Pierwsze dwa tomy „Dziennika Bridget Jones” przeczytałam kilkanaście lat temu. Wtedy wiecznie odchudzająca się i poszukująca miłości Brytyjka bawiła mnie do łez. Sądziłam, że jeśli kiedykolwiek pojawi się trzecia część jej zapisków, to będzie dotyczyła wspólnych losów z panem Darcy. Jakże się myliłam. Już kilka dni przed spodziewaną premierą gazety w Wielkiej Brytanii krzyczały nagłówkami, że pan Darcy nie żyje, a Bridget jest wdową z dwójką dzieci. Nie podobała mi się ta opcja do tego stopnia, że postanowiłam książki nie czytać. Nie mogłam sobie wyobrazić dalszych losów Bridget, jeśli nie ma tam miejsca dla Marka. Ciekawość jednak zwyciężyła, a że podarowano mi książkę, to w przypływie gorszego nastroju zaczęłam czytać.
Już od pierwszych stron Helen Fielding wprowadza nas w świat pięćdziesięcioletniej wdowy z dwójką dzieci, pozbawiając złudzeń co do osoby Marka Darcy’ego. Bridget mimo upływu lat niewiele się zmienia. Sporo bałaganu w jej życiu wewnętrznym i zewnętrznym, wiecznie ściganie się z czasem i totalny brak organizacji. Staje się nowocześniejsza, bardziej interesuje się sprzętem elektronicznym i oswaja Twittera. Liczy więc nie tylko kalorie, ale także obserwatorów na owym Twitterze. Jest bardzo samotna i tęskni za Markiem, wspominając wspólne lata życia jako te najszczęśliwsze w życiu. Bardzo stara się być dobrą matką dla syna i córki, co w jej odczuciu słabo jej wychodzi. Być może spóźnia się po nich do szkoły i nie ogarnia wszystkich imprez towarzyszących bujnemu, szkolnemu życiu, ale kocha ich ogromnie, wierzy w nich i motywuje.
Na Twitterze poznaje również atrakcyjnego Roxstera, z którym nawiązuje romans, mija wszak pięć lat od śmierci Marka i mimo tęsknoty życie toczy się dalej. Trzydziestolatek różni się wszystkim od pana Darcy’ego, ale zaskakuje tym, że da się lubić i ma specyficzne poczucie humoru, które szczególnie objawia się podczas sms-owania. Mentalnie pięćdziesięcioletnia Bridget i trzydziestoletni Roxster są dokładnie na takim samym poziomie, ale metryka przecież nie kłamie...
Pojawia się też pewien tajemniczy nauczyciel – pan Wallaker...
Mam mieszane uczucia po przeczytaniu książki. Rozumiem wybieg autorki, która uśmiercając Darcy’ego nie doprowadza do zrzucenia go z piedestału doskonałego, angielskiego dżentelmena i największej miłości Bridget. O czym mogłaby być trzecia część „Dziennka Bridget Jones” z panem Darcy’m? O kolejnym małżeństwie mierzącym się z troskami dnia codziennego, o słownych potyczkach, rozwodzie? W książce jest w jak życiu – nawet największa i najbardziej romantyczna miłość może się kiedyś niespodziewanie skończyć.
Sama pięćdziesięcioletnia Bridget jawi mi się nieco miej autentyczna i już nie tak zabawna, jak w poprzednich częściach. Wulgarne zwroty rażą mnie w ustach osoby w średnim wieku i to na dodatek matki dwójki dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Pewnie sama się starzeję, ale pewne zachowania mogą jeszcze bawić u trzydziestolatki, ale u osoby dwadzieścia lat starszej zaczynają nieco drażnić i nużyc. Książka wydawała mi się też nieco przegadana, a pojawiające się wszy zabawne są na początku, później już jakoś nie tak bardzo. Myśli podczas lektury gdzieś ulatują, uwaga się rozprasza w oczekiwaniu na jakiś zwrot, bo nie ma już tego tempa akcji, a to, co było śmieszne w latach dziewięćdziesiątych, teraz już jakoś tak nie śmieszy.
Koniec książki można łatwo przewidzieć i należy do tych z gatunku szczęśliwych.
W sumie miło było znowu spotkać się z roztrzepaną Bridget, ale czy chciałabym przeczytać kolejną część dziennika? Nie jestem pewna. Chyba że będzie to o siedemdziesięcioletniej, nieszablonowej babci Bridget Jones.
____________
Helen Fielding, Bridget Jones: Mad about The Boy, Jonathan Cape, London 2013, s. 390.
------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Tea Time z Corridą, Originaliter.

