Czasami ktoś mnie pyta, dlaczego wśród moich
lektur jest tak dużo literatury obozowej, czy też dotyczącej Zagłady. Nie potrafię
odpowiedzieć inaczej, jak „Aby pamiętać”. Jestem też głęboko przekonana, że pamiętając
wypełniam swoją powinność wobec tych, którzy ginęli w obozach pracy, w obozach
koncentracyjnych, łagrach. Jestem dłużnikiem milionów, które straciły swoje życie
i chociaż tyle mogę dla nich zrobić – pamiętać. Często sięgam po świadectwa
tych, którzy przeżyli, ale czasami także po fikcję literacką. Z czystym
sumieniem mogę napisać, że „Iskra życia” Ericha Marii Remarque’a jest jedną z
najlepszych fikcji literackich dotyczącą obozowej tematyki, jaką miałam okazję trzymać
w ręce. Niemiec, nie będący również Żydem, o zapatrywaniach antynazistowskich, stworzył głęboko poruszające dzieło o codzienności
w obozie w Mellern w 1945 roku, a także w sąsiadującym miasteczku, na kilka tygodni
przed wyzwoleniem. Autor wojnę spędził w Ameryce, pisząc więc książkę opierał się
wyłącznie na zeznaniach ocalałych i świadków. Chylę czoła, bo udało mu się to zrobić
genialnie, aż trudno uwierzyć, że to nie on siedział w jednym z baraków w
Mallern.
Przewodnikiem po obozie jest więzień o numerze
509, w książce nazywany kościotrupem, w życiu przedobozowym Friedrichem
Kollerem, a życia pozaobozowego komendant obozu Bruno Neubauer
SS-obersturmbannfuhrer. Więzień numer 509 pokazuje nam, jak ważna jest
najmarniejsza skórka chleba, oszczędzana woda, miejsce w baraku do spania, umiejętność
niknięcia w tłumie, udawania trupa, a wszystko to po to, aby przeżyć. Z drugiej
strony, dla kontrastu, mamy życie
komendanta obozu, który jest jednym z najgorętszych zwolenników partii Hitlera,
ale sam siebie uważa za dobrego. Czyni przecież to, co mu rozkażą i taki ma obowiązek.
Prywatnie niewierny mąż, właściciel gazety i domu handlowego, miłośnik królików
i kwiatów, który już dawno zapomniał o tym, że więźniowie w obozie są ludźmi,
takimi samymi jak on sam. Opisywane dni są wstrząsającym zapisem obozowej codzienności
i zezwierzęcenia SS-manów, kapo i blokowych, pełnym brutalnych scen. W miejscu
takim jak Mallern jedni ludzie byli bierni, walczący tylko o zakrzyczenie żołądka
bez troski o dobro drugiego człowieka, drudzy mieli na uwadze także
współwięźnia, sąsiada z pryczy, kogoś, kto im pomógł lub kogoś, o którego, w
ich mniemaniu, po prostu trzeba dbać. Ta iskra życia, która tli się w nich
warta jest podtrzymywania za każdą cenę.
Nie czyta się łatwo, jednak tło, język,
a także świetnie skonstruowane postaci powodują, że chociaż nie raz ma się ochotę
zamknąć oczy, to czyta się dalej, niemal z zapartym tchem. Bo tak właśnie pisze
Remarque – przejmująco i bardzo obrazowo, a emocje kipią tuż pod powierzchnią.
Remarque, jako przeciwnik wszelkiej władzy
totalitarnej, przeciwstawił się w swojej książce nie tylko nazizmowi, ale także
komunizmowi. To właśnie sceny z udziałem obozowych komunistów powodowały, że po
moich plecach przechodziły ciarki. Ludzie ginęli z głodu i chorób, a oni czując
bliskość frontu, już się organizowali, planowali swoje życie na czas po
wyzwoleniu, ukrywali swoich i pomagali tym, którzy mogli być dla nich przydatni.
Jakże przerażające jest to, że będąc więźniami jednej władzy totalitarnej
planowali wprowadzenie kolejnej, swojej. Nie kryli się z tym, że ludzie niebędący
ich sojusznikami dostaną zapewnie kulkę w łeb lub zostaną zamknięci w obozach. Niczym nie różnili się od swoich prześladowców, niczego się nie nauczyli. Jakie to straszne.
„Iskra życia” Remarque’a to świetna książka, makabryczna, oburzająca, niezwykle esencjonalna, z gatunku tych, których się nie zapomina, nie tylko ze
względu na opisywaną historię.
_________
Erich Maria Remarque, Iskra życia, przeł. Ryszard Wojnakowski, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2010, s. 374.
Pierwsze zdanie: Szkielet numer 509 powoli podniósł głowę i otworzył oczy.
Ostatnie zdanie: Za kupą gruzów po obu stronach połyskiwało ostatnie wieczorne światło.
