czwartek, 16 kwietnia 2015

ZAWOŁAJCIE POŁOŻNĄ, Jennifer Worth

Jennifer Worth postanowiła napisać książkę o położnych po przeczytaniu w 1998 roku w magazynie „Midviwes” artykułu „Wizerunek położnej w literaturze” autorstwa Terri Coates, z którego dobitnie wynikało, że takowego praktycznie nie ma. Kilka położnych wspomnianych jest w książkach Czechowa, w innych przewijają się na stronach niemal jednozdaniowo. Autorka, która przez ponad dwadzieścia lat praktykowała zawód położnej, postanowiła to zmienić. Książka „Zawołajcie położną” oraz jej kolejne części, okazały się absolutnym hitem nie tylko w Wielkiej Brytanii.
Do książek okrzykniętych hitami podchodzę z ogromną podejrzliwością, najeżam się i czekam, aż fala sukcesu nieco opadnie, aby poczytać również i te niezbyt pochlebne recenzje. W przypadku „Zawołajcie położną” takowych się nie doczekałam, za to obserwowałam sukces ekranizacji, gdzie w roli Chummy obsadzono moją ulubioną brytyjską aktorkę komediową Mirandę Heart. Nie skusiłam się jednak na obejrzenie serialu, bo mimo wszystko zawsze wolę przeczytać najpierw książkę, a później zobaczyć film.
Blisko sześć lat temu sama zostałam mamą, rok temu po raz drugi, niezwykle trudne i skomplikowane ciąże, ryzykowne porody, trudny okres noworodkowo-niemowlęcy, skutecznie odciągnęły mnie od tego typu literatury. Przede wszystkim zaś nie miałam nastroju czytać o pracy po pracy.

Idea położnictwa w wydaniu brytyjskim jest mi szczególnie bliska. Położna nie jest tutaj asystentką lekarza, a indywidualną, często niezależną profesjonalistką. Położna nie jest obcą osobą, którą spotyka się na kilka godzin na sali porodowej, to ktoś zaufany, kogo poznaje się przez całą ciążę, a nierzadko także ma się z nią kontakt na porodówce czy oddziale położniczym. To ktoś, kto zostaje wpuszczony do prywatnego życia, poznaje problemy swojej podopiecznej i towarzyszy jej dziewięć miesięcy i dłużej, bo przecież wraz z urodzeniem dziecka rola położnej się nie kończy. Oczywiście wszystko zależy gdzie i jak, ale można wybrać taki wariant ciąży i porodu, który nam najbardziej odpowiada.

Niejednokrotnie ze wzruszeniem przerzucałam kolejne strony książki i kiwałam ze zrozumieniem głową. Młodziutka Jennifer, która uczy się położnictwa od sióstr z domu Nonnata, opowiada nam nie tylko o swojej profesji, jej blaskach i cieniach, ale głównie o kobietach z ubogiego londyńskiego East Endu, gdzie czaił się brud, smród i ubóstwo, a w domach często poza wszami, kiepskim jedzeniem i gromadą dzieci nie było niczego innego.  Kobiety, którym przyszło żyć w takich trudnych warunkach, zostały heroinami powieści Jennifer Worth.

Molly – żona brutala, która każdego dnia walczy o to, aby jej garstka dzieci przeżyła i nie drażniła ojca swoją obecnością. Pani Jenkins - oszalała żebraczka błąkająca się po ulicach, która pod długim płaszczem skrywa ogromną tragedię. Młodziutka prostytutka Mary, która rodzi swoje pierwsze dziecko i tragiczne konsekwencje tegoż. Concita – matka dwudziestu pięciorga (!) dzieci, która zjawia się w Londynie jako dwunastoletnie dziecko przywiezione po wojnie z Hiszpanii przez swojego przyszłego męża. A to tylko kilka historii. Historia Concity, która jest kochająca i kochaną matką, ale wydaje się nieco opóźniona umysłowo, jest tą opowieścią, która wstrząsnęła mną najbardziej. Skąd wiedziała, że jej dwudziestoośmiotygodniowe dziecko potrzebuje najbardziej na świecie jej jako inkubatora, wyścielonego miłością i ogromną intuicją? Takie dzieci nie miały praktycznie wtedy szans na przeżycie. Jej zaparcie i przekonanie, że dziecko nie umrze, uratowało nie tylko jej maleństwo, ale także ją samą. Jak małe jest takie dziecko? Wielkości dłoni dorosłego mężczyzny, ważące tyle co paczka cukru. Bądź mniej. Ponad 60 lat temu Concita wiedziała o kangurowaniu, chociaż wtedy jeszcze o tym nie wiedziano w ówczesnej Europie. Fascynujące.

