Top 10 to akcja Futbolowej – autorki blogu „Kreatywa”, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się rożnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta.
To 10: ulubione symbole dzieciństwa
Gdy wspomnę moje dzieciństwo w czasach PRL-u, to uśmiech ciśnie mi się sam na usta. Jak ja uwielbiałam swoje dzieciństwo!
1. Kostka Rubika – czasu na przerwie między lekcjami nigdy się nie marnowało. Pamiętam ten szał na kostkę Rubika. Każdy miał J, największym moim sukcesem było ułożenie dwóch bokówJ. Pamiętam również skakanie na gumie (takiej wyciągniętej z maminych majtekJ), skakanie na skakance, grę w klasy, w chowanego i jojo.
2. Monchhichi – mój kuzyn dostał taka małpkę z zagranicy. Jakże mu zazdrościłam! Uruchomione zostały wszystkie znajomości, rodzina stanęła na głowie i przywieziono mi również taką samą. Jakże ja ją kochałam!
3. Lody Calypso – moje ulubione. Takiego smaku nie znalazłam już nigdy w życiu. Lody pakowane jak kostka masła. Najpierw czekało się trochę, aż się nieco rozpuszczą, później oblizywało papierek, a potem dopiero jadło.
4. Nalepki – w tej szarej, smutnej rzeczywistości zbierało się wszystko co kolorowe. Takie nalepki układało się w klaserach, wymieniało, handlowało. Obowiązkowo przynosiło się do szkoły i oglądało na przerwach.
5. Pepsi – po szkole chodziliśmy do sklepu na Pepsi, kupowało się jedna butelkę „na spółę” i dzieliło się z kilkoma osobami. Jeśli miało się na Pepsi, to był to dobry dzień, częściej kupowało się oranżadę lub piło się łyka od koleżanki.
6. Świat Młodych – gazeta harcerska, kupowałam każdy numer. Były w niej również ogłoszenia dzieci, które chciały nawiązać przyjaźń korespondencyjną. Ja miałam dwie takie korespondencyjne przyjaciółki. Z jedną utrzymuję kontakt do dziś.
7. Magnetofon Kasetowy Unitra Kapral – mój pierwszy i najukochańszy. Wreszcie mogłam słuchać moich kaset np. z Modern Talking J
8. Guma Donald – każdy żuł i zbierał obrazki. Gumy kulki teżJ
9. Buty Relaks – miałam, oczywiście czerwone i większość osób w klasie również. Innych nie byłoJ. Pamiętam jeszcze szał na plastikowe buty. O matko! Koniecznie na maluteńkim obcasie.
10. Mój rower Wigry 3 – jedyny, najukochańszy. Po szkole nikt nie siedział w domu. Jeździliśmy na rowerach, bawiliśmy się w lesie w Indian, budowaliśmy szałasy, domki, strzelaliśmy z łuku, (byłam przeważnie żoną wodza indiańskiego J), bawiliśmy się na budowach.


Z tą gumą marki Donald to były w mojej klasie przechery. Donalda można było zakupić jedynie w "budzie", tudzież "warzywniaku", cośmy to go mijali wracając z religii (czy ktoś jeszcze pamięta religię popołudniami dwa razy w tygodniu?). Słodkie lata podstawówki. Pewnego dnia kolega Darek, co to ze mną zarówno do szkoły jak i na religię chadzał, przyniósł do szkoły duże ilości Donalda. Tak duże, że każdemu po dwie sztuki dał. Guma gumą, ale przecież te historyjki obrazkowe się wtedy zbierało!
OdpowiedzUsuńZa dawa-trzy dni się powtórzyło. Potem znowu, po dniach kilku.
Okazało się, że mój kolega Darek dobrał się ojcu do wypłaty...ale chciał się podzielić szczęściem z nami wszystkimi...
Ponoć policja była potem w to jakoś zamieszana, ale ileż ja komiksów z Donaldem dodałam wtedy do swojej kolekcji...Ciekawe co Darek teraz robi ;)
Pamietam te budy=warzywniaki z zagranicznym towarem normalnie w Polsce niedostepnym. Lubilam kolo takiego chodzic, aby poogladac wystawy:). Mialam szczescie, bo mama kupowala ta kawe, wiec i mnie te gumy przy okazji:)
UsuńCiekawe co robi Darek:). Swietna historie opowiedzialas:)
UsuńZ Twojej listy z moim dzieciństwem kojarzy mi się głównie guma Donald (i Turbo!) oraz skakanie przez gumę. Do kostki Rubika nigdy nie miałam cierpliwości. :P
OdpowiedzUsuń
UsuńAch te historyjki obrazkowe z gum! :)
Skakac na gumie lubilam, chociaz bylam kiepska, podobnie szlo mi z kostka Rubika :)
Buty Relax:)Też miałam-szare.Lody były przepyszne i jeszcze była wtedy oranżada w woreczkach:) I saturatory....i jeździł na rowerze facet,co "noże,nożyczki ostrzę":) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń
UsuńRelaxow nigdy nie zapomne:), byly takie brzydkie:). Oranzada w woreczkach, co za slodkie paskudztwo:).
U mnie facet ostrzacy noze nie jezdzil lub nie pamietam
Rozwniez cieplo pozdrawiam.
Zupełnie już zapomniałam o małpkach i lodach calypso. U mnie nie wymieniało się naklejek, tylko kolorowe karteczki z notesów, najchętniej z postaciami z bajek. Do tego była oczywiście guma, nawet nie z maminym majtek, bo można ją było wtedy kupić w każdym kiosku, a kto ją miał, ten rządził :). Furorę robiły też sprężynki skaczące po schodach i piłeczki kauczukowe.
OdpowiedzUsuń
UsuńWidzisz, a ja zapomnialam o sprezynie i pileczkach :)
Jak dobrze sobie powspominac:)