„Niech wieje dobry wiatr” Lindy Olsson stała już
na mojej półce długo, nawet już nie pamiętam kiedy i dlaczego ją kupiłam. Weszłam
w świat tej książki bez znajomości nawet opisu z tylu okładki i dobrze, bo nie
powinno się go czytać przed lekturą. Misterny świat debiutanckiej powieści
Olsson, w którym w tle gra druga część trzeciej sonaty
d-moll na skrzypce i fortepian Brahmsa, oczarował mnie od
pierwszej strony. Wspaniale jest odnaleźć na własnej biblioteczce prawdziwą perełkę,
która uwiedzie lirycznym językiem, zadziwi pięknymi pejzażami, wzburzy fale
emocji.
Potrzebowałam dobrych kilku dni, aby ochłonąć,
a i teraz nie wiem, czy jestem w stanie o tej książce napisać, bo nie chcę zburzyć
obrazów, które mam w głowie, pisać o niej nieporadnymi słowami, które nie są w
stanie oddać, jak piękna jest to książka.
„Niech wieje dobry wiatr” to opowieść o dwóch
kobietach. Veronika to trzydziestoletnia początkująca pisarka, która wyjeżdża
do Västra Sängeby, aby uciec przed demonami przeszłości
i spróbować zmierzyć się ze swoją drugą książką. Astrid to staruszka, mieszkająca
tam od zawsze, która uczyniła świadomie ze swojego domu własne więzienie, wybrała
los pustelnicy otrzymując tym samym przydomek wiedźmy i dziwaczki. Obydwie zaś mają
blizny na duszy, ale także wciąż krwawiące rany. Różni ich tak wiele, a jednak powoli
łączy ich subtelna nic porozumienia, która z czasem zmienia się w głęboką przyjaźń
opartą na intuicji, umiejętności słuchania i ogromnym takcie. Taką, kiedy
niewypowiedziana myśl już łączy się z myślą drugiej strony, a spojrzenie i
delikatny dotyk znaczy więcej niż potok słów. Astrid i Veronika odkrywają przed
sobą fragmenty swoich historii, te najważniejsze, ukryte gdzieś głęboko i nigdy
wcześniej niewypowiedziane na głos. Przepiękny dialog dwóch zranionych,
samotnych serc. Przeglądają się w sobie niczym w lustrach, a słowa i obecność
tej drugiej mają moc oczyszczającą i uzdrawiającą. Kiedyś Astrid napisze: "Poznałaś mnie jak nikt inny na świecie. Przez bardzo
długi czas czerpałam ulgę z tego, że nic nie miałam. Nikogo. Teraz jednak wiem, że nie
jesteśmy stworzeni, aby żyć w ten sposób”.
Nad ich opowieściami unosi się zapach
symbolicznych poziomek, tragicznych konwalii oraz naleśników. I muzyka.
Linda Olsson przepięknie opowiada o ludzkich
uczuciach i samotności, tak subtelnie i z ogromnym wyczuciem. Język wibruje,
wabi dźwiękiem, kolorem, smakiem i zapachem. Można się zanurzyć w tej
tragicznej historii i zapomnieć o całym świecie wokół.
Jeszcze jedna rzecz poruszyła mnie bardzo w
tej książce. Przyroda.
Przyroda, która odgrywa ważną rolę, a Autorka
maluje niezwykle poetyckie pejzaże nacechowane sentymentem osoby, która mieszka
daleko od swego rodzinnego kraju i przechowuje zapamiętane widoki niczym cenne
klejnoty w szkatułce swoich wspomnień.
Wstrząsająca emocjonalnie powieść, smutna, a
jednak przywołująca uśmiech na twarzy i dająca nadzieję.
“Niech wieje dobry wiatr.
Niech sypie bialy śnieg.”
Jedna z najpiękniejszych opowieści o
kobietach, jaką dane mi było przeczytać.
Linda Olsson, Niech wieje dobry wiatr, przeł. Urszula Szczepańska, Wydawnictwo G+J Gruner&Jahr, Warszawa 2008, s. 220.
----------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy literaturę skandynawską, Book-Trotter, Z półki 2013.

Książkę tę przeczytałam z ciekawością, ale bez zachwytu. Kiedy poznałam tajemnicę Astrid, poczułam wielkie zaskoczenie i niedowierzanie... A "Sonata dla Miriam" tej autorki bardzo mnie rozczarowała.
