poniedziałek, 31 grudnia 2012

CRANFORD, ELIZABETH GASKELL


"Cranford" Elizabeth Gaskell to przesympatyczna miniaturka, zawierająca migawki z życia wyższych sfer prowincjonalnego miasteczka w dziewiętnastowiecznej Anglii.  Napisana z przymrużeniem oka i doskonałym poczuciem humoru książka, opisuje miasto panien i wdów w wieku przynajmniej średnim. Świat się zmienia, ale tam wszystko pozostaje takie samo, a damy pieczołowicie dbają o to, aby przestrzegano konwenansów i pielęgnowano tradycje. Kranfordzki świat widzimy oczyma Mary Smith, która odwiedza miasteczko, a okresowo nawet tam pomieszkuje. To spojrzenie daje nam szerszy obraz, bo z jednej strony jest to ktoś empatyczny niemal z wewnątrz, a z drugiej – osoba, która potrafi również się zdystansować.

Pisarka doskonale namalowała słowami wszystkie postaci. Każda dama jest inna, każda ma swoje dziwactwa. Jedna oszczędza cukier, podając podczas herbatek jego miniaturowe kawałki, druga namiętnie oszczędza świece, kolejna zbiera sznurki... A to wszystko prowadzi do przezabawnych sytuacji. W mieście tym nie tylko trzeba dokładnie wiedzieć z kim należy rozmawiać, w jakim sklepie kupować, ale także znać szczegółowe wytyczne jak należy żyć, aby nie narazić się na towarzyską banicję. Panie mają różny status majątkowy, ale jak same mówią o sobie: „(...) żadnej z nas nie można by nazwać zamożną, choć posiadamy środki do życia idealnie wystarczające do zaspokojenia naszych eleganckich i wykwintnych gustów, i żadna, nawet gdyby mogła, nie zhańbiłaby się okazywaniem wulgarnej ostentacji”.  Niemile na przykład widziana była przesada w nabywaniu nowych strojów. Panie zazwyczaj rano nosiły sfatygowane suknie, stare czepki i połatane koronki. Przebierały się tuż przed południem, kiedy to w Cranford wraz z wybiciem dwunastej, zaczynał się czas odwiedzin. Wtedy trzeba było zaprezentować się godniej. Koronki były towarem luksusowym, a więc każda dama dbała o swoje koronkowe skarby z  największą starannością. Czepek stanowił, oprócz koronkowego kołnierzyka i licznych broszek noszonych do znoszonych sukien, najbardziej ozdobny element garderoby. To właśnie on był najbardziej pożądaną nowością, a wybór fasonu i koloru był przedmiotem długich rozmyślań i wahań. Czas odwiedzin był limitowany do piętnastu minut, ale nietaktowne było używanie zegarków. Prawdziwą zaś osłodą kranfordzkiego życia były wieczorne przyjęcia, którym towarzyszyła zazwyczaj gra w karty i poczęstunek, który powinien być skromny, ponieważ zbyt obfity uważano klasyfikowano jako wulgarny.

Doskonale bawiłam się podczas czytania, także dlatego, że po raz pierwszy mogłam tak szczegółowo śledzić życie dziewiętnastowiecznego angielskiego miasteczka. Wspaniałe pióro Gaskell powoduje, że można na kilka godzin na dobrze zatracić się w kranfordzkiej rzeczywistości, która, wbrew pozorom, nie jest nudna i sztywna. To także świat dużych i małych dramatów, za które po części można winić zamkniecie się tego światka w klatce konwenansów. Być może niektóre z tych problemów mogą wydawać się błahe, ale doskonale mogę sobie wyobrazić do jakiej rangi mogły urosnąć w takim świecie i ile wymagały trudu i poświecenia, aby im sprostać.

„Cranford” Gaskell to taki literacki bibelocik, małe arcydzieło, w które włożono dużo serca i treści, a historie opisano lekko i z prawdziwą maestrią. Bawi, wzrusza i rozczarowuje, bo tak szybko się kończy. Mała ilość stron to mój jedyny zarzut. 




_____________________

Elizabeth Gaskell, Cranford, przeł. Katarzyna Kwiatkowska, Wydawnictwo Poligraf, 2012, s. 220.

--------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Klasyka literatury popularnej", "Tea Time z Corridą", "Tydzień bez nowości".


Image and video hosting by TinyPic

26 komentarzy:

  1. Jak widzę hasło "XIX-wieczna Anglia" to już wiem, że to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli lubisz styl Gaskell, to i "Cranford" nie powinna Cie zawiesc.

      Usuń
  2. Nie miałam pojęcia, że to taka krótka książka, dziwny kontrast z pozostałymi cegłami autorki :) Mam nadzieję, że tę też będzie dane mi przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mowiac ja tez bylam zaskoczona gruboscia. Spodziewalam sie kolejnej cegly:)
      Mimo tego, moim zdaniem, warto.

      Usuń
  3. Cóż, jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym to samo co Kasia, że na hasło "XIX-wieczna Anglia" wiem, że odnajdę coś dla siebie.. Ostatnio jednak mam uraz do podziału świata na czarno - biały świat bogactwa i biedy, pecha lub szczęścia w kwestii urodzenia w danej rodzinie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w tej ksiazce tez to widac, szczegolnie w stosunku owych dam do swoich pokojowek, ktorym na przyklad zabraniano kontaktowac sie z plcia przeciwna, ale oczywiscie nie tylko.

