Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura norweska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura norweska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

DOM ZE ŚLEPĄ WERANDĄ, Herbjørg Wassmo

Ochota na przeczytanie „Domu ze ślepą werandą”
Herbjørg Wasmo naszła mnie niespodziewanie. Tak sobie kiedyś myślałam o książkach, które zrobiły na mnie duże wrażenie i wśród nich jest „Księga Diny” tejże autorki. Zatęskniłam za tym specyficznym prowadzeniem opowieści i zaglądaniem do mrocznych dusz ludzkich. „Pokolenia” jeszcze nie mam, aczkolwiek do mnie leci i pewnie kiedyś doleci, zamówiłam sobie tą książkę u męża z okazji naszej niedawnej rocznicy ślubu. Czytanie „Domu ze ślepą werandą” ma jeden minus – wiem, że to pierwsza część trylogii, dwóch pozostałych tomów nie przetłumaczono na polski, na angielski również nie, a po norwesku już się raczej czytać nie nauczę. Mam jednak nadzieję, że kiedyś doczekam się tłumaczenia na jakiś znany mi język. W końcu jeśli wydano „Pokolenie”, to może i „Dom ze ślepą werandą” też się doczeka. Po przeczytaniu tej książki wiem już, że powinien, bo to doskonała proza. Kilkanaście stron zajęło mi wgryzanie się w powieść, a potem nie mogłam już oczu od niej oderwać, bo bałam się, że coś mi umknie, że coś przeoczę. Skończyłam czytać, gdy prawie świtało, bardzo nierozsądnie mając dwójkę dzieci. 

Herbjørg Wassmo potrafi słowem opisać każdy odcień mroku życia, szarość codziennego dnia, ciemność zaułków ludzkiej duszy. Jasnych momentów w tej książce jest niewiele, próbują się przebić, ale zostają stłamszone przez ciemność i „groźność”.

Gdzieś na Lofotach, w małej rybackiej wiosce, mieszka w wieloizbowcu rudowłosa Tora. W trudnych powojennych latach pięćdziesiątych, gdzie nikt nie ma pieniędzy, a wielu także pracy, ubrania przerabia się wielokrotnie, wychodek jest punktem spotkań mieszkańców i miejscem odosobnienia, jest chłodno i głodno -jej dzieciństwo nie jest wesołe. Matka pracuje ciężko oprawiając ryby, a ojczym Henryk... Najlepiej żeby nie istniał. Jej życie jest napiętnowane, urodziła się bowiem ze związku jej matki z okupantem. Z Niemcem. W Norwegii jeszcze nie zapomniano, pamięć o  tragicznych latach pod niemiecką okupacją jest wciąż żywa i krwawi, zieje nienawiścią. Co ważne, nie urodziła się z przemocy, a z miłości i to Norwedzy zabili jej niemieckiego ojca.

Powieść nie miałaby może aż tak tragicznej wymowy, gdybyśmy nie patrzyli na wszystkie wydarzenia oczami Tory. To ona nam obnaża swoje lęki, przerażenie, niemoc, nienawiść. To ona słowami skrzywdzonej dziewczynki opowiada nam o tym, jak to jest być dzieckiem molestowanym seksualnie, które nie może uwolnić się od swojego oprawcy. Dla Tory bowiem nie jej pochodzenie jest przekleństwem, ale owa groźność. Opowiada o tęsknocie za matką, która chociaż jest blisko, to jednak jest daleka, bo sama nie może się uporać ze swoimi demonami. A Tora nie ma nikogo, tylko ją. A przecież „Dzieciaki zawsze były sprawą kobiet”.
Tora nie prosi o pomoc, nie skarży się nikomu, sama niesie swój krzyż, bo nie przyszłoby jej do głowy, że może być inaczej i że mozna coś zmienić. Strach to jej drugie imię, a beznadzieja trzecie. I ten strach oraz beznadzieja udzielają się czytelnikowi.
Mroczna i bardzo smutna to opowieść, aż chciałoby się mieć możliwość doczytania jak potoczą się losy Tory i innych mieszkańców wieloizbowca. Czy można jednak mieć odrobinę nadziei? Myślę, że nie. Może kiedyś się przekonam, czy miałam rację.

