Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Bruczkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Bruczkowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2013

BEZSENNOŚĆ W TOKIO, Marcin Bruczkowski


Już od kilku lat irytował mnie fenomen książki Marcina Bruczkowskiego „Bezsenność w Tokio”. Wiele razy słyszałam lub czytałam, jak dobra to jest książka, ale niestety nie mogłam się tym przekonać sama, bo nakład był już dawno wyczerpany, a ceny używanych egzemplarzy na Allegro zwalały z nóg. Kocham literaturę, ale nie za każdą cenę. Tak więc trwałam w denerwującej mnie nieznajomości tej książki przez dłuższy czas. Wznowienie „Bezsenności w Tokio” ucieszyło mnie bardzo, wreszcie mogłam przekonać się sama o co chodzi z tą książką i dlaczego jest tak bardzo polecana.

Trudno jest mi określić, czym jest „Bezsenność w Tokio”. Autobiograficznym przewodnikiem po Tokio? Dziennikiem młodego gajdzina? Zbiorem reportaży z dziesięcioletniego pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni? Pewnie wszystkim po trochu, ale szczerze mówiąc nie mam zamiaru wtłaczać tej książki w jakiekolwiek literackie ramy z prostego powodu – jak na literaci debiut czyta się świetnie. Marcin Bruczkowski ma nie tylko lekkie pióro, doskonale poczucie humoru, ale także świetny zmysł obserwacji. Widzimy zatem Japonię, a w szczególności Tokio, z takiej strony, której jako turyści nigdy nie poznamy. Bo też nikt nie będzie zapuszczał się w kręte uliczki Tokio, które często nie mają nazw, a numery domów nie są według kolejności, to znaczy są – ale budowania, co w efekcie znaczy, że zupełnie przypadkowe. Pewnie niewielu dotrze do mikroskopijnych barów, gdzie podaje się lokalne, kulinarne smakołyki, a pojedyncze osoby wejdą do miejscowych pubów z kilkoma stolikami, gdzie można napić się znakomitego, jak przekonuje pan Marcin, japońskiego piwa. Mam oczywiście świadomość, że opisana tokijska rzeczywistość z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wygląda teraz zupełnie inaczej, a pewne wiadomości już się zdezaktualizowały, ale to nieistotne. W „Bezsenności w Tokio” zawarte są migawki z dziesięcioletniego tokijskiego pomieszkiwania, a jedna, opisana sytuacja potrafi nam pomóc zrozumieć kolejną. Z autorem przemierzamy nocną porą tokijskie uliczki, wsiadamy do autostopu i gościmy w domach Japończyków, a także poznajemy realia życia studenta i nauczyciela angielskiego, salarymana, a później biznesowego konsultanta. Mamy też okazję wejść do ciasnych, tokijskich mieszkań, które mają wielkość polskich łazienek, a często są jeszcze dzielone, na przykład z prawie dwumetrowym Amerykaninem. Dowiemy się też dlaczego Japończycy podrzucają na róg sklepu używane telewizory i wszelkie inne sprzęty elektroniczne oraz wiele innych, ciekawych rzeczy, z których najbardziej interesującą dla mnie było ta, jak gajdzin widzi Japończyka, a Japończyk gajdzina.
Wszystko okraszone niezwykle egzotyczną sake zrobioną ze słomy (tak, tak! Żubrówka jest wszędzie!) oraz zwróceniem uwagi na piękniejszą część japońskiego społeczeństwa, jak na młodego, gorącokrwistego człowieka przystało.

Lektura niezwykle przyjemna, co zaowocowało odwiedzeniem strony autora, gdzie dowiedziałam się, że w tym roku ma być wznowiona kolejna książka Marcina Bruczkowskiego „Zagubieni w Tokio”, a być może także „Singapur czwarta rano”, chociaż tutaj powstanie prawdopodobnie druga część, więc autor jeszcze się waha. I najważniejsze – Marcin Bruczkowski ukończył nową książkę, która też ma się ukazać w tym roku.



___________
Marcin Bruczkowski, Bezsenność w Tokio, Znak, Kraków 2012, s. 393.

Pierwsze zdanie: Co ja tutaj robię?

Ostatnie zdanie: Japonia macha mi wesoło ręką, po czym wzywa nastepnego pasażera. Sayonara.



-------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Polacy nie gęsi, Nie tylko literatura piękna, Trójka e-pik.


Image and video hosting by TinyPic