niedziela, 2 czerwca 2013

DROBNE USTROJE, Maria Zientarowa


Kilka dni temu przed snem postanowiłam przerzucić parę stron książki opatrzonej taką dedykacją:
"Piotrowi i Stefanowi poświęcam, zapewniając ich jednocześnie, że podobieństwo między nimi a Jankiem i Andrzejem nie jest - niestety - czysto przypadkowe".
Już wiedziałam, że nie poprzestanę na kilku kartkach i tak chichotalam nad książką „Drobne ustroje”  Marii Zientarowej i dwie godziny później, odkładając ja ze smutkiem, że minęły czasy, kiedy mogę czytać do rana, bo owe rano zaczyna się dla mnie już skoro świt, jak tylko mój Antoś stwierdza wyspanym głosem, że już jest dzień.
Tak samo, jak mogę bez końca oglądać lub czytać „Wojnę domową” zaśmiewając się do łez, tak ta książka, wcześniej mi nieznana (ileż straciłam!), wchodzi do mojego prywatnego repertuaru gwarantowanych rozśmieszaczy i poprawiaczy nastroju.  To jest dokładnie ten typ humoru, który uwielbiam i bardzo cenię. Już sam tytuł jest genialny, niektórzy mylą go nawet z drobnoustrojami i umieszczają książkę w dziale „biologia”.

Cofamy się do 1955 roku, Pałac Kultury dopiero wybudowano i jest główną atrakcją Warszawy, a „Przekrój” obchodzi dziesięciolecie. Do Stalinogrodu (dzisiejszych Katowic) jeździ się, aby dzieci wyleczyć z kokluszu zjeżdżając przez tydzień na dół do kopalni. Po znajomości oczywiście.
Typowa rodzina 2+2, gdzie głównymi atrakcjami są Janek i Andrzej, a później również uroczy pudel o wielce sugerującym imieniu Lejek. To z nimi przespacerujemy się po peerelowskiej rzeczywistości z przedszkolem w roli głównej, gdzie kierowniczka jest ważniejsza od matki, a choinki ubierane są ideologiczno-tematycznie. Oprócz Mikołaja jest oczywiście Dziadek Mróz i świętuje się Nowy Rok. To także spacer rozkopanymi warszawskimi ulicami, krótkie wejrzenie do polskich kawiarni i pociągów, gdzie psy są wielce niepożądane, a w sklepach są wieczne remanenty podczas których sprzedawczynie piłują paznokcie. Ten zbiór połączonych ze sobą opowiadań można czytać od początku do końca, od końca do początku i na wyrywki. Mój stary egzemplarz kupiony na Allegro, ze świetnymi ilustracjami Zbigniewa Lengrena, jest już zaczytany prawie na śmierć. I to nie przeze mnie.

Nic mnie tak nie śmieszy jak absurdy peerelu. Nic mnie tak nie dziwi, jak zmiana podejścia do dzieci i ich wychowania. Nie i wcale nie uważam, że teraz jest lepiej, tamte czasy miały minusy, a teraz, mam wrażenie wychowujemy hipochondryków i lekomanów i to na dodatek bezstresowo (jaki tego efekt dowiemy się pewnie za pięćdziesiąt lat). Uwielbiam poczucie humoru Zientarowej, które często zabarwione jest goryczą. To taka książka, którą trzeba czytać, gdy się jest chorym lub ma się zły humor. Wyleczenie gwarantowane.

Fragmenty mówią same za siebie:

“Janek był do niedawna na wsi, gdzie spędził ze swoim starszym bratem Andrzejem trzy miesiące. Już ostatni miesiąc jego pobytu wśród lasów i pól zmącony był przytłaczającą myślą o przedszkolu warszawskim. Nasłuchał się o tym przedszkolu rzeczy najrozmaitszych. Mama zapewniała go, że są tam zabawki, klocki, plastelina i kolorowe ołówki. Starszy brat opowiadał mu na boku:
— Jak będziesz niegrzeczny, to wystawią cię zaraz za drzwi.
Ojciec Janka mówił do matki Janka, również na boku:
- Jak obydwaj będą w przedszkolu, to będziesz miała zupełnie inne życie.
Marek, starszy kolega, opowiadał:
— Każą odpoczywać po obiedzie, a jedna nauczycielka strasznie krzyczy.
Brat Andrzej wieczorem, gdy leżeli w łóżkach (gdy już wiadomo było, że nikt nie będzie sprawdzać, czy są przykryci, umyci, uczesani i odsiusiani), straszył go, rzucając niedbale:
    Będziesz beczał przez pierwsze dni… dają wciąż kaszkę… ten Kowalski to wszystkich bije… ogród jest fajny, gramy w piłkę… są farby wodne… czytają bajki… Tomek wciąż leje w spodnie… ja pójdę do starszaków, ty z maluchami…”

