Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt Nobliści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą projekt Nobliści. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2013

ZNAK WODNY, Josif Brodski


Moje pierwsze polskie wydanie tej książki poprzetykane jest pięknymi sztychami Joannesa Baptisty Brustoloni. Cudownie obrazują poetycko-nostalgiczną treść. Esej niewielki, zaledwie sto stron, a pochłania całkowicie uwagę i narzuca wolne tempo czytania. Tam wśród stron słychać szum wody, cichy plusk wiosła, krople wody, które spływają po murach i drążą je niestrudzenie. Przez esej płynie się niczym gondolą, wznosi i opada, czytając pełne miłości, troski i uwielbienia słowa na temat kolejnego miasta Brodskiego nierozerwalnie połączonego z wodą, tym razem położonego na bagnistych wyspach, poprzecinanego niezliczonymi kanałami. Wenecja.
W zimie budzi nas w tym mieście, zwłaszcza w niedzielę, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny, porcelanowy serwis do herbaty. Otwieramy okno na oścież i pokój w jednej chwili zalewa ta kłębiąca się na zewnątrz, przesycona dzwonieniem mgiełka.”.
Potrzeba nieco czasu, aby wsluchać się w tą mokrą opowieść lawirującą pomiędzy kanałami.

Przez siedemnaście zim Brodski chował się świątecznie i noworocznie w Wenecji, która ukochał właśnie o tej porze roku. Nie-mieszkaniec, ale również nie-turysta, dostrzegał w tym mieście więcej niż przeciętne oko. I mam wrażenie, że kochał Wenecję nie mniej, niż przeciętny wenecjanin.  Poetycka proza Brodskiego to obrazy miasta odbite w wodzie i w lustrach, cuda architektury, które oglądane przez pryzmat wody nabierają zupełnie innego znaczenia, wrażenia przemijalności, upływania czasu.

Cudownie byłoby spacerować ze „Znakiem wodnym” po Wenecji, jakże inaczej brzmiałyby te słowa na moście Westchnień czy u stóp Canale Grande. Jakże inny byłby Plac św. Marka czy mały bar przy stazione. „My bowiem znikamy, a piękno pozostaje. My bowiem zmierzamy w przyszłość, podczas gdy piękno jest wieczną teraźniejszością”.
Z przyjemnością poznałam Wenecję Brodskiego, ale przyznaję, że wolę jego Petersburg, bardziej rosyjski, słowiański i bliższy mojemu sercu.
Brodski ukochał obydwa miasta, w Petersburgu zostawił swoje serce, zaś jego ciało spoczęło  na San Michele.


Powiązane linki:
  1. Dyptyk petersburski, czyli przewodnik po przemianowanym mieście
_____________
Josif Brodski, Znak Wodny, przeł. Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1993, s. 105.

Pierwsze zdanie: Wiele księżyców temu dolar byl wart 870 lirów, a ja miałem trzydzieści dwa lata.

Ostatnie zdanie: To samo z miłością: nasza miłość jest także większa niż my sami.

-------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Rosja w literaturze, Z literą w tle, Projekt Nobliści

Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 27 maja 2013

DYPTYK PETERSBURSKI, CZYLI PRZEWODNIK PO PRZEMIANOWANYM MIEŚCIE, Josif Brodski


Już od kilku dni zastanawiam się, jak napisać o „Dyptyku petersburskim” Josifa Brodskiego, bo te dwa eseje są tak dobre, że powinnam się ograniczyć do przetoczenia kilku cytatów, które byłyby najlepszą rekomendacją. Będę więc oszczędna w słowach i niech Brodski mówi sam za siebie, bo to on jest mistrzem słowa pisanego.