Jeśli ktoś, kiedyś będzie miał możliwość przeczytania, to polecam ogromnie, mimo trudnej tematyki. Wassmo jest mistrzynią opisywania ludzkich dramatów, jest jedną z niewielu pisarzy, którzy potrafią naprawdę wstrząsnąć czytelnikiem. 



______________
Herbjørg Wassmo, Dom ze ślepą werandą, przeł. Adela Skrentni, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1991, s. 214.

Image and video hosting by TinyPic

sobota, 13 kwietnia 2013

PTAKI, TARJEI VESAAS


Tarjei Vesaas namalował „Ptaki” słowami, inaczej nie jestem w  stanie określić tej powieści. To piękna, liryczna historia, której lektura sprawiła mi ogromną przyjemność. Gdzieś z zakamarków pamięci wydobywałam obrazy z  „Żywota Mateusza” Witolda Leszczyńskiego z 1967 roku, ekranizacji powieści, której poetyckie zdjęcia i nastrojowa muzyka dawno temu poruszyły mnie do głębi. Wyraźnie pamiętam niesamowitą kreację Franciszka Pieczki w roli Mattisa i Annę Milewską w roli Hege (Olgi w polskiej wersji). Jednak końcówkę przysłoniła mgła niepamięci. I dobrze, bo mogłam do niemal ostatniej strony powoli smakować tą powieść.

Gdzieś nad brzegiem jeziora, stoi zagubiona wśród lasów chata Mattisa i Hege. Są rodzeństwem i obydwoje dobiegają czterdziestki. Mattis, często jest określany jako mężczyzna o umyśle dziecka, ale ja powiedziałabym, że to raczej ktoś bardzo wrażliwy, nieprzystosowany kompletnie do życia i jego ciemnych stron, ktoś, kto ma nadwrażliwość słuchową nie tylko skierowana na świat zewnętrzny, ale i jego własny, wewnętrzny. Bo Mattis słyszy wszystko, nie tylko ten glos, który nosi w środku. Mnogość bodźców powoduje problemy nie tylko z odbiorem świata i ludzi, ale także w komunikowaniu się. Nie potrafi sprecyzować swoich myśli i odczuć. Jego ostoją, jedynym pewnym punktem, wokół którego kreci się jego życie, jest Hege. To kobieta, która poświęciła siebie, swoje prywatne szczęście dla swojego brata. Samotna, bardzo samotna Hege, potrafi przeniknąć czasami do świata Mattiasa, ale pragnie także, aby on sam był bardziej samodzielny, postarał się znaleźć swoją własną ścieżkę do „normalnego świata”, a ona mogłaby mieć nieco życia dla siebie. Ale ten jej realizm jest często zbyt brutalny dla Mattisa.

źródło
Mattis bardzo się stara zrozumieć świat i ludzi, chociaż ci ostatni sprawiają mu sporo problemów. Analizuje drobiazgowo ich twarze, każde padające słowo, zdaje sobie również sprawę, że za plecami nazywają go „Pomyleńcem”. Sam mówi niemal szyfrem, bo nie jest w stanie w słowach zawrzeć wszystko to, co kłębi się w jego umyśle i mało który człowiek potrafi go zrozumieć. Ci, którzy w jego mniemaniu reagują dobrze na jego słowa, nazywa mądrymi, od innych stroni. Podobnie Mattis dzieli świat – na ten bezpieczny i na ten, który mu zagraża.


źródło
Mattis odbiera otoczenie bardzo sensualnie, potrafi zachwycić się przyrodą, dostrzec piękno tam, gdzie inni przechodzą obojętnie. Piękny widok, czy odkrycie nowego ciągu słonki potrafi dostarczyć mu tyle wzruszeń i radości, że jest w stanie obdzielić nimi wiele swoich dni. W świecie pozbawionym ludzi odnajduje się doskonale i z takim otoczeniem potrafi się porozumieć, czuje się też przez nie bardziej akceptowany.
Ten delikatny  mężczyzna ma w sobie barometr emocji i czuje nadchodzące zmiany. Historia słonki i dwóch drzew w pierwszej i drugiej części książki, są niejako zapowiedzią dramatycznych zdarzeń w trzecim akcie.

