
Joshua M. Greene jest autorem dokumentu
„Witness: Voices from Holocaust”, który zdobył wiele nagród, dostępnego również
w wersji książkowej. Tym razem przywołał historię już niemal zapomnianą, a z pewnością
niknącą w cieniu procesu w Norymberdze, zupełnie zresztą niesłusznie. Za
procesem w Norymberdze, na którym sądzono nazistowskie „gwiazdy” , stały tłumy pomocników,
doskonale zaplecze techniczne, ogromne pieniądze. Był też najbardziej nagłośniony,
a później okrzyknięty jednym z najbardziej doniosłych wydarzeń w XX wieku.
Niemal w tym samym czasie, na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Dachau, odbywał
się drugi proces, który miał na celu osądzić tych, którzy faktycznie trzymali broń
w ręku i bez mrugnięcia oka zabijali, tych, którzy wykonywali eksperymenty
medyczne, wstrzykiwali benzynę w serce, torturowali, głodzili na śmierć,
upokarzali na każdym kroku. To oni bezpośrednio przyczynili się do śmierci
wielu tysięcy więźniów i nie żywili do nich żadnych uczuć oprócz pogardy. Byli wśród
nich obozowi lekarze, sanitariusze, kapo, ludzie odpowiadający za zaopatrzenie,
komendant obozu, ale głównie byli to „zwykli” ludzie, którzy przed wojną nie
piastowali żadnych ważnych urzędów. Proces takich „zwykłych” ludzi nie tylko
nie przyciągał zbytnio uwagi mediów i świata, ale także pieniędzy, a co za tym stało
- ciężką pracę wykonywała garstka ludzi w
trudnych warunkach. Ponadto pojawiły się naciski, aby proces przeprowadzić w
jak najkrótszym czasie i uzyskać jak najwięcej wyroków skazujących.
Głównym bohaterem książki jest William Denson
– główny oskarżyciel nie tylko na procesie zbrodniarzy z Dachau, ale także z Mauthausen,
Flossenburga i Buchenwaldu, które odbyły się w latach 1945-1947. Ten młody,
trzydziestoletni prawnik z Alabamy wierzył w prawdę, odpowiedzialność, honor i wolność
oraz w to, że każdy ma prawo do obrony i zgodnego z prawem procesu. Mimo nacisków
z góry nie pozwolił na pobieżne przygotowania do żadnego z procesów, dbał o
solidne przygotowanie dowodowe, a z tysiąca świadków wybierał takich, którzy mogli
być najbardziej wiarygodni w oczach amerykańskiego sadu i nie kierowali się chęcią
zemsty. Uważał, że każdy, który dobrowolnie brał udział w zbrodniach do których
doszło za drutami obozów czy podczas transportu więźniów, jest winny i nie może
się zasłaniać rozkazami z góry.
Denson osiągnął sukces, „po wszystkich odwołaniach i rewizjach 97 spośród 177 ludzi, których oskarżał,
zostało powieszonych”. Okupił to koszmarami sennymi, brakiem apetytu,
znaczną utratą wagi, wycieńczeniem. Po dwóch latach procesów wyglądał jak jeden
z byłych więźniów obozów koncentracyjnych.
Jednakże
„Procesy ustanowiły zasadę, że ci, którzy biorą udział w okrucieństwach – albo bezpośrednio,
albo przed dobrowolny współudział – zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”.
Na koncie miał jedną porażkę, która bolała go
bardzo. Chodziło o Ilse Koch – „wiedźmę z Buchenwaldu”, tą samą, która lubowała
się w ludzkiej skórze pokrytej tatuażami, z których podobno kazała wyrabiać
sobie rękawiczki czy abażur na lampę, a jej mąż miał w swoich zbiorach
zmumifikowaną ludzką głowę. Sadystyczna, okrutna, upajała się ludzkim strachem,
kazała zabijać ludzi za najmniejsze „przewinienia”, takie chociażby jak
spojrzenie na nią. Nigdy nie zdołano w sposób wystarczający dowieść jej winy, a pierwotny wyrok dożywotniego więzienia znacznie złagodzono.
Po powrocie do Stanów Zjednoczonych nie
czekała na Densona niego wielka sława i lukratywne oferty pracy. Z ogromną niechęcia i
niezrozumieniem spotkał się też jego protest przeciwko rewizji wyroku Ilsy
Koch. Jego ciężką pracę podczas procesów w Dachau doceniła tylko Francja, która
przyznała Densonowi Order Legii Honorowej.
Sprawę procesu z Dachau pokryła więc patyna
czasu, ale gdy na świecie znowu zaczynało się dziać źle, poczynając od
Wietnamu, poprzez Rosję, Rwandę i kraje byłej Jugosławii, Denson uznał, że nie może
dalej milczeć. Wyruszył z serią odczytów, przygotowywał również materiały do
publikacji książkowej. W ciągu całego życia zdołał ocalić wiele dokumentów z
procesów, setki zdjęć, które skrzętnie katalogował. Zanim wcielił w realizacje swoje plany zmarł w wieku 85 lat.
