Cornwell, mój Cornwell… Po przeczytaniu „Złodzieja
z szafotu” znowu mogę powiedzieć, że przeczytałam dobrą książkę. Ze zwykłą u niego dbałością o szczegóły i wierność
historyczną przedstawia nam siedem dni z życia byłego oficera walczącego pod
Waterloo – Ridera Sandmana. Oficer ten, kiedyś stojący dosyć wysoko w
hierarchii społecznej stracił wszystko, kiedy jego ojciec – zawodowy
hazardzista – popełnia samobójstwo po stracie całego majątku i zaciągnięciu olbrzymich
długów. Rider ma na utrzymaniu matkę i siostrę, a sam wiedzie biedne życie, zostaje
nawet zmuszony sprzedać swój stopień oficerski. Jego dama serca za namową matki
zrywa z nim zaręczyny, a on żyje od jednej do drugiej gry w krykieta
wspominając ciężki czas wojny z Francuzami zmagając się z prozą życia. Pewnego
dnia zostaje poproszony o stawienie się w biurze Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych, gdzie czeka na niego zadanie zbadania sprawy pewnego malarza,
który został skazany na śmierć za zabójstwo hrabiny. Egzekucja ma odbyć się za
siedem dni. Matka skazanego była szwaczką samej królowej, a ta poleciła, aby zrobić ponowną ekspertyzę. Rider Sandman zostaje więc złodziejem szafotu – człowiekiem,
który ma uratować potencjalnie niewinną osobę od zawiśnięcia na sznurze.
Zagadka kryminalna została poprowadzona przez
Cornwella bardzo dobrze, ale mnie jak zwykle zachwyciło tło obyczajowe.
Cornwell doskonale pokazał nam Londyn XIX wieku od ulicy, panujące tam klimaty
wprowadzając galerię bardzo ciekawych postaci, które jednak nie odwracają
naszej uwagi od głównego wątku, a dodają mu jedynie smaczku. Książkę czyta się
szybko i z zainteresowaniem, jest to oczywiście zasługą lekkości i dobrego
pióra Cornwella, który potrafi pisać o historii w sposób szczególny. Wiernie
kibicowałam szlachetnemu Sandmanowi do ostatniej strony. Poznałam nieznane mi
oblicze wiktoriańskiej Anglii, bowiem do tej pory bywałam tylko na salonach
przedstawicieli wyższych klas społecznych, a tutaj spotkałam zwykłych, aczkolwiek bardzo interesujących mieszkańców Londynu, nierzadko wręcz biedotę.
Jak sam Bernard Cornwell pisze w notce
historycznej, starał się dokładnie opisać
przebieg egzekucji, niektóre postacie w tej książce są również autentyczne. Merytoryczne przygotowanie autora zasługuje na oklaski, pod tym względem Cornwell nigdy
nie zawodzi.
Sama dawkuję sobie książki tego autora, bo
kiedy mam gorszy czas lub zwyczajnie trafiam na mniej interesujące pozycje to
wiem, że mając w zanadrzu powieść Cornwella mogę być pewna dobrej lektury. Tak
było i w tym przypadku.
--------------
Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej "Trójki e-pik" -powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii
--------------
Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej "Trójki e-pik" -powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii
Zupełnie nie znam tego pana. Oczywiście słyszałam:)ale.... Nabrałam apetytu żeby zobaczyć kogóż to nazywasz swoim Cornwellem. Pytanie tylko od czego zacząć bo facet sporo tego napisał.
OdpowiedzUsuńOd "Zimowego monarchy"? Wlasnie koncze i podoba mi sie.
UsuńBędę się rozglądać za nią:)
UsuńWiele dobrego czytałam o twórczości Cornwella, ale jeszcze nie miałam okazji na własnej skórze przekonać się jakie wrażenie jego powieści wywołują. Jakiś czas temu kupiłam "Zimowego monarchę", więc to będzie pierwsze spotkanie z Cornwellem :)
OdpowiedzUsuńZauwazylam, ze lubisz powiesci historyczne, wiec mysle, ze i ta nie bedziesz rozczarowana.
UsuńLubię, to prawda :) W takim razie postaram się Cornwella przecisnąć bliżej początku czytelniczej kolejki :)
UsuńBardzo ciekawa tematyka tej książki. Choć nie czytuję Cornwella, to skuszę się na tą pozycję. ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mam nadzieje, ze ci sie spodoba. Naprawde lekko sie czyta.
Usuń