„Ptaki” Vesaasa to emocjonalny tryptyk namalowany delikatną kreską. To obraz, który mimo tego, że jest oszczędny w słowach potrafi dotknąć duszy i wzruszyć do łez.





___________
Tarjei Vesaas, Ptaki, przeł. Beata Hłasko, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964, s. 212.


-------------------------


Image and video hosting by TinyPic

czwartek, 4 kwietnia 2013

NIE OGLĄDAJ SIĘ, KARIN FOSSUM


Moje pierwsze spotkanie z Karin Fossum nie było udane. Przeczytałam „Utraconą” i nie mogłam podzielić ogólnych zachwytów, dla mnie to był średni kryminał, w którym mordercę poznałam już na samym początku, więc nie za bardzo widziałam sens czytania całej książki. Przemogłam się jednak, bo myślałam, że dalsza treść mnie zachwyci, tak się jednak nie stało. Lubię prowadzić śledztwo razem z policjantami, odkrywać kolejne ślady i głowić się nad rozwiązaniem zagadki. Nie znoszę, gdy ktoś podaje mi wszystko niemal na talerzu, odbierając przyjemność rozwikłania zagadki. Z tego powodu książka „Nie oglądaj się” długo czekała na swoją kolej, a do samej lektury podeszłam z mocnymi uprzedzeniami, spodziewałam się, że znowu mi się nie spodoba.

W małej norweskiej miejscowości, takiej, gdzie wszyscy się znają, nad brzegiem stawu zostaje znalezione ciało piętnastoletniej dziewczyny. Ułożono je troskliwie i przykryto kurtką. Kto miał powód, aby pozbawić życia młodą, atrakcyjną, wysportowaną Annie? Śledztwo prowadzi doświadczony Konrad Sejer oraz młody i bystry Jacob Skarre. Nie używają żadnych wyrafinowanych metod śledczych. Przede wszystkim chcą się dowiedzieć kim była zrównoważona, cicha i nieufna Annie. Może miała jakiś sekret?

Podczas śledztwa wyłania sią rys charakterologiczny nie tylko samej zamordowanej, ale także jej rodziny, chłopaka, sąsiadów. Dowiadujemy się o ich skrzętnie ukrytych tajemnicach, o tym, jacy są na co dzień, co ich trapi. Nie ma tutaj krwawych poscigów i strzelaniny, a narracja, mimo tego, że wolna, jest niezwykle intrygująca.
Autorka nie raz myli tropy, podrzuca nam nowe fakty, które wywracają nasze podejrzenia do góry nogami, trzyma cały czas w niepewności i napięciu. Niektóre tropy są jednak zbyt oczywiste i gdzieś po przeczytaniu trzech czwartych książki w mojej głowie skrystalizowało się podejrzenie, kto zabił Annie i nie myliłam się. Mimo tego doczytywałam książkę z zainteresowaniem, bo bardzo chciałam się dowiedzieć, czy moje przeczucia mnie nie mylą.

Niezła powieść kryminalna, powiedziałabym nawet, że całkiem dobra. Karin Fossum zaintrygowała mnie bardziej i nie wykluczam, że sięgnę po kolejne powieści tej autorki w przyszłości.


__________
Karin Fossum, Nie oglądaj się, przeł. Ewa Bolińska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 289.

Pierwsze zdanie: Ragnhild ostrożnie otworzyła drzwi i wyjrzała na zewnątrz. 

Ostatnie zdanie: Nikt ich nie widział. 


