„Moje drzewko pomarańczowe” to książka, która
rozrywa serce na kawałki. Boli już samo czytanie dedykacji:
„(...) Oraz pełen tęsknoty hołd dla mojego
brata Luisa, króla Luisa, i mojej siostry Glorii; Luis zmarł, mając dwadzieścia
lat, a Gloria w wieku dwudziestu czterech lat także uznała, że nie warto już żyć.
Jak zwykle wyrazy tęsknoty za Manuelem
Valadaresem, który pokazał mi, kiedy miałem sześć lat, czym jest czułość...”.
Później zagłębiamy się w lekturze i
odnajdujemy te same osoby na stronach książki i już wiemy, że cokolwiek
przeczytamy, to ta historia, prawdziwa historia, nie będzie miała happy endu.
Zeze poznajemy, gdy ma prawie 6 lat. To
niezwykle bystry, inteligentny chłopczyk pochodzący z wielodzietnej, biednej
rodziny. Matka od szóstego roku życia pracuje
w fabryce, nigdy nie nauczyła się czytać, ojciec jest bezrobotny. To nie jest
rodzina z marginesu, to jest rodzina, której po prostu ciężko jest żyć. Momenty,
w których jest czas na okazywanie uczuć są niezwykle rzadkie, nie jest to także
czas Bożego Narodzenia, który jeszcze bardziej uwypukla tragiczną sytuację całej
rodziny, jest czasem smutku i wyrzutów sumienia. W takiej rodzinie Zeze jest
diamentem, doskonale uczy się w szkole, ma ogromne serce, w którym jest miejsce
nie tylko dla małego braciszka Luisa, ale także dla brzydkiej nauczycielki czy
biednej koleżanki z klasy, jeszcze biedniejszej od niego. Tej dobrej strony
Zeze nie zauważa się w domu, tam widzi się tylko te chwile, kiedy różne psikusy
podszeptuje mu diabełek. Cóż, gdzieś musi spożytkować swoją bujną wyobraźnię i ciekawość
świata.
Jedynym ratunkiem dla niego jest świat marzeń,
w którym buduje zoo, zwiedza Europę czy spotyka Indian i kowbojów. Jest też małe
drzewko pomarańczowe, które Zeze dekoruje i które żyje jest jego najlepszym
przyjacielem.
I wtedy pojawia się on - Manuel Valadares.
Portugal. Najjaśniejszy promień w dzieciństwie Zeze...
„Moje drzewko pomarańczowe” to historia
opowiedziana głosem małego chłopca, która trafia do serca. Puenta
jest prosta. Dziecko może żyć bez nowych zabawek, pięknych ubrań i butów, ale
nie może żyć bez miłości, czułości, chwili poświęconej tylko jemu. Bez nich
odzierane jest z dzieciństwa, nie ma szans, aby rozkwitnąć. I żadne dziecko nie
powinno tak cierpieć jak Zeze, który mówi:
„Wreszcie
zrozumiałem,
co to znaczy ból. Ból to wcale nie znaczy dostać lanie, aż się mdleje. Ani nie znaczy rozciąć sobie stopę odłamkiem szkła tak, że lekarz musi ją zszywać. Ból zaczyna się dopiero wtedy, kiedy boli nas calutkie serce i zdaje się nam, że zaraz przez to umrzemy, i na
dodatek nie możemy nikomu zdradzić naszego sekretu. Ból sprawia, że nie chce nam się ruszać ani ręką, ani nogą ani nawet przekręcić głowy na poduszcze”.
To nie jest książka dla dzieci. To książka dla dorosłych. Ku przestrodze.
_________
José Mauro de Vasconcelos, Moje drzewko pomarańczowe, przeł. Helena Czajka, Wydawnictwo Muza, 2008, s. 192.
----------------------

Nieprzewidywalny tytuł, a taka treść. Wzruszyłam się pod wpływem Twojej recenzji.
OdpowiedzUsuńKsiazke czytalam po raz pierwszy wiele lat temu, ale doskonale pamietalam emocje, ktore towarzyszyly mi podczas czytania. Uplyw czasu nic nie zmienil, dalej czyta sie tak samo, z ogromnym wzruszeniem.
UsuńBól z powodu braku miłości ze strony najbliższych jest największy - to prawda. Zawsze chcemy by nam okazywano uczucie a w dzieciństwie bez tego trudno życ.
OdpowiedzUsuńPięknie i wzruszająco napisałaś o tej książce. Zapiszę sobie tytuł, może mi tez się ją uda przeczytać.
