poniedziałek, 25 listopada 2013

KALAMBURKA, Małgorzata Musierowicz

Niejednokrotnie już wspominałam, że „Jeżycjadę” porzuciłam po kilku pierwszych tomach, a w tym roku odkrywam ją na nowo i doczytuję dalszy ciąg opowieści o bohaterach z poznańskich Jeżyc. Szczerze mówiąc myślałam, że po „Opium w rosole” już żaden tom z tej serii mnie aż tak nie zachwyci, ale stało się inaczej. „Kalamburka” skradła moje serce. Piękna, dojrzała, przesiąknięta mądrością książka. Być może stało się tak właśnie dlatego, że jestem dzieckiem lat siedemdziesiątych i czasy PRL-u znam z autopsji, a te wcześniejsze lata z opowieści Rodziców i Dziadków. Wszystkie więc sceny z pustymi półkami w sklepach, beznadzieja i szarzyzna na ulicach, agenci śledzący co się dzieje w kościele, znaczenie pochodzenia w rozmaitych formularzach i wnioskach, a także młodzież po ideologicznym praniu mózgu, obserwująca na przykład kto nie płacze po śmierci Stalina, są mi znane i nie dziwią. Nie mierzi mnie również w tej książce takie, a nie inne przesłanie polityczne, bo sama wychowałam się w domu, który był niechętny komunistycznemu systemowi, pamiętam na przykład, że nigdy nie uczestniczyłam w pochodzie pierwszomajowym, bo mój Tata twierdził, że w naszym domu nie świętujemy tego dnia. Łączy więc mnie z bohaterami pewnego rodzaju nić porozumienia, z samą Autorką zresztą również, bo to jej własne poglądy są odzwierciedlone w książce.

Wracając do „Jeżycjady” – nigdy wcześniej nie zastanawiałam się, skąd wzięli się Mila i Ignacy Borejkowie, wspaniali seniorzy rodu. Zawsze przecież byli, czuwali, wprowadzali sporo zamieszania, ale też stworzyli wspaniałą, ciepłą i bezpieczną przystań, do której i ja lubię zawitać. „Kalamburka” jest właśnie o nich, o ich historii i pokręconych drogach, które przecinały się w wielu momentach, aby wreszcie zetknąć się z sobą, a później już biec równolegle przez całe życie. Małgorzata Musierowicz opowiadając o historii Borejków stosuje odwróconą chronologię, według mnie bardzo trafną, chociaż przypuszczam, że taka rewolucja w poukładanych pod względem dat książkach Musierowicz, musi niektórym wydawać się nie do przyjęcia.
Książka niby jest o Mili i Ignasiu, ale tak naprawdę jest o Mili i Gizeli Tracz, która raz wymieniona była w „Kwiecie kalafiora”, jako osoba, która przyczyniła się bardzo do tego, że Borejkowie zamieszkali w słynnej kamienicy na Roosevelta 5.  W „Kalamburce” Gizela gra pierwsze skrzypce, ze względu na jej powiązanie z Milą, a Ignacy krąży gdzieś na orbicie, pojawia się i znika. Gizela, na pozór surowa i ostra, jest przykładem uczciwości i pracowitości, osobą, która bierze los w swoje ręce i po prostu robi swoje. Bez zbędnych gestów, bez mówienia. Za serce chwytają skomplikowane relacje Gizeli i Mili, a ostatni rozdział, który odsłania już wszystko, jest moim zdaniem wręcz genialny.

Małgorzata Musierowicz jak zwykle nas edukuje. W „Kalamburce” sięga po pięćdziesiąt lat powojennej, socjalistycznej historii Polski, o której już się nie mówi (czy jeszcze nie mówi?) w szkołach, w tym o wydarzeniach w Poznaniu w  Czerwcu 1956 roku. Nienachalna, przystępna dydaktyka, która może sprowokować czytelników w każdym wieku, chociaż tych młodszych szczególnie, do pogłębienia swojej wiedzy w tym zakresie. I chociażby z tego powodu cenię „Kalamburkę” tak wysoko.