O siedemdziesięcioletniej Bridget mogłabym przeczytać ale o tej pięćdziesięcioletniej nie przeczytam. Totalnie mnie odrzuca pomysł ze smiercią Darcy'ego i Bridget romasującej z o połowę młodszym facetem.
OdpowiedzUsuńWiesz to takie na czasie, aby pokazac, ze kobieta w kazdym wieku ma prawo do satysfakcjonujacego zycia seksualnego;)
UsuńPewnie :) Do tego ma prawo do własnego życia nawet mając dzieci ( czyt. rób co chcesz a dzieci sadzaj przed tv) i nie daje się zapędzić do uwłaczających kobiecie zajęć typu gotowanie i prasowanie. W jakimś dziwnym świecie żyjemy :)
UsuńJak to Mark Darcy nie żyje??? :-(
OdpowiedzUsuńI nie pociesza mnie fakt, że Bridget Jones w trzecim tomie to już pięćdziesięcioletnia osoba, z której ust padają wulgarne wyrażenia. Trochę to niesmaczne.
Hmm, może przeczytam tę książkę, oczywiście, kiedy już wyjdzie na polskim rynku, w ramach dokończenia cyklu. Najlepsza była pierwsza część przygód Bridget. Druga już tak nie bawiła. W takim razie co będzie w moim odczuciu z tomem trzecim...
To niestety nie jest juz tajemnica, a wiec spojlera nie popelnilam.
UsuńNiestety sporo slow na f sie przewija, miedzy innymi. Dwoch pierwszych czesci nie czytalam w oryginale, wiec nie wiem, czy tez tak bylo. Tlumaczenie polskie raczej lagodne bylo, o ile dobrze pamietam.
Nie mam watpiwosci, ze ksiazka wkrotce pojawi sie i w Polsce, a i film pewnie tez powstanie.
Obawiam sie, ze trzecia czesc jest jeszcze gorsza od drugiej.
Oooo. Wolałabym, żeby autorka nie dopowiadała ciągu dalszego :-(
OdpowiedzUsuńFielding wie, ze czytelnicy kochaja Bridget Jones, a za tym poplynie strumien pieniedzy plus prawa do zekranizowania.
UsuńSprawe Darcy'ego przemyslalam sobie i juz nie boli mnie jego brak w kolejnej czesci.
Nie przepadam za Bridget Jones, nie przeczytam.
OdpowiedzUsuńRozumiem, ja sie lubi albo nie.
UsuńA to niespodzianka z tym Darcy'm! Nie czytałam żadnych informacji i treści, więc totalnie mnie zaskoczyłaś tą informacją. Tę część przeczytam z sentymentu do "starej" Bridget. Ciekawe kiedy ukaże się w Polsce.
OdpowiedzUsuńPewnie niedlugo, jeszce na fali swiatowego szumu.
UsuńDla mnie i tak najlepsza pozostanie czesc pierwsza, przy ktorej najwiecej sie smialam.
Też sięgnęłam po pierwsze dwa tomy kilka lat temu, ale nie podoba mi się co autorka zrobiła z Darcy'm!, ale i tak pewnie sięgnę
OdpowiedzUsuńMoja pierwsza reakcja rowniez byla na "nie", ale siegnelam i nie zaluje. Nie jest to lektura wysokich lotow, ale przeczytac mozna.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńFilmowa wersje bardzo lubie, a Renée Zellweger faktycznie fenomenalna w roli Bridget.
UsuńCo Bridget ma 50 lat ?! A Darcy nie żyje! :O dobrze, że to u Ciebie przeczytałam bo miałam zamiar zamówić książkę ale w takim wypadku będę ją omijać szerokim łukiem
OdpowiedzUsuńMoze ci jednak kiedys przejdzie? Sama opieralam sie niezbyt dlugo ;)
UsuńBridget mówię "nie", przynajmniej tej książkowej. Filmowa wersja podobała mi się całkiem całkiem, ale Bridget z książki jedynie mnie irytowała. Na pewno nie sięgnę po 3 część, bo też uważam, że kobiecie w średnim wieku nie przystoi zachowanie Bridget. Poza tym, pewnych historii lepiej nie ruszać, Bridget na zawsze powinna zostać trzydziestolatką, która w końcu znalazła miłość. Samotna wdowa mnie nie przekonuje w przypadku tej postaci.
OdpowiedzUsuńOj tak, ja też nie lubiłam książki! Film wydawał mi się uroczy, ale książkowa Bridget była zawsze zbyt wulgarna i wkurzająca jak na mój gust. Jestem w stanie zrozumieć brak Marka i to romansowanie. W końcu gdy same będziemy po pięćdziesiątce na pewno nie będziemy chciały, żeby ktoś nas uważał za stateczne matrony. Ale gdzieś wyczytałam że Bridget w roli matki jest jak Scarlett O'Hara i to już mnie mierzi. Że bardziej zajmuje się Twitterem niż dziećmi.
