piątek, 17 maja 2013

PRZEDOSTATNIE MARZENIE, ANGELA BECERRA


„Przedostatnie marzenie” Angeli Bacerry polecało mi kilka osób, jako niezapomniana, niezwykła, jedyna w swoim rodzaju książka, zapewniano o głębokich wzruszeniach i  stertach zużytych chusteczek podczas lektury. Jakież było moje zdziwienie, kiedy  na pierwszej stronie uśmiercono mi parę staruszków! Właściwie nie uśmiercono, bo oni sami popełnili samobójstwo, w dodatku ubrani jak para nowożeńców – on w białym garniturze, ona w białej sukni i długim na kilka metrów welonie. To wbrew pozorom nie kryminał, ale gorący, południowoamerykański romans, w którym dzieci zakochanych staruszków- Joana Dolguta i Soledad Urdanety - będą odkrywać, kawałek po kawałeczku, historię z lat trzydziestych i późniejszych zeszłego stulecia, pogrzebaną głęboko w sercach ich rodziców.
Aurora Villamari oraz Andreu Dolgut dowiedzą się nie tylko tego, kim byli ich rodzice i co ich łączyło, ale także odkryją prawdę o sobie i swoje zagubione „ja”.

Brzmi jak ckliwy, sentymentalny romans? I dokładnie tym jest ta książka. Niektóre sformułowania w niej użyte są zbyt górnolotne, zbyt wyszukane, często na granicy kiczu i tandety. Na jej stronach znajdziemy odzwierciedlenie latynoskich wyobrażeń o miłości, która zawsze w opinii bohaterów jest największa, najpiękniejsza, pocałunki najgorętsze, spotkania najbardziej romantyczne, a wyznania najszczersze i najbardziej wyszukane, dodatkowo skapane w poezji i dźwiękach „Tristesse” Chopina. 




Oczywiście na drodze takiego uczucia musi stanąć przeszkoda nie do pokonania, a wszystko musi być utopione w morzu łez. Jakkolwiek brzmi wszystko to, co do tej pory o tej książce napisałam, to faktem jest, że pochodząca z Kolumbii Angela Becerra potrafiła dotrzeć do serc romantycznych czytelników, którzy marzą o gorącej miłości na całe życie. Nie tylko ta książka zdobyła liczne nagrody, ale praktycznie każda powieść tej autorki zdobyła jakiś laur , a ostatnia “Ella, que todo lo tuvo” z 2009 roku otrzymała latynoskiego odpowiednika Nagrody Bookera - Premio Iberoamericano Planeta-Casa de América de Narrativa. Nie można negować tego, że Latynosi wyjątkowo ukochali książki Angeli Bacerry, a czy trafiają one też do naszej słowiańskiej duszy, w tym mojej – to już inna sprawa.

Nie czytam teraz romansów zbyt często, czas kiedyś nimi się zaczytywałam, już dawno minął, ale nadal mi się zdarza i nadal lubię. „Przedostatnie marzenie” dostarczyło mi różnych, ambiwalentnych wrażeń. Odkrywając historię Solidad i Joana, wyprzedzałam o krok tropiących ich Aurorę i Andreu, którym gorąco kibicowałam podczas poszukiwań prawdy o swoich rodzicach. Tak gdzieś do połowy książki. Ta ogromna historia miłosna momentami mnie wzruszała, więc początkowo z niecierpliwością przewracałam kartki, aby dowiedzieć się, jak się sprawy potoczą. Po drodze jednak mój zapał osłabł, bo powieść ciągnęła się jak serial wenezuelski, co rusz jakieś nowe wątki, kilka scen erotycznych, które zamiast pobudzać wyobraźnię, raczej powodowały chichot i w pewnym stopniu niesmak. Im dalej, tym gorzej, i z ładnej, miłosnej historii robi się sztampowe czytadło, które można postawić na półce z harlequinami. Kiedy już dotarłam do tej prawie pięćsetnej strony, to poczułam ogromny zawód, że cała historia nie skończyła się jakieś dwieście stron wcześniej, kiedy jeszcze mogło być ładnie i magicznie. Zamiast tego autorka wprowadziła kilka niemożliwych, nielogicznych sytuacji, momentami wręcz tak fantastycznych, że czytałam z coraz większym zażenowaniem, niczym jakąś bajkę dla romantycznych gimnazjalistek. Powieść skończyłam z uczuciem ogromnego zawodu, bo książka, która zapowiadała sie nieźle, skończyła się byle jako. Jak tanie romansidło.




_____________
Angela Becerra, Przedostatnie marzenie, przeł. Elżbieta Kobusińska, Świat Książki, Warszawa 2008, s. 496.

Pierwsze zdanieLeżeli na podłodze spleceni w majestatycznym, zastygłym uścisku, ubrani od stóp do głów w nowiutkie, śnieżnobiałe stroje nowożeńców, a uśmiech na ich twarzach był nieomylnym znakiem łączącej ich miłości. 

Ostatnie zdanie: Karteczki uniosły się... górowały nad nimi... szybowały... coraz wyżej...
- Spełni się - powiedział. 


------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z literą w tle, Z półki - 2013, Literacka Ameryka Południowa

Image and video hosting by TinyPic

18 komentarzy:

  1. Piękna fabuła, początek faktycznie zaskakujący. Trochę drażniąca może być formuła typowego romansidła, ale w sumie czasami i na romanse ma się ochotę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Nigdy sie nie wypre tego, ze od czasu do czasu lubie przeczytac i romans, wzruszyc sie i pochlipac odrobine.

