Żelary to gdzieś zapomniana przez Boga i ludzi górska wioska w Czechach. Skupisko rozrzuconych na górskich stokach chałup, a także kościół, kuźnia, szkolą, knajpa. Katolicka osada pośród ewangelickich wiosek. Nikt lub prawie nikt o niej nie słyszał, jeśli przez nią nie przejeżdżał lub nie mieszka nieopodal. To co prawda fikcyjna wioska, ale widać, że Květa Legátová zna doskonale realia takiego miejsca, sama całe życie uczyła w tego typu górskich wioskach, przerzucana przez władze z miejsca na miejsce z powodu swojej „problemowości” i głośnego wyrażania swego zdania. Na koniec swojej nauczycielskiej kariery trafiła do Starego Hrozenkova, którego piękne położenie i historie poznanych tamtejszych mieszkańców, natchnęły ją do napisania opowiadań zawartych w książce „Żelary”.
A piękne są to opowiadania. “Tak naprawdę nie piszę opowiadań, tylko obrazki. Zawsze najbardziej interesował mnie krajobraz, bo współtwórcą historii są miejsce i jego dusza”. Tak mówi w jednym z wywiadów Květa Legátová. Opisuje ona żelarską rzeczywistość w sposób niezwykle poetycki, plastyczny, ale z drugiej strony nie okrasza jej niepotrzebnymi ozdobnikami. Czasami jej proza jest surowa, mrożąca krew w żyłach, zupełnie pozbawiona sentymentalizmu. Po stronach tej książki nie można się prześliznąć, bo ona porywa, pożera nasze myśli, ale również wymaga uwagi i czujności. Opowiadania nie są poukładane chronologicznie, często występują również przeskoki czasowe. Osobę, którą w jednym opowiadaniu poznany jako dorosłą, w kolejnym opowiadaniu spotkamy jako dziecko i będziemy jej towarzyszyć w czasie dorastania, a to wszystko, aby pokazać, że ludzie nie są zazwyczaj tacy, jacy sadzimy, że są. Ci bohaterowie, którzy ukazują nam się w niezbyt dobrym świetle w jednej historii, zaskoczą nas w kolejnej, a w następnej zapłaczemy nad okrutnym losem, który stał się ich udziałem. Bo to, że ktoś jest, jaki jest ma gdzieś ukrytą przyczynę, pogrzebaną zazwyczaj na dnie duszy.
Ludzie mieszkający z Żelarach są w większości biedni, ciężko pracują na swój kawałek chleba. Ich ręce są twarde od odcisków, których nabawiają się podczas pracy na nieurodzajnych poletkach przyczajonych na stokach gór, w kamieniołomie czy na porębie. Ich ręce są twarde od bicia swoich żon i dzieci. Ich serca potrafią kochać gorąco i jeszcze bardziej nienawidzić, a w chwili dokonywania wyboru posłuchają swej wrzącej krwi czy instynktu, bez rozpatrywania moralnego aspektu danej sytuacji. Żelary to miejsce, gdzie ciągle trzeba walczyć o swoje życie (i przeżycie), a aby utrzymać się na jego powierzchni trzeba czasami posłużyć się pięścią, czasami przebiegłością, czasami podłością. Tam dzieci często zamiast do szkoły chodzą na służbę, aby zarobić na dom lub na kolejną flaszkę dla ojca alkoholika. Żelary to miejsce, które pokazuje, jacy jesteśmy, jacy możemy być.
Tą wnikliwą prozę, która pozwala nam zajrzeć do najbardziej ukrytych zakamarków ludzkiej duszy, łączą nie tylko osoby zamieszkujące Żelary, ale również miłość. Bo miłość mocniej niż cokolwiek innego wiąże ze sobą mieszkańców od pokoleń.
Nie jestem w stanie nawet napisać, jak bardzo podobało mi się smakowanie TAKIEJ literatury, ile wzruszeń, ile przemyśleń mi ona przyniosła i jak bardzo się cieszę, że mogłam ją przeczytać.
![]()
Květa Legátová – źródło
|
Květa Legátová, Żelary, przeł. Dorota Dobrew, Kowalska/Stiasny, Warszawa 2006, s. 375.
Pierwsze zdanie: Nic tylko woda i woda, lekko pofalowana.
Ostatnie zdanie: Czereśniowe gałązki przy oknie kwitną jak zwariowane.
----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book-Trotter, Z półki - 2013.

Niepozorna okładka, a taki skarb skrywa! Chętnie przeczytam, bardzo mnie ciągnie do takiej wysmakowanej, wyrazistej prozy:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Karolino, mam ogromna nadzieje, ze Ci przypadnie do gustu. Mnie skradla serce.
UsuńTo nawet nie muszę pisać, że dopisuję do listy.. ;)
OdpowiedzUsuńKasiu, to ksiazka, ktora ma duza szanse Ci sie spodobac:)
UsuńŚwietnie zachęcasz, a czeskiej literatury u nas mało.)
OdpowiedzUsuńMalo, malo.
UsuńPowoli ja odkrywam i co rusz sie zachwycam. Duzo jeszcze przede mna do odkrycia, mam nadzieje, ze takze takie wspaniale ksiazki, jak ta powyzsza.
Pewnie nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, bo ani o autorce nie słyszałam, ani o samej książce. Wydawnictwo też niepopularne, okładka nieprzyciągająca uwagi, a literatura czeska też do najpopularniejszej nie należy. Jak dobrze, że zwróciłaś uwagę na tę książkę i napisałaś o niej ;-)
OdpowiedzUsuńjjon, nie czyta sie latwo, ale za to JAK sie czyta!
UsuńMam nadzieje, ze jesli kiedys trafisz na ta ksiazke, to przynajmniej sie nie zawiedziesz.
Po tej lekturze spodziewam się świetnych opisów, dużej dawki naturalizmu. Być może zajrzę.
OdpowiedzUsuńOpisy sa dobre, ale najlepsze IMO sa portrety ludzi. Barwniejsze niz zelarskie krajobrazy.
UsuńPiekna jest też "Hanulka Jozy" tej autorki. To opowieść o nietypowej miłości. Akcja także toczy się w górskiej wiosce :)
OdpowiedzUsuńAutorka zmarła w zeszłym roku. Szkoda, że już nic więcej nie napisze...
Hanulka Jozy czeka w czerwcowej kolejce. Doczytalam, ze nalezy do zelarskiego cyklu i jest jednym z opowiadan, ktore nie weszlo do zbioru "Zelary". Wiem, czego moge sie spodziewac i juz nie moge sie doczekac.
UsuńBardzo mi zal, ze Autorka juz niczego nie napisze i ze zajasniala w czeskiej literaturze w tak poznym wieku. Ach ta polityka...