Pierwszy esej, w oryginale napisany po rosyjsku, a przetłumaczony przez Pawła Hertza – „Przewodnik po przemianowanym mieście” – traktuje o ukochanym mieście Brodskiego, któremu patronują dwa pomniki – słynny Jeździec Miedziany na Placu Senackim oraz pomnik Lenina przed dworcem Fińskim. To Petersburg, przez 67 zwany również Leningradem. 
"Oto więc miasto, liczące sobie dwieście siedemdziesiąt sześć lat, istnieje pod dwiema nazwami - otrzymanej przy "narodzinach" i potem, jako "przezwisko" - jego mieszkańcy natomiast wolą nie używac ani jednej, ani drugiej. W dokumentach i adresach pocztowych piszą oczywiście Leningrad, ale w rozmowie potocznej mówią po prostu Piter. Bynajmniej nie chodzi tu o politykę, ale o to, że i Leningrad, i Petersburg są raczej trudne do wymówienia, a poza tym ludzie zawsze chętnie nadają przezwiska zamieszkiwanym przez siebie miejscowościom, co w istocie stanowi coś w rodzaju kolejnego etapu przywykania do swojej siedziby”.
Brodski maluje jego duchowy portret, mocno osadzony w ramach historii, przypomina, że to rosyjskie miasto zbudowano nad kanałami Newy, niczym Wenecję Północy i jest najmniej rosyjskim miastem, a przez to bardzo osamotnionym.
To miasto rzeczywiście wznosi się na kościach swoich budowniczych w tej samej mierze, co na wbitych przez nich słupach. W pewnym stopniu odnosi się to również do każdego innego miejsca w Starym Świecie, ale zazwyczaj historia jakoś potrafi dać sobie radę z niemiłymi wspomnieniami. Petersburg jest za młody, aby można było złagodzić jego mitologię i za każdym razem, kiedy zdarza się tu żywiołowe lub zawczasu obmyślone nieszczęście, można dostrzec w tłumie jakąś "zagłodzoną", pozbawioną wieku twarz z zapadniętymi poblakłymi oczyma, i usłyszeć szept: "Przecie wiadomo, że to miejsce przeklęte!" Wzdrygamy się, ale po chwili, kiedy jeszcze raz chcielibyśmy spojrzeć na mówiącego, nie ma po nim nawet śladu”.
Petersburg w oczach Brodskiego i świata, to nie tylko piękne położenie, wspaniałe budynki, ale przede wszystkim kolebka literatury rosyjskiej.
Ale chyba lepiej niż w rzekach i kanałach, owo, jak powiada Dostojewski "najbardziej wymyślone miasto na swiecie" odbija się w literaturze rosyjskiej. Woda może świadczyć jedynie o tym, co widać z wierzchu, może to wszystko, i tylko to, ukazywać. Ukazywanie fizycznego i duchowego wnętrza miasta, jego wpływu na ludzi i na ich świat wewnętrzny, niemal od założenia Petersburga stało się głównym tematem literatury rosyjskiej. Literatura rosyjska w istocie urodziła się nad brzegami Newy”.
Niezwykły to esej, który wiele wyjaśnia, ale skłania również do kolejnych wewnętrznych poszukiwań.

Drugi esej “W półtora pokoju”  Brodski napisał po angielsku, a został przetłumaczony przez Annę Husarską. Wzruszający, ściskający za gardło, napisany ku pamięci rodziców Brodskiego, ktorzy żyli przez większość swego życia w półtora pokoju w Peterburgu. Wygarnięte z zakamarków pamięci strzepki wspomnień, aby zachować je zanim zostaną unicestwione, bowiem “Pamięć zdradza wszystkich, szczególnie tych, których znaliśmy najlepiej. To wspólniczka zapomnienia, sojuszniczka śmierci. To sieć z drobnym połowem, z której wypłynęła woda. Nie można użyć pamięci do wskrzeszania kogokolwiek, nawet na papierze”.  To wspomnienia mieszkania, zapis gestów, mimiki, wspólnego spaceru z ojcem, wspomnienie łóżka rodziców czy chińskich figurek przywiezionych przez ojca, oficera marynarki. Bardzo osobiste, przepięknie napisane, przepełnione miłością i tęsknotą.  

Typ prozy do której chce się wracać i wracać, aby upajać sie pięknem języka.


__________
Josif Brodski, Dyptyk petersburski, czyli przewodnik po przemianowanym mieście, przeł. Pawel Hertz i Anna Husarska, Zeszyty Literackie, Warszawa 2003, s. 77.

Pierwsze zdanie: Przed Dworcem Finlandzkim, jednym z  pięciu dworców, skąd podróżny może dostać się do tego miasta lub je opuścić, tuż nad brzegiem Newy, stoi pomnik człowieka, od którego nazwiska miasto obecnie się nazywa.

Ostatnie zdaniePatrząc na orkiestrę, nagle zapytałem, jakie obozy koncentracyjne uważał za gorsze: hitlerowskie czy nasze. "Wolę być raczej spalony od razu na stosie, niż umierać powolną śmiercią i znajdować w tym jakiś sens" - odpowiedział i jął pstrykać zdjęcia. 


