napisz - jestem.
    Właśnie takie książki przypominają nam, że życie jest piękne i dobre, choć, kiedy tkwimy w swoich mrokach, nie widzimy tego i nie wierzymy w to. Znam to uczucie "stania na molo". Przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olenko, jak zwykle milo mi Cie czytac i tu u siebie i u Ciebie:)
      Chetnie poczytam, jak odebralas "Kartki…".
      Z moimi tekstami to jest tak, ze czasami same sie pisza z potrzeby serca i checi podzielenia sie tym, co cieszy, a nie raz i smuci.
      Dziekuje Ci pieknie, ale Ty jestes teraz w takim pieknym, szczegolnym okresie zycie (serdecznie gratuluje i jakze sie ciesze!), ze nie bede ci tego burzyc, bo moje smuteczki sa takze "dzieciowe", a Tobie to teraz takie niepotrzebne.
      Sciskam mocno!

      Usuń
  4. Dlaczego ja nie słyszałam o tej książce. Bardzo mocno mnie zaintrygowałaś, muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awiolu, z calego serca moge tylko zachecic do moze nie najlatwiejszej, ale pieknej lektury.

      Usuń
  5. Przeczytałam ,,Kartki z białego zeszytu" i byłam oczarowana ;) Po tę książkę na pewno sięgnę ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zas niebawem bede chyba siegac po "Kartki…". Po tylu pieknych rekomendacjach az chce sie czytac :)

      Usuń
  6. Jak dobrze cie widzieć i czytać. Napisze więcej jak wrócę, teraz z podróży tylko krótkie przywitanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Ciebie rowniez :)
      Podrozuj, oddychaj pelna piersia i spedzja milo czas:)
      Wszystkiego najlepszego na ten czas :)

      Usuń
    2. Podróż niestety służbowa, ale ponieważ sporo czasu było, więc udało się trochę uszczknąć dla siebie (teatr, muzeum, zakupy i kino:). A chciałam napisać, że takie książki- przyjaciele to skarby nieocenione i że doskonale rozumiem, jak czasami życie nam dokopie i jak trudno się odnaleźć i przypomnieć sobie, że tak naprawdę najważniejsze jest to co wokół nas, co na wyciągnięcie ręki, i ile siły może nam dać zwykły słoneczny dzień i możliwość zatracenia się w chwili, tu tu i teraz, to trwanie.... I że choć nie jestem w wielkiej przyjaźni z poezją, to uwielbiam poetycką prozę. I jeszcze, że to kolejne nieznane mi nazwisko, które dziś jest mi troszkę bardzie znane dzięki tobie. I trzymaj się i jak będziesz gotowa to wracaj lub choć zaglądaj.

      Usuń
    3. Ciesze sie, ze czas milo ci uplynal. Zazdroszcze teatru, kina i muzeum :)
      Ostatno zyje w takim pedzie, ze nie mam na nic czasu. Ostatnio nie otwarlam komputera przez 10 dni, zwyczajnie z braku czasu. Szczerze mowiac nie mialam kiedy zatesknic. Stad tez moje dlugie milczenie. Marze o Swietach, mimo, ze nie mam nic jeszcze przygotowane, ale to dla mie specjalny czas dla bliskich, meza, dzieci i siebie. Mam nadzieje, ze uda mi sie znalezc tez czas na ksiazke. Na razie kradne jakies drobne chwile, ale niewiele tego. I marze o tym, zeby zwyczajnie pospacerowac, cieszyc sie normalnym dniem, sniadaniem z bliskimi, spokojnymi wieczorami.
      Serdecznie sciskam. Nie opuszczam tego miejsca, to jest pewne i wierze, ze kiedys wroce do tego ksiazkowego swiata na pelny etat;)

      Usuń
  7. Uwielbiam Sonię. Jej "stare" felietony w Zwierciadle, wszystkie jej książki. Mam wrażenie, że to bratnia dusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy Soni Radunskiej nie czytalam wczesniej, az zaluje, za to teraz to prawdziwa przyjemnosc.
      Jej punkt widzenia swiata i emocje z jakimi podchodzi do zycia sa mi bardzo bliskie. Czasami az wierzyc sie nie chce, ze ktos tez tak czuje jak ja.

      Usuń
  8. Tak długo Cię nie było, że ten post mi umknął.
    Nie znam jeszcze Raduńskiej, ale po tylu dobrych opiniach w nadchodzącym roku poszukam jej książek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem pierwszy raz na Twoim blogu i proszę od razu trafiam na taką lekturę. Jednak jestem trochę zaskoczona, że jeszcze nie słyszałam o tej autorce. Widać, że warto ją poznać.

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)