Od dawna już zbierałam się w sobie, aby
przeczytać Jeżycjadę, jako nastolatka poznałam pięć pierwszych tomów, a
później... urosłam i zapomniałam o tej serii.
Wspaniale, och wspaniale było się znowu
znaleźć na ulicy Sienkiewicza w Poznaniu i zajrzeć do domu z żółtą wieżyczką,
gdzie mieszka rodzina Żaków.
Zdziwiłam się, że wiele szczegółów nadal
pamiętam, musiałam tylko zdmuchnąć z nich kurz, a one na nowo wywoływały u mnie
rechotanie.
Rodzina Żaków jest bardzo malownicza. Tata,
zwany Żaczkiem, ze swoimi życiowymi, często filozoficznymi, mądrościami. Mama o
duszy artystki, powodująca u mnie nieco nerwowy chichot, bowiem beztrosko
traktuje życie i swe obowiązki, nie za bardzo wie, ile ma pieniędzy w portfelu.
Uroczy dziadek, czytający alfabetycznie klasyków, czasami wychodzący ze swojej
skorupy, gdy na stole pojawia się boczek i kiełbasa lub rodzinne problemy
wyższej rangi. Piękna Julia, przekonana o swojej wyjątkowości i podążająca,
niczym matka, drogą sztuki. Bobcio mający przedziwne pomysły i bujną wyobraźnię,
przyprawiający mnie o palpitacje serca. Wreszcie Cesia, zwana Cielęciną,
widząca w lustrze tylko pospolitą twarz i grube łydki, prawa, obowiązkowa,
kompulsywna. Jakże nie darzyć sympatią taką rodzinkę?
Cudnie było powrócić do czasów, kiedy nie było
komputera, telefonów komórkowych, telewizomanii, plan tygodnia układało się
według wolnych sobót, w kioskach
królował krem do golenia Pollena, a długie kolejki w aptece ustawiały się po
watę.
W grudniowym, odrobinę przedświątecznym już,
nastroju, szczególnie upodobałam sobie fragmenty, kiedy rodzina Żaków
przygotowywała się do Świąt Bożego Narodzenia. Ta przedświąteczna panika mamy Żakowej i akcja z kręceniem maku! Pamiętacie? I to noszenie żywych karpi w
cieknących reklamówkach!
Już prawie czterdzieści lat książka jest
kochana przez młodych czytelników i przez starszych, takich jak ja, również. Lektura
uniwersalna, która pokazuje, jak ważna jest rodzina i przyjaźń. Cieszę się, że
w kolejnych tomach gdzieś tam jeszcze się przewinie Cesia i jej wzdychulec
Jerzy Hajduk.
A teraz zabieram się za lekturę „Kłamczuchy”.
Li i jedynie.
Małgorzata Musierowicz, Szósta klepka, Wydawnictwo AKAPIT PRESS, Łódź 2010, s. 188.
-------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Czas na Jeżycjadę", "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę", "Tydzień bez nowości", "Znalezione pod choinką", "Trójka e-pik".

Oj pamiętam! :D I Cesia w płaszczu Julii i Brodacz :D I malowanie paznokci ze zgrzytaniem zębów i zawiść zawodowa o Marię Callas :D Ach, kocham "Szóstką klepkę" :D
OdpowiedzUsuń:D
UsuńPrzeciez prawie nikt ie chodzil wtedy w nowych rzeczach, zawsze sie donosilo, przerabialo po siostrach, kuzynkach, ciociach i mamach:)
Tak sie ciesze, ze wrocilam do tek ksiazki, wprowadzila mnie we wspanialy nastroj.
A nie tylko wtedy :D Jak poszłam na studia nosiłam kurtkę po młodszej siostrze :)
UsuńDo Jeżycjady wracam średnio kilka razy do roku :D I nie da się zaprzeczyć - nastrój zawsze jest po i w trakcie lektury - wspaniały :)
Ja bylam najstarsza, a i tak nosilam po kuzynkach i ciociach:)
UsuńCiesze sie, ze wyzwanie "Czas na Jezycjade" zmobilizowalo mnie do powrotu do tych ksiazek:), poprawa humoru gwarantowana:)
Małgorzata Musierowicz to moje szczenięce lata...mam nadzieję, że kiedyś znajdę czas na powrót do Jeżycjady:)
OdpowiedzUsuńJa od dluzszego czasu tylko mowilam o powrocie, dzieki Karribie wzielam sie wreszcie za czytanie i jest naprawde fajnie:)
UsuńTaaak, zdecydowanie akcja z kręceniem maku była cudna, i jeszcze potem ta straszliwa rozpacz Julki :) Wspaniała książka, cieszę się, że znalazłaś czas aby ją przeczytać :)
OdpowiedzUsuńZnalazlam, znalazlam i bardzo sie z tego ciesze.
UsuńBiedna Julia i te przesladujace ja myszy:D
O tak :D
UsuńWstyd, nadal nie czytałam ani jednej książki z Jeżycjady :(
OdpowiedzUsuńTo zawsze jest do nadrobienia, szczegolnie, ze to lektura na jeden wieczor:)
UsuńWidzę, że pierwszą część sławnej Jeżycjady masz już za sobą :) "Szóstką klepkę" pamiętam jako niezwykle radosną i ciepłą powieść. Życzę miłej lektury "Kłamczuchy" :)
OdpowiedzUsuńWspaniale bawilam sie przy jej lekturze. Masz racje, to bardzo ciepla i radosna historia.
UsuńDziekuje, nastawiam sie na niezla zabawe:)
Czytałam Musierowicz jako dziecko, a później też jakoś zapomniałam o jej książkach. Chętnie poznam je na nowo, mam nadzieję, że będą mi się podobać :)
OdpowiedzUsuńDoszlam do wniosku, ze czar Jezycjady w ogole nie prysnal, bawie sie przy nich doskonale, tak samo, jak wiele lat temu.
Usuń"Szósta ..." oczarowała mnie kilkanaście lat temu i pozostało tak do dziś;)
OdpowiedzUsuńSwietna jest, na pewno do niej wroce nie raz. W ogole nie wiem, dlaczego nie siegnelam po nia wczesniej:)
UsuńSwojego czasu uwielbiałam Musierowicz. Dzięki za cudne wspomnienia :)
OdpowiedzUsuńCala przyjemnosc po mojej stronie. Wlasnie jestem po lekturze "Klamczuchy", w ktorej przypomnialam sobie poznanskie Mikolajki:)
UsuńWspaniała seria. Niedługo w moje ręce trafi ostatnia część cyklu. Już się nie mogę doczekać. :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie ostatnio rozmawiałam o tej książce z moją przyjaciółką , ale było śmiechu jak sobie to wszystko przypomniałyśmy. Zdecydowanie moja ulubiona część sagi.
OdpowiedzUsuńWprost ja uwielbiam, jak dotad, to tez moja ulubiona czesc :)
Usuń