“O pół do piątej odebrała ich przy punkcie zbornym. Matki przywitały się już jak stare przyjaciółki. Ciężarówka zajechała. Długo wysiadały inne dzieci. Wreszcie, jak z procy, wystrzelił Andrzej. Za nim wyszedł powoli, jak stary człowiek, Janek. Mimo że solennie przyrzekła sobie, że o nic nie będzie pytała, matka Janka nie wytrzymała:
— No, jak tam było w przedszkolu?
— Jadło się — oświadczył Andrzej lakonicznie.
    Trzy razy — dodał Janek i westchnął ciężko”.


“           — Jak powodzi się Jankowi w przedszkolu? — zapytała jednak Andrzeja matka.
— W przedszkolu, ha — zawołał Andrzej. — On płakał całe rano. Ja jestem dyżurny od zabawek. Jak kto nie posprząta, to ja sprzątam. Razem z Adasiem.
— No, dobrze, ale dlaczego Janek płakał?
— Płakał, bo płakał. My mamy rybki w takim słoju. Jedna zdechła. Leżała brzuchem do góry i wcale nie pływała. Basia wrzuciła grzebień do rybek. Dwóch zębów brakowało. To ta rybka je zjadła i zdechła.
— A coście jedli na obiad? — spytała matka Janka.
— Nic. Ta rybka zjadła zęby z grzebienia. Była zupa. Pływała w niej pietruszka.
— Czy jedliście jajko? — zawołała matka w rozpaczy. — Chcę wam dać jajka na kolację i nie wiem, czyście już jedli, czy nie. I dlaczego Janek płakał całe rano?
— Jajka nie pamiętam, ale zerwałem pomidora z grządki i zjadłem. Adaś mnie uderzył w plecy i chciał mi go zabrać. Ja nie rozmawiam przy jedzeniu i jestem najgrzeczniejszy.
Janek zza wielkiej góry klocków odezwał się ponurym głosem:
— Tam się tylko je i je, i je. — A po chwili dodał: — I śpi, i myj, i myj ręce.
— Chodźcie umyć ręce — powiedziała matka — i siadajcie do kolacji”.




___________
Maria Zientarowa, Drobne ustroje, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, s. 181.

Pierwsze zdanie: Janek ma trzy i pół roku i patrzy na świat niebieskimi oczyma, w których często maluje się nieufność do otoczenia.

Ostatnie zdanie: A tu jest odcisk łapy Lejka.



-----------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.

Image and video hosting by TinyPic

12 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wszzytko do nadrobienia. Pewnie stoi zapomniana w bibliotece, a na Allegro mozna dostac za grosze.

      Usuń
  2. A ja ciągle jeszcze nie dopadłam "Drobnych ustrojów" i aż Ci zazdroszczę, że Tobie się udało :) U mnie w bibliotece nie było, a więc poszukiwania nadal trwają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, na Allegro czasami mozna dostac po taniosci.

      Usuń
  3. Nie miałam pojęcia o istnieniu tej książki i jak widzę dużo straciłam. Mam nadzieję, że gdzieś uda mi się zdobyć egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiko, ostatnio mam wrazenie, ze te najlepsze ksiazki zostaly napisane juz lata temu. A tak powaznie, to odkrywam na nowo swiat ksiazkowych ramotek i bawie sie przednie.

      Usuń
  4. Czytałam tylko "Portret nocą malowany", książkę dla młodzieży, napisaną pod prawdziwym nazwiskiem - Mira Michałowska. Pamiętam, że mnie ujęła zdolność wnikania w odczucia bohaterów. Po "Drobne ustroje" chętnie sięgnę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Portret..." rowniez mam, ale musi poczekac w kolejce. Ostatnio lubuje sie w starociach i jestem zachwycona. Mam nadzieje, ze i Tobie uda sie przeczytac "Drobne ustroje", bo to swietna zabawa podczas czytania.

      Usuń
  5. Przywołane przez Ciebie fragmenty są naprawdę ciekawe. Rozejrzę się za tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awiolo, wiem, ze lubisz polskich pisarzy, a wiec goraco polecam i Zientarowa.

      Usuń
  6. Książka czeka na swoją kolejkę, ale chyba po Twojej recenzji przyśpieszę, bo ostatnio mam fazę na peerelowskie absurdy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest cudownie peerelowsko absurdalna. Polecam goraco!

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)