„Dziewczęta z Szanghaju” Lisy See opowiadają o dwudziestu latach życia
dwóch sióstr: Pearl i May. Ich życie jest pretekstem do pokazania Szanghaju tuż
przed wybuchem drugiej wojny światowej, a później losów emigrantów chińskich
„na Złotej Górze” – czyli w Stanach Zjednoczonych.
Siostry poznajemy w 1937 roku. Szanghaj
nazywany jest Paryżem Azji, miastem różnych kultur, bardziej zachodnim, niż
chińskim. Takie są też Pearl i May, modelki pozujące do kalendarzy, nazywane
pięknymi dziewczętami. Wywodzą się z wyższej klasy społecznej, opływają w
luksusy, noszą zachodnie ubrania i prowadzą życie niczym prawdziwe paryżanki. Ich
beztroska dola kończy się, kiedy ich ojciec przegrywa fortunę i aby zdobyć
pieniądze na pokrycie długów aranżuje im małżeństwa z rodakami mieszkającymi w
Ameryce. Nowe związki mają być gwarancją na nowe, lepsze, dostatnie życie.
Początkowo pragnęły uciec i nie wypełnić woli ojca, są przecież młodymi
kobietami, które podążają zgodnie z duchem czasów, nie kultywują chińskich tradycji,
nie wierzą w przesady i zabobony, a tym bardziej w aranżowane związki. Niestety
Japonia uderza na Chiny i dołączenie do małżonków wydaje być się jedyną szansą
i nadzieją na lepsze życie…
Powieść Lisy See opowiada o
relacjach, przede wszystkim tych siostrzanych. Pearl i May pomimo wszystko
nigdy się nie rozstają, kochają się i nie lubią, kłócą się i godzą, są egoistyczne i altruistyczne,
zazdrosne i wspaniałomyślne. Każda z nich jest przekonana o swojej racji i
krzywdzie, zazdrości „lepszego” losu tej drugiej… Lektura ta pokazała mi jak powstają fundamenty
chińskiej rodziny, zrozumiałam, że syn gwarantuje nie tylko przedłużenie rodu i
nazwiska, ale także pamięci o przodkach, którzy będą dalej czczeni i niezapomniani.
„Dziewczęta z Szanghaju” pokazują, że proces
asymilacji w nowym kraju jest bolesny i długotrwały, zamiast
lepszego życia spada się na sam dół drabiny społecznej, gdzie trzeba zaczynać
od zera, walcząc o każdy dzień i mając świadomość bycia obywatelem trzeciej
kategorii. W oczach rodzimych mieszkańców amerykańskiej ziemi kolor skóry i język ojczysty determinuje ich, uchodzą za obcych, a nawet wrogów. Najpierw utożsamiani są ze znienawidzonymi Japończykami, a później ze znienawidzonymi komunistami i nie ma znaczenia, jak długo tam mieszkają, czy się tam urodzili, co zrobili dla samych Amerykanów. Wtedy też, tak daleko od kraju, zaczyna się doceniać swoje korzenie i tradycje, albowiem nigdy nie pozwolono im poczuć, że są u siebie.
Nieśpieszna to lektura, bez gwałtownych zwrotów akcji, opowiedziana z punktu widzenia
Pearl, której przyszło walczyć o siebie i swoich bliskich w tak trudnych
czasach i warunkach. Zakończenie jest
otwarte i pewnie wzbudziłoby we mnie mieszane uczucia i spory niedosyt gdyby nie to, że kolejna
część tej opowieści „Marzenia Joy” – czeka na półce. Książkę czyta się dobrze, więc z chęcią dowiem
się, jak potoczyły się losy sióstr.

Bardzo podobała mi się ta książka. A zakończenie zszokowało i z niecierpliwością czekałam na kontynuację. Mam już na półce "Marzenia Joy", ale jeszcze się nie zabrałam za czytanie. Lisa See potrafi zaczarować czytelnika, zachęcić do zainteresowania chińską kulturą i pokazać jedno wydarzenie z wielu perspektyw.
OdpowiedzUsuńTak, Lisa See ma bardzo dobre pióro, świetnie się czyta. Cieszę się jednak, że przeczytałam „Dziewczęta…” dopiero teraz, bo moja niecierpliwa natura nie musi czekać na kontynuację. Oczekuję, że “Marzenia Joy” będą równie dobre.
OdpowiedzUsuńLisa See oczarowała mnie swoim "Kwiatem Śniegu i sekretnym wachlarzem". Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, to było kilka lat temu.
OdpowiedzUsuń"Dziewczęta..."przeczytałam stosunkowo niedawno, podobały mi się ale już nie tak. Mimo to zamierzam sięgnąć po wszystko co napisała bo podobnie jak Ty uważam że pisze sprawnie i dobrze się ją czyta.
To moje pierwsze spotkanie z Lisa See, ale jak piszesz, ze moze byc jeszcze lepiej, to serce az mi sie raduje:)
UsuńRównież dla mnie to było pierwsze spotanie z autorką i byłam pod wielkim wrażeniem. Na szczęście gdy czytałam, na rynku była juz dostępna druga część, bo nie wiem co bym zrobiła gdyby autorka zostawiła mnie z takim otwartym zakończeniem ;-)
OdpowiedzUsuńGdybym ja miala czekac na kontynuacje, to chybabym pekla ze zlosci:)
UsuńMam jeszcze kilka innych ksiazek tej autorki i szczerze mowiac - spodziewam sie wiele:)