      Usuń
  4. Jak na razie oglądałam serial BBC, ale ksiażkę również mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcz enie ogladalam, ale ma w planach. BBc potrafi robic ekranizacje, wiec nastawiam sie na filmowa uczte:)

      Usuń
  5. Znakomity serial BBC zachęcił mnie do przeczytania lektury, muszę bliżej poznać twórczość tej autorki:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeczytalam "Polnoc i Poludnie", tez dobra, ale "Cranford" podobala mi sie troche bardziej.

      Usuń
  6. Jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Elizabeth Gaskell, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. XIX-wieczną Anglię pokochałam dzięki siostrom Bronte, a skoro poza małą objętością Cranford nie ma żadnych wad, to czemu nie zacząć od tej? :)
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze krotsza forma akurat przypadnie ci do gustu? Chociaz ja polecalabym zaczac od jakies cegly, aby posmakowac stylu pisarki.

      Usuń
  7. Mam w planach dzieła Gaskell, więc z pewnością i ta książka mnie nie ominie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie przeczytalam jej dwie ksiazki, a podobno przede mna ta najlpesza - "Zony i corki". Nie mam ostatnio tyle czasu, aby zaglebiac sie w grube tomiszcza, ale z przyjemnoscia, mam nadzieje, przeczytam w 2013.

      Usuń
  8. Kupiłam sobie "Cranford" w zeszłe wakacje w Krakowie i od razu miałam na nie apetyt - niestety, pozwoliłam, by mi umknęło wśród innych spraw. Ostatnio już na kilku blogach czytałam recenzję tego utworu Gaskell i przez to - w tym i przez Ciebie - mój apetyt wraca. Nie ma mowy, bym odpuściła sobie w nadchodzącym roku "Cranford"!
    Jest coś urokliwego w powieściach z epoki wiktoriańskiej.
    Na marginesie, bardzo mi się podoba okładka polskiego wydania. Mój egzemplarz z Collins Classics jest mniej urzekający, przedstawia dwie sędziwe panie na czarnym tle. W Twoim bardziej czuję ten klimat prowincji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam! Ganiam za jakąś książką miesiącami lub latami, a jak wreszcie dopadnę, to stawiam grzecznie na polce i się nią po prostu cieszę!
      Również lubię wiktoriańskie powieści, chociaż nie znam ich tyle, ile bym chciała. To jest jednak wszystko do nadrobienia, jak sądzę :)
      Okładka faktycznie urocza i oddająca klimat książki.

      Usuń
  9. Ja to czytałam w wydaniu z lat 70-tych i nosiło wówczas tytuł "Panie z Cranford". Czyżby nowe tłumaczenie? Niestety nie wiem, kto tłumaczył tamto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nowe, znalazłam, autorką tamtego była Aldona Szpakowska.

      Usuń
    2. Ja też pamiętam, że to się nazywało wówczas "Panie z Cranford", próbowałam czytać, ale było nudne do bólu. Nie będę ryzykować z nowym tłumaczeniem, tym bardziej, że po obejrzeniu doskonałych seriali BBC nabyłam "Północ Południe" i "Matki i córki", ale mnie to usypiało tak, że nie pamiętam nawet, czy doczytałam do końca. Z ang. lit XIX w. wolę siostry B. i Jane Austen, zdecydowanie!

      Usuń
    3. Tak, to nowe tłumaczenie, moim zdaniem bardzo dobre.
      Ja na szczęście żadnych seriali nie oglądałam, wiec zaległe "Żony i córki" przeczytam z zaciekawieniem. Gaskell faktycznie pisze drobiazgowo i są dłużyzny, ale mnie to nie przeszkadza, moja wyobraźnia pracuje wtedy jak szalona.
      Dobrze, ze się różnimy w poglądach, inaczej uschłabym z nudów czytając wciąż te same opinie:)
      Siostry Bronte też lubię, a co do Austen to mam ogromne zaległości do nadrobienia. Ciesze się, że czeka mnie tyle fascynujących lektur!

      Usuń
  10. Uwielbiam powieści osadzone w XIX wieku - ten klimat jest niesamowity. Cieszy mnie Twoja recenzja, gdyż zbieram ciekawe tytuły książek w niewielkim notesie, gdzie w rubryce "XIX wiek" wpiszę również ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli lubisz takie powiesci, to ta rowniez powinna ci sie spodobac:)

      Usuń
  11. Od jakiegoś czasu mam w planach powieści tej autorki. Wydaje mi się, że "Cranford" przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mna na razie dwie powiesci tej autorki i przypadl mi do gustu styl autorki. Ciekawe, jak ty odbierzesz jej ksiazki;)

      Usuń
  12. Niedawno zachwyciły mnie Żony i córki tej autorki, tę książkę dopisuję do swojej listy planowanych zdobyczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zony i corki" jeszcze przede mna. Podczytywalam i wiem, ze sie zachwyce, zostawilam wiec sobie ta ksiazke na jakis czytelniczy dolek.
      "Cranford" jest specyficzna ksiazka, ale bardzo mi sie podobala, mam nadzieje, ze i Ty odniesiesz podobne wrazenie:)

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)