piątek, 4 października 2013

ŚWIĘTY PSYCHOL, Johan Theorin


Uwielbiam to uczucie, kiedy po zamknięciu książki mam to poczucie, że właśnie przeczytałam coś dobrego. Tak do tej pory miałam ze wszystkimi książkami Johana Theorina. „Święty Psychol” nie należy do kwartetu olandzkiego, to zupełnie inna historia, której akcja ma miejsce głównie w sennym, małym miasteczku Valli. Nie jest to też kryminał, chociaż trupy są, nawet dwa, ale dopiero pod koniec książki. To raczej thriller z elementami powieści psychologicznej lub powieść psychologiczna z elementami thrillera. Nie mogę się zdecydować za która opcją się opowiedzieć. Za to oczywiste dla mnie jest to, że „Święty Psychol” to kolejna bardzo dobra książka szwedzkiego autora, podczas lektury której lęk czai się gdzieś pod skórą, a atmosfera zagrożenia wisi w powietrzu.

Szpital Psychiatryczny Świętej Patrycji nazywany jest przez mieszkańców miasteczka Świętym Psycholem. To tam za jego murami leczą się pacjenci, sławni niejednokrotnie na cały kraj z powodu strasznych czynów, których się dopuścili. Tuż obok szpitala mieści się przedszkole dla dzieci, których jeden  z rodziców znajduje się w owej leczniczej placówce. Przedszkole i szpital są połączone łącznikiem, przez który dzieci przechodzą do pokoju odwiedzin, gdzie mają okazję spotkać się z ojcem lub matką. Jest to ważny punkt terapii nie tylko dla pacjentów, ale także namiastka normalności dla dzieci, które w ten sposób nie są pozbawione kontaktu z rodzicem. W owym przedszkolu zwanym „Polaną” pracę otrzymuje nowy wychowawca przedszkolny Jan Hauger, mający już kilkuletnie doświadczenie w opiece nad dziećmi, jednakże do tej pory pracujący wyłącznie na zastępstwa, a praca w przyszpitalnym przedszkolu ma być jego pierwszą stałą pracą.

Z początku Jan nie budzi żadnych zastrzeżeń, wydaje się być sympatyczny i bardzo oddany dzieciom, ale z czasem dowiadujemy się o nim coraz więcej, a ta wiedza budzi ogromny niepokój. Jan bowiem ukrywa straszną tajemnicę, a nawet dwie. Jedna z nich dotyczy pewnej placówki o nazwie „Ryś” i zaginięcia pewnego chłopca, a druga dzieciństwa samego Jana. Szybko orientujemy się, że Jan nie wybrał „Polany” przypadkowo, to było głęboko przemyślane posunięcie. Coś więcej łączy Jana ze Świętym Psycholem...

Akcja „Świętego Psychola” jest niespieszna, ale wcale nie znaczy to, że się wlecze, przebiega w kilku przestrzeniach czasowych, ale wcale nie jest zagmatwana. Wszystko w niej jest przemyślane i logiczne, a Theorin świetnie buduje napięcie.
To książka o tym, jak bardzo można skrzywdzić dziecko i jakie dramatyczne konsekwencje tego ponosi już dorosły człowiek. To opowieść o samotności, niezrozumieniu, lęku przed ludźmi. To historia o wielkiej miłości z dzieciństwa, z którą nic się już później nie może równać. Niby wszystko jest takie jasne, proste i przewidywalne, ale to tylko pozory.
Prosta historia, a napisana w taki sposób, że emocje sięgają zenitu i tylko trochę słabną po przeczytaniu zaskakującego zakończenia.
Kolejna świetna książka Johana Theorina, która tylko zaostrza apetyt na więcej. 



___________
Johan Theorin, Święty Psychol, przeł. Barbara Matusiak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s. 436.


------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter, Czytamy literaturę skandynawską.


Image and video hosting by TinyPic

30 komentarzy:

  1. Czy jest to thriller z elementami powieści psychologicznej czy powieść psychologiczna z elementami thrillera, nieważne, ja to kupuję:) Bardzo lubię takie książki.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zas uwielbiam Theorina. Bardzo odpowiada mi sposob w jaki pisze i snuje opowiesc. To autor, ktorego ksiazki kupuje w ciemno.

      Usuń
  2. Dawno temu kupiłam pierwszą książkę z kwartetu i na tym poprzestałam. Nie przeczytałam jej jeszcze, mimo że twórczość Theorina zrobiła się popularna. Muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksiakzi o Olandii sa inne niz "Swiety Psychol", bardzo klimatyczne, czasami pojawi sie troll czy duch i mimo ze ja zazwyczaj stronie od takich polaczen, to Theorin mnie zachwycil.

      Usuń
  3. Nie znam twórczości Theorina, ale zachęcać to Ty potrafisz:) Jestem tylko ciekawa, czy odnajdę tę książkę w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sadze, ze powinnas, to nowosc i ostatnio dosyc popularny autor :)

      Usuń
  4. Największe wrażenie wywarły na mnie zmyłki autora - kiedy już byłam pewna, że wiem, o co chodzi i jak potoczy się akcja, Theorin wywracał wszystko do góry nogami, i tak już było do końca. Rewelacyjna lektura, muszę koniecznie zapoznać się z pozostałymi książkami pisarza!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ci trzy olandzkie ksiazki. Specyficzne, ale bardoz wciagajace.