UsuńMysle, ze Fielding liczyla na to wielkie poruszenie, ktore wywola wdowienstwem Bridget i romansowaniem z duzo mlodszym mezczyzna.
UsuńMimo wszystko w ksiazce to dobra matka, moze nie zawsze zaradna, ale kochajaca dzieci. Twittera jest duzo, ale zaglada do niego w nocy, gdy dzieci spia lub sa w szkole. Romansowanie tez ma utrudnione, bo ktos musi sie zajac dziecmi, gdy ona wychodzi wieczorem na randke.
Nie moge sobie przypomniec, czy poprzednie czesci ksiazki rowneiz byly dosyc wulgarne, bede musiala kiedys przy okazji przewertowac.
Nie czytałam żadnej części, poprzestałam na filmie, który nie powiem by mnie nie bawił.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się jednak skąd ta tendencja w literaturze i filmie do wulgaryzmów, których też nie znoszę, chyba że jest to typowo męska, mocna literatura, i w tej mogę to znieść. Nie jestem również za traktowaniem kobiet w średnim wieku jak nastolatki, takich kobiet tak naprawdę jest chyba niewielki odsetek, gdyż jednak z wiekiem dojrzewamy i stajemy się zachowywać odpowiednio do wieku co nie znaczy, żebym uważała, że kobiet 50-letnia to już babcia, bo sama mam 62 a nie czuje się staro, ale co bawi w zachowaniu u młodych żenuje w takim samym zachowaniu u osób w średnim wieku. I uważam, że to jest normalne.
Podpisuję się pod tym komentarzem. Mam ledwo 22 lata, a już daleko mi do infantylizmu książkowej Bridget. Nie wiem czy to my w polskiej kulturze jesteśmy zacietrzewieni, czy może Brytyjczycy są zbyt postępowi. Po prostu dziwią mnie tak otwarte rozmowy o seksie, nawet wśród przyjaciół. Kogo to obchodzi czy miałam orgazm, czy nie? Z tego co pamiętam to nie brakowało takich rozmów w pierwszej części. Nie oburzam się takimi rozmowami w książce, tylko wydają mi się zupełnie niepotrzebnym trikiem mającym przyciągnąć czytelników.
UsuńJestem za powściągliwością jeżeli chodzi o intymne sprawy. Tak mam z natury a nie dlatego, że jestem wiekowa i pruderyjna, gdyż taka nigdy nie byłam.
UsuńMam właśnie do opisu książkę polskiej autorki też o kobiecie w "kwiecie wieku" i książka byłaby p wiele lepsza, gdyby nie opisy wyczynów pary po wiagrze i traktowaniu seksu jako coś wręcz koniecznego w życiu pary w średnim już wieku.
Nie lubie wulgaryzmow w ksiazkach, czy w filmach, stad taka moja reakcja na takowe w tej ksiazce.
UsuńPruderyjna tez nie jestem, ale wole powsciagliwosc i pozostawienia pewnych spraw w sferze domyslu, niz ich totalne obnazenie.
Ksiazki z duza dawka erotyzmu nie rozpalaja mojej wyobrazni, raczej powoduja zniesmaczenie, ale jesli inni lubia, to nic mi do tego.
Jak to pan Darcy nie żyje? To strasznie niefajnie. :-( Ja póki co widziałam filmy, ale z książką też się kiedyś zapoznam.
OdpowiedzUsuńAno niestety :(
UsuńTom pierwszy dla mnie zdecydowanie najsmieszniejszy, dwa pozostale dosyc w tyle.
Nie potrafię przeboleć śmierci Marka, więc nie wiem czy sięgnę po dalsze losy Bridget :(
OdpowiedzUsuńTez tak pomyslalam w pierwszym odruchu, ale szybko mi przeszlo :)
UsuńDla mnie Bridget bez Darcy'ego nie istnieje. Będę więc udawać, że tej trzeciej części po prostu nie ma...
OdpowiedzUsuńTo tez jest jakis sposob;)
UsuńW sumie nie stracisz az tak wiele ;)
Ja dopiero zaczęłam czytać 3. część. Niestety, śmierć mojego ulubionego autora troszeczkę mnie na początku zniechęciła do lektury, ale... W końcu to Bridget, której perypetie są tak bardzo... kobiece!
OdpowiedzUsuńZatem czytam dalej, ale chyba mogę już stwierdzić, że na pewno nie będzie to moja ulubiona część trylogii... ;)