Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura żydowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura żydowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2013

UCIECZKA Z GETTA, Halina Zawadzka


„Ucieczka z getta” Haliny Zawadzkiej, to kolejna przeczytana przeze mnie książka z serii „Żydzi Polscy” Ośrodka Karty. Do tej pory każda lektura wstrząsała mną, zostawiała drzazgę w serca, ale z tą było inaczej. Nie ukrywam, że jest to niezwykle trudna lektura dla Polaków napisana przez Autorkę po pięćdziesięciu latach od tytułowej ucieczki z getta.

Jak pamięta Halina Zawadzka czas wyjścia na aryjską stronę? Boleśnie dla każdego mieszkańca Polski, bo nie znalazła praktycznie żadnej bratniej duszy po tej stronie getta. Z małymi wyjątkami. Często pisze o tym, jak Polacy nienawidzili Żydów i jak mimo całej nienawiści do Hitlera uważali, że powinni być mu wdzięczni za to, że wyczyścił Polskę z Żydów oraz że należy mu się z tej okazji pomnik. Wspominała także nienawiść AK-owców do Żydów, nie tylko w postaci niewybrednych żartów, ale także znanych jej ze słyszenia mordów. Jak sama napisała, czuła się jak biedna, opuszczona Żydówka w okrutnym, chrześcijańskim świecie. Świecie, który nie tylko nie współczuł jej i losowi jej Braci, ale szczerze nienawidził wszystkich Żydów i który był gotów zabić ich lub wydać Niemcom.
Nie ukrywam, że czyta się to wszystko niezwykle przykro, momentami aż trudno uwierzyć, że Halina Zawadzka wspomina dobrze tylko trzy Polki i jednego Polaka. Owe trzy Polki to Halina Słowik oraz jej dwie córki Maria i Olga, które pomagały w ukrywaniu się Hali przez ponad dwa lata i właśnie one, dzięki staraniom Autorki, zostały odznaczone w 1998 roku medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Taki jest punkt widzenia Autorki i stosunek do wydarzeń z okresu okupacji i ma ona oczywiście do niego prawo, jednakże mnie samej trochę raził fakt, że skoncentrowała się tylko na antysemityzmie Polaków sięgając nawet do czasów przedwojennych, bowiem nawet o Niemcach nie napisała tylu gorzkich słów.
Sam zapis owych wydarzeń jest dosyć chłodny, wydaje się pozbawiony emocji, chyba że dotyczą nielubiących Żydów Polaków, bo wtedy emocje aż buzują.
Halina Zawadzka napisała „Ucieczkę z getta” po polsku, w języku, którym myślała i czuła i jak czytamy w przedmowie Zbigniewa Gluzy, „ogłosiła w Polsce: dokonuje tego  k u , a nie p r z e c i w  Polakom” oraz ze „Zależy jej, abyśmy zrozumieli Jej pamięć”. Rozumiem i szanuję, jednakże uważam, że to jedna ze słabszych pozycji serii „Żydzi Polscy”.  


____________
Halina Zawadzka, Ucieczka z getta, seria "Żydzi Polscy", Ośrodek Karta, Warszawa 2011, s. 183.


-----------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze, Z literą w tle, Z półki - 2013, Wojna i literatura, To już było, nie tylko literatura piękna.

Image and video hosting by TinyPic

piątek, 11 stycznia 2013

WSZYSTKO JEST ILUMINACJĄ, JONATHAN SAFRAN FOER


Przeczytałam kilka pierwszych stron „Wszystko jest iluminacją” Foera i myślałam sobie: „Co to jest? O co tyle zachwytów? Język, jak nie przymierzając, z jednej z kreskówek!” Niepoprawność językowa wręcz krzyczała ze stron. Zacisnęłam jednak zęby i czytałam dalej. Myślałam, że książka „przyprawi mnie migreną”, ale po zmęczeniu pierwszego rozdziału okazało się, że jest „dosyć prima sort dla mnie” i przypuszczam, że będzie „dosyć prima sort dla tobie”. Muszę przyznać, że tłumacz wykonał świetną robotę. Chapeau bas! Zaczytałam się w kolejnych stronach i przeplatałam je porykiwaniami ze śmiechu, aż mój szanowny małżonek zaczął się poważnie niepokoić o moją kondycję psychiczną.