      Usuń
  5. Długo omijałam faceta. Strasznie zniechęcały mnie okładki. Sądziłam że są zapowiedzią jakiś krwawych potworności. No i sama jestem zaskoczona bo zachwyciłam się na tyle że chcę wszystko co ten pan napisze. Niebywałe klimaty tworzy. Theorin wysunął się na czoło moich ulubionych skandynawskich twórców. Zadziwiające. Człowiek wciąż się czegoś nowego o sobie dowiaduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te okladki sa naprawde koszmarne! "Swiety Psychol" ma lepsza nieco.
      potwornosci i krwawych scen nie ma, a klimat - fakt - niesamowity.
      Przyznaje, ze ja tez nie spodziewalam sie, ze tak polubie Theorina ;)

      Usuń
  6. Thorin plasuje się u mnie gdzieś w okolicach kryminalnego panteonu, czyli absolutnych wyżyn:-) Dziwne, ale "Swiętego psychola", choć mam go już w wersji niemieckiej od pół roku co najmniej, jakoś jeszcze nie przeczytałam. Cieszyłam się na tę książkę, chciałam ją smakować, delektować się, zostawiałam sobie na później, aż... zastała mnie jesień. W każdym razie jest w najbliższych planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksiazka idealnie nadaje sie na jesienne wieczory. Sama musialam sie hamowac, aby jej nie przeczytac w jeden dzien i zarwac pol nocy. Swietnie sie czyta, nie ma tutaj supernaturalnych dodatkow. Mam nadzieje, ze czwarta czesc cyklu olandzkiego wkrotce powstanie, bo nie moge sie wrecz doczekac. Zreszta, kazda ksiazke autorstwa Theorina przeczytam bardoz chetnie, bez wzgledu na tematyke.

      Usuń
  7. A ja nie słyszałam wcześniej o tym autorze. Muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Samo miejsce akcji jest bardzo... "moje", więc zaciekawiłaś mnie ogromnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubie klimat ksiazek Theorina, zostalam jego fanka po przeczytaniu olandzkich historii, a ta powyzsza naprawde nie odstaje od poprzednich.

      Usuń
  9. Gdzies juz słyszałam o tej książce no i co tu kryć już wtedy chciałam ją przeczytac. Ty mnie jeszcze bardziej do tego zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie niedawno tę książkę skończyłam. Świetna! Jedyne co mnie zawiodło, to brak, że tak powiem "scen z życia pacjentów". Miałam nadzieję, na więcej akcji w samym szpitalu. Ale tak poza tym - super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, mnie to nie zawiodlo, bo po prostu sie ich nie spodziewalam. To tak samo, jak kryminaly olandzkie nie ociekaja krwia.

      Usuń
  11. Również czytałam (jeszcze się nie "wypisałam"), świetnie się czyta, choć w końcówce strasznie wszystko przyspiesza. Odebrałam ją przede wszystkim jako książce o samotności. Z niecierpliwością czekam na kolejną część kwartetu olandzkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytalam u Ciebie, ciesze sie, ze ksiazka ci sie podobala. Ostatnio mam poslizg i w pisaniu notek i w czytaniu ulubionych blogow, ale mam nadzieje, ze to mi wkrotce minie.
      Rowniez marze o kolejnej ksiazce z Olandii!

      Usuń
  12. Nigdy nie słyszałam o Theorinie, ale czuję się zachęcona do nadrobienia tej zaległości. Szkoda tylko, że okładka taka brzydka :( Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi, ze to jeszcze jedna z ladniejszych okladek z tego cyklu. Inne to dopiero sa koszmarne.

      Usuń
  13. Ja również nie słyszałam tego nazwiska :(, fakt, że kryminały, thrillery nie należą do gatunku, który by często gościł na półkach mojej biblioteczki, ale w ramach chwilowych odskoczni od gatunku, który u mnie króluje może się skuszę, tym bardziej, że widzę tu pozytywne opinie. Choć przyznam, że tytuł raczej by mnie zniechęcił, niż zachęcił, a to tylko pokazuje, iż nie zawsze należy sugerować się tytułem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytul pochodzi od obiegowej nazwy spzitala psychiatrycznego. Przyznaje, ze niezbyt zachecajacy. Sama nieczesto siegam po ksiazki z tego gatunku, ale Theorina naprawde lubie.

      Usuń
  14. Lubię takie klimaty, które niepokoją, ale jednocześnie wciągają.

    OdpowiedzUsuń
  15. jak to się stało, że do tej pory nie słyszałam o tym autorze? muszę nadrobić braki, a ta książka wydaje się idealna na tę porę roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie mi sie czytalo, a dreszczyk ciagle przebiegal mi po kregoslupie. Zachecam goraco do zapoznania sie z tym autorem.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)