      Usuń
  2. Wiedziałam że to książka nie dla Ciebie! Ale że okaże się aż takim niesmacznym zawodem tego nie podejrzewałam. Sama przeczytałam ją z pewną dozą przyjemności, chwilowej!ale jednak! Mimo słodyczy, ckliwości i nadmiernego harleqinowskiego romantyzmu. Ta opowieść ma w sobie coś z pogranicza, balansuje między kiczem a magiczną historią miłosną. Co mnie urzekło? Nie pamiętam! Zostało tylko wrażenie że coś tam takiego w niej było...coś co sprawiło że przeczytałam ją błyskawicznie i zapomniałam na moment o wszystkim. Ale to było już tak dawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, do polowy nawet mi sie podobalo, ale pozniej te cudowne, niewiarygodne sytuacje bardzo mnie zniesmaczyly.
      Takiego wlasnie zapomnienia, o jakim piszesz, szukalam. jednak fatalnej drugiej polowy darowac nie moge.

      Usuń
    2. Ciekawa jestem jak bym ją dzisiaj odebrała po latach. Być może podobnie jak Ty bo jednak przez te kilka lat zmieniło się we mnie wiele. Dzis tak wielu jeszcze nieoswojonych ksiązek na swoich półkach żałuję:((( a sporą część z nich nabywałam z wypiekami na twarzy;-)

      Usuń
    3. Wiesz, ze ja ksiazki generalnie lubie posiadac. Lubie miec swiadomosc, z emoge przeczyta ckilka stron lub pol ksiazki i kiedy uznam, ze to nie ten czas na ta lekture, to moge ja spokojnie odlozyc na polke, nie martwic sie, ze musze ja oddac itp.
      Faktem jednak jest, ze kilka lat temu kupowalam ksiazki na hura, bez wiekszego przemyslenia i teraz mam kilka takich kwiatkow na polce. Po wiekszosc z nich na pewno nie siegne, wiec staram sie je uplynnic, byc moze kogos uciesza tak, jak mnie nie ciesza wcale;).
      To wlasnie jest powodem, ze staram sie, naprawde sie staram nie kupowac juz takiej ilosci ksiazek, bo im wiecej czytam, tym bardziej zmienia sie moj gust i oczekiwania wobec czytanych ksiazek. Jest tylko jedno ale. Niby wiem, ze za kilka lat bede mogla kupic dana ksiazke za grosze, a z drugiej strony zdarzylo mi sie, ze odkladalam zakup i pozniej dana pozycja byla juz niedostepna i niewznawiana przez bardzo dlugi czas. A wole ksiazke miec niz nie miec, zawsze ewentualnie moge sie jej pozbyc.

      Usuń
  3. Eeee, raczej nie dla mnie. Nie przemawiają do mnie takie ckliwe historie miłosne. Wcale się nie dziwię twojej ocenie, pewnie w moim przypadku wyglądałaby bardzo podobnie.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historie milosne lubie, ale zdecydowanie lepiej napisane niz "Przedostatnie marzenie".

      Usuń
  4. Imani, przyznam szczerze, że zdziwiłam się gdy zobaczyłam tytuł recenzowanej przez Ciebie książki. Czytałam "Przedostatnie marzenie" i ten ckliwy, pełen emfazy język doprowadzał mnie do szału. Sama historia była właściwie ciekawa, ale generalnie wrażenia mam podobne do Twoich. Nie dla nas to była lektura, oj nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, nie dla nas ci ona, oj nie :)
      Romanse od czasu do czasu lubie, nawet chusteczki mialam na podoredziu;), ale pod koniec tylko sie wsciekalam i prawie zgrzytalam zebami ze zlosci :)

      Usuń
  5. Dziś pierwszy raz o tej książce usłyszałam, przeczytałam kilka opinii i, mimo wszystko, mimo ckliwości, banału i kiczowatych akapitów, jestem ciekawa opowieści Beccery. Nie czytuję romansów, ale ten mnie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwazam, ze kazdy ma prawo przekonac sie na wlasnej skorze, jak to jest z dana lektura, wiec zachecam do zapoznania sie, szczegolnie, ze tych niezachwyconych opinii, jak moja, jest znacznie mniej. Wiekszosci ta ksiazka bardzo sie podobala.

      Usuń
  6. Mnie również wiele osób polecało tę książkę i dlatego się pewnie rozczarowałam. Tak jak napisałaś - za dużo w "Przedostatnim marzeniu" kiczu i tandety, i chyba też trochę fałszu, a za mało prawdy. Lektura ba raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mowiac myslalam, ze bede bardzo wyroznaic sie w tlumie zachwyconych osob, a tu prosze - jest nas wiecej.

      Usuń
  7. Mnie ta książka w ogóle nie "podeszła". Nie wiem, co mnie podkusiło, gdy ją wypożyczałam z biblioteki, a później sama się sobie dziwiłam, dlaczego czytałam ją do końca. No, ale przeczytałam i byłam baardzo rozczarowana. To nie jest tak, że jestem przeciwna romansom, ale niechże to będzie przynajmniej dobrze napisane. W tej książce najbardziej raził mnie język, pełen przerysowań, emfazy, silenia się na Bóg wie co. Dość dawno to czytałam, ale do dziś pamiętam swoje niezadowolenie z lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na poczatku myslalam, ze ta historia bedzie inna, nieszablonowa, jednak bardzo sie rozczarowalam. Bardzo przerysowana, niesamowita historia, ktorej nijak przetrawic nie moglam.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)