Nie będę pisać o czym traktuje książka, bo cóż
mogę napisać mając wrażenie, że wszyscy ją już czytali lub przynajmniej
o niej słyszeli? Tyle prac o niej napisano i tyle razem była przedmiotem
różnych dyskusji, że pozwolę sobie tylko odnotować jej przeczytanie. Nie jest
to moje pierwsze spotkanie z Wolandem i jego demoniczna świtą, Jeszuą Ha-Nocri
i Piłatem oraz Mistrzem i jego ukochaną Małgorzatą. Kiedyś już miałam w ręce tą powieść, ale
biorąc na obronę moją ówczesną niedojrzałość, niewiele z niej wyniosłam, o ile
sobie przypominam – nawet przekartkowałam
tylko część książki. O zgrozo! Wewnętrznie zawsze czułam, że powinnam do
tej książki wrócić z otwartym umysłem i sercem, miałam wrażenie, że sięgnęłam po nią w złym momencie. Starsza, mam nadzieją, że mądrzejsza, bogatsza w wiedzę na temat autora oraz
ówczesnej historii zabrałam się do ponownej lektury.
Książka w książce, metafora poganiana
metaforą, trzy przenikające się czasy, wszystko pokryte magiczną poświatą…
Różnorodne wątki, wiele ciekawych, wyjątkowych postaci, sytuacje, które
skłaniają do zastanowienia i przemyślenia niektórych spraw, a także pozwalają
na różne interpretacje. Moskwa, w której nie ma wolnych mieszkańców. Z drugiej
strony wątek Jeszuy i Piłata i dylemat, czy postąpić zgodnie z własnym
sumieniem, czy też z wolą ludu. Wreszcie potężna miłość pomiędzy Mistrzem i
Małgorzatą… Wbrew pozorom te wszystkie te treści opowiadają tą samą historię,
przenikają się wzajemnie i podsuwają nam mistrzowsko utkany obraz bułhakowskiej
rzeczywistości.
Czytało mi się dobrze, nie czuję się jednak
oczarowana aż tak bardzo. Potraktuje to jako prywatną oporność na magię Bułhakowa. Doceniam, ale nie kocham. Jestem nawet nieco zawiedziona sama sobą, bo wyobrażałam sobie, że będę wielbić „Mistrza i Małgorzatę” ponad życie i dołączę do grona zachwyconych wielbicieli;)
Najbliżej mojego serca są Małgorzata i Jeszua i może dla nich kiedyś jeszcze
powrócę do tej książki, aby odkryć coś, co ciągle jest jeszcze przede mną
zakryte na jej kartach.
Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata/ Mastier i Margarita, przeł. Iren Lewandowska i Witold Dąbrowski, s.539, Muza SA, Warszawa 2010,
------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wrześniowej "Trójki e-pik" - klasyka światowa.
------------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Rosja w literaturze".
-----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wrześniowego "Book-Trottera" - literatura rosyjska
-----------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wrześniowego "Book-Trottera" - literatura rosyjska
kiedyś napewno zaqjrzę;)
OdpowiedzUsuń
UsuńZycze milego obcowania z bulhakowskim swiatem!
Bez przesady :-) o tym, że "Mistrz i Małgorzata" to bardzo dobra książka wie się już po kilku stronach ale żeby zaraz cierpieć z tego tylko powodu, że nie jest się nią oczarowaną to naprawdę byłaby przesada :-) w każdym razie witam w klubie jak najbardziej doceniających "MiM" ale niekoniecznie oczarowanych :-)
OdpowiedzUsuń
UsuńCoz, chcialabym doswiadczyc tej magii, ktora doswiadczyli inni, a ja nie. Myslalam, ze teaz mnie oswieci, dlaczego wiele osob uwaza ta ksiazke, za najlepsza, jaka przeczytali w zyciu. Oczekiwania co do siebie i ksiazki przewyzszyly rzeczywistosc. Tylko tyle i az tyle.
Moje pierwsze spotkanie z Bułhakowem, które wspominam bardzo dobrze. Ja w porównaniu do ciebie byłam tą książką oczarowana. Najbardziej podobał mi się Woland i jego świta, najmniej historia miłości Małgorzaty, jednak to własnie na niej bazuje cała akcja. Ostatnio chodzi za mną myśl, by zrobić sobie powtórkę z 'Mistrza i Małgorzaty' ;-) Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuń
UsuńRowniez serdecznie pozdrawiam i milego powtornego czytania.
Mnie Woland przerazal jako zlo ubrane w maske dobra, chociaz nie ukrywam, ze on i jego demoniczna kompania jest fascynujaca.
Właśnie teraz czytam tę książkę, niestety nie z własnej woli, a jako lekturę - postaram się jednak mieć oczy i uszy szeroko otwarte, też mam nadzieję zostać oczarowaną :>
OdpowiedzUsuń
UsuńCzego serdecznie zycze!
Widzę, że mamy podobny stosunek do tej książki. Czytałam ją jako lekturę w LO, podobała mi się, ale specjalnych zachwytów nie było. Dla wielu osób "Mistrz i Małgorzata" to najważniejsza książka w życiu, mnie nie oczarowała.
OdpowiedzUsuń
UsuńPrzynajmniej nie czuje sie osamotniona w mojej opinii:)
Tak, tak to już bywa. Ja należę do tej grupy oczarowanych :) Tych, dla których to najważniejsza książka w życiu. Ale nie mam parcia, żeby każdego do niej przekonywać :) Fajnie, że Ci się spodobała i że nie zniechęciła Cię do przeczytania w całości. Znam wiele osób, które przerywało lekturę, twierdząc, że nuda. Co czytelnik to inne gusta czytelnicze i nie ma co się zamartwiać, że Cię nie oczarowała :)
OdpowiedzUsuń
UsuńNie, ksiazka nie jest nudna. Tak juz mam, ze zaczete ksiazki doczytuje do konca, a M i M chociaz nie oczarowala, to z pewnoscia nie zniechecila mnie do skonczenia lektury i w przyszlosci dalszego czytania Bulhakowa.
Też muszę do niej jeszcze raz wrócić. Jako nastolatka również nie ogarniałam...
OdpowiedzUsuńJa juz dawno nastolatka nie jestem, a dalej nie ogarniam. Moze kiedys...
UsuńNa pewno wroce:)
Ja się w niej zakochałam w połowie liceum; ostatnio mam coraz większą ochotę powtórzyć "Mistrza i Małgorzatę", tak jak jakiś czas temu powtórzyłam "Sto lat samotności" czy "Portret damy".
OdpowiedzUsuń