Ostatnio w ogóle nie mam ochoty na poważne
lektury, a w cieplejsze dni spędzam na długich spacerach i rozmyślaniach. Na
taki czas najlepiej sprawdza się u mnie „Jeżycjada”, ciepła, swojska,
wywołująca uśmiech na twarzy. Taka jest właśnie jej kolejna część „Tygrys i
Róża”.
Do kroćset! Ta Laura! Samolubna, zapatrzona w
siebie, wymagająca wszystkiego od innych, a niczego od siebie, mająca pretensje
o wszystko do wszystkich. Rozumiem, że czternaście lat to trudny wiek, ale
wszystko ma swoje granice. Tym razem największym wrogiem Laury – Tygryska jest
jej mama – Gabrysia, którą oskarża o to, że jej nie kocha. Wbija sobie do
głowy, że najlepszym lekarstwem na całe domowe zło będzie odnalezienie ojca,
który nie interesował się nią od urodzenia (także Różą, ale to przecież nie ma
znaczenia, bo liczą się tylko uczucia Tygryska, prawda). Czasami było mi żal
Laury, bo przypominałam sobie własne poczucie niezrozumienia przez cały świat i
niejako odizolowanie się od własnej mamy, która wtedy miała na głowie ciążę, a
później malutkiego brata. Z pewnością jednak nie dałam mojej Mamie tak bardzo w
kość, jak Tygrysek Gabrysi.
Ta jej cała podróż do Torunia, nadzieja na
dowiedzenie się prawdy i ignorowanie jasnych poszlak w postaci zdjęcia na lodówce,
była w sumie bardzo śmieszna. Cioteczka
Alma wielce niesympatyczna i jej kompletne przeciwieństwo – pani Oleńka, to
kolejne barwne postaci "Jeżycjady", które wprowadzają powiew świeżości. Pojawia się
wreszcie Robrojek i dokończony zostaje wątek miłosny. Urocze!
Myślałam, że kolejne tomy Jeżycjady już mnie nie będą tak bawić, bo
największy związek będę czuła z tymi pierwszymi, ale nieprawda. Doskonale
pamiętam strajki anestezjologów i pielęgniarek w szpitalach, blokady dróg i
klimat tamtych czasów. Kolejna sentymentalna podróż w przeszłość, zresztą bardzo udana.
________________
Małgorzata Musierowicz, Tygrys i Róża, Akapit Press, 2010, s. 160.
--------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czas na Jeżycjadę.

Moja ulubiona autorka z młodości
OdpowiedzUsuńMoja nie, bo malo ksiazek jej przeczytalam, za to teraz nadrabiam z prawdziwa przyjemnoscia.
UsuńTe nowsze części Jeżycjady trochę mi się zlewają w jedno, ale i tak wszystko czytam w ciemno :) Najważniejsza jest moc terapeutyczna tych książek. Pozdrawiam Cię serdecznie!
OdpowiedzUsuńMoc teapeutyczna jest wielka, to fakt. Teaz czekam na kolejna czesc i mam nadzieje, ze do teog czasu bede na biezaco z Jezycjada.
UsuńMam wrażenie, że Jeżycjada najlepiej smakuje właśnie jesienią. Sama nie wiem dlaczego, ale z tą porą roku kojarzą mi się książki Musierowicz.
OdpowiedzUsuńTe ksiazki wspaniale nadaja sie na jesienne smuteczki i jako otulacze podczas nienajlepszej pogody.
UsuńBardzo lubię książki tej autorki. Jak będe miała w przyszłosci córeczkę to będę jej podsuwać jej książki )
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy bede miala coreczke, ale obawiam sie, ze urodzona w innej rzeczywistosci w ogole ich nie zrozumie i nie doceni.
Usuń"Tygrys i Róża" to jedna z moich ulubionych części Jeżycjady. Ale tylko ze względu na Roberta i Natalię. Na prawdę, piękne zakończenie. ♥.♥
OdpowiedzUsuńO tak! zakonczenie jest przepiekne i takie romantyczne! to wspaniala para i zasluguje na wszystko co najlepsze.
UsuńJuż nie mogę się doczekać kiedy przeczytam ten tom Jeżycjady! :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze szybko bedziesz miala okazje, czego z calego serca zycze,
UsuńChoć kocham Jeżycjadę, to "Tygrys i Róża" jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie tomów. Raczej nie dogadałabym się z nastoletnią Laurą ;) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa tez bym sie nie dogadala:) Raczej mialabym jej ochote powiedziec kilka slow do sluchu lub zastosowac jakas terapie wstrzasawa :)
UsuńPrzez długi czas w mojej kolekcji książek Musierowicz brakowało "Tygrysa i Róży" - uzupełniłam tę lukę w zeszłym roku i znalazłam "Tygrysa..." pod choinką:) Teraz brakuje mi tylko "Pulpecji".
OdpowiedzUsuńWobec Jeżycjady jestem bezkrytyczna i uwielbiam ciepło emanujące z opowieści, co nie znaczy, że w pewnym stopniu nie zgadzam się z tekstem Elizy Szybowicz, zamieszczonym w ostatnim numerze "Książek". Jeśli nie czytałaś, polecam.
Niestety nie czytalam tego tekstu, ale postaram sie go ondalezc.
UsuńUdalo mi sie skompletowac cala Jezycjade w tym roku i bardzo mnie to cieszy. Milo mi jest, gdy pomysle, ze calosc czeka na mnie zawsze na polce, kiedy tylko najdzie mnie ochota, aby ktoras czesc sobie przypomniec.
Taką podróż sentymentalną planuję, ale najpierw z "Anią z Zielonego Wzgórza". Jeżeli chodzi o Jeżycjadę to nigdy nie udało mi się przeczytać całej, ale chciałabym to nadrobić :)
OdpowiedzUsuń"Anie" rowniez czytam, wlasnie zaczelam "Anie ze Zlotego Brzegu. To kolejna wielka nieprzeczytana w moim zyciu, bo czytalam tylko kilka pierwszych czesci. Cudowne sa takie podroze.
UsuńHa ale trafiłam :D Ja właśnie czytałam od początku całą Jeżycjadę. Jakoś wcześniej nie miałam okazji i jestem naprawdę zachwycona. Aktualnie czytam Brulion Bebe B. i jestem trochę przerażona faktem, że bohaterki, które poznałam gdy były jeszcze dziećmi, za kilka książek będą już miały własne. Mam jednak nadzieję, że dotrę do końca i każda część będzie mi się podobać :)
OdpowiedzUsuńTez obawialam sie rozczarowania, ale jakos im dalej tym tez mi sie podoba:)
Usuń