-------------------------


Image and video hosting by TinyPic

piątek, 7 września 2012

KSIĘGA DINY, HERBJORG WASSMO


"Księga Diny" Herbjørg Wassmo nie jest mi obca. Pierwszy raz przeczytałam ją niedługo przed premierą filmu pod tym samym tytułem, który ukazał się na dużym ekranie w 2002 roku. Niezapomniane dla mnie kreacje Marii Bonnevie w roli Diny i Gerarda Depardieu w roli Jacoba. Niedawno natchnęło mnie na czytanie i poszukiwanie dobrej literatury skandynawskiej, ale niekoniecznie, tak ostatnio popularnych w Polsce, kryminałów. W tym roku mam szczęście, pokochałam trylogię Anne B. Ragde, odkurzyłam i przeczytałam piękne "A lasy wiecznie śpiewają" Gulbranssena. Miałam ochotę na coś równie dobrego. Szczęśliwym trafem wpadła mi w ręce "Księga Diny", postanowiłam więc odnowić znajomość z niebezpieczną tytułową bohaterką. Zabłądziłam ponownie do mrocznego i dziwnego świata Diny, zgubionego wśród norweskich fiordów, zorzy polarnej i dmącego, zimnego wiatru wiejącego od morza. 

Dina. Jako dziecko oskarżona przez swojego ojca o zabicie brzemiennej matki, która zmarła śmiercią pełną bólu i krzyków. Ten krzyk prześladował ją zawsze. Nieszczęśliwy wypadek, który stał się jej udziałem nigdy nie został jej wybaczony. Ojciec karał ją brakiem miłości, odrzuceniem, odesłaniem na wychowanie do zupełnie obcych ludzi. I tak rosło wilczątko, z ogromną zadrą w sercu, niekochane i nierozumiane przez nikogo. Nie potrafiła się przystosować do otaczającego świata i ludzi, a później nawet już tego nie chciała. Żyła w zgodzie ze sobą, za to w opozycji do całego świata. Potrafiła się pochylić nad biednymi i zwierzętami, pamięć o krzywdach, których sama doświadczyła nie pozwoliła jej postąpić inaczej.


Wyrosła na prawdziwą wilczycę, hardą, nieustępliwą, galopującą na czarnym Szatanie wśród fiordów niczym jaki parobek, umykała wszelkim konwenansom. Istniała po to, aby posiadać i nie być w niczym posiadaniu. Była potężną kobietą o zwierzecym magnetyzmie, chociaż niby wcale niekobieca z wyglądu i zachowania. Siedziała w salonie z mężczyznami, czym doprowadzała ich do rozterek, paliła fajkę i cygara, piła w wino w ilościach niepasujących do damy. Damą z pewnością się nie czuła, ale panią na Reinsnes a jakże! Nie zajmowały ją sprawy domowe, kochała malarstwo, muzykę i liczby. Te rozumiała. Widziała zmarłych i potrafiła z nimi obcować. Była Diną, robiła więc co chciała i brała wszystko, czego potrzebowała.  Bywało i tak, że tego, czego i kogo nie potrzebowała potrafiła zniszczyć. Miała jedno życie, więc chciała je przeżyć najlepiej dla niej. Wielka, silna kobieta na zewnątrz, niepozbawiona szaleństwa według innych, w środku była wielkim, zranionym dzieckiem, na dodatek ciągle krzywdzonym przez tych, których kochała. A ran zadanych jej sercu i duszy znieść nie mogła... 

Jedni nienawidzą Diny, drudzy pozwolili się jej omamić. Ja należę do tych drugich. Jej siła i magnetyzm sprawiły, ze potrafię na wiele jej występków popatrzeć zza wpółprzymkniętych oczu. Świat książki z  bogato wymalowanym tłem obyczajowym i żywymi, przepięknymi opisami norweskiej przyrody zawłaszczył mnie na wiele długich, wspaniałych godzin. Po raz kolejny. Tym razem mogłam ją czytać także siedząc na klifie i spoglądając na morze, nie raz miałam wrażenie, że za moment ujrzę Dinę galopującą wśród dzikich, wysokich traw. 
Marzy mi się przeczytać inne książki Herbjørg Wassmo, zawitać do innego, wspaniale wykreowanego przez nią świata.



Herbjørg Wassmo, Ksiega Diny/ Dinas bok, przeł. Ewa Partyga, s. 633, Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 1999.

Zdania napisane kursywą są cytatami z książki

------------------------------------

Książkę przeczytałam w ramach  wrześniowego "Tygodnia bez nowości".