Nie tylko pacjentki Jennifer są ciekawymi postaciami. Wśród zakonnic mieszkających w Domu Nonnata znajdziemy wiele indywidualności.  Uduchowione, eteryczne, ale niewyświęcone na piedestale, stąpające twardo (na ogół) po ziemi: siostra Evangelina – praktycznie pozbawiona humoru, siostra Julienne – przewodniczka duchowa Jennifer, czy wreszcie moja ulubienica – Monica Joan – inteligentna, wodząca wszystkich za nos, jeśli tylko rozum jej nie zawodził.

Wśród koleżanek Jennifer największą sympatię wzbudziła u mnie niezgrabna olbrzymka – Chummy, wywodząca się ponoć z arystokratycznej rodziny. Zarówno autorka, jak i jej córki twierdziły, że Chummy jest postacią prawdziwą. Jednakże jej zdjęcia gdzieś zaginęły, a nazwisko okazało się fałszywe, jak i kilka detalów z jej życia. Spore grono wielbicieli Chummy starało się zidentyfikować tą wielką położną o ogromnym sercu, ale niestety im się to nie udało. Trwają więc dyskusje, czy aby na pewno Chummy istniała, a może po prostu autorka postanowiła chronić jej prywatność. Zresztą nieważne, postać Chummy chwyta za serce, a w kolejnych częściej jej rola jest większa.

„Zawołajcie położną” to książka napisana z pasją i humorem, toteż zamierzam śledzić koleje losów głównych bohaterek, ale tym razem już po angielsku. Mam ochotę przekonać się, jak brzmi cocney w wydaniu Jennifer Worth. 


_____________
Jennifer Worth, Zawołajcie położną, przeł Marta Kisiel-Małecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 376.



Image and video hosting by TinyPic

12 komentarzy:

  1. "Call the Midwife" to bardzo popularny serial w Anglii, słyszałem o nim dużo dobrego, więc książkę zakupiłem, jak tylko została u nas wydana. I na razie cierpliwie czeka, bo książek do przeczytania całe rzędy :)
    pozdrawiam
    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak popularnosc tego serialu przeszla wszelkie oczekiwania, ale to takze zasluga dobrej obsady i niezlej produkcji w wykonaniu BBC.
      O cierpliwie czekajacyhc ksiazkach moglabym napisac epopeje:)
      Ostatnio nie mam glowy do wymagajacej literatury, totez czytam ksiazki jakie czytam;)

      Usuń
  2. Wspaniała książka, poruszająca emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw obejrzałam serial (pierwszy sezon), a niedawno przeczytałam książkę i jestem nią absolutnie zauroczona. Bardzo chciałabym przeczytać kolejne części, ale na cockney w wydaniu Worth raczej się nie skuszę. Mam nadzieję, że Literackie wyda kolejne tomy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, z tego co wiem druga ksiazka planowana jest na 2015, wiec nie bedziesz musiala dlugo czekac:)

      Usuń
  4. To już kolejna recenzja tej książką, od kilku dni widzę wzrosła jej popularność. Chętnie i ja po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojecia, czy popularnosc wzrosla:)
      Mieszkam w UK i tutaj bum na ksiazki Worth nieco juz opadl :)
      Ksiazke czyta sie dobrze, ja moge tylko zachecic do siegniecia po nia :)

      Usuń
  5. Podobała mi się ta książka. Lubię czytać o macierzyństwie a tu temat ujęty bardzo dosłownie :) Mam nadzieję na kolejne części o położnej Jenny.
    Historia Concity i ze mną została na długo i poruszyła mnie głęboko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie da sie pisac o pracy poloznej bez doslownosci, inaczej straciloby to sens i sile przekazu.
      Dzieki Worth Concita pozostanie niezapomniana. Zrobilam male rozeznanie i milosnicy tej ksiazki w UK dotarli do zrodel, ktore potwierdzaja prawdziwosc tej historii:)

      Usuń
  6. Cudowna opowieść! Byłam zachwycona i humorem, i sposobem przedstawienia londyńskich realiów społecznych tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z kolei ja aktualnie z chęcią zagłębiam się w lektury o tematyce okołoporodowej i macierzyńskiej, dlatego aktualnie zaopatrzyłam się w "Położną" Kalyty, a po niej z pewnością przyjdzie czas na "Zawołajcie położną". :)

    OdpowiedzUsuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)