Po znakomitej „Kalamburce” podeszłam do „Języka
Trolli” trochę najeżona i z dużą dawką nieufności. I cóż, nie było genialnie, ale
również nie było tak źle. To wszystko za sprawą najstarszej pociechy Idy – Józinka
Pałysa, charakternego, bystrego, prowadzącego monologi wewnętrzne, chłopca. Jako
przeciwwagę mamy Grzegorza Ignacego - przeintelektualizowanego,
nieprzystosowanego do normalnego życia, który jeśli nie może się włączyć do jakieś
zabawy, to stara się ją zepsuć innym. Sama akurat uważam, że jeśli dziecko
wraca z podwórka umorusane, nawet z dziurą w spodniach, ale za to z błyskiem w
oku, to świadczy to o tym, że wyśmienicie się bawiło. Ważny jest ten balans pomiędzy
edukacją, a zabawą i byciem po prostu dzieckiem.
Staszka Trolla to także jasny promyk „Języka
Trolli”. Niesamowita dziewczyna, która sama borykając się z ciężką chorobą,
pozbawiona włosów, potrafi odnaleźć radość w życiu, korzystać z każdego dnia i
jeszcze swoimi ideami zarażać innych. Wspaniałą dziewczynę wybrał sobie Józinek
na obiekt swoich westchnień i wierzę, że kluje się tu wspaniała historia miłosna,
a za takimi przepadam.
Co mi się nie podobało to to, że zadziorne, pełne
niegdyś werwy, dorosłe bohaterki „Jeżycjady”, jak chociażby Ida, zostały odarte
z tej niezwykłości i wtłoczone w szablon zapracowanych mamuś czy kur domowych.
Pojawia się też pierwsza bohaterka, niebędąca
nawet mężatką, która idąc z „duchem czasu” zachodzi w nieplanowaną ciążę. Mowa
o uroczej Pyzie i wybitnym panu Schoppe, który widząc efekt ich namiętności kuli
ogon pod siebie i marzy tylko o tym, aby zniknąć za oceanem i kontynuować swoją
karierę. Przyznaję, że bardzo mnie zaskoczył ten epizod, jako że w „Jeżycjadzie”
zawsze czuć dominikańskiego ducha i po prostu nie spodziewałam się, że Małgorzata
Musierowicz zdecyduje się na taki twist. Jako, że dotąd w „Jeżycjadzie” nie było
samotnej, niezamężnej matki (Gabrysia, która była zamężna i porzucona się nie
liczy), to pokuszę się o prognozowanie, że zostanie zrobione wszystko, aby Pyza
połączyła się ze swoim ukochanym Fryderykiem.
Nie, nie żałuję, że sięgnęłam po “Język Trolli”, czytało się lepiej niż
przypuszczałam.
______________
Małgorzata Musierowicz, Język Trolli, Akapit Press, 2012, s. 208.
-----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę, W prezencie.

Przy okazji recenzji mojej ulubionej serii spieszę donieść, że udało mi się zdobyć na Targach w Katowicach "Frywolitki". Jeszcze raz dziękuję, że zwróciłaś na nie moją uwagę:)
OdpowiedzUsuńBardzo sie ciesze i gratuluje! Ja je sobie podczytuje wyrywkowo, a za porzadna lekture wszystkich czesci zabiore sie chyba dopiero jak skoncze cala "Jezycjade" ;)
UsuńTeraz Musierowicz smakuje jakoś inaczej, niż przed laty. Dla mnie jej bohaterki muszą zostają nastolatkami. Do tej pory pamiętam Kłamczuchę i telefon milczący, jak ciemny grobowiec. I niech tak zostanie :)
OdpowiedzUsuńMnie rowniez najbardziej do serca przypadly poczatkowe tomy oraz "Kalamburka".
UsuńSzkoda, ze Borejkowny musza dorastac, nawet w ksiazce.
Jejku, prawie nic z "Jeżycjady" nie pamiętam. A nawet mam cały komplet (poza tymi najnowszymi). Z jednej strony chętnie bym sobie przeczytała, z drugiej... boję się rozczarowania.
OdpowiedzUsuńMnie zas wysmienicie sie czyta. Widac nie wyroslam jeszcze z Jezycjady, chociaz wiek, w ktorym podobno zaleca sie ja czytac przekroczylam juz daaaawno temu.
UsuńJa osobiście nie przepadam za Trollą, chociaż, nie przeczę, jest piękną postacią. Pewnie dlatego "Język Trolli" to część, którą niespecjalnie lubię. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńMnie Trolla wzruszala tym w jaki sposob podchodzila do zycia, a przede wszystkim do wlasnej choroby. Nie jest to moja najulubiensza czesc, ale zdecydowanie nie jest najgorsza.
UsuńO tej części już raczej nie czytałam ;) może jak będę miała nieco więcej czasu to uda mi się nadrobić całą serię od poczatku do końca :)
OdpowiedzUsuńZostaly mi jeszcze cztery czesci plus zapowiadana "Wniczka do orzechow". Ciekawe, jakie wrazenia bede miala po przeczytaniu calosci. Moze uda mi sie doczytac w najblizszych miesiacach. W sumie to moej ksiazki na odstresowanie, wiec jest to dosyc realne, bo stresow mam sporo ostatnio ;)
UsuńStanisławę pamiętam doskonale, a i Grzegorza też - gorzej z Józinkiem ;)
OdpowiedzUsuńJozinek zapadl mi gleboko w pamiec, doczytalam gdzies tam, ze pojawia sie jeszcze w kolejnych czesciach. Ciekawe, czy spodoba mi sie rowniez w nieco starszej wersji...
Usuńmnie się "Język Trolii" bardzo podobał :) zresztą ja kocham miłością bezwarunkową całą Jeżycjadę ;p
OdpowiedzUsuń