OdpowiedzUsuńTa ksiazka trafila idealnie. Taki ma teraz refleksyjny czas. Duzo emocji we mnie wzbudzila, a ja czesto bardziej cenie ta zdolnosc pisarki wywolywania emocji, wzruszen, zagarniecia mnie na kilka godzin, niz perfekcyjny warsztat pisarski. Chociaz jak na debiut to jest naprawde bardzo dobrze. Szkoda, ze "Sonata dla Miriam" tak rozczarowuje, nie pierwszy raz o tym czytam.
UsuńPięknie napisałaś o książce a Twoja opinia o książce i zupełnie inna koczowniczki tym bardziej zachęcają do sięgnięcia po nią.
OdpowiedzUsuńW poprzednim swoim poście źle się wyraziłam. Mnie też książka "Niech wieje dobry wiatr" bardzo się podobała. Podobała się, ale do zachwytu troszeczkę mi czegoś zabrakło. Oceniłam ją 5/6. Warto przeczytać :)
UsuńA ja chyba źle odebrałam to co napisałaś więc tym bardziej warto przeczytać.
UsuńMam nadzieje, ze chociaz troche zdolalam oddac to, co mnie tak poruszylo.
UsuńNiezmiernie sie ciesze, ze ja przeczytalam i mam nadzieje, ze Tobie Natanno tez sie chociaz troche spodoba.
Widzę,że naprawdę jesteś pod wrażeniem:) Nie znam ani autorki, ani książki. Na taką książkę trzeba mieć odpowiedni nastrój i warunki, chociaż u mnie krucho zwłaszcza z tym drugim, to zapamiętam sobie ten tytuł.
OdpowiedzUsuńTak, jestem pod wrazeniem, a nieczesto ktos trafia do mnie tak idealnie z nastrojem i tematyka.
UsuńOby warunki sie pojawily, jesli nie na ta ksiazke, to chociaz na inne!
Tak, też to muszę przyznać, bardzo ciekawie o tej książce opowiedziałaś :) Tytuł zapamiętany, jak natrafię, kupię. A opisów z tyłu okładki też generalnie nie czytam. Jeśli już, to tylko jedno-dwa zdania. Dzisiejsze opisy zdradzają zbyt wiele fabuły.
OdpowiedzUsuńJa tez nie czytam blurbow, bo kilka razy zdarzylo mi sie, ze opowiedziano mi niemal cala historie lub co najwazniejsze momenty, ktore nie powinny byc zdradzane. W tym wydaniu tez tak jest niestety, a lepiej odkrywac ta historie samemu i po kawalku.
UsuńChciałabym doświadczyć podobnych wrażeń, dopisuję książkę na listę:)
OdpowiedzUsuńKarolina, powinna Ci sie spodobac, to Twoj rodzaj wrazliwosci :)
UsuńPiękna recenzja - gratuluję :) jak tam zdrówko..?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!!
Dziekuje pieknie!
UsuńA zdrowie nienajgorzej, dziekuje, ale odnotowuje gwaltowny spadek formy, licze, ze wkrotce mi sie poprawi.
Piękna recenzja. Takich doznań szukam:)
OdpowiedzUsuńDziekuje.
UsuńSzkoda tylko, ze nie czesto zdarza mi sie obcowac z takimi pieknymi, wzruszajacymi ksiazkami.
Interesujące. Nie znałam wcześniej autorki.
OdpowiedzUsuńJa rowniez nie, ale to spotkanie bylo bardzo interesujace.
UsuńDokładnie tak samo ją odebrałam. Tyle ze nie potrafię tak pięknie opisać tego co przeżyłam. W przeciwieństwie do wielu Sonata dla Miriam wywarła na mnie podobne wrazenie. Obydwie ksiązki zostawiłam sobie w nadziei na powrót. Wywołują we mnie pewien rodzaj tęsknoty, jakże piękny)
UsuńNiebieska, gust mamy raczej podobny, wiec nie bede sie bronila przed "Sonata dla Miriam" :D, jak mi wpadnie w rece, to chetnie przeczytam. Ciesze sie, ze o tym napisalas.
UsuńBardzo dziekuje za mile slowa :*
Piękna recenzja. Bardzo się cieszę, że trafiłaś na taką perełkę, dzięki Tobie może i ja ją poznam. Już sprawdzam, czy jest w mojej bibliotece :)
OdpowiedzUsuńKingo, dziekuje i zycze owocnych lowow!
UsuńU mnie chyba się właśnie pojawił na strój na takie refleksyjne tytuły.
OdpowiedzUsuńnastrój*
Usuń:P
Niestety nie dla mnie ale życzę przyjemnej lektury fanom kobiecej literatury.
OdpowiedzUsuń