Kinga Choszcz była legendarną polską autostopowiczką, która w ten sposób podróżowała przez świat i życie. Pierwszy raz
usłyszałam o niej, kiedy w czerwcu 2006 roku serwisy informacyjne obiegła
informacja o jej śmierci w Ghanie. Zmarła na mózgową odmianę malarii,
przynajmniej oficjalnie, chociaż w głowie cały czas kołacze mi się myśl, że
może miało to związek z wykupieniem przez Kingę małej dziewczynki z niewoli.
Pierwszy raz z książką Kingi spotkałam się rok
temu, kiedy przeczytałam „Moja pierwszą wyprawę Nepal”, ujął mnie w niej świat
widziany oczyma Kingi i postanowiłam, jako miłośniczka literatury podróżniczej,
sięgnąć po jej dwie inne książki: „Moją Afrykę” oraz „Prowadził nas los”
autorstwa Kingi oraz Radosława Siudy (Chopina).
„Prowadził nas los” powstał na podstawie
prowadzonych przez ową parę dzienników internetowych. Książka jest ładnie
wydana, a jej największym atutem są piękne zdjęcia. No właśnie. Gdybym śledziła
regularnie taki dziennik w internecie, to pewnie przeżywałabym przygody Kingi i
Chopina, czekałabym na kolejną relację i zdjęcia. „Prowadził nas los” jest
okrojoną wersją takiego dziennika. Zdaję sobie sprawę, że niełatwo wybrać najciekawsze
momenty i zdjęcia tak, aby powstało coś na kształt książki. Ja jako
czytelnik czułam się oszukana. Opis Wielkiego Kanionu zawarto w kilkunastu
wersach, podróż przez Peru zajęła kilka stron. Największą uwagę poświecono
środkom transportu, jedzeniu i wspomnieniu kogo spotkano i gdzie spano.
Zupełnie nie widziałam człowieka na stronach tej książki. Nie wiedziałam, co
myślą, czym się martwią i czym radują. Nie odnalazłam co ich fascynowało w
oglądanych krajobrazach, jakich ludzi spotkali na swej drodze. Nic. Suchy zapis drogi jaką przebyli.
Pięcioletnia podróż zapewnie była emocjonująca i obfitowała w przygody, ale nie
ma o tym słowa. O przepraszam – Kindze ukradziono z samochodu plecak z
dokumentami, który na szczęście odnalazła policja, a potem ukradziono jej
aparat i rolki z filmami. Tyle. Ja jednak nie o takich podróżniczych rewelacjach
pragnęłam czytać. Jeszcze raz przekonuje się o tym, że nie każdy, kto podróżuje
powinien pisać o tym książkę. Podróżnik nie staje się automatycznie pisarzem.
Podziwiam, co Kinga i Chopin dokonali, trzeba być odważnym i mieć ogromne pragnienie przygody, aby z niemal pustym portfelem i bez konkretnych planów wybrać się w podróż dookoła świata zdając się na los. Jednak książkę napisali słabą. A propos "Moja Afryka" również mi się nie podobała, przeczytałam ją kilka miesięcy temu.
Nie każdy potrafi pisać. Teraz wszystkim wydaje się że to banalnie proste. Wydaje się więc całe mnóstwo miernot i gniotów:)
OdpowiedzUsuń