„Ten, który ja napisał, nie zna absolutnej prawdy i często myli się w szczegółach. Bo jest człowiekiem. Ale szuka bezwzględnej prawdy i nie wstydzi się, kiedy się myli w szczegółach. Bo jest człowiekiem. Więc ta książka będzie taka, jak dawne zielniki, które prostymi przykładami pragnęły odpowiedzieć na pytanie, co trzeba robić, gdy kogoś boli serce albo gdy Bóg go opuścił.”
Ciekawa byłam tej książki, lubię pobuszować wśród
czyiś myśli. Książki takie zazwyczaj wertuję, czytam koniec, za chwilę przenoszę się na początkowe strony. Czasami jakaś myśl przykuwa moją uwagę na
dłużej i wracam do niej często. Tak też potraktowałam i "Księgę ziół".
Cóż nam serwuje Sandor Marai w swoim zielniku?
Wszak zioła to nie tylko rośliny lecznicze, ale także przyprawowe i trujące...
Już okładka intryguje. Pręży się na niej
dumnie piękna naparstnica, bardzo trująca, ale której liście są surowcem
zielarskim, zawierają substancje działające na mięsień sercowy i układ krążenia.
Mądry człowiek wykorzystywał je do produkcji leków, głupi człowiek wykorzystywał
je w niecnych celach...
Marai pisze o Bogu, o miłości, o nienawiści, o
obowiązkach wobec bliźniego, Ojczyzny i siebie samego. Radzi również zażywać
marchewkę i jabłka, dzieli się z nami
wiedzą, co zrobić w wypadku migreny, zaleca unikać środków przeczyszczających, a także zarezerwować sobie kilka dni na chorowanie, nawet jeśli nie jest się chorym. Przypomina, że należy świętować nie tylko dni zaznaczone na czerwono w kalendarzu, ale także
ważne dni w życiu. Dzieli się z nami wieloma cennymi rozważaniami, które czyta się naprawdę dobrze.
Moje ulubione:
"O przyjaźni. Nie istnieje związek między ludźmi, który byłby głębszy, bardziej poruszający niż przyjaźń. Ileż jest egoizmu i próżności wśród zakochanych, a także w związku uczuciowym łączącym rodziców i dzieci! Tylko przyjaciel nie jest egoistą; w przeciwnym razie żaden z niego przyjaciel. Jedynie przyjaciel nie jest samolubny, bowiem nie dla siebie, ale dla przyjaciela pragnie wszystkiego, co dobre i piękne. Kochanek (kochanka) zawsze czegoś się domaga; przyjaciel niczego nie oczekuje dla siebie. Dziecko zawsze chce coś dostać od rodziców, chce przeróść ojca; przyjaciel nie chce otrzymywać ni przerastać. Nie ma w życiu człowieka bardziej tajemniczego, szlachetniejszego daru niż skąpa w słowa, wyrozumiała, cierpliwa i ofiarna przyjaźń. I nie ma nic rzadszego."
"Montaigne kiedy zadumał się nad uczuciem, jakie wiązało go z La Boetie, powiedział: „Byliśmy przyjaciółmi... Bo on to był on, a ja byłem ja”. Nad wyraz to precyzyjne. (...)”
"O wyborze i wierności. Zastanów się, zanim weźmiesz do ręki książkę i zaczniesz ją czytać, rozważ to, przynajmniej tak jak wtedy, gdy z ufnością podajesz rękę drugiemu człowiekowi. Bowiem na pewien czas skupiasz na książce uwagę swojej duszy; a to dużo, ponieważ życie jest krótkie, a dusza tylko twoja. (...)”
W „Księdze ziół” znajdziemy sporo myśli, które
mogą uleczyć duszę i ciało. Przynajmniej według Maraiego. Żadna z nich mnie nie
zatruła, chociaż niektóre miały zapach wiekowego kurzu, żeby nie napisać –
mysich odchodów. Przyjemnie spędziłam czas klucząc po labiryncie umysłu
pisarza, do niektórych zaułków z pewnością jeszcze wrócę, chociaż nie na
kolanach. "Księga ziół" podobała mi się, ale nie aż tak. W większe drżenie serca wprawia mnie myśl o spotkaniu z pisarzem w
jego powieści.
Sandor Marai, Księga ziół, przeł. Feliks Netz, Czytelnik, Warszawa 2009, s. 151
Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
-----------------------


Ciekawa ksiażka wyłania się z recenzji :)
OdpowiedzUsuńJesli lubisz rozne mysli filozoficzne i nie tylko, to na pewno:)
UsuńNiesamowity cytat "O wyborze i wierności" - o książce, duszy i czasie. Interesująca pozycja.
OdpowiedzUsuńRowniez mnie zauroczyl:)
UsuńRecenzja interesująca, ale książka zupełnie nie dla mnie
OdpowiedzUsuń:)
UsuńUwielbiam takie pozycje! Zioła to jedno z moich hobby, a tu w dodatku z refleksyjną otoczką - bardzo mnie zaintrygowałaś, chętnie przeczytam!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Czyta sie dobrze. Pozycja akurat na zadume w jesienny wieczor:)
UsuńKoniecznie muszę przeczytać. "Księga ziół" figuruje na mojej liście książek, które chcę mieć. Lubię takie klimaty, na pewno mi się spodoba :)
OdpowiedzUsuńZycze, aby znalazla sie w Twoich zbiorach i aby sie spodobala:)
UsuńZgadzam się z Maraiem w jego opisie przyjaźni. Też uważam że nie ma większej, wspanialszej i czystszej relacji między ludźmi. Jest szalenie trudna, nieskończenie piękna i niestety niemal nie spotykana.
OdpowiedzUsuńMiedzy innymi dlatego Przyjaciolke mam jedna, a kolezanek wiele;)
UsuńJesteś więc szczęściarą:-) Ja też! Nawet podwójną bo moim największym przyjacielem jest moja siostra. W młodości wielu ludzi obdarzamy tym mianem a po latach nawet nie pamiętamy ich imion.
UsuńNie przepadam za tego typu literaturą, wole sięgać po powieści ale z cytatów które przytoczyłaś sądzę że warto zaglądnąć by znleźć choć jeden fragment bliski sercu, by odkryć coś mądrego, nowego...może więcej zostawi po sobie niż niejedna słaba powieść.
Pozdrawiam z szarych, mokrych i sennych dni:-) Pewnie masz podobne...
Nie wiedziałam, że Marai napisał taką książkę. I chociaż nie powaliła Cię ona na kolana, całkiem mnie zainteresowała.
OdpowiedzUsuńSa trzy zbiory miniatur autorstwa Maraiego: "Ksiega ziol", "Niebo i ziemia", "Cztery pory roku". Jezeli te dwie pozostale wpadna mi w rece, to pewnie przeczytam. Tak juz mam, ze krotkie formy mnie nie zachwycaja az tak.
UsuńRaczej mnie nie kusi, ale najważniejsze, że dobrze Ci się spędziło czas :) A ja nadal czuję smak postu o Szabo.
OdpowiedzUsuńJa pewnie tez tak szybko sie nie rzuce na kolejny zbior jego miniatur, raczej siegne po powiesc.
Usuń