------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Jubileuszowe lektury, Z półki - 2013, To już było, Wojna i literatura.

Wiele już czytałam literatury obozowej, ale - wstyd przyznać - do Remarque'a jeszcze nie doszłam... Mam nadzieję, że to się zmieni w krótkim czasie:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
To jest moja pierwsza ksiazka Remarque'a i musze przyznac, ze poczatek znajomosci byl niezwykle udany. cieszy mnie juz sama mysl na kolejne spotkania z tym autorem.
UsuńRzeczywiście na Twoim blogu mnóstwo jest takiej literatury, i dzięki temu poznałam książkę, którą na pewno przeczytam.
OdpowiedzUsuńNie da sie ukryc:)
UsuńAkurat teraz mam taki okres w zyciu, wczesniej albo nie mialam dostepu do tego typu literatury albo od niej stronilam.
A "Iskre zycia" serdecznie polecam.
Cenię Remarque'a. Dawno nie sięgałam po jego książki, ale wciąż pamiętam, jak pisze. Bardzo dobrze wspominam lekturę "Czasu życia i czasu śmierci" i powieści "Gam". "Iskry życia" nie czytałam.
OdpowiedzUsuńO ja szczesliwa! Wspomniane przez Ciebie ksiazki mam na swojej polce i z pewnoscia i na nie przyjdzie czas.
UsuńTego autora znam "Na zachodzie bez zmian" oraz "Łuk triumfalny", zgadzam się z Tobą co do jego pisania. Inne książki również były poruszające. Mi się podoba, że poruszały, ale jednocześnie nie były łzawe i przesadnie sentymentalne.
OdpowiedzUsuńMinerwo, te ksiazki rowniez posiadam:)
UsuńCiesze sie, ze mialam dobrego czytelniczego nosa :)
Podzielam Twoje zdanie, że jest to jedna z najlepszych książek o obozowej codzienności (a na pewna z tych, które ja czytałam). Przerażający jest opis zachowania obozowych politruków w zderzeniu z otaczającą rzeczywistością. Jeśli ta książka (najcięższa emocjonalnie książka Remarqua), jaką miałam okazję czytać "spodobała" ci się (jakkolwiek głupio pisać o podobaniu się książek o takiej tematyce) to myślę, że i Łuk tryumfalny przypadnie ci do gustu, albo wspomniane wyżej na zachodzie bez zmian.
OdpowiedzUsuńTrudno pisac o tej ksiazce, ze sie "podoba", to fakt. Po wspomniane przez ksiazki z pewnoscia siegne, bo spokojnie sobie czekaja na polce i po cichu licze, ze Remarque bedzie mim czytelniczym odkryciem roku.
UsuńDla mnie był jednym z odkryć zeszłego roku :)
UsuńTwoj komentarz znalazl sie w spamie. Dzis go dopiero odkrylam. Czuje podskornie, ze Remarque mnie zachwyci, ale na razie plawie sie w literaturze polskiej (roznego kalibru) i pewnie jeszcze przez jakis czas tak pozostanie. Do tego autora na pewno wroce jak mi przejdzie moja obecna faza.
UsuńJak na razie "poluję" na "Łuk triumfalny" tego autora. Na tematykę obozową chyba nie jestem jeszcze gotowa, choć czytałam kilka polskich książek osadzonych właśnie w tych realiach. Tytuł jednak zapisuje, książka poczeka na odpowiedni moment :)
OdpowiedzUsuńKingo, naprawde warto miec w pamieci "Iskre zycia", bo to wyjatkowa lektura.
UsuńZaintrygowałaś mnie bardzo. Mam jedną książkę tego autora na swojej półce i od dawna się do niej przymierzam, ale chyba w końcu się skuszę. Po "Iskrę życia" też mam wielką ochotę sięgnąć.
OdpowiedzUsuńZbieralam sobie ksiakzi tego autora liczac na to, ze kiedys sie doczekaja. Po lekturze powyzszej wiem, ze ich czas oczekiwania znacznie sie skroci, bo jest to wyborna lektura, a doskonale pioro Remarque'a wrecz mnie zachwycilo.
UsuńJak tak się nad tym zastanawiam to chociaż trochę książek o tematyce obozowej mam za sobą - takich stricte fikcyjnych, a przy tym naprawdę świetnie napisanych czytałam niezbyt wiele. A wygląda na to, że po "Iskrę życia" warto by było sięgnąć.
OdpowiedzUsuńJesli mialabym polecic jakas fikcje na ten temat, to "Iskra zycia" bylaby pierwszym wymienonym przeze mnie tytulem. Naprawde warto.
UsuńTo też mój ulubiony pisarz. I też kompletuję sobie jego książki.
OdpowiedzUsuńBardzo odpowiada mi jego styl pisania.