--------------------------



Image and video hosting by TinyPic

poniedziałek, 13 maja 2013

SYNOWIE, PEARL S. BUCK



„Synowie” Pearl S. Buck jest drugim tomem trylogii „Ziemski dom” traktującym o losach trzech synów Wang Lunga, którego życie poznajemy w części pierwszej.  Wang Lung, który tak ukochał ziemię, zakupił jej takie mnóstwo, że jego synowie mogli uważać się za bogaczy. Miał on ogromną nadzieję, że synowie nie tylko nie pozbędą się żadnego poletka, ale będą dbać o  stworzoną przez niego potęgę i umocnią znaczenie rodziny. Jak to często bywa, marzenia Wang Lunga zupełnie nie pokrywały się z zamierzeniami jego synów, którzy już przy jego łożu śmierci układali plany, jakby się tej ziemi pozbyć, najlepiej z największym zyskiem. Wang Starszy był mężczyzną słabego ducha, dbającym jedynie o luksusy i przyjemności ciała, nie miał ochoty zostać ziemianinem, ponieważ nie chciał zmieniać swojego mieszczańskiego stylu życia. Wang Drugi chciał swoje życie poświecić sprzedaży ziarna i pomnażaniu w handlu pieniędzy. Natomiast najmłodszy, Wang Tygrys, który zapałał uczuciem do najmłodszej konkubiny swego ojca i uciekł z domu, nie zamierzał wiązać swego życia z miejscem, w którym się urodził i z ziemią, której nienawidził, tylko z wojskiem. I to właśnie o Wangu Tygrysie opowiada lwia część tej książki, o jego dążeniu do władzy i jej umacnianiu. Bardzo ładnie są scharakteryzowane sylwetki trzech braci, ze szczególnym wskazaniem na najmłodszego, którzy różnią się tak bardzo od siebie, że aż trudno uwierzyć, że mają tych samych rodziców.

Druga część trylogii podobała mi się mniej, zabrakło mi tutaj tego kolorytu Chin, który tak wspaniale Pearl Buck uchwyciła w części pierwszej. Warstwa obyczajowa jest znacznie uboższa. Tym razem autorka ukazuje nam życie prostych ludzi, którzy gnębieni są przez bandy rozbójników i często także przez samo wojsko, zabiera nas też na salę sądową i ukazuje niesprawiedliwość, która najczęściej dotyka najbiedniejszych. Kontrastuje te obrazy z życiem bogatych mieszczan, generałów i sędziego. Cenię ją za to, że zaglądała do brudnych zaułków i starała się przedstawić życie w ówczesnych Chinach z wielu stron, że opisywała losy tych, którzy nigdy nie mieli prawa głosu i nikomu wcześniej nawet nie przyszło do głowy, aby zająć się takim tematem.
Jednakże najdokładniej opisane sprawy wojskowe na tle rewolucyjnych zmian, jakie zachodziły w Chinach, nie interesowały mnie zwyczajnie aż tak bardzo.

Mimo tego, że byłam nieco rozczarowana samą historią, drugi tom trylogii czytało mi się całkiem dobrze, a to zasługa lekkiego pióra Pearl Buck i niezbyt skomplikowanej treści z wyraźnym przesłaniem, aby nie przenosić swoich marzeń i ambicji na dziecko, bez względu na czasy, w jakich się żyje.


Trylogia "Ziemski dom":
tom I - "Łaskawa ziemia"


_____________
Pearl S. Buck, Synowie, tom II trylogii Ziemski dom, Trylogia o Chinach, przeł. Jędrzej Polak, Muza, Warszawa 2006, s. 439.


Pierwsze zdanieWang Lung umierał. Umierał pośród pól w maleńkiej, ciemnej, wiekowej chacie z gliny, w izbie, w której sypiał jako młodzieniec, w tym samym łóżku, na którym zległ w noc poślubną. 

Ostatnie zdanieWtedy Wang tygrys oderwał w końcu dłoń od ust i sięgnął po wino, a przystawiwszy je do warg, pil łapczywie. Było dobre, gorące i smaczne. Wyciągnął rękę z kubkiem i szepnął:
- Jeszcze.
I nie zapłakał.


-------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Projekt Nobliści,  Z półki - 2013, Z literą w tle.



