czwartek, 9 sierpnia 2012

ZŁODZIEJ Z SZAFOTU, BERNARD CORNWELL


Cornwell, mój Cornwell… Po przeczytaniu „Złodzieja z szafotu” znowu mogę powiedzieć, że przeczytałam dobrą książkę.  Ze zwykłą u niego dbałością o szczegóły i wierność historyczną przedstawia nam siedem dni z życia byłego oficera walczącego pod Waterloo – Ridera Sandmana. Oficer ten, kiedyś stojący dosyć wysoko w hierarchii społecznej stracił wszystko, kiedy jego ojciec – zawodowy hazardzista – popełnia samobójstwo po stracie całego majątku i zaciągnięciu olbrzymich długów. Rider ma na utrzymaniu matkę i siostrę, a sam wiedzie biedne życie, zostaje nawet zmuszony sprzedać swój stopień oficerski. Jego dama serca za namową matki zrywa z nim zaręczyny, a on żyje od jednej do drugiej gry w krykieta wspominając ciężki czas wojny z Francuzami zmagając się z prozą życia. Pewnego dnia zostaje poproszony o stawienie się w biurze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, gdzie czeka na niego zadanie zbadania sprawy pewnego malarza, który został skazany na śmierć za zabójstwo hrabiny. Egzekucja ma odbyć się za siedem dni. Matka skazanego była szwaczką samej królowej, a ta poleciła, aby zrobić ponowną ekspertyzę. Rider Sandman zostaje więc złodziejem szafotu – człowiekiem, który ma uratować potencjalnie niewinną osobę od zawiśnięcia na sznurze.

Zagadka kryminalna została poprowadzona przez Cornwella bardzo dobrze, ale mnie jak zwykle zachwyciło tło obyczajowe. Cornwell doskonale pokazał nam Londyn XIX wieku od ulicy, panujące tam klimaty wprowadzając galerię bardzo ciekawych postaci, które jednak nie odwracają naszej uwagi od głównego wątku, a dodają mu jedynie smaczku. Książkę czyta się szybko i z zainteresowaniem, jest to oczywiście zasługą lekkości i dobrego pióra Cornwella, który potrafi pisać o historii w sposób szczególny. Wiernie kibicowałam szlachetnemu Sandmanowi do ostatniej strony.  Poznałam nieznane mi oblicze wiktoriańskiej Anglii, bowiem do tej pory bywałam tylko na salonach przedstawicieli wyższych klas społecznych, a tutaj spotkałam zwykłych, aczkolwiek bardzo interesujących mieszkańców Londynu, nierzadko wręcz biedotę.

Jak sam Bernard Cornwell pisze w notce historycznej,  starał się dokładnie opisać przebieg egzekucji, niektóre postacie w tej książce są również autentyczne. Merytoryczne przygotowanie autora zasługuje na oklaski, pod tym względem Cornwell nigdy nie zawodzi.

Sama dawkuję sobie książki tego autora, bo kiedy mam gorszy czas lub zwyczajnie trafiam na mniej interesujące pozycje to wiem, że mając w zanadrzu powieść Cornwella mogę być pewna dobrej lektury. Tak było i w tym przypadku.

--------------

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej "Trójki e-pik" -powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii

8 komentarzy:

  1. Zupełnie nie znam tego pana. Oczywiście słyszałam:)ale.... Nabrałam apetytu żeby zobaczyć kogóż to nazywasz swoim Cornwellem. Pytanie tylko od czego zacząć bo facet sporo tego napisał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od "Zimowego monarchy"? Wlasnie koncze i podoba mi sie.

      Usuń
    2. Będę się rozglądać za nią:)

      Usuń
  2. Wiele dobrego czytałam o twórczości Cornwella, ale jeszcze nie miałam okazji na własnej skórze przekonać się jakie wrażenie jego powieści wywołują. Jakiś czas temu kupiłam "Zimowego monarchę", więc to będzie pierwsze spotkanie z Cornwellem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauwazylam, ze lubisz powiesci historyczne, wiec mysle, ze i ta nie bedziesz rozczarowana.

      Usuń
    2. Lubię, to prawda :) W takim razie postaram się Cornwella przecisnąć bliżej początku czytelniczej kolejki :)

      Usuń
  3. Bardzo ciekawa tematyka tej książki. Choć nie czytuję Cornwella, to skuszę się na tą pozycję. ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze ci sie spodoba. Naprawde lekko sie czyta.

      Usuń

Za Twój czas i każde pozostawione słowo bardzo dziękuję :)