Lidia Ostałowska, pisząca między innymi reportaże i mniejszościach
narodowych i etnicznych, po napisaniu „Cygan to Cygan” (niedawno wydano książkę
po raz drugi) po raz drugi sięgnęła po cygański temat. Tym razem przybliżyła nam
losy Cyganów w czasie drugiej wojny światowej i okresie powojennym w reportażu „Farby
wodne”. Stwierdzenie jednak, że jest to książka tylko o Cyganach byłoby nadużyciem.
To także historia Diny Gottliebovej oraz
samego KL Auschwitz.
Książka zaczyna się od przypomnienia historii
filmu Disneya o Królewnie Śnieżce. Była sobie raz królewna biała jak śnieg, rumiana jak krew, z włosami
czarnymi jak heban… To na jej punkcie oszalał Disney zatrudniając ponad
tysiąc ludzi przy produkcji tego filmu, wydając miliony. Sam film
przyniósł miliardowe zyski, był hitem w Ameryce i w Europie, niejednokrotnie był to ostatni film, jaki udało się zobaczyć dorosłym i dzieciom przed wybuchem II wojny światowej.
Czy Królewna Śnieżka może mieć coś wspólnego z
obozem koncentracyjnym w Oświęcimiu? Okazuje się, że ma. W osobie Diny
Gotliebovej, Żydówki z Brna, byłej studentki Akademii Sztuk Pięknych, która
przetransportowano do KL Auschwitz z modelowego obozu w Terezinie. Tam została
oznaczona 61016 i zostałaby kolejnym numerem, gdyby nie jej plastyczny talent. Zaczęła
od malowania numerów na barakach, później dekorowała baraki dla dzieci motywami
z Królewny Śnieżki, które dawały najmłodszym poczucie odrobiny normalności i
szczęścia w beznadziejności obozowej. Jej talent został dostrzeżony przez
Josefa Mengele, który postanowił zatrudnić ją do namalowania akwareli
przedstawiających Cyganów. Anioł Śmierci nie był zadowolony z osiągnieć ówczesnej
fotografii, która nie mogła oddać subtelnych kolorów, a prace Diny jak - najbardziej. Jej talent ocalił życie jej matki i jej własne, obydwie podczas
likwidacji obozu w Oświęcimiu zostają przetransportowane do Ravensbrück gdzie
doczekują wyzwolenia. Po wojnie poznaje Arta Babbita, współtwórcę Królewny
Śnieżki i przez kilkanaście lat jest jego żoną. Nieprawdopodobne, ale
prawdziwe.
Stało się tak, że Mengele uciekając z obozu
nie zabrał akwareli Diny Gotliebovej, a dzięki cudownemu wręcz zbiegowi okoliczności zostają ocalone, a później sprzedane Muzeum w Oświęcimiu. Kto ma do nich prawo?
Muzeum czy Dita, która przez wiele lat walczy o ich odzyskanie? Linda
Ostałowska nie odpowiada na to pytanie.
![]() |
| Akwarele Diny Gotliebovej wykonane w KL Auschwitz - źródło |
Pierwszą połowę książki czytało mi się
trudniej. Mnogość wątków, pozorny nieład, chaos, który w końcu wydaje się
celowym zabiegiem autorki, aby uniknąć sztampowych historii o Zagładzie. Dzięki
fragmentom różnych książek, odkurzonym zapisom, świadectwom uczestników tych zdarzeń, pozwala
nam spojrzeć szerzej i inaczej na historię. Większości (wciąż!) ludobójstwo
uprawiane przez nazistów kojarzy się niesłusznie przede wszystkim z eksterminacją Żydów, to przecież ginęły
masowo także inne narody, mniejszości narodowe i etniczne. W tym Cyganie.
Szacuje się, że zginęło ich około pół miliona. Cyganie, którzy od wieków byli nierozumiani,
przepędzani, potępiani za koczowniczy tryb życia i kultywowanie własnych
tradycji, wpisują się doskonale w hitlerowski plan oczyszczania aryjskiej krwi. Cyganie: polscy Romowie, francuscy i hiszpańscy Gitanowie, niemieccy
Sinti, rumuńscy Kelderaszowie, węgierscy Lowarzy. Członkowie tych klanów byli lojalni wobec
siebie, ale rzadko sympatyzowali z innymi, wszyscy ci oni zostali wtłoczeni do
jednego Zigeunerlager. Pozostawiono im ubrania, ozdoby i włosy, a zabrano to,
co dla nich najważniejsze – prawo do wolności, do przemieszczania się, życia w
taborze, a na koniec ich zgładzono. Autorka pokazuje nam jak
niewiele wiemy o tym, co się stało z Cyganami podczas drugiej wojny światowej,
co się działo w Oświęcimiu, a także w okresie powojennym. Nieliczni ocaleni nie będą rozmawiać o zmarłych, bo
zabraniają im tego ich wierzenia, kobiety nie mogą mówić o tym, co robił im
Mengele czy jemu podobni, bo zabrania im tego tabu. Dzięki akwarelom Diny możemy zobaczyć skromna
garstkę Cyganów, oddać im cześć, bo dzięki nim będą żyli wiecznie. Czy jednak Dina
nie miała prawa do swoich dzieł, świadectwa jej przeżyć obozowych, bolesnej
pamiątki tego, co przeżyła?