„Kalamburka” jak dla mnie mogłaby być wspaniałym  zakończeniem całego cyklu. Nie znam kolejnych części, nie wiem, czego się spodziewać, ale opinie raczej nie są zbyt entuzjastyczne. Chyba więc zaraz sięgnę po nią raz jeszcze, aby się nią nacieszyć.


______________
Małgorzata Musierowicz, Kalamburka, Akapit Press, 2012, s. 288.


-----------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę


Image and video hosting by TinyPic

14 komentarzy:

  1. Ja też jakoś zarzuciłam "Jeżycjadę" i przychodzi mi ją poznawać teraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przyjemne to poznawanie chociaz? Bo u mnie bardzo :D

      Usuń
  2. Ale czymże byłaby "Jeżycjada" bez dalszych części??? Bez historii miłości Józinka, bez porzucenia Róży przez Fryderyka, bez Hildegardy, która sprawiła, że Shoppe wrócił do kraju i do dziewczyny??? Bez Wolfiego i jego miłości do Laury, bez Łusi i jej nieprzeciętnego umysłu polonistycznego??? Jak dla mnie, to nie byłoby to samo.

    Co prawda lubię "Kalamburkę", notabene tak jak pozostałe części tej wspaniałej serii, ale trochę trudno mi się ją czytało. Nie wiem, dlaczego. Może to przez to, że opisuje lata tak mi dalekie? Bo przecież urodziłam się w ostatnim roku XX wieku. Może to przez małą ilość dialogów? Nie wiem. Ale ja osobiście książkę lubię, jak już pisałam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to mi naspojlerowalas :D
      nie gniewam sie jednak;)
      Ty to juz zupelnie inne pokolenie, dlatego pewnie nowsze czasy sa Ci blizsze, mnie odwrotnie.

      Usuń
  3. "Kalamburka" jest niezwykła w dwójnasób. Jak mówisz, jest dojrzała i przybliża nam losy seniorów rodziny Borejków, ale również jest niezwykle napisana i ostatnimi czasy to do niej wracam częściej. Gdy byłam młodsza w kółko wałkowałam "Pulpecję", potem padło na "Kwiat kalafiora" i trzymało mnie znacznie dłużej niż w przypadku historii o Patrycji. A od jakiegoś czasu to właśnie "Kalamburka" jest mi bliższa :) Z nowszych części cyklu Gabrysię zdetronizował Józinek, dlatego mimo wszystko warto poznać pozostałe tomy. Dla Józinka i Łusi. Ale więcej nie będę spojlerować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialas racje, dla Jozinka warto poznac kolejna ksiazke. Oj lubie tego Jozinka, oj lubie!

      Usuń
  4. Za każdym razem, gdy publikujesz post o kolejnej części Jeżycjady, mam ochotę na nowo wpaść do Borejków. Czytałam wszystkie tomy, więc nie mogę już liczyć na niespodzianki, ale na pewno wrócę do książek Musierowicz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mna jeszcze kilka tomow, a mam nadzieje, ze na zakonczenie calej serii ukaze sie zapowiadany kolejny tom, wiec bede mialam wisienke na torcie;)
      Ja z pewnoscia bede wracala do calej "Jezycjady", do pewnych tomow pewnie szczegolnie czesto.

      Usuń
  5. Jak dla mnie Jeżycjada skończyła się właśnie na Kalamburce, później to już kompletnie inny klimat, mnie nieprzekonujący niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacze jak bedzie dalej, na razie przeczytalam "Jezyk Trolli" i nie bylo tak tragicznie, jak sie wczesniej spodziewalam;)

      Usuń
  6. Małgorzata Musierowicz,. autorka z mojej młodosci

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedna z ciekawszych części, przy której mocno się wzruszyłam i wracałam do niej wielokrotnie. Niektóre sceny mam do tej pory w pamięci. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Zapadla mi gleboko w serce i z pewnoscia do niej powroce nie raz.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)