Wracając jednak do książki... Jonathan Safran Foer, z pochodzenia Żyd, dzierżąc w dłoni starą fotografię, przyjeżdża na Ukrainę z Ameryki, aby odnaleźć kobietę, dzięki której, jak podejrzewa, udało się jego dziadkowi Safranowi przeżyć podczas niemieckiej okupacji. Poznaje tutaj Aleksa- tłumacza zwanego Szapką bądź Soszą oraz jego dziadka - szofera z suką przewodniczką Sammy Davies Junior, Junior. Akcja biegnie trzytorowo. Mamy więc relację Aleksa z podróży w poszukiwaniu Augustyny oraz sztetla zwanego kiedyś Sofijówką bądź Trochimbrodem. Strony pisanej przez Jonathana powieści mówią nam o fikcyjnych dziejach Trochimbrodu, a także jego mieszkańców z jego praprapraprababcią i prapraprapradziadkiem  włącznie. Listy Aleksa do Jonathana oceniają tworzoną przez Amerykanina powieść oraz odnoszą się do aktualnych spraw.

Od pierwszych stron bardzo kulawa angielszczyzna młodego Ukraińca bawi, jednakże jak mówi Jonathan:
Dawniej myślałem, że humor to jedyny sposób, żeby docenić całą cudowność i straszliwość świata, żeby uczcić ogrom życia. (...) Ale teraz myślę, że jest akurat na odwrót. Humor to sposób, żeby zrobić unik przed tym cudownym, a zarazem straszliwym światem”.
Po połowie książki już tylko się uśmiechałam, napięcie i nerwowe oczekiwanie wbijało mnie w fotel, starałam się nie uronić ani słowa i prawidłowo odczytać ważne zdania o tolerancji, antysemityzmie, miłości (duchowej i cielesnej), szczęściu, przyjaźni, o wojnie, o Holocauście, poszukiwaniu tożsamości. Także o tym, że po kilkudziesięciu latach trudno jest dociec, jak naprawdę było, ta prawda gdzieś umyka, chowa się w zakamarkach pamięci, a czasami zostaje nieco przeinaczona przez osoby trzecie, na przykład przez tłumacza. Lub przez własną pamięć. „Nie tyle ważne jest, co pamiętamy, ile samo pamiętanie. Sam akt pamiętania, proces zapamiętywania i wspominania, rozpoznawania własnej przeszłości... Rzec by można, ze wspomnienia to małe modlitwy do Boga (...)”.

Książka  „podarowała mi fangę” prosto w serce tak silną, że czułam się wewnętrznie poturbowana, ale bywały też momenty, że miałam ochotę odejść od niej na chwilę, tak bardzo potrafiło mnie zmęczyć bogactwo formy, którą bawił się autor. Te wszystkie listy, zapisane sny, kawałki poetyckie pośród i tak różnorodnego języka...  Bałam się, że coś mi umyka, coś istotnego. Miałam rację, część rzeczy niemal zgubiłam po drodze.  Po zakończeniu książki natychmiast zaczęłam ją wertować i czytać jeszcze raz, odnajdować znaczenia, po których wcześnie tylko prześliznęłam się wzrokiem.

“Wszystko jest iluminacją” Foera jest książką, po lekturze której wiem, że przeczytałam coś ważnego, dobrego, innego, może nieco zbyt udziwnionego. Coś, o czym będę myślała przez długi czas. Nikt jeszcze tak nie pisał o Holocauście i nie tylko o tym. Książka, jak dla mnie, do wielokrotnego czytania, poszukiwania nowych znaczeń napisanych tam zdań. Jonathan Safran Foer bardzo mnie zaintrygował i z pewnością w przyszłości spotkam się nie raz z jego twórczością.