Wiele w tej książce porusza, rani, skłania do
refleksji. Ja osobiście cenię bardzo to, że Lidia Ostałowska powiedziała głośno
o tym, że w okresie powojennym ówczesne władze polskie za „podpowiedzią” władz
radzieckich „promowało” obóz w Oświęcimiu i sam Oświęcim kierując wzrok świata
na zbrodnie hitlerowskie, a odwracając uwagę od gułagów, Katynia i innych
zbrodni radzieckich. To polityka decydowała i wtedy i w latach dziewięćdziesiątych
o tym, jak się mówiło o Oświęcimiu.
Jak zwykle w takich publikacjach zwracam
szczególną uwagę na zdjęcia. „Farby wodne" oczywiście również je zawierają. Dwa
z nich szczególnie mnie poruszyły. Pierwsze to te z okładki. Chociaż nie
przedstawia ono Cyganów, to symbolizuje ich odwieczna tułaczkę. Drugie to
ostatnie zdjęcie, z 2006 roku. Przedstawia ono Dinę przy sztalugach na których
mamy dwa portrety. Jeden to zdjęcie portretu Cyganki Celine z akwareli z
Birkenau, do której Mengele odsłonił modelce ucho, musiało być widoczne, wszak
obraz był dokumentacją dla książki o cechach rasowych. Na drugim kopia tego
portretu, ale już ze zasłoniętym uchem. Ten symboliczny gest poruszył mnie do głębi.
Czy czegoś mi w tej książce brakuje? Tak – głosu Diny Gotliebovej. Lidia Ostałowska pisze, że Dina nie odpowiedziała na jej list. Rozumiem taką decyzję w kontekście sporu z Muzeum w Oświęcimiu, który w końcu zahaczył o najwyższe szczeble państwowe. Może niekoniecznie chciałabym przeczytać kolejną obozową opowieść, bo o tym Dina opowiadała sporo. To jednak ona, jako jedna z nielicznych, miała kontakt z Cyganami z Zigeunerlager, może mogłaby opowiedzieć coś więcej. Tak mało wspomina także o swoich odczuciach i życiu tuż po wyzwoleniu.
![]() |
| Dina Babbit i jej dwie wersji cygańskiej dziewczyny Celine - źródło |
Czy czegoś mi w tej książce brakuje? Tak – głosu Diny Gotliebovej. Lidia Ostałowska pisze, że Dina nie odpowiedziała na jej list. Rozumiem taką decyzję w kontekście sporu z Muzeum w Oświęcimiu, który w końcu zahaczył o najwyższe szczeble państwowe. Może niekoniecznie chciałabym przeczytać kolejną obozową opowieść, bo o tym Dina opowiadała sporo. To jednak ona, jako jedna z nielicznych, miała kontakt z Cyganami z Zigeunerlager, może mogłaby opowiedzieć coś więcej. Tak mało wspomina także o swoich odczuciach i życiu tuż po wyzwoleniu.
Akwarela to technika prosta tylko z pozoru, Dina wiedziała, ile zręczności i ćwiczeń wymaga. Znała zasady. Barwnik (spojony gumą arabską) miesza się wodą. To właśnie woda zmienia intensywność koloru. Białej farby nie ma w palecie, do efektu światła wykorzystuje się biel papieru. Kartki nie wolno brudzić ołówkiem, kilka punktów to już cały plan. Poprawki nie wchodzą w grę. Każde dotknięcie pędzla musi być doskonale, bo jest ostateczne.
„Farby wodne” złożone z wielu fragmentów historii tworzą niezłą akwarelę, na którą składają się dobrze dobrane proporcje, świetnie zmieszane kolory i wyraziście ukazane szczegóły.
Linda Ostałowska, Farby wodne, s.261, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
„Farby wodne” złożone z wielu fragmentów historii tworzą niezłą akwarelę, na którą składają się dobrze dobrane proporcje, świetnie zmieszane kolory i wyraziście ukazane szczegóły.
Linda Ostałowska, Farby wodne, s.261, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
--------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura".
--------------------------
Książkę przeczytałam w ramach wrześniowej "Trójki e-pik" - literatura faktu.



Książka z pewnością warta przeczytania. Ja lubię takie tematy, więc z pewnością kiedyś po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuńMysle, ze warto przedrzec sie przez ten nieco chaotyczny reportaz, bo tematyka i sposob przedstawienia sa mimo wszystko unikatowe.
UsuńWażna i mądra książka. Bardzo ciekawe spostrzeżenie z uchem - nie zwróciłam na to uwagi, a to istotne. Polecam też swoje przemyślenia na ten temat. http://pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/2016/01/krolewna-sniezka-i-adolf-hitler.html
OdpowiedzUsuń