Image and video hosting by TinyPic

środa, 13 marca 2013

ŁASKAWA ZIEMIA, PEARL S. BUCK


Pearl S. Buck jest Noblistką po której książki sięgam najchętniej. Wiem, że w swoich licznych powieściach zabierze mnie do egzotycznych krajów i będzie pokazywać świat, jaki nikt wcześniej nie odmalował na stronach książki. Bedzie zaglądać w biedne zaułki, do pałaców kurtyzan i pod chłopskie strzechy, aby pisać o rzeczywistości, o jakiej nie mieliśmy pojęcia. Jej dorobek literacki wzbudza u mnie wielki szacunek i respekt. Nie tylko napisała kilkadziesiąt wspaniałych powieści, ale także zdobyła jako pierwsza Amerykanka Nagrodę Nobla i Nagrodę Pulitzera. Wiele lat temu przeczytałam jej „Pałac kobiet”, który mnie zachwycił, czytałam go zresztą jeszcze kilka razy, później jeszcze kilka innych jej książek, ale nie sięgnęłam do tej pory po chyba jej najsłynniejsze dzieło – trylogię „Ziemski dom”, która przyniosła jej międzynarodowy sukces zaraz po wydaniu. Zresztą i teraz, jeśli tylko pojawia się jej wznowienie – zostaje rozchwytana przez czytelników.
„Ziemski dom. Trylogię o Chinach” zbierałam w pocie czoła, akurat było to w czasie, kiedy nakład pierwszego tomu został wyczerpany i długo musiałam na niego czekać. Kiedy wreszcie mi się udało – westchnęłam z satysfakcją i ustawiłam całość na półce. Żal było mi ją zacząć czytać. Wiem, jestem dziwna, ale nie mogę pohamować się przed „oszczędzaniem” tych książek, które spodziewam się, że przyniosą mi prawdziwą literacką ucztę. Zawsze zachowuję je na potem, na gorszy czytelniczo czas, kiedy będę złakniona w pełni satysfakcjonującej mnie powieści. Czy moje przeczucia co do tej trylogii były słuszne? Mogę szczerze odpowiedzieć, że tak.

„Łaskawa ziemi” to pierwszy tom trylogii. Głównym bohaterem jest Wang Lung, ubogi chłop, który mieszka razem ze starym ojcem w glinianej chacie gdzieś na północy Chin. Prowincja ta ma niewielki kontakt ze światem zewnętrznym, dlatego zmiany tutaj następują powoli, a przywiązanie do kultywowanych tradycji oraz szczególnie posiadanej ziemi jest silne. Ziemia ta karmi, ubiera, ogrzewa, a czasami skazuje na klęskę i głód. Jednak kochana i pielęgnowana odwdzięcza się wspaniałymi plonami i niesie bogactwo, jeśli tylko natura jest łaskawa i ześle odpowiednią pogodę. Wang Lung jest w wieku odpowiednim do ożenku, ale stać go jedynie na wykup niewolnicy z domu bogatego pana Hwanga. O-lan nie jest piękną kobietą, nie ma niczego, co wzruszało serce mężczyzny w tamtych czasach, a więc jej stopy nigdy nie były wiązane, jest wysoka, twarz ma płaską, a cerę ciemną. Mimo tego staje się wspaniałą towarzyszką życia, milczącą, ale zawsze stojącą przy boku swego męża, wierzącą w siłę ziemi, często lub prawie zawsze – niedoceniana, ganiona, ale starająca się sprostać wszystkim wymaganiom.

Pokazanie tego świata z punktu widzenia mężczyzny, jest bardzo ciekawym zabiegiem. Ukazuje mentalne różnice pomiędzy wschodem i zachodem, wyjaśnia odmienność w podejściu do małżeństwa, kobiet, rodziny, honoru.

„Łaskawa ziemia” książka, która czyta się wolno, narracja jest spokojna i łagodna, ale niezwykle barwna. Świetnie są oddane kolory, smaki i zapachy, codzienność ludzi mieszkających w chińskiej wsi, tak nam obcą i nieznaną. Przybliżone zostają tradycje i obyczaje, ówczesne wierzenia. Tak jak Wang Lung wspina się po drabinie społecznej, tak i my zaglądamy do ubogiej chaty, szałasu w slumsach i bogatego domu z mnóstwem wewnętrznych dziedzińców. Obserwujemy rośnięcie w potęgę rodziny Wung, ale także jej słabe ogniwa. Akcja powieści zawiera tylko echa historii i ówczesnej polityki, wszak zwykły wieśniak, analfabeta nie ma o niej pojęcia, dla niego ważne jest tylko tu i teraz, ewentualnie przyszłość najbliższych. To co się dzieje poza jego światem, poza ziemią, jest dla niego nie do pojęcia i wywołuje jedynie zdziwienie, konsternację i nikłe zainteresowanie.

Fascynujący jest świat, który odmalowała Pearl S. Buck w swojej książce. Mimo tylu lat pierwszej edycji wciąż ciekawi i porywa. Z miłą chęcią zagłębiam się więc w tom drugi pod tytułem „Synowie”.


Trylogia "Ziemski dom":
tom II "Synowie"

_____________
Pearl S. Buck, Łaskawa ziemia, tom I trylogii Ziemski dom, Trylogia o Chinach, przeł. Jedrzej Polak, Muza, Warszawa 2006, s. 319.

Pierwsze zdanie: Był to dzień ślubu Wang Lunga.
Ostatnie zdanie: Patrzyli przy tym po sobie ponad głową starca, wykrzywiając twarze w mdłych uśmiechach.


-------------------------

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Projekt Nobliści, Pochłaniam strony bo kocham tomy, Z półki - 2013.



Image and video hosting by TinyPic