__________________

Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją, przeł. Michał Kłobukowski, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2010, s. 437.


Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki. 


------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Wojna i literatura", "Z półki - 2013" (6/32). 

Image and video hosting by TinyPic


niedziela, 6 stycznia 2013

DZIENNIK, ANNE FRANK


Anne Frank radosna, uwielbiana przez rodzinę i rozpieszczana, 12 czerwca 1942 roku wśród prezentów na swoje trzynaste urodziny znalazła dziennik. Wtedy jeszcze mieszkała w swoim przytulnym domu w Amsterdamie, chodziła do szkoły i była prawie szczęśliwa. Prawie, bo do szczęścia brakowało jej tylko najbliższej od serca przyjaciółki, której mogłaby powierzyć wszystkie swoje myśli. Zaczęła więc pisać, w formie listów do wyimaginowanej  przyjaciółki Kitty, dziennik. Na początku przedstawiła swoją klasę, rodzinę i pisała o swoim życiu. 9 lipca nadszedł ten dzień, kiedy cala rodzina Franków musiała przenieść się do przygotowywanej od dawna kryjówki w oficynie budynku przedsiębiorstwa, który wynajmowali razem ze wspólnikiem ojca. To była ogromna zmiana. Na 45 metrach kwadratowych znalazło się siedem, a później osiem, różnych osobowości. Zamieszkała tam rodzina Franków: mama i ojciec Ann (zwany Pimem), jej siostra Margot, sama Anne, a także rodzina van Daan – Petronella, Hermann  i Peter ( w rzeczywistości rodzina van Pels – Auguste, Hermann i Peter) oraz Albert Dussel ( Fritz Pfeffer).

Oficyna w której ukrywało się 8 osób, w tym Anne - źródło 
263 Prinsingracht, Amsterdam - źródło
W takich warunkach ujawniały się wszystkie cechy charakteru, te najlepsze i te najgorsze. Nic nie mogło się ukryć przed współmieszkańcami. Żaden grymas twarzy, żaden uśmiech, żadne rozmarzone spojrzenie, czy łza w oku. Każdy ruch, każdy szept, każde westchnienie słyszane było przez wszystkich. Nie było dokąd uciec, nie można było się schować, zawsze widoczni, zawsze pod czyimś bacznym spojrzeniem. Anne weszła do domu przy Prinsengracht 263 w Amsterdamie jako radosne, wrażliwe, bystre dziecko. Przez dwa lata, podczas których się ukrywała, zdążyła przeobrazić się w młodą, inteligentą kobietę. To tam przeżywała typowy bunt nastolatki, pragnęła być widziana, akceptowana i kochana jako Anne-sama-w-sobie, a nie na przykład przez pryzmat córki czy młodszej siostry. W ukryciu przechodzi  najważniejsze etapy w życiu młodej dziewczyny i kobiety: pierwszą miesiączkę, pierwsze zakochanie i budzenie się uśpionej seksualności.

Sporo było życiowych restrykcji w Oficynie, wszystko uzależnione od rytmu pracy osób, które znajdowały się w kantorze, tuż obok, zaraz za ścianą. Nie wszyscy oni byli świadomi ukrytego świata tuż pod ich nosem. Wolny czas rodzina Franków i van Daanow spędzała głównie na nauce. Dawali sobie nawzajem lekcje francuskiego, niemieckiego, niderlandzkiego, uczyli się stenografii, a Margot nawet łaciny. Anne najbardziej lubiła pisać, ale kochała również książki historyczne oraz mitologię Greków i Rzymian. Czytanie było tym, co ratowało nie raz zdrowie psychiczne wszystkich mieszkańców. Anne pisze:
„(...) czytałam „A lasy wiecznie śpiewają”. To jest bardzo ładna, ale niezwykle osobliwa książka (...)”.

