Pisząc „Domy pisarek” włoska dziennikarka
Sandra Petrignani spełniła jedno ze swoich marzeń – odwiedziła sześć domów niezwykłych
kobiet, które były jej ulubionymi pisarkami. Czyż nie o tym marzy większość
moli książkowych? Zajrzeć w okna domu, w którym mieszkała ulubiona autorka lub
autor, przejrzeć się w ich lustrach, zrobić kilka kroków po tej samej podłodze,
po której i oni stąpali. Spojrzeć na ich polki, zobaczyć, jakimi otaczali się
przedmiotami.
Od razu napiszę, że autorka nie daje nam
okazji, aby podejrzeć domy słynnych pisarek. Książka zaopatrzona jest tylko we wklejki
ze zdjęciami, które w większości są małe i czarno-białe. Cóż za stracona okazja
na interesujące wydanie tej książki! Ogromnie szkoda, że świetnie napisany
tekst nie jest ilustrowany zdjęciami, które mogłyby odrobinę zaspokoić ciekawość
czytelnika.
Grazia Deledda, Marguerite Yourcenar, Colette,
Alexandra David-Neel, Karen Blixen, Virginia Woolf są prawdziwymi bohaterkami
tej książki. Autorka wychodzi z założenia, że aby poznać daną osobę, trzeba zobaczyć
jej dom. Te właśnie domy, ich umeblowanie, prywatne pokoje pisarek, zbierane
bibeloty są dla Petrignani pretekstem, aby opowiedzieć o pisarkach, odsłonić szczegół
z ich życia, nawiązać do ich twórczości lub zaczerpnąć cytat na przykład z ich
prywatnej korespondencji lub wspomnień osób im bliskich. To właśnie cytowane książki
czy listy pisarek, umiejscowione precyzyjnie w historii przez autorkę, mówią nam
niejednokrotnie najwięcej o danej osobie, otwierają na oścież jej duszę i świat
wewnętrznych rozterek. Opis ich domu, ich pokoju i doskonale dobrane cytaty przenikają
się wzajemnie i stwarzają obraz osoby, zupełnie inny od tego, który często jest
popularyzowany.
Postaci Colette czy Virginii Woolf są mi znane
z innych, licznych źródeł, ale z ogromną przyjemnością poczytałam o kochliwej
Grazii Deleddzie z Sardynii, która zdobyła literacką Nagrodę Nobla ukończywszy
tylko cztery klasy szkoły podstawowej (koniecznie muszę przeczytać coś jej
autorstwa), czy na przykład o wspaniałej podróżniczce i bardzo płodnej pisarce
– Alexandrze Daavid-Neel („Mistycy i magowie Tybetu” patrzą z wyrzutem na mnie
z półki). Nabrałam nagle ochoty na poszukanie „Pamiętników Hadriana” Yourcenar - despotki w
ludowej sukience (to właśnie ta pani na okładce). Z ogromną przyjemnością przeczytałam po raz kolejny o Karen
Blixen, gdzie wspomniana jest również jej największą, afrykańską, miłość życia,
ale także duński okres, czy niechęć do jedzenia (pisarka zmarła z powodu niedożywienia). Przestałam już liczyć,
ile razy przeczytałam „Pożegnanie z Afryką” czy „Cienie na trawie”, tak więc ze
wzruszeniem niemal oglądałam zdjęcie afrykańskiej sypialni Blixen, tak dobrze
mi znanej ze stron jej powieści.
Lektura „Domów pisarek” to proces powolny, ale
bardzo smakowity. Sama
dawkowałam sobie tą przyjemność codziennie po jednym rozdziale. Bardzo mi się podobało.
__________
Sandra Petrignani, Domy pisarek, przeł. Hanna Cieśla, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2004, s. 220.
Pierwsze zdanie: Jechałam z Olbii, kierując się do Nuoro szosą numer 131, z której co pewien czas zjeżdżałam, by obejrzeć nuraghe, kościółek, ciekawostkę archeologiczną.
Ostatnie zdanie: Do końca mieszkali w tych samych domach, które dzielili ze swymi partnerkami.
------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania La Dolce Vita, Z półki - 2013, Pochłaniam strony bo kocham tomy, Nie tylko literatura piękna.

Oprócz Virginii Woolf i Karen Blixen właściwie nie znam pozostałych autorek - wolałabym poczytać o takich, które znam i które mnie interesują, choć rzeczywiście, ciekawy pomysł na książkę:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Rozumiem, ja jednak z ciekawoscia przeczytalam o tych, ktorych nie znam i dzieki temu mam ogromna ochote poznac cos z ich tworczosci:)
UsuńCiepło wspominam tę książkę. Czytałam ją na studiach, w ramach przygotowań do napisania pracy magisterskiej.
OdpowiedzUsuńTo bardzo ciepla, sentymentalna podroz sladami wielkich kobiet, ktore mnie nie raz zadziwily, a juz z pewnoscia zaintrygowaly.
UsuńChętnie zajrzałabym przez okno jeszcze wielu innym pisarkom... Niemniej jednak po tę książkę sięgnę z przyjemnością i ciekawością ;-)
OdpowiedzUsuńJa rowniez, ja rowniez:)
UsuńMoze ktos kiedys jeszcze podejmie ten watek?
Bardzo bym tego chciala.
Świetny sposób na poznanie nowych Autorek. Poza Virginią Woolf i Karen Blixen oraz Colette, nie kojarzę żadnej z bohaterek tej książki.
OdpowiedzUsuńJa kojarzylam, ale raczej slabo, a dzieki tej ksiazce mam ogromna ochote poznac ich tworczosc, a nie tylko nazwisko czy zyciorys.
UsuńŚwietna książka! Muszę ją przeczytać.
OdpowiedzUsuńPolecam, czyta sie naprawde dobrze.
UsuńBrzmi ciekawie, chociaż obawiam się, że może mi się nie spodobać, bo jakoś nie czytam zbytnio tego typu książek, ale kto wie - może ta przypadnie mi do gustu.
OdpowiedzUsuńNatalio, trudno mi orzec, czy ksiazka ma szanse sie spodobac, jest refleksyjna, pelna odnosnikow do tworczosci pisarek. Przypadla mi do gustu, ale musialam ja sobie dawkowac powoli.
UsuńWspaniały pomysł na książkę, szkoda tylko tych zdjęć. Znam Blixen, Colette i Woolf. O reszcie pisarek nie słyszałam, ale i tak bardzo chętnie zajrzałabym do tej publikacji:)
OdpowiedzUsuńJesli bedziesz miala okazje, to zachecam goraco.
UsuńPomysł na książkę genialny! Szkoda, że straciła ona przez niewielkie fotografie. Despotką w ludowej sukience mnie zaintrygowałaś :) Poszukam książki w bibliotece
OdpowiedzUsuńZycze owocnych poszukiwan. A despotka faktycznie byla nietuzinkowa kobieta:)
Usuń