niedziela, 13 października 2013

TYGRYS I RÓŻA, Małgorzata Musierowicz


Ostatnio w ogóle nie mam ochoty na poważne lektury, a w cieplejsze dni spędzam na długich spacerach i rozmyślaniach. Na taki czas najlepiej sprawdza się u mnie „Jeżycjada”, ciepła, swojska, wywołująca uśmiech na twarzy. Taka jest właśnie jej kolejna część „Tygrys i Róża”.

Do kroćset! Ta Laura! Samolubna, zapatrzona w siebie, wymagająca wszystkiego od innych, a niczego od siebie, mająca pretensje o wszystko do wszystkich. Rozumiem, że czternaście lat to trudny wiek, ale wszystko ma swoje granice. Tym razem największym wrogiem Laury – Tygryska jest jej mama – Gabrysia, którą oskarża o to, że jej nie kocha. Wbija sobie do głowy, że najlepszym lekarstwem na całe domowe zło będzie odnalezienie ojca, który nie interesował się nią od urodzenia (także Różą, ale to przecież nie ma znaczenia, bo liczą się tylko uczucia Tygryska, prawda). Czasami było mi żal Laury, bo przypominałam sobie własne poczucie niezrozumienia przez cały świat i niejako odizolowanie się od własnej mamy, która wtedy miała na głowie ciążę, a później malutkiego brata. Z pewnością jednak nie dałam mojej Mamie tak bardzo w kość, jak Tygrysek Gabrysi.

Ta jej cała podróż do Torunia, nadzieja na dowiedzenie się prawdy i ignorowanie jasnych poszlak w postaci zdjęcia na lodówce, była  w sumie bardzo śmieszna. Cioteczka Alma wielce niesympatyczna i jej kompletne przeciwieństwo – pani Oleńka, to kolejne barwne postaci "Jeżycjady", które wprowadzają powiew świeżości. Pojawia się wreszcie Robrojek i dokończony zostaje wątek miłosny. Urocze!

Myślałam, że kolejne tomy Jeżycjady już mnie nie będą tak bawić, bo największy związek będę czuła z tymi pierwszymi, ale nieprawda. Doskonale pamiętam strajki anestezjologów i pielęgniarek w szpitalach, blokady dróg i klimat tamtych czasów. Kolejna sentymentalna podróż w przeszłość, zresztą bardzo udana.



________________
Małgorzata Musierowicz, Tygrys i Róża, Akapit Press, 2010, s. 160.


--------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę.


Image and video hosting by TinyPic

20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Moja nie, bo malo ksiazek jej przeczytalam, za to teraz nadrabiam z prawdziwa przyjemnoscia.

      Usuń
  2. Te nowsze części Jeżycjady trochę mi się zlewają w jedno, ale i tak wszystko czytam w ciemno :) Najważniejsza jest moc terapeutyczna tych książek. Pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moc teapeutyczna jest wielka, to fakt. Teaz czekam na kolejna czesc i mam nadzieje, ze do teog czasu bede na biezaco z Jezycjada.

      Usuń
  3. Mam wrażenie, że Jeżycjada najlepiej smakuje właśnie jesienią. Sama nie wiem dlaczego, ale z tą porą roku kojarzą mi się książki Musierowicz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te ksiazki wspaniale nadaja sie na jesienne smuteczki i jako otulacze podczas nienajlepszej pogody.

      Usuń
  4. Bardzo lubię książki tej autorki. Jak będe miała w przyszłosci córeczkę to będę jej podsuwać jej książki )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy bede miala coreczke, ale obawiam sie, ze urodzona w innej rzeczywistosci w ogole ich nie zrozumie i nie doceni.

      Usuń
  5. "Tygrys i Róża" to jedna z moich ulubionych części Jeżycjady. Ale tylko ze względu na Roberta i Natalię. Na prawdę, piękne zakończenie. ♥.♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! zakonczenie jest przepiekne i takie romantyczne! to wspaniala para i zasluguje na wszystko co najlepsze.

      Usuń
  6. Już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam ten tom Jeżycjady! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze szybko bedziesz miala okazje, czego z calego serca zycze,

      Usuń
  7. Choć kocham Jeżycjadę, to "Tygrys i Róża" jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie tomów. Raczej nie dogadałabym się z nastoletnią Laurą ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bym sie nie dogadala:) Raczej mialabym jej ochote powiedziec kilka slow do sluchu lub zastosowac jakas terapie wstrzasawa :)

      Usuń
  8. Przez długi czas w mojej kolekcji książek Musierowicz brakowało "Tygrysa i Róży" - uzupełniłam tę lukę w zeszłym roku i znalazłam "Tygrysa..." pod choinką:) Teraz brakuje mi tylko "Pulpecji".
    Wobec Jeżycjady jestem bezkrytyczna i uwielbiam ciepło emanujące z opowieści, co nie znaczy, że w pewnym stopniu nie zgadzam się z tekstem Elizy Szybowicz, zamieszczonym w ostatnim numerze "Książek". Jeśli nie czytałaś, polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie czytalam tego tekstu, ale postaram sie go ondalezc.
      Udalo mi sie skompletowac cala Jezycjade w tym roku i bardzo mnie to cieszy. Milo mi jest, gdy pomysle, ze calosc czeka na mnie zawsze na polce, kiedy tylko najdzie mnie ochota, aby ktoras czesc sobie przypomniec.

      Usuń
  9. Taką podróż sentymentalną planuję, ale najpierw z "Anią z Zielonego Wzgórza". Jeżeli chodzi o Jeżycjadę to nigdy nie udało mi się przeczytać całej, ale chciałabym to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Anie" rowniez czytam, wlasnie zaczelam "Anie ze Zlotego Brzegu. To kolejna wielka nieprzeczytana w moim zyciu, bo czytalam tylko kilka pierwszych czesci. Cudowne sa takie podroze.

      Usuń
  10. Ha ale trafiłam :D Ja właśnie czytałam od początku całą Jeżycjadę. Jakoś wcześniej nie miałam okazji i jestem naprawdę zachwycona. Aktualnie czytam Brulion Bebe B. i jestem trochę przerażona faktem, że bohaterki, które poznałam gdy były jeszcze dziećmi, za kilka książek będą już miały własne. Mam jednak nadzieję, że dotrę do końca i każda część będzie mi się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez obawialam sie rozczarowania, ale jakos im dalej tym tez mi sie podoba:)

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)