Anne to doskonałą obserwatorką i komentatorką życia. Sposób formułowania myśli i ich uchwycenie na papierze nie raz mnie zadziwiało i zachwycało. Wskazywał na osobę starszą, dużo dojrzalszą. W swoim dzienniku zawiera wiele uwag na temat pomagania innym, potępia egoizm w sytuacjach kryzysowych. Wiele też rozmyśla na temat rodziny, roli matki i ojca. Jej stosunki z matką i siostrą nie układają się dobrze. Czuje się osamotniona, a one nie potrafią dotrzeć do jej wnętrza i zrozumieć jej rozterek.
Kocham je tylko dlatego, że są mamą i Margot, jako ludzie – mogą sobie pójść do diabla. Z tatą jest sprawa całkiem inna”. Tak, to ojca kocha najbardziej na świecie.
Oczywiście wkrótce kaja się za te surowe słowa. Potępia jednak mamę za to, że stara się być ich przyjaciółką, bo Anne potrzebuje przede wszystkim matki.

Nastroje w Oficynie panują różne, wiele uzależnione jest od wieści z frontu, pogody, zaopatrzenia, zachowań współmieszkańców. Anne również ma swoje lepsze i gorsze dni, jednak mimo całej sytuacji nie odnajdziemy w jej codziennych zapiskach pesymizmu. Zdaje sobie oczywiście sprawę z powagi sytuacji i grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa:
Wieczorami w łóżku, widzę się w więzieniu, samą, bez taty i mamy. Czasami wlokę się drogą albo nasza Oficyna się pali, albo przychodzą po nas w nocy, a ja włażę w rozpaczy pod lóżko. Widzę wszystko, jakbym sama to przeżyła. A potem jeszcze uczucie, że to wszystko może zaraz nastąpić!
Wie również, że całej ósemce bardzo się poszczęściło. Wiele, jeśli nie wszystkie, jej koleżanki cierpią głód, nędzę i chłód. Im się udało, bardzo to ceni i wspomina w swych modlitwach wszystkich Żydów.

Ostatni zapisek z dziennika pochodzi z 1 sierpnia 1944 roku. Jak czytamy w posłowiu „Pewne jest , że ukrywający się zostali zdradzeni”.  4 sierpnia zostają stamtąd zabrani, trafiają do obozu przejściowego w Westerborku, skąd ostatnim transportem 3 września deportowano ich do Auschwitz. Matka Anne i Margot- Edith Frank zmarła w Oświęcimiu 6 stycznia 1945 roku. Siostry zostały wywiezione pod koniec października 1944 roku do Bergen-Belsen, gdzie wiosną obydwie straciły życie podczas epidemii tyfusu.  Otto Frank – ojciec Anne jako jedyny przeżył Oświęcim i swoje życie poświecił na głoszeniu światu świadectwa Anne.

Rodzina Anne Frank - źródło 

Dzięki „Dziennikowi” poznałam dwa lata z życia Anne, ja i miliony innych. Udało jej się skraść i moje serce.  Znając wcześniej historię Anne, a szczególnie jej tragiczny finał, każdą stronę pochłaniałam, czasami ocierając ukradkiem łzę, kiedy czytałam o jej marzeniach i powojennych planach.
Siedzę i oglądam zdjęcia Anne, uśmiechniętej, radosnej. W sercu mam ogromny żal. Wspaniała, inteligentna dziewczyna. Kimże by była teraz? Czy spełniłyby się jej marzenia i oczekiwania wobec świata i samej siebie?

Na wirtualną wycieczkę po Oficynie można udać się tutaj: The hiding place in 3D



_____________________

Anne Frank, Dziennik, przeł. Alicja Oczko, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s. 315.


Zdania napisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


-----------------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań: "Wojna i literatura", "To już było", "Trójka e-pik", "Z półki - 2013" (4/32), "Nie tylko literatura piękna".



Image and video hosting by TinyPic