Kiedy zapytano go na jednym z wykładów,
dlaczego nikt nie słyszał o procesach w Dachau, powiedział: „Ponieważ później chcieliśmy zapomnieć, wrócić do poprzedniego życia –
nie tylko my, którzy tam byliśmy, ale rząd amerykański i niemiecki, i cały świat.
(...) Moim zdaniem jedna z najważniejszych rzeczy, jakie się wydarzyły, jest
uznanie, że nawet ludzie, którzy zostali pokonani, mają prawa i że te prawa są
zawarte w traktatach – nie podyktowane impulsem chwili. (...) Nie możemy zakładać,
że nie będzie następnego Holocaustu. Bedzie, dopóki ludzie nie nauczą się respektować
praw człowieka. Ale możemy wykorzystywać zapisy tamtych spraw, aby zadać kłam
tym, którzy mówią, że nigdy nie było Holocaustu. Zawsze działajcie z całą energią,
aby bronić prawa tych, których prawa są deptane. To wasze zadanie i moje
zadanie”.
Denson był wspaniałym prawnikiem podziwianym
przez swoich kolegów po fachu i wielkim człowiekiem, o którym pamięć, mam
nadzieję, nie umrze. A świadczą o nim najlepiej te słowa: „Nie jestem dumny z tego, że oskarżałem stu siedemdziesięciu siedmiu
ludzi na tych procesach. Nie jestem dumny z tego, że wielu z nich zostało
powieszonych, a inni otrzymali wyroki długoletniego więzienia. Ale jest coś, co
budzi w moim sercu poczucie dumy. Kiedy ocalały podchodzi do mnie i mówi:
<<Dziękujemy za to, co pan dla nas zrobił>>. Z tego jestem dumny”.
„Sprawiedliwość w Dachau” Greene’a to wspaniała
książka, jeden z najważniejszych głosów w sprawie Holocaustu. Powstała nie tylko
na podstawie archiwum Densona, autor dotarł także do ludzi, którzy byli obecni
na procesach w Dachau, w tym do Paula Gutha, który był zastępcą Densona na
procesach zbrodniarzy z Dachau i Mauthausen. Bardzo pomocni byli również archiwiści z Yad Vashem oraz Muzeum Holocaustu w Stanach
Zjednoczonych. Książka pewnie nigdy by nie powstała, gdyby nie druga żona
Densona – Huschi, którą Denson poznał podczas pierwszego procesu w Dachau. To właśnie
jej Greene zadedykował swoją książkę. Huschi umożliwiła mu nie tylko wgląd do
piwnicznego archiwum, ale była także niezwykle pomocna dzięki swoim kontaktom. Wybranka serca Densona wyjechała do Stanów Zjednoczonych przed zakończeniem wszystkich procesów,
a jemu zabrało dwa lata jej odnalezienie, a później jeszcze dłużej
zdobycie jej serca. Z ciekawostek – Huschi była córką księżniczki Elizabeth
Charlotte zu Hohenlohe-Oehringen zwanej Lily oraz hrabiego Hansa-Clemensa von
Fracken-Sierstorpffa zamieszkałych w Żyrowej w dzisiejszym województwie opolskim. Jest więc
w rzeczywistości hrabiną Constance von Francken-Siertorpff. Pałacyk w Żyrowej,
po którym biegała mała Huschi znam i ja, bo zdarzyło mi się tam być przejazdem.
Wracając do samej książki, to zawiera ona
fragmenty oryginalnych stenografów z procesów w Dachau, przedruki artykułów ukazujących
się na ten temat, fragmenty oryginalnych listów, a także zdjęcia. Wszystkie wątki
wiąże osoba głównego oskarżyciela. Nie są to jedynie suche fakty, a wszystko,
mimo częstego prawniczego języka, jest bardzo zgrabnie ze sobą połączone i
napisane bardzo dobrym piórem. Czasami nie można się wręcz oprzeć wrażeniu, że
Greene pisał niektóre sceny tak, że można je przenieść od razu na plan filmowy.
Opisane procesy sadowe są istnym historycznym majstersztykiem.
Jest to bolesna, ale niezwykle pasjonująca
lektura. Książka wręcz doskonała, o której cokolwiek bym napisała, to i tak będzie
niewystarczające. Trzeba
przeczytać samemu.
_______________
Joshua M. Greene, Sprawiedliwość w Dachau. Opowieść o procesach nazistów, przeł. Maciej Antosiewicz, Świat Książki, Warszawa 2012, s. 429.
Pierwsze zdanie: W połowie marca 1945 roku, w ostatnich dniach drugiej wojny światowej, amerykańska 42 Dywizja Piechoty, znana jako "Tęcza", straciła prawie połowę ludzi.
Ostatnie zdania: Bill Denson nie udawał, że zna wszystkie odpowiedzi. Bill Denson nigdy nie udawał w niczym, co robił. Jego życie jest świadectwem, że zagwarantowanie uniwersalnych praw człowieka wymaga uczciwości, wytrwałości i umiejętności wyboru właściwej drogi, a nie drogi wygodnej - ludzie tacy jak Bill Denson nie potrafią zachować się inaczej.
------------------------