Natanno, z calego serca polecam. To pieknie napisana ksiazeczka.
UsuńNa mnie też zrobiła takie wrażenie. To książka, którą powinien przeczytać każdy. Dla mnie jedna z najważniejszych.
OdpowiedzUsuńU mnie tez wskoczyla od razu na liste najulubienszych.
UsuńRzeczywiście, lektura musi być wzruszająca, skoro w twojej recenzji aż huczy od emocji. Chętnie przeczytam!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :-)
Wydawalo mi sie, ze dosyc powsciagliwie napisalam, ale fakt, ze emocje we mnie buzowaly.
UsuńBrzmi bardzo przygnębiająco. Bardzo... emocjonalna recenzja. :-)
OdpowiedzUsuńKsiazka momentami bywa naprawde zabawna, chociaz ogolny wydzwiek oczywiscie juz taki nie jest.
Usuńdosłownie kilka dni temu skończyłam czytać tę książkę i mam podobne odczucia do Twoich, bardzo wartościowa pozycja :)
OdpowiedzUsuńWlasnie czytalam u Ciebie :) Tak, kolo tej ksiazki nie mozna przejsc obojetnie.
UsuńTo jedna z moich ulubionych książek. Trafia dokładnie tam, gdzie powinna i porusza najczulsze struny w człowieku. Jest to jedna w obowiązkowych lektur dla osób, które pragną mieć dzieci :) niestety kolejne części historii Zeze nie są już tak udane. Czytałam, "Chodź, rozpalimy słońce" i szczerze się zawiodłam. O trzeciej części słyszałam jeszcze więcej negatywnych opinii.
OdpowiedzUsuńWlasnie koncze lekture "Rozpalmy slonce" i chyba zaczne wkrotce kolejna czesc. Tak, masz racje, druga czesc jest slabsza, ale o tym napisze w kolejnej notce :)
UsuńCóż za poruszająca recenzja. O książce słyszałam na studiach i na pewno ją przeczytam.
OdpowiedzUsuńKsiazka krotka, a naprawde warta, aby poswiecic jej tych kilka chwil.
UsuńJuż drugo pozytywna recka tej pozycji. Czuje sie coraz bardziej zachęcona :)
OdpowiedzUsuńAlice, ksiazka naprawde porusza i daje do myslenia. Jedna z moich ulubionych, odkad przeczytalam ja po raz pierwszy wiele lat temu.
UsuńZgadzam się z Twoją recenzją w stu procentach. Piękna, wstrząsająca i wzruszająca historia.
OdpowiedzUsuńMilo mi, ze rowniez nalezysz do milosnikow malego Zeze.
UsuńPiękna i bardzo wzruszająca historia. Każdemu polecam tę książkę.
OdpowiedzUsuńMoge tylko sie z tym zgodzic :)
UsuńPięknie napisałaś o tej historii...
OdpowiedzUsuńDziekuje za mile slowa. Ja jednak mam wrazenie, ze o ksiazkach dla mnie waznych nie potrafie napisac tak, jakbym chciala, ze cos mi gdzies umyka...
UsuńMoim zdanie napisała Pani o tej książce dokładnie tak jak powinna ona być opisana. Naprawdę idealnie zawarła Pani to cierpienie (wspaniały pomysł ze wstawieniem kawałka dedykacji i cytatu!), a przy okazji nie pominęła, ale też nie zdradziła niczego. Przecież nie da się opisać tej książki (i raczej innych też) tak, aby żadne emocje nam nie umknęły. Można za to przekazać tą dominującą i Pani zrobiła to wspaniale :)
UsuńMam tę książkę na uwadze od dłuższego czasu, na pewno kiedyś przeczytam, a Twoja recenzja rzeczywiście chwyta za serce. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńDziekuje bardzo i serdecznie polecam ta lekture.
UsuńGodzinę temu skończyłam czytać i czuję przede wszystkim rozrywające zmęczenie z emocji. Bardzo "zaprzyjaźniłam się" z Zeze przez co każde jego cierpienie nie tylko poruszało, dosłownie targało moją wrażliwością. Jest to jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek poznałam, w moim zaledwie 3 razy dłuższym od życia Zeze życiu. Chyba mam nerwobóle gdzieś w okolicy serca. Ma Pani rację, to nie jest książka dla dzieci, bo ból nie jest i nigdy nie powinien być dla dzieci. Zastanawiam się czy nie sięgnęłam po nią za wcześnie.
OdpowiedzUsuń